Jak nie być profesjonalnym piłkarzem

Ponoć dżentelmena poznać po tym, że nie szcza do umywalki nawet wtedy, gdy służba nie widzi. Paul Merson dżentelmenem raczej nie był.

Były zawodnik Arsenalu jako ekspert piłkarski kojarzy mi się (może to krzywdzące) z gościem, który nie trafiłby poprawnie wyniku meczu zakończonego godzinę temu na jego oczach. Myślę o nim również w kontekście wyspiarskiego betonu, który skrytykował zatrudnienie przez Hull City Marco Silvy. No cóż, Tygrysy spadły z ligi, ale dziś widać, że najmniej było w tym winy Portugalczyka. Po pierwsze drużyna z KCOM Stadium – o co nikt jej nie podejrzewał – pod wodzą byłego trenera Olympiakosu zaczęła grać w piłkę, po drugie: spójrzmy dziś na Watford.

Bóg jest zbyt dobry w swojej dobroci, skoro wymyślił taką robotę jak bycie ekspertem. Bo inaczej, co robiliby ci wszyscy byli piłkarze i nieudani trenerzy? Kto wie, jak skończyłby Paul Merson, gdyby nie dostał pracy w telewizji.

Okładka „Jak nie być profesjonalnym piłkarzem” sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z jajcarskimi wspomnieniami wariata, który za dużo pił. Czy jest tak w istocie?

Andrzej Stasiuk napisał kiedyś książkę „Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej)”. Za poważnym tytułem szła lekko napisana historia życia autora „Dukli”. Pamiętam, że chyba w jakimś czasopiśmie ukazał się list dawnego kolegi Stasiuka, będącego księdzem, z apelem, by ten nie pisał drugiej części, bo poprzednie książki to poważna sprawa, a tę można jedynie zaliczyć.

Podobnie jest z autobiografią Mersona. Nie jest głupawa, jak okładka, ale może nieco zbyt mało poważna. Były zawodnik Arsenalu co prawda śmiesznie wyglądałby w szatach liturgicznych, ale mam wrażenie, że mógłby jednak – biorąc pod uwagę to, co przeżył – wygłosić jakieś kazanie.

Merse porusza m.in. niesamowicie ciekawy temat: prywatności zawodowych piłkarzy. Pamiętam, jak za kadencji José Mourinho w Realu Madryt przyłapano Fábio Coentrão na straszliwej zbrodni: paleniu papierosa. The Special One, jeśli dobrze pamiętam, dla świętego spokoju odsunął rodaka od jednego meczu. Teraz wyobraźcie sobie, że Merson chlał w knajpie i wciągał koks w kiblu, a gdy ktoś zakapował go w Arsenalu, mógł się wywinąć chociażby tekstem, że źli ludzie chcą mu po prostu zaszkodzić, że to pewnie jakiś kibic Tottenhamu. To był prawdziwy raj dla piłkarzy. Dziś krzywimy się, że Cristiano Ronaldo czy Neymar, a nawet gwiazdy mniejszego kalibru, żyją w złotych klatkach i są niedostępne dla fanów. A jak ma to wyglądać, skoro byle pierdnięcie tworzy wielotygodniową debatę.

To, co dla mnie chyba najciekawsze w książce Mersona, to opis tego, w jaki sposób Arsène Wenger zmienił Arsenal FC. Choćby dla tego fragmentu warto sięgnąć po „Jak nie być profesjonalnym piłkarzem”. Zwłaszcza że z autobiografii Merse’a możemy się dowiedzieć tego, w jaki sposób dzięki Wengerowi naszemu bohaterowi… wypadł ząb w studiu telewizyjnym.

Ogólnie rzecz biorąc – dzieje się. Tony Adams sikający do łóżka, Merson „marszczący freda”, by zabić nudę, Paul Gascoigne… No właśnie, Gazza. Genialny pomocnik Tottenhamu to być może najbardziej popieprzony gość w historii piłki. Naprawdę trudno uwierzyć w to, co wyprawiał ten kapitalny pomocnik.

Gaz ewidentnie żył też w swoim świecie. Gdy Merse odwiedził Gascoigne’a w szpitalu, był tam również słynny muzyk (i, swoją drogą, alkoholik), Eric Clapton. Merson nie mógł uwierzyć w obecność gwiazdy tego formatu, a Gazza – gdy Clapton wyszedł, by kupić chłopakom kawę – zapytał: „Kurwa, kto to jest?”.

Ktoś powie: co za głupek. Mnie jednak trudno nie lubić Gascoigne’a.

Może i „Jak nie być profesjonalnym piłkarzem” to książka raczej do zaliczenia niż do głębszego namysłu (o co zresztą można mieć do autora pretensje), ale czyta się ją bardzo dobrze, zwłaszcza że Merson (według własnych słów: „inteligentny na boisku, debil poza nim”) raczej nie gryzie się w język (mój ulubiony przykład to piękna szpila wbita w Glena Johnsona). Może też jednak będzie przestrogą à propos tego, jak łatwo jest upaść, a jak trudno się podnieść. Na naszym podwórku mamy podobnych przykładów bez liku.


Paul Merson i Matt Allen: „Jak nie być profesjonalnym piłkarzem” („How Not to Be a Professional Footballer”); Rebis; Poznań 2012; 322 s.

Marcin Wandzel

  • Paweł Król

    Miałem podobne odczucia po lekturze tej książki.
    Prywatnie lubiłem grę Mersona. I ceniłem. Gdyby lepiej się prowadził, sądzę że byłby w swoim czasie na dłużej w ścisłej czołówce ofensywnych pomocników w Europie. Był bardzo kreatywny, choć do najszybszych nie należał; taki Sheringham drugiej linii; ze świetnym przeglądem pola, strzałem i stałymi fragmentami gry. Jednak biorąc pod uwagę skalę jego wyskoków, zaszedł i tak daleko… Wiele problemów poza boiskiem, sporo nerwów i zdrowia też stracił. Człowiek po przejściach, nie jest przesadą w ten sposób powiedzieć.

    PS Ciekawostka za wikipedią angielską: „On 11 October 2017, Merson signed for Welsh Football League Division Three team Caerau. Following international clearance, he made his debut on 18 October against Pontyclun”.

    • Marcin

      Jego wnioski na temat hazardu są naprawdę ciekawe. Warto przeczytać. Zwłaszcza gdy pisze, że to najłatwiejszy z hazardów, jeśli weźmiesz pod uwagę dostępność.

  • Słomiński przysłał mi kiedyś tę książkę, ale jeszcze nie czytałem. Nie mówcie mu tego.

  • Piciarm

    Witam
    musi być niezła lektura już sam tytuł i okładka robią wrażenie a o zdjęciach już nie wspomnę he he
    choć , jedno wyróżnia z rodziną:-)
    pozdrawiam