Azymut Estonia!

Źle się dzieje na Wschodzie. Czerwoni biją pomarańczowych i kto wie, czy niedługo nie zabiorą się za niebieskich. Dlatego postanowiliśmy ruszyć z odsieczą. Taką prewencyjną, z aparatem (właściwie to był tablet, ale cii… nikt nie musi widzieć) i butelką Bombaya. Na zdjęcie szabelki dziadka ze ściany i wizytę na Ukrainie jeszcze przyjdzie czas. Teraz Estonia.

Wsiedliśmy więc w pociąg i… jako ludzie leniwi pojechaliśmy na najbliższe lotnisko. Podobno „LOT” cienko przędzie, to i dołożyliśmy im trochę pitaków do budżetu. Podróż przyjemna, stewardessy młode i urocze. Wiecie, kiedy polskie linie lotnicze upadną? Jak Emirates przekabaci te co piękniejsze do swojej floty. A to już się dzieje, bo na lotach krajowych coraz więcej „doświadczenia”. Młodość leci na Araba.

Tallin powitał nas po staroestońsku – śniegiem i wiatrem. Jako że mamy XXI wiek, nim udaliśmy się w drogę do hotelu, przez kwadrans kręciliśmy się pod lotniskiem, co by wi-fi złapać i uruchomić nawigację. Do tej pory trudno pojąć, jak taki Napoleon szedł na Moskwę bez Internetu i GPS? Tak, tak, mech, gwiazdy i Polacy na przedzie. Sam hotel o swojskiej nazwie „Dzingiel” dobry, acz bez fakejerwerków. Z ciekawostek: jeden z piłkarzy Levadii Tallin miał tam swoją bazę. To i tak lepiej niż w niektórych polskich klubach, które to nim „świeżak” znajdzie sobie jakieś lokum na mieście, kwaterują delikwanta w akademiku. Pewnie żeby podłapał ten sportowy klimat.

55_Žnieg

Powyżej pierwszy dzień i pierwszy mecz. Z pozdrowieniami dla Piotra Ćwielonga.

A było to dnia pańskiego 20 marca 2014 roku, na przeciw siebie stanęły TJK Legion i Tallina Infonet II. Wynik 1:7, a to przez to, że do przerwy goście grali z wiatrem (foto nie oddaje, ale to była burza śnieżna), dzięki czemu na drugą połowę wyszli z okazałą zaliczką. Po przerwie przestało padać i mający dobre konszachty z matką naturą piłkarze rezerw Infonetu musieli już tylko dobić rywali. A jaka to liga? Oczywiście Esiliga B, czyli trzeci stopień rozgrywkowy w Estonii. Sportowo poziom naszej A klasy.

62_úopata

Drugi z najważniejszych elementów widowiska. Zaraz za śniegiem. Później był sędzia, a dalej piłkarze.

67 Panorama

Nieco zniechęceni zastanymi warunkami wróciliśmy do hotelu z jakże ważnym pytaniem na ustach: „co my tu, kurwa, robimy?”. Na szczęście następnego dnia było znacznie lepiej. Nawet udało się złapać widoczek na panoramę Tallina. Starsza część miasta nieco zalatuje takim niemieckim charakterkiem. Estonia to taki tygiel kulturowy. Budownictwo jak w Niemczech, wszysycy na świecie uważają, że to Rosja, a sami mają się za Skandynawów. Przynajmniej w stolicy.

72 Pomnik

A to Eesti Vabadussoda. W naszych szkołach uczą tylko, że w 1920 roku nad Wisłą stał się cud. Właśnie w tym okresie (1918-1920) Estończycy walczyli o niepodległość.

73 Infonet

Ten sam stadion co wczoraj. Tym razem mecz Meistriliigi, czyli tamtejsza Ekstraklasa. Tallina Infonet – Paide 1:1. Jak widać, sztuczna murawa czasem się przydaje. Sam mecz do jednej bramki, ze sporą przewagą Talliny, ale obraz jedno, a wynik drugie.

77 Sportland

Wspomniany obiekt to Sportland Arena, widoczna na zdjęciu. A teraz prosimy o skupienie. To nie ten żółty z białym dachem w oddali. Wcześniej, takie biało-zielone trybuny – to właśnie Sportland Arena. Grają na tym małym, bo duży ma naturalną trawę i w pierwszych dniach po odwilży nadaje się bardziej pod uprawę buraków.

81 Le Coq

Duży zowie się A. Le Coq Arena. Od takiego piwa, choć nie wiadomo czemu niektórym kojarzy się z rogalikami.

87_Sk-ady

Dzień trzeci i mecz Levadii (mistrzów Estonii) z Tammeką Tartu (klubem półamatorskim). To cały czas jedna klasa rozgrywkowa, najwyższa. Oczywiście wszystkie nazwiska są Wam doskonale znane, więc darujemy sobie popisywanie się znajomością sylwetek każdego z zawodników. Dla podniesienia ciśnienia: wejście na spotkanie, plus ta karteczka ze składami – pięć euro. To po ile na Górnik?

88 Prezentacja

Personifikacja literek powyżej. W oddali hangar, znaczy hala na której grano turnieje w styczniu i lutym. Podobno dlatego, że wtedy padał śnieg. Po meczu Legionu z rezerwami Infonetu nawet nie chcemy domyślać się, jak tu wyglądają opady śniegu, które wyganiają ich pod dach.

Wynik meczu 2:0 dla mistrzów. Dwie szybkie bramki Rattela, a później totalna kiszka. Nic dziwnego, że na trybunach ze 130 osób. Niewiele mniej oglądało niedawny mecz Arki Gdynia z Elaną Toruń w ramach Centralnej Ligi Juniorów. Tam 8:0. Widać lokalny wódz nie natchnął torunian. Wyższy poziom piłkarskiej patologii. W Estonii czuliby się jak ryby w wodzie. A jako, że było o Levadii, to o Wiśle Kraków nie wspomnimy przez dobre wychowanie. Tylko… 2009, no jakim cudem?

Później na szybko trzeba było trafić ze Sportland Arena na obiekt Nomme Kalju położony pod miastem. Droga bardzo prosta, ale też należą się słowa uznania dla tego, który wybrał lokalizację dla Le Coq i Sportland Arena. Oba stadiony położone u skrzyżowania torów, w pobliżu dwóch stacji kolejki, którą można pojechać w dowolnym kierunku miasta.

94 Flora

Dodatkowo w samej kolejce spotkaliśmy grupkę kibiców Flory Tallin, która właśnie miała grać ze wspomnianym Kalju. W tej sytuacji trudno byłoby nie trafić na stadion. Sama kolejka rozśpiewana dzięki 30 osobnikom z Flory. Całość wyglądała jakby była po dziesięciu Le Coqach, co też niezbyt spodobało się pani konduktor, która (w odróżnieniu od Włoch) perfect po angielsku.

Dogadać się idzie też po niemiecku i estońsku. Rosyjskiego nie polecamy w Tallinie. Co innego na wschodzie kraju, gdzie wskazówka ruskobarometru idzie znacząco w górę. Położone jakieś 120 kilometrów na wschód od Tallina Johvi to już praktycznie Rosja. Jeżeli Wladimir chce gdzieś wyzwalać rodaków, to w okolicach Johvi i Narvy trochę ich znajdzie. Jak już jesteśmy przy wschodnich rubieżach Estonii, to tam Lokomotiv Johvi grał z Talliną Kalev. W potyczce dwóch kandydatów do spadku z Meistriliigi, lepsza Tallina (1:0). Poziom? Bez komentarza. W oczy rzucił się jeden z piłkarzy, który w niby zawodowej (czy tam półzawodowej) lidze grał w zwykłych adidaskach. A później Lewandowski z nimi na zero.

98 Trybuna

Trybuna główna stadionu Kalju. Druga była za bramką, a pozostałych jeszcze nie zbudowano. Widać doskonale, że inspektor Clouseau musiałby tam rozdać kilka autografów. Pewnie więcej, niż przeciętny piłkarz ligi estońskiej przez całą karierę.

100_M-yn

Młyn Nomme Kalju. Średnia wieku tych pod ścianą jakieś 14-15 lat.

101 Race

Mecz Nomme Kalju – Flora Tallin to jeden z bardziej prestiżowych w całej lidze, więc na trybunach mieliśmy ponad 1000 chłopa. Końcowy wynik 1:1, uratowany przez Florę po bramce w trzeciej minucie doliczonego czasu. Wcześniej, w 21. minucie, dla Kalju trafił Hidetoshi Wakui, tamtejszy Tsubasa z Japonii, co zaowocowało zorganizowaniem profesjonalnego racowiska przez lokalnych tifosi. Polscy skauci proszeni są o zwrócenie uwagi na Francuza Allana Kimbaloule, który pomykał na skrzydle u gospodarzy. 22 lata, w Kalju drugi sezon, niezły drybling, dobra szybkość. Wcześniej grał w drugiej drużynie Lille. Łysemu z Kalju pewnie by się nie spodobało, że tak polecamy ich gwiazdkę. Zdjęcia też mu się nie podobały, ale bał się to powiedzieć wprost.

106 Estadio Kalju

Widok na Estadio Kalju zza bramki.

108 Race2

I trochę większe racowisko około 80. minuty. Wtedy Różowa Pantera uśmiechała się przy 1:0. Pod wieczór zaliczyliśmy jeszcze jeden mecz Esiliigi B, Flora III – Maardu 3:5. Do przerwy 3:3 i chaos jak na tureckim bazarze. Bramkarza trzeciej drużyny Flory, gdzie grają głównie nastolatkowie – polecamy do juniorów Elany Toruń. Po tym nieskalanym taktyką widowisku – jako że był sobotni wieczór – ruszyliśmy w miasto, uprzednio opróżniając Bombaya. I tyle pamiętamy. Możemy tylko dodać, że w stołecznej dyskotece hasło „hate Putin” łączy ludzi.

Ostatniego dnia, w niedzielę 23 marca, postanowiliśmy poszukać polskich akcentów. Ponownie zawiało nas na Estadio Kalju, ale tym razem mecz Esiliigi (druga), Nomme Kalju II – Kuressaare. Wynik 2:0 i niezła gra miejscowych rezerw. Polaka niestety nie znaleźliśmy, ale na lewej stronie defensywy wyróżniał się 18-letni Hindrek Ojamaa.

112 Ojamaa

Jako naoczni świadkowie, możemy zapewnić – brat napastnika Legii Warszawa ma papiery na granie. Póki co terminuje w rezerwach, ale to reprezentant Estonii w kilku kategoriach wiekowych, więc możliwe, że pójdzie w ślady bardziej znanego członka rodziny Ojamaa (a że z wolnego potrafi przyłożyć możecie zobaczyć na YouTube). Jak trafi do Legii, to SlowFoot upomni się o swoją prowizję.

A w poniedziałkowy poranek udaliśmy się w drogę powrotną. Jak widać po dacie publikacji tekstu, pieszo. Przez Kalkutę.

Jukkah Cacao Pitej