Izraelska ofensywa

Kiedy mecze rozgrywa reprezentacja Polski, warto oddać pole Grzegorzowi Ziarkowskiemu.

Wcześniej z radością oczekuje się przygotowanych przez jego osobę zapowiedzi takich wydarzeń. Później można poczytać o samej postawie drużyny, o tym, jak wypadła.

Jak Polacy szykowali się do rywalizacji z Łotwą, poprzedniego rywala z Wiednia czekała niełatwa przeprawa. Austriacy pojechali do Hajfy. I, jak się okazało, polegli tam z kretesem.

Początek takiego scenariusza nie zapowiadał. Co więcej, zaczęło się obiecująco dla drużyny prowadzonej przez Franco Fodę. Już w 8. minucie do siatki gospodarzy trafił Marko Arnautović, wykorzystując z treningową łatwością dojście do strzeleckiej pozycji. W tej akcji, odniosłem wrażenie, izraelscy obrońcy po prostu zaspali, próbując jakby nieudolnej pułapki ofsajdowej.

Zaledwie kilka minut później przyjezdni mogli spokojnie podwyższyć wynik. Znowu w dogodnej sytuacji znalazł się napastnik na co dzień „Młotów”, jednak ostatecznie wyrzuciło go w prawą stronę i miał zbyt duży kąt, żeby skutecznie sfinalizować atak.

Przez pierwsze dwa kwadranse Izrael na sporo Austrii pozwalał. Nie był zbyt agresywny, jeśli nie posiadał akurat piłki, nie wywierał odpowiedniej presji. Szczególnie ustępował w linii pomocy i pozostawiał sporo wolnego miejsca na swojej prawej stronie boiska. Tam często schodził Marcel Sabitzer i robił zamieszanie.

Długo trwało przebudzenie się podopiecznych Andreasa Herzoga, do którego jeszcze nawiążę, albowiem w kilku sytuacjach przed kolejnymi stratami zapobiegł dobrym refleksem bramkarz Ariel Harush.

Dopiero 10 minut przed przerwą atak gospodarzy przyniósł powodzenie. Zebrali oni piłkę przed polem karnym rywali, rozciągnęli grę do prawego skrzydła i dośrodkowali. Wrzutkę Elazara Dasy wykończył uderzeniem głową Eran Zahavi, któremu tego dnia niemal wszystko wychodziło…

W 45. min. było 2:1. Rzut wolny kilkadziesiąt metrów od bramki, następnie dochodzące do bramki dośrodkowanie wprost na głowę Zahaviego, który kolejny raz skutecznie uderza.

Najefektowniejszy gol padł po zmianie stron. Znowu dla Izraela. Autorem tej ozdoby spotkania był Zahavi. Dostał piłkę przed „szesnastką”, do środka, zagraną z prawej od Dasy. Przyjął, przełożył do lewej nogi i uderzył mocno w krótki górny róg bramki. Dalej można było tylko podziwiać lot piłki, która trafiła prawie w samo okienko.

Czwartego gola, na 4:1, zdobył uznany zawodnik Salzburga, od przyszłego sezonu będzie występował w Sevilli, Munas Dabbur. Wprawdzie trafił na raty, dobijając własny strzał, ale to przecież nie jest najważniejsze. Wykończył w ten sposób zagranie od wszędobylskiego Zahaviego.

Austriaków stać było jedynie na zmniejszenie porażki do dwubramkowej. Najpierw w poprzeczkę uderzył Sabitzer, a po odbiciu od niej najszybciej dopadł piłkę Arnautović.

Wszystkie gole z tego spotkania można zobaczyć w okrojonej jakości tutaj:

Po dwóch przegranych przez Austrię meczach nasuwa się pytanie, czy aby na pewno nie jest absurdalną sytuacją fakt prowadzenia kadry Izraela przez legendarnego Herzoga? Czy jest on po „właściwej stronie” i nie powinien czasami zamienić się rolą z Fodą? Te i inne wątpliwości pozostawmy jednak jako zmartwienie samego rywala Polski w grupie G eliminacji do EURO 2020.

Paweł Król

  • W sumie fajnie by było gdyby zagrali w ME. Lubie beniaminków w takich imprezach.

    • Paweł Król

      O tym samym pomyślałem, kiedy pisałem ten tekst. Zbieżność w temacie.

  • Piciarm

    dzięki za relację, widać że Orły łatwo nie będą mieli z nimi….
    Zahavi miał dzień w tym meczu z Austrią …

  • Grzegorz Ziarkowski

    Dzięki za miłe słowo 🙂 Ci, którzy podkpiwali sobie z Zahaviego, że co to za snajper z ligi chińskiej, teraz musieli to odszczekać…
    A trener Herzog, taj jak Brzęczek, ma spore bogactwo w ataku, bo i drugi z groźnych napastników, Dabbur, też trafił do siatki. Izrael może być czarnym koniem tej grupy.