Albańskich klubów pucharowe przypadki

Niedoszły mecz w Chinach, białe fartuchy na boisku, zakazane wąsy, kop w żołądek, kradzieże na Heathrow i tym podobne atrakcje.

Shqipëria, czyli kraina orła. Shqipëria to po albańsku Albania. Geograficzne położenie na krańcu starego kontynentu determinuje pewną izolację, ale gdyby nie paranoiczny reżim komunistyczny, ta izolacja zapewne byłaby mniejsza.

1

Tak, tak moi drodzy, dziś symbolem kraju odciętego od świata jest Korea Północna, ale kiedyś równie paranoiczny reżim miał siedzibę o wiele bliżej nas. Europejskie występy pucharowe tamtejszych klubów były może nie oknem, ale raczej lufcikiem na świat, jedną z niewielu okazji na kontakt obywateli albańskich z resztą kuli ziemskiej…

Klient z wąsem jest…
Paranoja albańskich władz przejawiała się na różne sposoby. Na przykład nie mogli ścierpieć zarostu na twarzy. Boleśnie przekonał się o tym szkocki obrońca Danny McGrain.

1

Klub McGraina, czyli Celtic, wylosował Partizani Tirana w pierwszej rundzie Pucharu Europy w roku pańskim 1979. Zarost bocznego obrońcy był w szkockim futbolu czymś w rodzaju instytucji, ale co kraj, to obyczaj. W Albanii pod panowaniem Envera Hodży zarost na twarzy był symbolem zachodniego zepsucia i zgnilizny – zagrożeniem dla moralnej czujności tamtejszej młodzieży.

Obrońca obawiał się wycieczki na Bałkany, co później opisał w swej autobiografii – gdyby ktoś go o to poprosił, zgoliłby zarost. Ale nic takiego nie zastąpiło. McGrain i jego broda wzięli udział w meczu przegranym 0:1. Mecz odbył się 19 „shtatora” czyli września.

Sowietom na złość
Ale akurat tego typu problemy można uznać za humorystyczne w porównaniu z innymi, które sprawiały albańskie kluby europejskiej federacji piłkarskiej.

Większym problemem była nieprzewidywalność albańskich władz futbolowych, która sprawiła, że tamtejsza federacja była czarną owcą w kochającej się rodzinie UEFA przez około ćwierćwiecze.

Pierwszy albański występ w europejskich pucharach przypadł na rok 1962 i jak łatwo się domyślić, był polityczną manifestacją. Dwa lata wcześniej Hodża mocno ideologicznie poróżnił się ze Związkiem Radzieckim. Sowieci i Albańczycy pozostawali jedynymi federacjami bojkotującymi europejskie rozgrywki, a że Enver chwytał się wszelkich sposobów, by utrzeć nosa Krajowi Rad, po dołączeniu piłkarzy z kraju orła do euro-zabawy, piłkarskie władze CCCP zapewne miały się z pyszna. „Partyzanci” z Tirany stanęli na starcie Pucharu Europy.

1

Pierwszy start i przegrana ze szwedzkim mistrzem z IFK Norrköping. Partizani nie wypadli najgorzej, a meczowi w Tiranie towarzyszyła stosunkowo spokojna atmosfera, gdyby nie liczyć kamieni rzucanych przez albańskich fanów na płytę boiska pod koniec spotkania. Tego typu wrzutki są dość powszechne na peryferiach europejskiego futbolu, starczy przywołać rozegrany w znacznie bardziej cywilizowanych czasach, eliminacyjny mecz do mistrzostw świata España ’82, biało-czerwonych na Malcie…

17 Nëntori
Szkoccy mistrzowie z Kilmarnock wylosowali 17 Nëntori Tirana w pierwszej rundzie Pucharu Europy w sezonie 1965/66. Manager Szkotów Malcolm McDonald chciał na mecz wyjazdowy zabrać 16 piłkarzy, ale jedynie 15 z nich otrzymało wizy. Oczywiście, jak to z paranoicznym reżimem bywa, nie zostało przedstawione żadne wyjaśnienie.

17 Nëntori to po albańsku 17 listopada – dzień, w którym Tirana została wyzwolona po II Wojnie Światowej. Jeden szkocki dziennikarz (chyba jakiś językoznawca?) złośliwie podkreślił, że 17 Nëntori to dzień, w którym zostajesz wpuszczony do Albanii po tym, jak twój samolot wylądował dnia 15 Nëntori…

1

Jak to zwykle bywało w tamtych czasach, trener Kilmarnock nic o rywalach nie wiedział. Rzut oka na skład rywali i pustka w głowie. Wyróżniało się nazwisko „Panajot Pano”; jak się potem okazało, był to w poprzednim sezonie najlepszy strzelec ligi albańskiej. Tak naprawdę, gdyby w barwach 17 Nëntori miała wystąpić reprezentacja Albanii, Szkotom niezwykle ciężko byłoby to udowodnić.

Powietrzna podróż do Albanii do najłatwiejszych nie należała. Lotów rejsowych nie było, należało wynająć czarter. Szkoci wybrali wariant podróżny z międzylądowaniami w Londynie i Rzymie. Wylot z włoskiej stolicy nastąpił stosunkowo późno, a jako że w Tiranie nie można było lądować po zmroku, wyspiarze lecieli ze ściśniętymi gardłami. Udało się: samolot dotknął pasa, gdy się ściemniało, i lokalne wojsko właśnie kierowało w niebo działa przeciwlotnicze. Opowieści graczy Kilmarnock dotyczące wydarzeń pozaboiskowych były znacznie ciekawsze od bezbramkowego remisu, który padł na placu gry.

Gdy Szkoci usiłowali poinformować telefonicznie swoje rodziny, że udało im się szczęśliwie dotrzeć na miejsce, ze zgrozą odkryli, że linie telefoniczne działają tylko przez godzinę rano i dwie godziny po południu. Klubowi lekarze i masażyści, gdy wbiegali na boisko, by udzielić pomocy kontuzjowanym piłkarzom, ze zdziwieniem obserwowali, że towarzyszy im duża grupa albańskich doktorów w białych fartuchach gotowych do pomocy.

1

Kilmarnock nieznacznie wygrał mecz rewanżowy ku niekłamanej uldze wszystkich, w tym rodziny UEFA. Po pierwszym meczu bowiem, a było to przed zasadą podwójnego liczenia goli wyjazdowych, Albańczycy zaproponowali by ewentualny trzeci, decydujący, odbył się w… zaprzyjaźnionych z nimi Chinach!

Koledzy Hitlera
Od rozpoczęcia rozgrywek w pucharowych zmaganiach obowiązywały pewne podstawowe zasady. Każda uczestnicząca federacja była informowana o tym, ilu uczestników może wystawić, a kto z kim będzie się mierzył, decydowało losowanie. Proste, żadna fizyka kwantowa. Wszyscy to rozumieli. Wszyscy, oczywiście oprócz Albańczyków.

Po raz pierwszy futbolowy światek przekonał się o tym w roku 1966, gdy nasi dobrzy znajomi z 17 Nëntori wycofali się z Pucharu UEFA po wylosowaniu Norwegów z Vålerengi. Domyślano się, że decyzja mogła zostać podyktowana bliskimi stosunkami, w jakich Norwegia pozostawała z hitlerowskimi Niemcami w czasie II Wojny Światowej. Ale to jedynie domysły, teorie niczym nigdy nie potwierdzone. Ani na ten, ani na temat kolejnych wycofań z rozgrywek, nigdy nie padło ani jedno słowo wyjaśnienia.

1

Nie było tak, że wycofanie klubów albańskich nie miało precedensu. W 1958 roku greccy mistrzowie z Olympiakosu woleli rzucić ręcznik niż zbrukać się meczami z tureckim Beşiktaşem. Pięć lat później tak samo postąpiła grecka drużyna narodowa po wylosowaniu Albanii w europejskim Pucharze Narodów – technicznie oba państwa znajdowały się w stanie wojny. Vålerenga otrzymała miejsce w kolejnej rundzie, a 17 Nëntori zostali po cichu poproszeni o lepsze zachowanie w przyszłości. I tyle.
Łagodnie podejście UEFA w stosunku do albańskich klubów miało jednak zawieść. W kolejnym sezonie Dinamo Tirana wylosowało zachodnioniemieckich mistrzów z Eintrachtu Brunszwik i mieliśmy déjà vu i kolejną dezorganizację rozgrywek. Ciężko wskazać motywację. RFN to, wiadomo, ci źli Niemcy, ale nie przeszkodziło to albańskiej drużynie narodowej zagrać w tym samym roku z tym rywalem w eliminacjach Pucharu Narodów. UEFA lekko się wnerwiła i na rok wyrzuciła Dinamo z pucharów.

Vllaznia Szkodra

1

W sezonie 1971/72 Albania zgłosiła drużyny do wszystkich trzech europejskich rozrywek, po raz pierwszy w historii. Krok naprzód? Niekoniecznie. Zaraz potem Vllaznia Szkodra zrezygnowała z rywalizacji z austriackim Rapidem Wiedeń w Pucharze UEFA. Wydawało się to bez sensu, gdyż spotkania Dinamo Tirana z austriackimi rywalami z Pucharze Zdobywców Pucharów przebiegły w tym sezonie bez żadnych problemów. Rok wcześniej Partizani Tirana rywalizował bez komplikacji z Wackerem Innsbruck. Na piłkarzy ze Szkodry nałożono standardową roczną dyskwalifikację.

Problemy rodziny UEFA z dziwakami z Bałkanów zaczęły się piętrzyć. Notoryczne wycofywanie i dezorganizacja rozgrywek zamieniły się w całkowitą nieobecność w latach 1973-1978. Z każdym kolejnym sezonem nasilały się plotki, że teraz nastąpi powrót, ale nic takiego nie miało miejsca. W sezonie 1977/78 albańska federacja stwierdziła, że tym razem zgłosi uczestników. I faktycznie zgłosiła, ale o tydzień za późno…

2

Ostatecznie albańskim uczestnikom udało się wrócić na scenę w roku 1978 (to był dobry rok z wielu powodów), ale nic, a nic nie uległo zmianie poczucie paranoi i nieprzewidywalność. Gdy Vllaznia wylosowała Dynamo Moskwa w Pucharze Zdobywców Pucharów, zatroskana UEFA spodziewała się najgorszego. Dla albańskiego reżimu marksistowscy rewizjoniści, zdrajcy ze wschodu byli nawet bardziej znienawidzeni od faszystowskich imperialistów z zachodu.

We wczesnych latach 80. niecierpliwość reszty kontynentu zaczęła mocno narastać. Jeśli Albańczycy nawet łaskawie zgodzili się zagrać z wylosowanym oponentem, dziwaczne przepisy panujące w Tiranie i okolicach czyniły całą zabawę w zasadzie mało przyjemną.

Tylko bez kobiet w mini!
Afera „zarostowa” z udziałem Celticu, o której wyżej, miała swój wcześniejszy akt już w roku 1970. Wtedy to Ajax wylosował 17 Nëntori w Pucharze Europy. Albańska państwowa agencja turystyczna nie omieszkała poinformować holenderskich kolegów, że nie wpuści do siebie nikogo o długości włosów przekraczającej CZTERY centymetry tudzież noszącego brodę. Kobiety towarzyszące ekipie nie mogły nosić spódniczek mini, materiał mógł odkrywać jedynie sześć centymetrów kończyny. To nie żarty, tak było! Prezydent Ajaksu, pan Jaap van Praag, ostro się wkurzył, złożył do UEFA skargę i zażądał wykluczenia uciążliwych Albańczyków. Jednak mecze tym razem odbyły się bez problemu…

1

Jeśli graczom było ciężko wjechać na teren kraju orła, dla dziennikarzy było to właściwie niemożliwe. Telewizja w Albanii dopiero raczkowała, a jedyne raporty dotyczące wspomnianego już meczu Celticu w Tiranie były dziełem jugosłowiańskich dziennikarzy, którzy w przygranicznych miejscowościach słuchali radia. Kluby podróżujące do Albanii musiały spędzać wiele godzin na granicy. Na wszelki wypadek w podróż do najbiedniejszego kraju Europy zabierano własne jedzenie i wodę. Gdy wybrał się tam w roku 1982 północnoirlandzki Linfield, klubowy sekretarz Derek Brooks własnoręcznie po drodze odbierał piłkarzom aparaty fotograficzne. Przecież posiadanie takiego cacka było jawnym wyposażeniem szpiega. Relacja piłkarzy Linfield do złudzenia przypomina wspomnienia Kilmarnock sprzed 17 lat. Nic się nie zmieniło. Kraj Hodży zatrzymał się w (niedo)rozwoju…

3

I znowu te wycofania z rozrywek. 17 Nëntori wyeliminowało wówczas Linfield, ale wycofało się przed kolejną rundą, gdy okazało się, że rywalem ma być Dynamo Kijów. Vllaznia nie podjęła rękawicy z Hamburgiem w pierwszej rundzie Pucharu Europy w sezonie 1983/84. To było szóste wycofanie się z rozgrywek na przestrzeni 17 lat. UEFA zaczęła się na serio zastanawiać nad całkowitym wyeliminowaniem albańskich klubów z rozgrywek, gdy zdarzyło się Heysel i bałkański problem zszedł na znacznie dalszy plan.

Z kopa w żołądek
I jeszcze jeden przykład złego, albańskiego zachowania, diametralnie jednak odmienny od poprzednich. W roku 1987 Partizani Tirana wybrali się na mecz do Lizbony, by w pierwszej rundzie Pucharu Europy zagrać z Benficą.

Zbliżał się koniec pierwszej połowy, goście trzymali się dzielnie, przegrywając zaledwie jednym golem, gdy bramkarz i zarazem kapitan drużyny narodowej Perlat Musta wymierzył napastnikowi Rui Águasowi kopniaka w żołądek.

1
Bramkarz stoi drugi z prawej…

Golkiper został oczywiście wyrzucony z boiska, a w drugiej połowie przyjezdnym kompletnie puściły hamulce. Trzech kolegów Musty podążyło w jego ślady, wylatując z boiska ze brutalne faule i, również brutalne, obrażanie sędziego. Tym razem UEFA się nie patyczkowała jak wcześniej. Mecz rewanżowy został anulowany, Partizani na cztery lata wyrzucony z pucharów, a winni piłkarze otrzymali długoletnie kary.

Wyjaśnienie
Do dziś nie ma żadnych informacji o przyczynach, dla których albańskie kluby wycofywały się z rozgrywek pucharowych. Jednak można zaryzykować, że komunistyczna ideologia nie była głównym powodem tych absurdalnych decyzji.

W żadnych z sezonów w latach 1962-1985 (w tym roku zmarł Enver Hodża) albańskie kluby ani razu nie wykorzystały pełnej puli miejsc przysługujących im w europejskich pucharach. Rzadko kiedy do zmagań przystępowały dwa kluby z kraju orła. Po dogłębnym zbadaniu tematu wychodzi, że ANI RAZU przez te wszystkie lata dwie drużyny albańskie nie przebywały poza granicami kraju jednocześnie.

Zagraniczne podróże to była dla przeciętnego Albańczyka literatura science fiction, dlatego wypady piłkarskie były zawsze mocno obstawiane przez tamtejszą służbę bezpieczeństwa – Sigurimi.

Mocny był paranoiczny strach, że większość graczy wybierze wolność. Zdarzały się też przypadki żenujące, jak piłkarze złapani na drobnych kradzieżach na lotnisku Heathrow we wczesnych latach 80. Czy albańskie drużyny będą grały, zależało od losowania. Jeśli jeden klub grał u siebie pierwszy mecz, a drugi wówczas na wyjeździe – nie było sprawy. Ale gdy oba jednocześnie grały na wyjeździe, upilnowanie dwóch ekip liczących ponad 20 osób uznawane było za zbyt ryzykowne. Lepiej i bezpieczniej było się wycofać. Politycznie za to motywowane były uniki wobec klubów z ZSRR. Chyba. Być może. Nie wiadomo, na pewno, bo nikt się nigdy na ten temat nie wypowiedział…

Trafna metafora tej zagadkowej sytuacji jest taka – albański futbol w czasach komuny przypomniał ruską babuszkę: im dalej w głąb, tym więcej tajemnic odkrywasz i nic nie zdaje się takim, jak było wcześniej. By być w zgodzie z ideologiczną nowomową – to byłoby zapewne rewizjonistyczna marksistowsko-leninowska babuszka, z wymalowaną na nieprzeniknionej twarzy czerwoną gwiazdą, ale na sto procent bez żadnego zarostu.

Autorem artykułu jest Craig McCracken, prowadzący futbolowy blog pod adresem beyondthelastman.com – w klimacie bardzo przypominający slowfoot.pl Gorąco polecamy!

Tłum. Maciej Słomiński

  • Paweł Król

    Albańczyków nie było zbytnio widać jak piłki na dodanym filmiku z meczu z Celtikiem. Ale żarty na bok… Tekst mi się podobał.

    Pozdrawiam

  • Piciarm

    na pewno ciekawy….tym bardziej ze malo kto interesuje sie pilka albanska….
    pozdrawiam