Geniusz, który wygrał niewiele

Starsi kumple na osiedlowym boisku chcieli być Romario i Stoiczkowem, młodsi zdobywali gole w koszulkach Kluiverta, Ronaldo czy Bergkampa. A ja chciałem grać jak pewien Argentyńczyk o śmiesznym nazwisku, który 1 lutego skończył 45 lat…

Kto to jest ten Batistuta? Gdzie on gra? Bardziej kojarzy się z batutą niż z piłką nożną… – z tego typu tekstami musiałem mierzyć się rywalizując z chłopakami na szkolnym boisku. Wówczas na Internet mogli pozwolić sobie nieliczni, tak samo jak na kablówkę, bardziej popularna była satelita. Tam można było oglądać skróty z meczów Serie A. Ale ja zakochałem się z grze snajpera podczas meczu World Cup 1994, gdy długowłosy napastnik strzelił Grekom trzy bramki.

Od tego momentu też kibicuję Albicelestes na każdej wielkiej imprezie…

To właśnie od mundialu w USA rozpoczęło się moje polowanie na wszelkie informacje, zdjęcia czy plakaty „Batigola”. Ponieważ nie grał w żadnym liczącym się zespole, jego fotografie pojawiały się w prasie nader rzadko. Przez lata zgromadziłem jednak imponującą teczkę z materiałami o Argentyńczyku. Latem 1999 roku myślałem, że obejrzę swego idola na żywo. Wówczas w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów rywalem łódzkiego Widzewa była AC Fiorentina. Niestety, w pierwszym meczu we Florencji już w 7. minucie nabawił się kontuzji i do Łodzi nie przyjechał. Jednak nie mogłem sobie odmówić przyjemności obejrzenia w akcji jego kolegów i wybrałem się na mecz. Widzew przegrał wtedy 0:2, a z meczu najbardziej zapamiętałem latające krzesełka w sąsiednim sektorze, gdzie siedzieli włoscy tifosi, z uporem maniaka krzyczący „Widzew kurwa”.

Pilny uczeń
Batistuta urodził się w Reconquiście w stanie Santa Fe. Rozpoczynał karierę w miejscowym klubie Platense. Tak naprawdę, nastoletni Gabriel chciał się uczyć, nie ciągnęło go do futbolu. Jak przyznaje, bał się kontuzji. Pewnego razu do Reconquisty zjechała młodzieżowa reprezentacja Argentyny, która rozgrywała sparing z reprezentacją stanu Santa Fe. Podczas sparingu Batistuta, wówczas zwany Bykiem, strzelił nadziejom argentyńskiej piłki dwie bramki. Właśnie w trakcie tego meczu wypatrzył go Jorge Griffa, który w 1988 roku sprowadził wysokiego, szczupłego chłopaka do Newell’s Old Boys. Warunek był jeden: klub zagwarantuje młodemu piłkarzowi dalszą naukę.

Skuteczny zawodnik szybko zdobywał sobie pozycję w nowym otoczeniu. Książki rzucił w kąt, zajął się zarabianiem pieniędzy. Całe dnie spędzał harując w klubie, bowiem za grę w piłkę otrzymywał symboliczne sumy. Dziś bez wstydu opowiada o tym, że głównym źródłem utrzymania były pieniądze za koszenie trawy na boisku i mycie okien w klubowych budynkach.

Passarella go skreślił
W 1990 roku przeniósł się do Buenos Aires. Zdolnym snajperem zainteresowało się słynne River Plate. Młody piłkarz od początku nie przypadł do gustu szkoleniowcowi Danielowi Passarelli, mimo czterech goli zdobytych w siedmiu meczach. Trener skreślił Gabriela twierdząc, że ten… nie rokuje nadziei na przyszłość. Pod względem piłkarskim, pobyt w River Plate był dla napastnika niezbyt udany, choć w CV mógł sobie wpisać mistrzostwo Argentyny. Jednak w życiu osobistym doszło do pewnego przełomu. Batistuta z nastolatka przeistoczył się w dorosłego faceta. Przeszedł twardą szkołę życia, zmężniał. River Plate bez żalu oddało go do Boca Juniors, gdzie trafił na znakomitego szkoleniowca – Urugwajczyka Oscara Washingtona Tabareza.

To właśnie pod okiem Urugwajczyka kariera Gabriela nabrała dużego przyspieszenia. W czerwcu 1991 roku zadebiutował w reprezentacji, a kilka tygodni później sięgnął po koronę króla strzelców Copa America. Argentyńczycy triumfowali w tych mistrzostwach. Rok później Albicelestes triumfowali w Pucharze Konfederacji, a Batistuta ponownie został najlepszym strzelcem.

Pokrętny transfer
Tuż po wygraniu Copa America, goleadorem Boca Juniors zainteresowali się wysłannicy klubów z możnej Serie A. Najkorzystniejszą, bo opiewającą na pięć milionów dolarów, ofertę przedstawili działacze Fiorentiny. Włosi mieli jednak nie lada problem – przed Copa America zakontraktowali klubowego kolegę Gabriela, Diego Latorre. Latorre jako jeden z wielu, był typowany na następcę zawieszonego wówczas za narkotykowe skandale, Diego Maradony. Sęk w tym, że Latorre podczas Copa America mocno rozczarował. Znani z zamiłowania do rozmaitych kombinacji Włosi tak zagmatwali sprawę, że we Florencji zamiast Latorre pojawił się właśnie Batistuta.

2

Pierwsze dni we Florencji nie zapowiadały sielanki. Piłkarza zatrzymała policja, bowiem jechał samochodem, nie zważając na znak zakazu ruchu. Ponieważ nie miał włoskiego prawa jazdy, przewieziono go na komisariat, gdzie stwierdzono także brak ważnego argentyńskiego prawa jazdy. Skończyło się na przesłuchaniu i interwencji działaczy Fiorentiny. Pod względem piłkarskim także nie było najlepiej. Napastnik nie należał do ulubieńców Brazylijczyka Sebastiao Lazaroniego i przez pół roku martwił się o to jak nie nabawić się odcisków na tyłku od siedzenia na ławce.

Ze względu na słabe wyniki, Lazaroni pożegnał się z posadą. Jego następca Luigi Radice szybko pojął, z kim ma do czynienia. W ciągu połowy sezonu Batistuta strzelił w Serie A trzynaście bramek. To wynik więcej niż przyzwoity. W następnym sezonie do Argentyńczyka dokupiono m.in. Stefana Effenberga i Briana Laudrupa, ale zagraniczny zaciąg skompromitował się na tyle, że „Viola” wylądowała w Serie B. Zastrzeżeń nie można było mieć tylko do „Batigola” (już wtedy nadano mu ten przydomek) , który w lidze trafił do siatki szesnaście razy.

Pomnik za życia
Mimo ofert z możniejszych klubów, Batistuta został we Florencji, czym zaskarbił sobie serca kibiców. Po roku „Viola” wróciła do Serie A, zaś napastnik wcale nie wspomina drugoligowej kwarantanny jako straconego czasu. Wręcz przeciwnie. Właśnie wtedy zostawał po treningach, ćwiczył rzuty wolne, grę jeden na jeden, uderzenia z obu nóg. Po to, by po powrocie do Serie A jego klub mógł w niej dużo znaczyć.

W barwach Fiorentiny Argentyńczyk strzelał jak natchniony. Był słońcem, wokół którego kręciły się inne gwiazdy, sprowadzane za niemałe pieniądze przez Vittorio Cecchi Goriego. Marcio Santos, Rui Costa, Stefan Schwarz, Edmundo, Andriej Kanczelskis, Joerg Heinrich, Predrag Mijatović, Enrico Chiesa, Moreno Torricelli, Angelo di Livio, Francesco Toldo… Ci ludzie w połączeniu z geniuszem snajperskim Batistuty nie zagwarantowali Fiorentinie upragnionego scudetto. Najwyżej uplasowali się na 3. miejscu w sezonie 1998/99, choć przez większość rozgrywek przewodzili Serie A. Na europejskiej arenie największym sukcesem był awans do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów w sezonie 1996/97. Wówczas drogę do finału zamknęła „Violi” Barcelona.

To właśnie „Duma Katalonii” kusiła Batistutę najmocniej. W szufladzie Cecchi Goriego leżała oferta transferu warta 23 miliony dolarów. Nic z tego…

We Florencji Gabriel czuł się jak ryba w wodzie. Z żoną Iriną i synkiem Thiago wiedli spokojne życie w rezydencji oddalonej o 30 kilometrów od stolicy Toskanii.

3

Fani kochali Gabriela, zbudowali mu pomnik, który stanął przed siedzibą klubu. Na jego cześć nazwali też jedną z gwiazd w konstelacji Lepusa świecących nad Reconquistą.
– Co wieczór wpatruję się w niebo, ale nie wiem, która z gwiazd nazywa się Gabriel Omar Batistuta – śmieje się piłkarz.
Jak twierdzi, nie interesowało go przejście do Milanu, Juventusu, Realu czy Manchesteru. Tam tytuły i zaszczyty miałby podane na tacy.
– Kochałem morderczą walkę, a nie łatwe zwycięstwa. Jedno scudetto z Fiorentiną znaczyłoby dla mnie tyle, co dziesięć zdobytych z Milanem czy Juve – podkreślał.

Roma nadzieją na tytuł
W 2000 roku 31-letni wówczas napastnik zdecydował się na transfer do Romy.

4

Po pierwsze: był to ostatni dzwonek, by geniusz osiągnął jakiś sukces na krajowym i europejskim podwórku, po drugie – zadłużona po uszy Fiorentina potrzebowała gotówki niczym kania dżdżu. 20 bramek „Batigola” wydatnie pomogło Romie sięgnąć po mistrzostwo Włoch. Argentyńczyk sięgnął po scudetto po raz pierwszy i ostatni w karierze. Przez następne półtora roku w Romie raczej zawodził. W styczniu 2003 roku został wypożyczony do Interu Mediolan, gdzie także rozczarował – w trzynastu meczach strzelił tylko dwa gole.

W 2003 roku zakończył trwającą 12 lat przygodę z Półwyspem Apenińskim. Podpisał lukratywny kontrakt z katarskim Al. Arabi.
– Zgodziłem się i naprawdę nie żałuję. Dzięki temu ja i moja rodzina mogliśmy poznać inną kulturę – mówi.
W lidze kraju szejków pobił rekord – w osiemnastu meczach strzelił 25 bramek. Karierę piłkarską zakończył w 2005 roku.

6

Reprezentacja – rysa na szkle
Jest najlepszym strzelcem w historii Albicelestes. W 78 spotkaniach zdobył 56 bramek. Diego Maradona zaznacza bez ogródek:
– Batistuta to najlepszy napastnik z jakim grałem.

Superlatywy w jakich wypowiadają się o nim koledzy z drużyny narodowej oraz rywale, nie przekładają się – niestety – na sukcesy w drużynie narodowej. „Batigol” ledwie raz wygrał Copa America, we wspomnianym 1991 roku. Rok później triumfował z reprezentacją w Pucharze Konfederacji i… to właściwie wszystko.

Największą zadrą w sercu (choć oficjalnie się do tego nie przyznaje) znakomitego snajpera są z pewnością mundiale. W 1994 roku Argentyna wygrała dwa grupowe mecze, gdy drużyną wstrząsnęła wieść o dopingu Maradony. Z gry w amerykańskim mundialu zrezygnował także partner Batistuty z ataku, Claudio Caniggia, za którym także ciągnęły się narkotykowe sprawki. Albicelestes odpadli w 1/8 finału z Rumunami.

W 1998 roku Argentyńczycy również fantastycznie rozpoczęli grupowe zmagania, wygrywając 5:0 z Jamajką, a „Batigol” popisał się hat-trickiem. Jest jedynym piłkarzem na świecie, który dokonał tego wyczynu w dwóch mundialach.

Przed mistrzostwami we Francji doszło do kolejnej „potyczki” między Gabrielem, a Danielem Passarellą, który stwierdził, że w jego reprezentacji nie ma miejsca na ekstrawagancje typu kolczyki w uszach i długie włosy. Passarella długo wzbraniał się przed powołaniem Batistuty, który nie chciał ściąć włosów. Czyżby obawiał się, że straci swą magiczną moc, niczym biblijny Samson? Ostatecznie panowie doszli do porozumienia, zaś Argentyńczycy udział w mundialu zakończyli na ćwierćfinale. Lepsi okazali się Holendrzy.

Z kolei mistrzostwa w 2002 roku przyniosły Argentyńczykom wielkie rozczarowanie. Albicelestes nie wyszli nawet z grupy, wygrywając tylko jeden mecz – z Nigerią. Zwycięską bramkę strzelił wówczas „Batigol”. Po mundialu zakończył reprezentacyjną karierę.

Teraz Gabriel spędza czas na swoim rolniczym imperium w Reconquiście. Podczas kariery, gospodarstwa doglądał ojciec piłkarza. „Batigol” czasami grywa w polo, czasami w golfa. Tak jak podczas kariery; unika skandali, nie pojawia się na pierwszych stronach gazet. Jego niebywały talent i gole nie przysporzyły mu tytułów i zaszczytów.
– Miałem tyle szczęścia, że na boisku mogłem dawać z siebie wszystko – skromnie przyznaje po latach.

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Jeden z lepszych „siłowo” grających napastników na świecie…
    Zyskał spory szacunek, kiedy po spadku „Violi” został w klubie.
    Argentyna zawodzi od lat, a My dość często o tym na stronie wspominamy. Kiedyś wymyśliłem nawet swoją teorię na temat słabszej formy Argentyńczyków podczas wielkich imprez… Muszę jednak odświeżyć pamięć, poskładać wszystkie elementy, dopiero wówczas napiszę więcej…
    Pozdrawiam

  • Dariusz Kimla

    Geniusz, bez dwóch zdań. Będzie w rankingu, ale trzeba jeszcze długo na niego czekać 😉

  • Paweł Król

    Gdzieś musi leżeć przyczyna. Przez lata podobnie było z Hiszpanią… a z Holandią jest tak prawie cały czas, chociaż o wicemistrzostwie świata pamiętam, pamiętam…

  • Paweł Król

    Moim zdaniem, kluczową kwestią jest selekcjoner. Niby wiadomo, że nie wyjdzie on za piłkarzy na boisko, ale trzeba jakoś do nich dotrzeć. Takie gadanie, że każdy chce jak najlepiej dla swojej drużyny narodowej to zwyczajnie oczywiste, jednak sprawy nie załatwia. Ktoś musi tymi ludźmi pokierować… Sam kult Maradony nie wystarczył. Pakerman był świetny, ale tylko w pracy z młodzieżą.

  • Paweł Król

    Widziałbym jednego kandydata – Pellegriniego.

  • Paweł Król

    No i jeszcze Bielsa… był między innymi, lecz ten człowiek za dużo wymagał taktycznie, tak mi się wydaje.

  • Grzegorz Ziarkowski

    Wydaje mi się, że w 1998 roku Argentyńczycy mieli wszystko, żeby zdobyć medal. Doskonały bramkarz Carols Roa, obrona z Ayalą na czele Zanetti, Simeone w pomocy, Batistuta, Claudio Lopez w ataku. Francuzom pod wodzą Zidane’a pewnie nie dali by rady, ale półfinał był jak najbardziej realny. Ćwierćfinał z Holandią przegrali w ostatniej minucie…

  • Paweł Król

    Dla mnie sprawa jest prosta, a mam skłonności do upraszczania… Przychodzi człowiek i mówi: Ty, Messi, zapomnij o swojej sławie, grze dla Barcelony, zdobytych tytułach – jesteś tylko dziesiątą koszulką. Inni mają myśleć o Tobie podobnie – nie Ty sam będziesz ciągnął ten wózek, bo dzisiaj się tak nie da… Czy sprawy wyglądają jasno? 😉

  • Paweł Król

    Trzeba szefa z klasą. Popatrzcie na zmarłego wczoraj Aragonesa… On przełamał lody…

  • Grzegorz Ziarkowski

    Dlaczego Batistuta był wielki? Bo strzelał niezależnie od tego czy grał w kadrze, czy w klubie. Niezależnie od tego czy grał przeciw Wenezueli, Jamajce, Anglii czy Brazylii. Dla niego rywal nie miał znaczenia, w każdym meczu dawał z siebie wszystko. Nie kalkulował. I za to kibice go szanowali.
    Messi w kadrze może i ma znakomity bilans, ale czy wygrał Argentynie jakiś ważny mecz? Nie. Batistuta wygrywał, choć nie grał w znakomitym klubie i nie triumfował w rozmaitych plebiscytach.

  • Paweł Król

    Z Messiego należy zdjąć ciężar odpowiedzialności. To znaczy ona musi być, tylko że mniejsza. Nie on sam gra w Argentynie, dla Argentyny. Hiszpania wygrywała ostatnio dzięki pracy całej drużyny. Myślę w ogóle, że czas triumfów Hiszpanów dobiega powoli do końca, przynajmniej na razie… No ale zobaczymy.

  • Paweł Król

    Niedługo się okaże.

  • Paweł Król

    Messi musi być jednym z wielu „elementów”. Inaczej znowu będzie piach ze strony „Albicelestes”…

  • Paweł Król

    Pochettino chwalą. Miałem o nim wcześniej wspomnieć. Ale nie, nie – za młody jest do takiej roli. Van Basten był w Holandii selekcjonerem. Grupę wygrali w cuglach, a później Rosja się po nich przejechała okrutnie, niczym walec, albo jakaś sokowirówka.

  • Paweł Król

    Piszę o tej Argentynie, ale tam wakatu żadnego nie ma… Koniec. Pozdrowienia.

  • Piciarm

    czesc
    Lubilem zawsze Bati-gola,swietny gracz
    szacunek ma u kibicow, przeszedl tylko do Romy zeby pomoc klubowi w oddlurzeniu
    Gdyby nie wybryki Caniggii to wspolnie 1994r mogli w ataku Argentyny niezle namieszac,i nawet Hagi by Rumunii nie pomogl…z trenerem Passarella to sie nie lubili che che
    tak w 1998r gdyby nie Holandia nie wiadomo..ale oni zawsze mocni! Pomaranczowi! 4 miejsce zajeli,choc jakby ich ograli to ,spotkali sie z Brazylia- ciekawie by bylo!
    trenera Pellegriniego bardzo sobie cenie…ale to juz wiecie 🙂
    pozdro

  • Piciarm

    Batistuta- Geniusz ktory wygral i to duzo….swoja postawa ,zaangazowaniem i sercem ktore wkladal na boisku, skromnoscia a takze szacucek u innych – zwlaszcza kibicow Violi !…