Historia pewnej fotografii (5)

Pięciu wesołych rekrutów Jugosłowiańskiej Armii Ludowej…

Od dołu stoją Zvonimir Boban, Dejan Savićević, Darko Pančev, Fadil Vokrri i Aljoša Asanović.

BaljNlVCAAEfOKT.jpg large

Kolejno – Dinamo Zagrzeb, Crvena zvezda razy dwa, Partizan Belgrad, Hajduk Split – tzw. „velika cetvorka” – tłumaczyć nie trzeba.
Chorwat, Czarnogórzec, Macedonczyk, Kosowar i jeszcze jeden Chorwat. Ale na zdjęciu wszyscy byli jeszcze Jugosłowianami.
Wszyscy grali w reprezentacji Jugosławii u progu jej rozpadu, ale na zdjęciu nikt jeszcze nie przeczuwał tragedii. Bałkany to ostatni w miarę dziki zakątek Europy, byłem tam parę razy i strasznie mi się podobało, ale gdzieniegdzie widać było ślady strasznej i niezrozumiałej wojny.
Dwaj pierwsi – Boban i Savicević – wiadomo, ikony AC Milan, pierwszy w Chorwacji fetowany jest niemal jako ojciec chrzestny niepodległości, gdyż to przecież on potraktował z kopa policmajstra (który zresztą był Bośniakiem) podczas meczu Dinama ze zvezdą. Pisaliśmy o tym tutaj.

Dejan Savicević – przyszedł na świat w Titogradzie, który dziś nazywa się Podgorica, znak czasów… Jego wizytówka to pamiętny mecz Milanu z „Barcą” i piękny lob Czarnogórca, który zaskoczył Zubizarettę i definitywnie zakończył erę Dream Teamu Cruyffa. Jednak ówczesny trener Milanu, Fabio Capello, wspomina że Savicević to był najbardziej krnąbrny piłkarz jakiego kiedykolwiek prowadził.
Już jego początki w Milanello były trudne – podczas jednego z pierwszych treningów Capello poprosił Bobana, bo chciał coś Czarnogórcowi powiedzieć i potrzebował tłumacza. W pewnym momencie Dejan powiedział, żeby Capello spieprzał ze swymi mądrościami, Boban rzekł, że tego nie przetłumaczy, na co Savicević po prostu poszedł sobie w dal.

Dejan, który gościł w Polsce przy okazji meczu w eliminacjach MŚ z Czarnogórą, jest szefem tamtejszej federacji piłkarskiej. Do Crvenej zvezdy przeszedł w tym czasie co Darko Pančev, ale zamiast od razu grać… spędzili w Armii cały sezon 1988/89. Takie to były czasy, mówiono że zostali powołani do Armii ponieważ zdecydowali się grać dla zvezdy, a nie wojskowego Partizana.
Ówczesny szef piłkarskiej jugo-federacji, Milan Miljanić (a wcześniej trener zvezdy i m.in. Realu Madryt) jednak nie był w ciemię bity. Zamiast siedzieć w barakach w Skopje, w pobliżu Belgradu udało mu się zorganizować garnizon sportowy, nazywało się to „sportska četa”. Właśnie tam w tej „czecie” została zrobiona tytułowa fotka…

Sam Savicević dobrze wspomina ten okres – tylko rano musieliśmy być w jednostce, po południu mogliśmy trenować, mogłem grać w meczach kadry i pucharowych zvezdy, będąc de facto żołnierzem.
Grał m.in. w meczu Pucharu Europy z AC Milan, tym w którym Roberto Donadoni prawie zadławił się językiem…
Mniej szczęścia miał Darko Pančev, który wówczas nie grał w ogóle przez cały rok. Darko miał pseudonim „Kobra”, mimo że z gorącej Macedonii, charakteryzowała go niebywale zimna krew. Autor 168 goli podczas dziewięciu sezonów w lidze jugosłowiańskiej. Sześć spędził w macierzystym, macedońskim Vardarze Skopje, a trzy na belgradzkiej Marakanie. Zdobywca Złotego Buta w roku 1991. W tym roku zasłynął egzekucją decydującej „jedenastki” podczas serii rzutów karnych, w których zvezda wygrała z Marsylią…

W marcu 1992 roku trafił dwa razy w wygranej zvezdy w Atenach z Panathinaikosem 2:0, ale wywołał skandal, gdy przekraczając granicę zaznaczył jako obywatelstwo: Macedońskie. To oczywiście Greków wprawiło w szał, trzymali go na granicy parę godzin. Taka to bałkańska specyfika.
Jak sam mówi po latach, w 1992 roku był najlepszą „dziewiątką” w Europie, ale popełnił gigantyczny błąd wybierając ofertę Interu Mediolan. W kraju catenaccio nie zabłysnął, zresztą podobnie jak m.in. Dennis Bergkamp.
Dziś Pančev posiada kawiarnię „Devetka” w Skopje. Znaczy się „Dzięwiątka” oczywiście.

slika-sport-darko-pancev-ponovo-u-zvezdi-slike-3841-1-2

Fadil Vokrri – najstarszy (rocznik 1960, podczas gdy reszta rekrutów 1965-66) i najmniej znany z grona.
Porównywano go nawet do Diego Maradony o czym świadczy ten film:

Przez większość kariery grał dla FK Prisztina, z którym odniósł historyczne, ligowe zwycięstwo z Crveną zvezdą na belgradzkiej Marakanie. W składzie kosowskiej drużyny grał wtedy m.in. Agim Cana, ojciec obecnego kapitana reprezentacji Albanii i obrońcy Lazio, Lorika. Żeby było śmieszniej, Agim Cana posiada również obywatelstwo tureckie… Bałkański kocioł na całego. Z Prisztiny Vokkri przeszedł do Partizana Belgrad, gdzie mu nikt nie robił wyrzutów z powodu pochodzenia. Obecnie Vokkri jest szefem piłkarskiej federacji Kosowa, która na razie nie jest częścią kochającej się rodziny UEFA.

I na koniec Aljoša Asanović – chorwacki playmaker znany jako „Vatreni Lakat” czyli „Ognisty Łokieć”. Faktycznie Asanović lubił rywali częstować wyciągniętym łokciem.

former_yugoslavia_2

Maciej Słomiński

  • Paweł Król

    Dobry odcinek. 🙂

  • Grzegorz Ziarkowski

    Asanović – strzelec pierwszego gola dla Chorwacji po odzyskaniu niepodległości.
    Pancev – jeden z moich ulubionych piłkarzy z Bałkanów. W lepszej reprezentacji zrobiłby większą karierę. Na Bałkanach jednak przywiązanie do ojczyzny droższe od zaszczytów i pieniędzy…
    A w ŁKS grał kiedyś piłkarz z Kosowa – Labinot Haliti.
    A propos Titogradu. Po śmierci Stalina, który umarł na szczęście, Katowice przemianowano na trzy lata na Stalinogród. Osoby urodzone w Stalinogrodzie miały podobno nie lada problemy, bowiem w dokumentach widniało to feralne miejsce urodzenia…

  • Piciarm

    ciekawe dzieje dzieci z bylej joguslawii

  • Maciek

    Ja mam pewnego Darka, zapisanego w telefonie jako Darko Pancev…dobry grajek był…Bałkany miażdżą we wszystkich klategoriach wagowych..pozdraw

  • Paweł Król

    To prawda (z przemianowaniem Katowic…), widziałem nawet dokument.

  • Dariusz Kimla

    Tak, dokument „Tu Stalinogród” sporo wyjaśnia, jeśli to o nim mowa. Mama mojego ziomka ma w dowodzie w miejscu urodzenia Stalinogród. Mroczne dzieje…

    A tekst i fota miazga. Mucha nie siada 🙂

  • Paweł Król

    Darek, zgadza się.

  • Sulejmanović

    Przegapiłem ten tekst i już wiem, że te kilka dni to były dni stracone. Tak sobie myślę, że z dzisiejszej perspektywy ta wojna była najgorszą rzeczą jaka mogła spotkać YU w tym czasie. Abstrahując od faktycznych różnic dzielących narody posługujące się cyrylicą od tych ochrzczonych po łacinie, nie mogę przestać myśleć, że dzisiaj Jugosławia byłaby krajem wyjątkowym. A w kontekście piłki nożnej z pewnością….wystarczy spojrzeć na ranking FIFY. W pierwszej trzydziestce na świecie są: Chorwacja – 16 miejsce, Bośnia i Hercegowina – 21, Słowenia – 29, Serbia – 30.
    To wszystko działo się niby tak niedawno… a to już 20 lat. Przefajny i przeciekawy tekst.