Legia Warszawa w fazie pucharowej Ligi Konferencji Europy!

Wicemistrzowie Polski przebrnęli przez fazę grupową i zagrają na wiosnę w europejskich pucharach.

Ponieważ udało nam się wprowadzić do fazy grupowej dwie drużyny (mistrz Polski Raków Częstochowa grał w Lidze Europy, Legia w LKE), liczyliśmy na to, że przynajmniej jedna z nich zagra wiosną w pucharach. Tak też się stało – cel został zrealizowany. Dla polskiego futbolu klubowego to świetna wiadomość, legioniści kontynuują bowiem udany miniony sezon w wykonaniu poznańskiego Lecha.

W XXI wieku występ polskich zespołów w wiosennych meczach europejskich pucharów nie jest może zjawiskiem incydentalnym, lecz dość rzadkim. Udało się to tylko tym klubom:
Sezon 2008/09 – Lech Poznań w Pucharze UEFA (2:2 i 1:2 z Udinese Calcio)
Sezon 2010/11 – Lech Poznań w Lidze Europy (1:0 i 0:2 z SC Braga)
Sezon 2011/12 – Legia Warszawa w Lidze Europy (2:2 i 0:1 ze Sportingiem CP)
Sezon 2011/12 – Wisła Kraków w Lidze Europy (1:1 i 0:0 ze Standardem Liège)
Sezon 2014/15 – Legia Warszawa w Lidze Europy (0:3 i 0:1 z Ajaxem AFC)
Sezon 2016/17 – Legia Warszawa w Lidze Europy (0:0 i 0:1 z Ajaxem AFC).
Sezon 2022/23 – Lech Poznań w Lidze Konferencji Europy (0:0 i 1:0 z FK Bodø/Glimt, 2:0 i 3:0 z Djurgårdens IF oraz 1:4 i 3:2 z ACF Fiorentina)

Męczarnie na starcie
Latem bardziej niż na Legię stawialiśmy na ćwierćfinalistę (Wczorajszy mecz. Lech Poznań – ACF Fiorentina 1:4 – SlowFoot – O piłce z wolnej stopy) poprzedniej edycji LKE, czyli poznańskiego Lecha, lecz ekipa z Poznania wyłożyła się już w eliminacjach, ewidentnie lekceważąc słowackiego Spartaka Trnava. Tymczasem warszawianie zaczęli od męczarni z kazachskimi Ordabasami Szykment (2:2 na wyjeździe i 3:2 u siebie). W kolejnej rundzie legioniści przegrali u siebie z Austrią Wiedeń 1:2, by po szalonym meczu na Generali Arena wygrać 5:3 i awansować do czwartej rundy.

Z duńskim FC Midtjylland na wyjeździe padł remis 3:3, u siebie po 120 minutach walki Legia remisowała 1:1. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. W szóstej serii Kacper Tobiasz obronił uderzenie Stefana Gartenmanna i wicemistrzowie Polski zameldowali się w fazie grupowej!

Legia pewna siebie
Awans do fazy grupowej sprawił chyba, że podopieczni Kosty Runjaicia uwierzyli w swoje możliwości i w każdym meczu byli pewni siebie i swoich umiejętności. Nie w każdym wygrywali, ale w każdym prezentowali się naprawdę przyzwoicie. Na początku sprawili sporą niespodziankę, ogrywając przy Łazienkowskiej Aston Villę 3:2. W kolejnym meczu przegrali, choć wcale nie musiało tak być, w Alkmaar 0:1 (Czwartkowy mecz. AZ Alkmaar – Legia Warszawa 1:0 – SlowFoot – O piłce z wolnej stopy), a wyjazd do Holandii zakończył się skandalem. Piłkarzy Legii zamknięto na stadionie, oberwał prezes klubu Dariusz Mioduski, a Portugalczyk Josué i Serb Radovan Pankov spędzili noc w areszcie.

Kluczowe dla awansu okazały się mecze Legii z mistrzem Bośni, HŠK Zrinjskim Mostar. Wicemistrzowie Polski wygrali w Mostarze 2:1 (Czwartkowy mecz. HŠK Zrinjski Mostar – Legia Warszawa 1:2 – SlowFoot – O piłce z wolnej stopy), przepychając nieco mecz kolanem. Ale liczyły się trzy punkty. W rewanżu w Warszawie gospodarze wygrali 2:0, rozstrzygając losy meczu już w pierwszej połowie. Potem w Birmingham ekipa ze stolicy przegrała 1:2 i o wszystkim decydował mecz z Alkmaarem u siebie.

Lider Josué
I trzeba przyznać, że do decydującego o awansie z grupy spotkania Legia przygotowała się naprawdę rzetelnie. Tak elektryczni piłkarze, jak Pankov, Rafał Augustyniak i Francuz Steve Kapuadi (chyba najpewniejszy z tej trójki) ogarnęli się na tyle, że bohater pierwszego meczu, lider klasyfikacji strzelców Eredivisie Grek Vangélis Pavlídis, praktycznie nie istniał na boisku.

Za to w drugiej linii niepodzielnie panował Josué, który popisał się dwiema asystami: przy trafieniach rodaka Yuriego Ribeiro oraz Słoweńca Blaža Kramera. Przy playmakerze z Portugalii dojrzewa Bartosz Slisz, który w czwartkowy wieczór dzielnie sekundował Josué. Legii nie przeszkadzał nawet fakt, że słabiej niż zwykle zagrał Albańczyk Ernest Muçi. Niezłe spotkanie, choć bez gola, zaliczył aktualny (jeszcze) król strzelców ekstraklasy, Hiszpan Marc Gual.

W tej edycji LKE Legia strzeliła aż 25 bramek. Tym okazałym łupem podzielili się: 5 – Muçi, 4 – Kramer, Tomáš Pekhart, 2 – Gual, Yuri Ribeiro, Paweł Wszołek, 1 – Augustyniak, Juergen Elitim, Josué, Maciej Rosołek, Bartosz Slisz, Slobodan Jakovljević (samobójcza).

Grzegorz Ziarkowski

Foto: facebook.com/Legia Warszawa