Archiwum Sierpień, 2014

  • Derby (25). Bohemians – Shamrock Rovers

    Z przedwojennego Lwowa przenosimy się do Irlandii. W tym kraju gościmy po raz pierwszy. Tamtejszy futbol, mimo sąsiedztwa Wielkiej Brytanii, nie obfituje w wybitne kluby i nie cieszy się tak dużą popularnością jak choćby rugby, są jednak spotkania, które elektryzują Zieloną Wyspę; to derby Dublina, rozgrywane między klubami Bohemian FC i Shamrock Rovers FC. Zaczynamy. Czytaj dalej...

  • Retro. Perugia 1978/79

    Startuje Serie A. W nagrodę opowieść o prowincjonalnym klubie, w którym najważniejsze decyzje podejmowano przy stole ping-pongowym… Czytaj dalej...

  • TOP 250. Ashley Cole (143.)

    Subiektywny ranking najlepszych piłkarzy świata ostatniego ćwierćwiecza. Na pozycji 143. Ashley Cole. Czytaj dalej...

  • Wczorajszy mecz. Real Madryt – Córdoba CF 2:0

    Królewscy rozczarowali. Nie rozczarował Leszek Orłowski. Jeżeli wierzyć Rodrigo Silvie z „El País”, budżet Córdoba Club de Fútbol wynosi 20 mln euro. Sam Toni Kroos, choć kupiono go w okazyjnej cenie, kosztował więcej. No więc z jednej strony grający u siebie zdobywcy Pucharu Europy, z drugiej – drużyna, która cudem awansowała do La Liga. Gwiazdy szukają formy Gospodarze grali nieźle w pierwszej połowie. Przez ładnych parę minut pokazali, że jak siądą na przeciwniku, to z tego przeciwnika prawdopodobnie nie będzie czego zbierać. Problem w tym, że żaden z ofensywnych zawodników Carlo Ancelottiego nie znajduje się w wysokiej formie, więc za intensywnymi atakami nie szla dokładność, a za nią bramki. Cristiano Ronaldo nie jest chyba w pełni sił (więc po co wystawiać go na tak słabą drużynę? Inna sprawa, że Portugalczyk zagrał cały mecz i zdobył bardzo ładną bramkę). Gareth Bale na razie robi wszystko, by zaprzeczyć tezie, że po przepracowanym całym okresie przygotowawczym, będzie wymiatał jak nigdy. Karim Benzema, mimo zdobytej bramki (przedostatnio w lidze trafił 23 marca w meczu z Barceloną), znów nie zachwycił; nie jest tak aktywny w rozgrywaniu piłki, jak wtedy, gdy znajduje się w optymalnej dyspozycji. Luka Modrić szuka formy, którą czarował w ubiegłym sezonie (przeciwko Córdobie zagrał na pewno lepiej niż przeciwko Atlético w Superpucharze), a James Rodríguez wciąż wdraża się w grę nowej drużyny. Czy Kolumbijczykowi uda się zastąpić Angela Di Marię? Ci, którzy płaczą po Argentyńczyku, jak po Mesucie Özilu, być może za rok stwierdzą, że wymiana jednego pomocnika na drugiego wyszła na zdrowie Realowi. Myślę, że były zawodnik Monaco ma potencjał, by szybko stać się kluczowym zawodnikiem Królewskich. Di Maríi wypada życzyć owocnej współpracy z Tomem Cleverleyem i Ashleyem Youngiem. Na tę chwilę ofensywa Królewskich prezentuje się przeciętnie. Dlatego nie było goleady, a „marne” 2:0. 1 „As” ma rację: dopiero CR7 (255 bramek w 250 meczach w białych barwach) zakończył cierpienia Realu w spotkaniu z Córdobą Licząc na kolejny cud Goście, dowodzeni przez byłego obrońcę Barcelony Alberta „Chapiego” Ferrera, zaprezentowali się nieźle w defensywie, ale trzeba przyznać, że w akcjach ofensywnych pomógł im fatalnie dysponowany Sergio Ramos. „Cesarz” gra tak, że mógłby mieć problem, żeby załapać się do obrony Cracovii. Dobrze dla kibiców Realu, że Pepe naprawia błędy bohatera finału Ligi Mistrzów. Niespodziewanie grający od pierwszej minuty Álvaro Arbeloa też wypadł słabo. Obrona gospodarzy grała nie najlepiej, ale Córdoba nie pokazała zbyt wielu atutów z przodu. Niby miała swoje szanse, ale takie mają w ciągu 90 minut niemal zawsze rownież słabe drużyny, nawet na Santiago Bernabéu i Camp Nou. Nieporadnie wyglądał prawie dwumetrowy napastnik gości Mike Havenaar – Holender urodzony w Japonii. Raz nawet próbował przyjąć piłkę ręką. Wiadomo, nogą trudniej. Jeżeli ktoś śledził losy Crystal Palace w ubiegłym sezonie Premier League, wie, że nie powinno się nikogo skazywać na spadek, gdy zaczyna się sezon, ale drużyna Chapiego Ferrera, która awansowała do Primera División dzięki bramce zdobytej w ostatnich sekundach meczu barażowego, by się utrzymać, będzie potrzebowała kolejnego cudu. cordoba Kibicki Córdoby potrafią ładnie się uśmiechać Leszek Orłowski w formie gorszej niż Sergio Ramos Gwiazdą meczu był komentator Canal Plus Leszek Orłowski. To, że niemal przez całą drugą połowę myliła mu się Córdoba z Elche (w końcu w sobotę Barcelona, ukochana drużyna pana Leszka, pokonała 3:0 Los Franjiverdes), można było do pewnego momentu uznać za zabawne (potem już jedynie za żenujące). Ale sprzedanie gawiedzi newsa o tym, że dziennikarz „Asa” Tomás Roncero w swym felietonie napisał o tym, że Angel Di María musiał odejść, bo koszulki Jamesa Rodrigueza lepiej się sprzedają (340 tys. sztuk według Orłowskiego), to już był pokaz kompletnej niewiedzy komentatora. No ale wiadomość poszła w świat i teraz każdy janusz, który oglądał mecz, poda ją dalej. Ignorancję dziennikarza pokazano na fejsbukowym (anty)fanpejdżu „Odsunąć Leszka Orłowskiego od komentowania meczów Realu Madryt”. Po pierwsze: nie Roncero, a Alfredo Relaño, dyrektor „Asa”. Po drugie: koszulek sprzedało się pierwszego dnia nie 340 tys., a 900 (nie 900 tys., po prostu 900), więc powtarzanie takiej bzdury nie przystoi. Po trzecie: jeżeli ktoś interesuje się tym, co dzieje się w Realu Madryt, wie, że „Asowi” niekoniecznie po drodze z Florentino Pérezem, a raczej nieskory do głoszenia radykalnych opinii prezes Królewskich, z wyraźnym niesmakiem wykazywał swego czasu hipokryzję Roncero. Orłowski? Facet uchodzi za eksperta od ligi hiszpańskiej, a nie nadaje się do tego, by czytać w Kauflandzie ogłoszenia o promocjach. Gdy swego czasu pisałem o koszmarnych błędach popełnianych przez to indywiduum i jego stronniczości, inny znany dziennikarz zarzucił mi „hejt”. Cóż, ręka rękę myje. Co dalej? Real Madryt zaimponował w meczu o Superpuchar Europy, nie dając szans Sevilli (2:0 i niemal pełna kontrola na boisku). Potem słabo wypadł w dwumeczu przeciwko Atlético, teraz męczył się z beniaminkiem. Za tydzień wyjazd do San Sebastian, później kolejna walka na noże z Rojiblancos na Santiago Bernabéu. Przewidywania? Można by napisać, że jeśli Królewscy nie poprawią gry, znów dostana w łeb od Atleti. Ale piłkarze Diego Simeone (spędzi osiem meczów poza ławką rezerwowych za, powiedzmy, pewną nadekspresję podczas ostatniego meczu przeciwko Blancos – kara przegięta) stracili przecież punkty w meczu z Rayo Vallecano, które do potentatów nie należy. Bądź tu mądry. Jeżeli chodzi o Córdobę trudno przewidywać, by walczyła o coś więcej niż utrzymanie (będzie potrzebny kolejny cud?). Real Madryt poprzedni sezon zaczął od wymęczonego 2:1 z Betisem, a na do widzenia zdobył Décimę. Może i teraz ślamazarna gra jest zapowiedzią kolejnych triumfów? Nowy sezon La Liga zaczął się bez fajerwerków (tylko 20 zdobytych bramek). Oby następne kolejki były ciekawsze i oby nC+ wprowadziło opcję „wyłącz komentatora”. *** 25 sierpnia 2014, Estadio Santiago Bernabéu (Madryt) Real Madryt – Cordoba CF 2:0 (1:0) 1:0 Karim Benzema 30′ 2:0 Cristiano Ronaldo 89′ Sędziował: Jesús Gil Manzano. Widzów: 70 356. Real Madryt: Iker Casillas, Álvaro Arbeloa (71′ Dani Carvajal), Sergio Ramos, Pepe, Marcelo, Toni Kroos, Luka Modrić, James Rodríguez (71′ Isco), Gareth Bale, Cristiano Ronaldo, Karim Benzema (76′ Sami Khedira). Trener: Carlo Ancelotti. Córdoba CF: Juan Carlos, Adrian Gunino, Aleksandar Pantić, Íñigo López, José Crespo, Fausto Rossi, Aritz López Garai, Ryder Matos (62′ Fidel), José López Silva, Dani Pinillos (46′ Federico Cartabia), Mike Havenaar (67′ Xisco Jiménez). Trener: Albert Ferrer. Marcin Wandzel Czytaj dalej...

  • Mourinho. Anatomia zwycięzcy

    Patrick Barclay, szkocki dziennikarz sportowy, bierze pod lupę jednego z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych trenerów na świecie – José Mourinho… Czytaj dalej...

  • Seans piłkarski (28). The Class of ’92

    Jak można nie lubić takiego klubu, jak Manchester United? Zastanawiam się nad tym, dlaczego sam za nim nie przepadam. Polski tytuł filmu, emitowanego przez Canal Plus, to – ktoś się nie wysilił – „Sześciu wspaniałych z Manchesteru United”. Upierałbym się przy tym, że powinno być „Sześciu wspaniałych z Manchester United”, bo ta powszechna odmiana to chyba taki błąd, jakby napisać „z Bostonu Celtics”, ale może się mylę. Razi też niechlujstwo tłumacza. Przykładowo, „9-year-old” przetłumaczone zostało bodaj „młody człowiek”. OK, dość narzekania. Film braci Bena i Gabe’a Turnerów opowiada historię sześciu wychowanków klubu z Old Trafford: Davida Beckhama, Nicky’ego Butta, Ryana Giggsa, braci Gary’ego i Philla Neville’ów oraz Paula Scholesa. Na początku „The Class of ’92” leci piosenka The Stone Roses (ich debiut to jedna z moich ulubionych płyt, no i jeden z najlepszych albumów w historii rocka), więc od razu zostałem „kupiony” przez film. The-Class-Of-92-Reviewed Od lewej: Garry Harrison, Ryan, Nicky, David, Gary, Phil i Paul. To nie pierwszy raz, gdy to zdjęcie gości na slowfoot.pl Oprócz wymienionej szóstki w filmie pojawiają się m.in. Garry Harrison (trener młodzieżowej drużyny MU, który zajmował się późniejszymi gwiazdami), Éric Cantona, Zinedine Zidane (Zizou jakby doczepiony na siłę), były premier Tony Blair, reżyser Danny Boyle, a także Mani – basista wspomnianych The Stone Roses. Jest też, oczywiście, sir Alex Ferguson. A chłopaki przy winie bądź w szatni lub na boisku opowiadają (okazuje się, że Scholes nie tylko potrafi się uśmiechać, ale jest też chyba największym jajcarzem w tej ekipie) o czasach od wygranej w 1992 w FA Youth Cup do pamiętnego 1999 roku, gdy zdobyli potrójną koronę (mistrzostwo i Puchar Anglii oraz wygrana w finale LM z Bayernem po znanej nam wszystkim niewiarygodnej końcówce). „The Class of ’92” to nie jest słodkie, pijarowskie ględzenie. Chłopaki mówią m.in. o fali, jaka panowała w MU. Chyba wszyscy stwierdzają, że takie atrakcje, jak symulowanie stosunku z czyjąś fotografią albo zamknięcie w torbie bodaj na sprzęt na ładnych parę minut zahartowało ich, ale trzeba przyznać, że brzmi to dość nieciekawie. Becks stwierdza, że dzięki ich postawie zjawisko fali w szatni Czerwonych Diabłów znikło. Bodaj Butt mówi jednak, że dziś młodym piłkarzom przydałoby się jednak nieco więcej presji ze strony starych. Można też posłuchać, kto w MU lubił się zabawić: Giggsy, ale wygląda na to, że najbardziej Lee Sharpe. Nie mogło się obyć przy tej okazji bez historii o nalocie sir Alexa (Giggs mówi o nim „stary”) na dom, w którym młodzi piłkarze szykowali się na imprezę. Wiadomo, suszarka została włączona. Świetnie się tego wszystkiego słucha. Panowie są wyluzowani, widać, że dobrze się czują ze sobą. Nawet Blaira można posłuchać. Ważne jest też umiejscowienie odrodzenia United w kontekście społeczno-kulturowym Manchesteru i całej Anglii. Również „sześciu wspaniałych” miało wpływ na to, że w kraju pojawiło się więcej optymizmu, że coś zaczęło się dziać: politycznie i kulturowo. „Lata 60. 70. i 80. to był niewiarygodny czas dla Liverpoolu. Poniekąd ostatnie 20 lat to był czas Manchesteru: The Stone Roses, Oasis, United wygrywający ligę” – mówi Gary Neville. No i chyba ma rację. Były prawy obrońca MU opowiada też o tym, że wysłał (już nie pamiętam co) Liamowi Gallagherowi z tego zespołu z prośbą o autograf. Przedmiot (gitara?) został odesłany z adnotacją: „Nie zasługujesz, by grać w reprezentacji”. Wiadomo, wokalista Oasis to kibic Manchester City. I taki jest ten film: gadki ciekawsze nawet od archiwaliów (czasem niepotrzebnie ciętych wypowiedziami zawodników – irytuje to zwłaszcza, gdy pokazywany jest genialny gol Giggsa strzelony Arsenalowi). Ciekawi mnie, czy w innym kraju mógłby powstać tak fajny dokument. W Hiszpanii? Gdyby bohaterem była słynna „Piątka Sępa” Realu Madryt (Michel, Martín Vázquez, Manolo Sanchís, Emilio Butragueño i Miguel Pardeza), może i tak, choć pewnie z gorszą muzyką i nie na takim luzie. Carles Puyol, Xavi, Andres Iniesta i inne gwiazdy La Masii? Raczej nie wyszłoby z tego nic ciekawego. Angolska kultura jest jednak specyficzna, pasuje mi jak żadna inna. Może nawet, gdyby w innym kraju dało się coś wykroić, to nie z tak dobrą muzyką: A wracając do pytania postawionego na początku: lubię ten stary MU. Przypomniało mi się właśnie, jak bardzo ucieszyłem się, gdy cudem pokonali Bayern na Camp Nou. W Canal Plus będą powtórki. Nie przegapcie. Marcin Wandzel the-class-of-92-man-united poster „Sześciu wspaniałych z Manchesteru United” („The Class of ’92”, reż. Ben Turner, Gabe Turner; Wielka Brytania 2013) Czytaj dalej...

  • Retro. ŁKS mistrzem jest!

    W niedzielę odradzający się ŁKS zagra z rezerwami Legii. Był jednak czas, gdy kibice z al. Unii byli najlepsi w Polsce, a „Balladę o Mariuszu” śpiewała cała kibicowska Polska. Czytaj dalej...

  • Retro. FC Koszyce 1997

    Podczas wakacyjnych wędrówek zapędziłem się do dwóch pięknych słowackich miast: Bardejowa i Koszyc. Czytaj dalej...

  • TOP 250. Gheorghe Popescu (144.)

    Subiektywny ranking najlepszych piłkarzy świata ostatniego ćwierćwiecza. Na pozycji 144. Gheorghe Popescu. Czytaj dalej...

  • Przystanek Bundesliga (3). Henryk Bałuszyński

    Dedykuję odcinek tym wszystkim ludziom, których już wśród nas nie ma – przynajmniej w sensie fizycznej obecności… Czytaj dalej...