Historia pewnej fotografii (27)

W tym odcinku będzie o piłkarzu rozpoznawalnym.

Albowiem słynny był to napastnik, zaliczany do ścisłej czołówki futbolistów wszech czasów Meksyku.

Jak pamiętamy, na ostatnim mundialu w Brazylii Meksykanie pokazali się z niezłej strony. W historii tej reprezentacji, odkąd interesuję się piłką, nie brakowało zresztą graczy wybitnych. Do tego panteonu można zaliczyć, choćby tylko z graczy ofensywnych, np. fenomenalnego Hugo Sáncheza, który zdobywał filmowe gole m.in. dla Realu Madryt. Trafiali się też może mniej efektowni, ale równie skuteczni atakujący: Carlos Hermosillo, Jared Borgetti, Cuauhtémoc Blanco.
Współcześnie swoją pozycję w kadrze zbudował – a buduje w klubie z Leverkusen – Javier Hernández, znany też jako Chicharito. Na fotografii jest jednak Luis Hernández, o którym właśnie chciałem przypomnieć…

Nie tylko ze względu na długie włosy (tutaj z tego powodu mógłby na myśl przyjść również Claudio Cannigia), porównałbym go w jakimś sensie do słynnego Henrika Larssona. Obaj ci zawodnicy wyróżniali się niesamowitym wyczuciem sytuacji; byli bardzo szybcy, sprytni i potrafili z zimną krwią wykończyć skutecznie akcję.

Długowłosy LH zagrał w wielu klubach z rodzimej ligi, w której czuł się chyba najlepiej. Nigdy nie przeszedł do drużyny z Europy. Poza Meksykiem dość krótko występował w Boca Juniors i w Los Angeles Galaxy.

W Argentynie zagrał w niewielu meczach i przeważnie zajmował miejsce przeznaczone dla zawodników rezerwowych. Do klubu z Buenos Aires był zresztą jedynie wypożyczony, a nastąpiło to po udanych występach tego zawodnika w Copa América 1997. El Tri zajęli wówczas III miejsce, a Hernández z sześcioma golami na koncie został królem strzelców turnieju. Był to w ogóle okres rozbłysku talentu tego gracza.

nacimiento2

W Stanach Zjednoczonych pograł wprawdzie nieco dłużej, statystyki nie były takie najgorsze (40 gier i 15 goli), ale raczej nie spełnił pokładanych nadziei. A oczekiwania ze strony Amerykanów były spore. Wystarczy powiedzieć, że działacze z miasta Aniołów zapłacili za transfer przeszło trzydziestoletniego Hernándeza 4 mln dolarów. Swoją udaną grą miał przyciągnąć widzów i stać się ogólnie postacią wiodącą. Tak się jednak nie stało: nie zdobył olbrzymiej popularności.
Wyczytałem jeszcze, że był bodaj najczęściej łapanym na spalonego graczem MLS.

To były dwa etapy w jego karierze niezbyt udane. Generalnie jednak nie zawodził, co potwierdzał w meczach kadry, a także drużyn klubowych w swojej ojczyźnie.

Dwukrotnie wybierano go piłkarzem roku w kraju Azteków: 1997, 1998.

Godnym odnotowania faktem jest, że jako pierwszy zawodnik reprezentacji Meksyku ten blondwłosy napastnik uzyskał więcej niż dwa gole na Mistrzostwach Świata. Miało to miejsce na francuskim mundialu w 1998 r., gdzie Hernández zdobył łącznie cztery gole.

Paweł Król

  • Marcin

    Ponoć w telenoweli grał. 🙂

    • Paweł Król

      🙂

  • Piciarm

    czesc
    pamietam goscia z reprezentacji meksyku…. bardzo dobrze 🙂
    porownanie do znanego szweda – wydaje sie jak najbardziej trafne !
    pozdrawiam