Ja, ja, ja, ja Ibra

„Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja” – te słowa, rozpoczynające „Dziennik” Witolda Gombrowicza, mogłyby stanowić motto wspólnego dzieła Zlatana Ibrahimovicia i Davida Lagercrantza.

Książkę „Ja, Ibra” (dlaczego nie, nawiązując do oryginalnego tytułu, „Ja, Zlatan”?) trudno uznać za nowość, wszak pisał o niej Maciek Słomiński jeszcze na śp. Futbolnecie. No ale w końcu to Slow Foot – każdy może pisać o czym chce, i kiedy chce.

Gdy bestseller Ibry trafił do Polski, wałkowało się u nas chyba głównie jeden motyw: radykalną krytykę, jaką Szwed poczęstował Pepa „Filozofa” Guardiolę. Były trener Barçy to, obok Ikera Casillasa, największy święty hiszpańskiej piłki, można więc powiedzieć, że Ibra dołożył do pieca niczym jakiś czas później uwielbiany przez niego José Mourinho, gdy posadził na ławce San Ikera.  Szwedzko-portugalski zamach na świętości kraju corridy i La Liga. Było o tym aż w nadmiarze, więc ataki Zlatana na Pepa zostawiamy.

***

Ibrahimović ma takie ego, że większe miał chyba tylko stary, dobry Cristiano Ronaldo. Przecież ten dziś ułożony facet pod trzydziestkę potrafił kiedyś rzucać tekstami w stylu „Jestem pierwszym, drugim i trzecim najlepszym piłkarzem świata”. A ego (Ego?) Ibry ma wpływ na to, że jego autobiografia ma zarówno wady, jak i zalety.

tweet1
dare to zlatan
tweet2

Dzięki bezpretensjonalności i ekshibicjonizmowi Szweda możemy dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat jego życia. Obecny gwiazdor PSG był kiedyś przecież niedojadającym złodziejaszkiem, mającym dom rodzinny niemal jak z zaangażowanego reportażu telewizyjnego. Swą pozycję musiał wywalczyć, nikt nie dał mu niczego za darmo.

Ponadto, dzięki szczerości Zlatana, możemy chwilami pomyśleć, że to zwykły… głupek, wrzucający petardy do skrzynek pocztowych, jadący ponad 300 km/h na czerwonym świetle albo karmiący psa pizzą. Zresztą z wiekiem  zmądrzał tylko trochę, o czym świadczą chociażby ciosy karate wymierzane kolegom z drużyny.

zlatan zona
– Co kupiłeś żonie na urodziny? – Nic. Ma już Zlatana

***

Zlatan pisze nie tylko o sobie, ale i o innych postaciach. Najciekawiej wypada chyba sylwetka Fabia Capello. Tego charyzmatycznego trenera boją się, jeśli wierzyć słowom Ibry (a raczej wierzyć), nawet największe gwiazdy. Mistrzowska jest scena, w której czytamy o tym, jak były trener Milanu gnoi Liliana Thurama, który wpadł na mało rozsądny pomysł, by zrobić na boisku coś po swojemu, zamiast zrealizować zalecenie surowego przełożonego.

Fajne są też kawałki o Mourinho, ale szacunek i wręcz uwielbienie Ibry do The Special One dobrze znamy. Szwed lubił przecież przeciwstawiać osobowość Portugalczyka charakterowi Guardioli.

Barwną postacią książki jest też agent Zlatana – Mino Raiola, nieco przypominający ojca piłkarza. Ogólnie rzecz biorąc, jest tu wiele ciekawych postaci. Aż czasem ma się ochotę krzyknąć: „Weź trochę pogłęb temat!”. No ale Ibra to Ibra – gada głównie o sobie.

Kiedy to gadanie dotyczy spraw pozaboiskowych, zazwyczaj jest ciekawie, kiedy samej gry – czasami robi się tak sobie. „Ale jestem świetny, przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem, cały ciężar nosiłem na swoich plecach” itd. Zero refleksji o tym, że gdy Ibrahimović miał prowadzić swój klub do sukcesów w Lidze Mistrzów, ponosił porażkę (znamienne jest to, jak mało miejsca poświęcił słynnemu dwumeczowi między Interem a Barceloną), przez co ten było nie było wybitny piłkarz jest jednak półkę niżej niż Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi.

***
Najważniejsze – bardzo efektowne zresztą – zdanie pojawia się na stronie 376. „Nie wierzę w paladynów porządku. Czasem trzeba złamać zasady i iść do przodu. Co się stało z tymi zdolnymi chłopcami z Malmö, którzy zawsze byli tacy pilni? Może napisali o sobie książki?”. No właśnie, trudno o lepsze podsumowanie kariery Ibrahimovicia.

Żeby było zabawnie, posłowie do historii bezpretensjonalnie, z jajem opowiedzianej przez Zlatana, napisał w swym niepowtarzalnym stylu niespełnionego prozaika Rafał Stec. „W najcięższych bataliach duszyczkę wnosił na boisko mięciutką jak aksamit – jeśli rywale złośliwie uparli się, żeby zwyciężyć, nie znajdował w sobie ognia, którym by ich spopielił. Rozpływał się w świetle jupiterów”.

„Stary, no kurwa, skąd tyś się urwał?” – jak śpiewa punkowy zespól Whitman.

***

Osobne słowa należą się panom odpowiedzialnym za korektę. Zdecydowanie nie należą do paladynów ortograficzno-interpunkcyjnego porządku.

***

okladka ja ibra

Zlatan Ibrahimović (wysłuchał David Lagercrantz): „Ja, Ibra. Moja historia” („Jag Är Zlatan”; tłum. Barbara Bardadyn); wydawnictwo Sine Qua Non; Kraków 2012; oprawa: miękka; s. 394.

  • Paweł Król

    Nie czytałem tej książki… Z Twojego opisu wynika, że Ibrahimovic jest, a przynajmniej był, niepokornym człowiekiem. Co do Guardioli, to trudno powiedzieć, jakie tam były jego relacje, gdy pracował razem z „Ibrą”. Może zbyt wiele „Pep” od niego wymagał, na niewygdonej pozycji ustawiał „Ibrę” – trudno powiedzieć.

    Wiem też, że istnieje w obiegu opinia mówiąca, że Guardiola jest przemądrzały, nie pozwala sobie na krytykę pod swoim adresem ze strony podopiecznych. Z jednej strony jest to zrozumiałe, z drugiej może buduje spory dystans między sobą a piłkarzami. Niezbyt chce słuchać innych…

    Potyczki z Mourinho pamiętam. Nie wiem tylko, czy wszystkie. Tych prowokujących zachowań sporo przecież się uzbierało… Mnie się zawsze wydawało, że rzadko puszczały nerwy Guardioli. Widać było, że się nie lubili z „Mou”, ale to „Pep” częściej wychodził z twarzą…

    Bliżej nawet Portugalczykowi było jakoś do Fergusona. W pewien sposób darzyli się sympatią, z tego, co zdołałem zapamiętać…

  • Marcin Wandzel

    Książka super. Swoją drogą, fajna ta napinka Ibry z Ronaldo. Widać, że kolesie nie są debilami i potrafią sobie pojechać bez wiochy.

  • Paweł Król

    Może kiedyś tam przeczytam… 🙂

  • Marcin Wandzel

    Mogę ci wysłać, jak chcesz. Drugi raz nie będę czytał.

  • Paweł Król

    Tylko kiedy przeczytam… dlatego tak wygląda mój komentarz poniżej… Czeka na mnie kilkanaście książek na półce… przynajmniej; od „Tłumacza” Ludmiły Ulickiej po „Reguły Moskwy” Daniela Silvy, że o „Braciach Karamazow”, których to zawsze chciałem przeczytać, widziałem tylko sztukę, nie wspomnę… a przecież liczy sobie w oryginalnym wydaniu 950 stron… Ale dzięki za propozycję! 🙂 Pozdrawiam

  • Piciarm

    IBRA i wszystko jasne 🙂 ….gra dla dobrych pieniedzy – patrz kluby, ale bramki jego mozna pamietac do smierci – powaga! i wybaczyc mozna mu jego zuchwalosc – niekiedy che che
    pozdro
    ksiazka musi byc ciekawa….

  • Piciarm

    bez niego reprezentacja Szwecji traci 3/4 polotu….

  • Paweł Król

    Cały polot…

  • Paweł Król

    Zapomniałem napisać wcześniej, że Paryż, Francja, to akurat dobre miejsce dla indywidualistów, tak mi się wydaje… 😉 Klub więc wybrał sobie w sam raz… Powinien czuć się tam jak ryba w wodzie…