Czwartkowy mecz. Belenenses – Lech Poznań 0:0

Gdyby Lech bardziej przyłożył się do spotkań z ekipą Ricardo Sa Pinto, ostatni mecz z FC Basel byłby tylko formalnością…

Ostatnie wyprawy polskich klubów do Portugalii przypominają drogę skazańca na szubienicę. Z góry wiadomo, jak się skończą. Dość powiedzieć, że ostatnią bramkę na portugalskiej ziemi dla polskiego klubu zdobył Dariusz Gęsior. Nasi redaktorzy są na tyle sędziwi, że jeszcze pamiętają jak pan Darek hasał po boisku. Ale młodsi Czytelnicy naszego portalu już niekoniecznie.

Gwoli przypomnienia: miało to miejsce w roku 1996, gdy na mapie rozgrywek w Europie istniał jeszcze Puchar Zdobywców Pucharów. Być może w meczu Benfiki z Ruchem, Gęsior rzucił na polskie kluby jakąś klątwę, bo żadna z naszych eksportowych drużyn nie potrafiła powtórzyć wyczynu pana Darka.

Będzie komisja?
Z pewnością mógł (i powinien!) uczynić to poznański Lech. Nie wiedzieć czemu, mistrzowie Polski mecze z Belenenses zwyczajnie… odpuścili. I mogą się w Poznaniu bulwersować, że to potwarz, bo w Lizbonie chcieli wygrać. Gówno prawda. W pierwszym meczu ze składem eksperymentował Maciej Skorża, w rewanżu pofolgował sobie Jan Urban. Samo wystawianie na szpicy Denisa Thomalli zakrawa wręcz na sabotaż godny powołania komisji śledczej… Widać było, że „Kolejorz” wyraźnie wygrać z Portugalczykami nie chciał. A jeśli nie w głowie zawodnikom i prezesom Lecha podbój Europy, po jaką cholerę pchali się do europejskich rozgrywek?!

Lechici mecz w Portugalii rozpoczęli niezwykle nerwowo. Co ich zdenerwowało, nie wiadomo. Puste trybuny? Padający deszcz? W każdym razie na początku dwie niepewne interwencje zanotował Jasmin Burić, na szczęście bez konsekwencji. Poznaniacy próbowali się odgryzać, ale Grego Lovrencsics nie trafił w bramkę, a „centrostrzał” Barry’ego Douglasa zdołał wybić Hugo Ventura. Pierwszy kwadrans kolejnym niecelnym strzałem zakończył Lovrencsics.

Ach, ten Dudka…
Mając rywala położonego niemal na łopatkach (słabe wyniki w lidze, wisząca na włosku posada Sa Pinto, puste trybuny) lechici nie wysilali się zbytnio. Choć od czasów objęcia funkcji trenera przez Urbana, Lech przegrał tylko jeden mecz, w Lizbonie nie zanosiło się na zwycięstwo. Bo anemiczny strzał Thomalli po indywidualnej akcji, czy pseudouderzenie rozpaczy z 40 metrów Dariusza Dudki, po którym piłka ledwie doleciała do bramki, były wyrazem wielkiej ułomności poznaniaków w ataku.

Z kolei gospodarze, choć słabi, zauważyli, że z mistrzem Polski jest szansa wygrać i liczyć się w boju o awans do wiosennych gier. W 23. minucie Geraldes powalczył o piłkę przy linii bocznej i zacentrował w pole karne, na szczęście doświadczony Dudka umiejętnie zablokował Tiago Caneiro. Dwanaście minut później Dudka zachował się jak… Dudka. Klasyczny przykład, gdy działanie wyprzedza myślenie. Najpierw ściągał w dół skaczącego Caneiro, potem umywał ręce. Podobnych głupich fauli czy zachowań w karierze wychowanka Celulozy Kostrzyn możemy dopatrzyć się niemal w każdym sezonie.

Won z Europy!
Sędzia z Irlandii Północnej nie dał się nabrać na ten numer i podyktował „jedenastkę” dla gospodarzy. Do piłki podszedł Tiago Silva. Gdyby chciał trafić w bramkę, pewnie zdobyłby gola. Ale Silva upatrzył sobie za cel prawe okienko bramki Buricia i… kopnął nad nim, a zatem też nad bramką. W 40. minucie prezent Belenenses sprawił Douglas, który pięknie wyłożył piłkę Caneiro. Na szczęście zdążył Tamas Kadar, który tak naciskał na Portugalczyka, że ten nie trafił w bramkę. Lechici nadal kusili los i w 42. minucie pozwolili na strzał z 16 metrów Tiago Silvie. Piłka o centymetry minęła słupek.

O drugiej połowie można by napisać, że… się odbyła. Poza nielicznymi wyjątkami piłkarze obu zespołów wyglądali tak, jakby przyszło im grać za karę. Najwięcej ochoty do gry przejawiał rezerwowy Szymon Pawłowski. Ledwie wszedł na boisko, dostał podanie od dość aktywnego (nie trzeba było się w czwartek przesadnie wysilać, by zapracować na takie miano) Macieja Gajosa i huknął z woleja nad poprzeczką. Na kwadrans przed końcem Pawłowski zamykał centrę po lewej stronie. Obrócił się z piłką do środka i uderzył. Futbolówka odbiła się od Tonela i zatrzymała się na słupku. Lechowi niewiele pomogły ofensywne zmiany, bo siła ataku poznaniaków w czwartek była zatrważająco niska. A ponieważ gospodarze też prezentowali niebywałą wręcz nonszalancję w grze do przodu, skończyło się bez goli. Może to i dobrze, bo w Europie wiosną takich drużyn oglądać po prostu nie chcą.

Lisboa_Estadio_do_Restelo_Belem_September_2013_aerial_view

26 listopada 2015, Estadio do Restelo w Lizbonie
Faza grupowa Ligi Europy – 5. kolejka
Grupa I
CF Os Belenenses – Lech Poznań 0:0
Belenenses: Hugo Ventura – Geraldes, Tonel, Goncalo Brandao, Filipe Ferreira – Sturgeon (79. Dalcio), Ruben Pinto, Ricardo Dias, Tiago Silva (67. Carlos Martins), Kuca – Tiago Caeiro (76. Luis Leal).
Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Dariusz Dudka, Tamas Kadar, Barry Douglas – Grego Lovrencsics, Łukasz Trałka (46. Abdul Aziz Tetteh), Karol Linetty, Maciej Gajos, Dariusz Formella (65. Szymon Pawłowski) – Denis Thomalla (74. Kasper Hamalainen).
Żółte kartki: Dias/Dudka, Linetty.
Sędziował: Arnold Hunter (Irlandia Północna)
Widzów: 1.987

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Krytycznym okiem… 😉

    Patrzyłem na ten mecz, nie powiem. Według mnie fatalnie Lech nie zagrał, ale i pochwalić szczególnie nie ma za co.

    Kadra to osobny rozdział – moim zdaniem nie zadbano odpowiednio o wzmocnienia w stosownym do tego czasie.

    Rywalizacja bez większej historii, jak to się mówi. Spotkanie nie dostarczyło zbytnio emocji.

    Pozdrawiam

    PS Pozytywy to coraz pewniejsza gra Kadara, a także Linetty’ego; chłopak nabiera siły i zdecydowania w działaniach obronnych.

  • Piciarm

    nie ma co nowy trener skupil sie na lidze, bo nie wypada mistrzowi okupowac ostatniego miejsca w lidze…
    wlasnie ekipa Urbana wygrala na wyjezdzie z Lechia i pnie sie w gore!
    dzieki za relacje
    pozdrawiam

    • Grzegorz Ziarkowski

      Sorry Picia, ale do kurwy nędzy, jeśli masz szansę pograć w pucharach na wiosnę, to musisz stanąć na głowie, żeby to zrobić, a nie skupiać się na lidze. Dziwnie w tym Poznaniu myślą, naprawdę. Zamiast punktów w pucharach wolą mecze ligowe? Wygrana z Lechią, Podbeskidziem czy Łęczną jest ważniejsza od trzech punktów w Portugalii? Lech nie kalkulował w meczu we Florencji, tylko grał i wygrał. Gdyby było tak samo w meczach z Belenenses, mieliby 9 zamiast 5 punktów i z Bazyleą mogliby pograć nawet na remis, by grać na wiosnę.
      Nasza liga prezentuje taki poziom, że Lech przy maksymalnym zaangażowaniu w Portugalii wywiózłby dziś z Gdańska trzy punkty. To jest kurwa, profesjonalizm po polsku – kombinacje, kalkulacje, szanse matematyczne, iluzoryczne, a na końcu wielki chuj.

      • Paweł Król

        Lech na dużym minusie… 😉

      • Piciarm

        tez wolalbym,zeby gra wyglada z gola inaczej,zeby gryzli trawe o kazdy punkt w kazdym meczu LE !
        pozdro