Liga Mistrzów po polsku (12)

Cała Polska dzisiaj śpiewa, Liga Mistrzów dla Widzewa…

Sporo wody wpłynęło do Bałtyku od ostatniego odcinka, który można znaleźć tutaj. A propos Bałtyku, właśnie przez morze, niczym hetman Czarniecki dla ojczyzny ratowania, musieli przeprawiać się piłkarze Widzewa, by wywalczyć awans do piłkarskiego raju.

Dieta z Freiburga
Kopenhaga przywitała łodzian upałem 28 stopni. Jednak Franciszek Smuda zarządził zakaz chodzenia na plażę i kąpania się w morzu. Jego zdaniem zabierało to zbyt dużo cennej energii. „Franz” dbał o każdy detal. Z Freiburga ściągnął znajomego lekarza Volkera Fassa, by ten opracował dla piłkarzy specjalną dietę. Łodzianie gościli w ośrodku w Koege, 20 kilometrów od stolicy Danii. Przesądni wierzyli, że przyniesie to szczęście, bowiem kilka lat wcześniej w tym samym hotelu przebywali gracze Benfiki Lizbona, którzy wyeliminowali Duńczyków.

11 kilometrów od Kopenhagi, w miejscowości Broendby znajdował się piękny ośrodek ze stadionem na 30 tysięcy widzów (na meczu będzie ich około 20 tysięcy mniej, bowiem Duńczycy nie dostaną pozwolenia na przyjęcie zbyt dużej ilości widzów) z krytymi trybunami, halą, krytą pływalnią i trzema hektarami zielonej murawy podzielonej na kilkanaście boisk. Dla widzewiaków, których stadion wtłoczony jest między linię kolejową Łódź-Warszawa, najważniejszą ulicę Łodzi łączącą wschód z zachodem miasta i stare bloki, był to niemały szok. Łodzianie na stadionie Broendby trenowali tylko raz, pozostałe zajęcia Smuda zarządził w Koege, gdzie miejscowy zespół kopał amatorsko w III lidze.

Boniek też przyleciał
Widzewiakom pomagał mieszkający w kraju Andersena, Janusz Haren, jeden z legendarnych futbolistów, którzy w 1975 roku wywalczyli dla Widzewa I ligę po 27 latach przerwy. Choć mecz był w środę, kibice Widzewa do Kopenhagi zjeżdżali już od niedzieli. Na stadionie było ich ponad 500. Z wakacji w Turcji przyleciał prezes Andrzej Pawelec, Andrzej Grajewski dotarł z Hannoweru, a trzeci z bossów Widzewa, Libijczyk Ismat Koussan z Łodzi. Wraz z Koussanem przyleciała śmietanka łódzkich VIP-ów, z wojewodą, a potem posłem znanym z tzw. afery Dochnala, Andrzejem Pęczakiem na czele. Na stadionie Parken zameldował się także Zbigniew Boniek, który – tradycyjnie – przyleciał z Rzymu.

Tymczasem piłkarze Widzewa wierzyli, że awansują. Uśmiech nie znikał z twarzy Andrzej Michalczuka, zaklęcie „do trzech razy sztuka” jak mantrę powtarzali Paweł Wojtala i Jacek Dembiński, którzy dwa razy podchodzili do Ligi Mistrzów z poznańskim Lechem. Do gry gotowi byli niemal wszyscy. Drobne kontuzje nie przeszkadzały Danielowi Boguszowi i Piotrowi Szarpakowi, którzy zaciskali zęby i zasuwali na treningach. Wszak w Łodzi miała być Liga Mistrzów!

19960821clqrl2broendby3

Pudła Citki
W Widzewie wszyscy podkreślali, że kluczem do awansu będzie wyeliminowanie z gry lidera drugiej linii, Allana Nielsena. Miał się tym zająć spec od czarnej roboty, Zbigniew Wyciszkiewicz. Łodzianie zaczęli nawet nieźle, grając z kontry, po których Marek Citko i Ryszard Czerwiec nie wykorzystali klarownych okazji. Gdyby strzelili, łodzianie mieliby mecz pod kontrolą… W duńskiej ekipie z minuty na minutę rozkręcał się wspomniany Nielsen, za którym wyraźnie nie nadążał Wyciszkiewicz. W 17. minucie „Wycisz” sfaulował szarżującego Nielsena tuż przed polem karnym. Z rzutu wolnego minimalnie chybił Ole Bjur, który właśnie z wolnego trafił w Łodzi.

W 26. minucie po akcji Sławomira Majaka, Ryszard Czerwiec zamiast do bramki trafił w Litwina, Aureliusa Skarbaliusa, a chwilę później po idealnym podaniu Radosława Michalskiego, Citko wyszedł sam na sam z Mogensem Kroghem. Napastnik Widzewa próbował lobować, lecz uczynił to zbyt lekko. Do końca pierwszej połowy łodzian nic dobrego już nie spotkało. Niewykorzystane sytuacje zemściły się okrutnie. W 31. minucie Ruben Bagger zagrał z końcowej linii do Petera Moellera, a ten mimo asysty Wojtali, umieśił piłkę w siatce. Tuż przed przerwą podopieczni Ebbe Skovdahla zdobyli drugą bramkę. Fatalne nieporozumienie między Maciejem Szczęsnym, a Radosławem Michalskim wykorzystał Bjur.

Spalił czy nie?
120 sekund po przerwie Duńczycy zadali trzeci cios. Mistrz Europy z 1992 roku, Kim Vilfort wyszedł sam na sam i strzelił obok kładącego się w przeciwną stronę Szczęsnego. Zanosiło się na blamaż łodzian. Nadzieję dał w 56. minucie Citko, rehabilitując się za niewykorzystaną sytuację z pierwszej połowy. Znów dogrywał mu Michalski. Duńczycy atakowali, chcieli wygrać wyżej. Łodzianie z każdą upływającą minutą czuli, że szansa wymyka im się z rąk. Walczyli do końca. Nagrodą za ambicję był gol Wojtali z 88. minuty. Akcję rozpoczął Michalski, potem dwa razy strzelał Majak, wreszcie były obrońca Lecha głową wepchnął piłkę do siatki. Był na spalonym czy nie? Norweski obserwator po meczu utrzymywał, że arbiter popełnił błąd i nie powinien uznać tej bramki. Potem Duńczyków mógł dobić Dembiński, ale nie wykorzystał stuprocentowej okazji.

Oddajmy głos Tomaszowi Zimochowi:

Kasa, Misiu, kasa
Turecki sędzia Ahmet Cakar przedłużył mecz o kilka minut. Cakar to dobry znajomy Smudy z czasów jego pracy w Turcji. Potem okazało się, że widzewiacy mieli swojego człowieka do utrzymywania kontaktów z Turkiem. To Piotr Werner, były polski sędzia międzynarodowy.

Po zakończeniu meczu Duńczycy wściekle bili pięściami w ławkę rezerwowych. Nie wykorzystali wielkiej szansy. A widzewiacy tańczyli ze szczęścia na środku boiska. Oprócz Grajewskiego, który usiadł w środkowym kole i płakał jak bóbr.

„Cała Polska dzisiaj śpiewa, Liga Mistrzów dla Widzewa” – w ten sposób kibice witali swoich bohaterów. Łodzianie przyjechali do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. Zarobili dla klubu 2,8 miliona dolarów. Piłkarze mieli z tego otrzymać 30 procent. Najlepsi za awans mieli otrzymać premię w wysokości 700 milionów starych złotych.

Po awansie do Ligi Mistrzów, w klubie trzeba było uporządkować pewne sprawy. Milion marek przelano na konto Janusza Romanowskiego, który wypożyczył do Widzewa Michalskiego za symboliczne 500 złotych. Podziękowano też za grę Markowi Koniarkowi. Król strzelców z poprzedniego sezonu nie podpisał z łodzianami nowego kontraktu.

***

21 sierpnia 1996, stadion Parken w Broendby
Eliminacje Ligi Mistrzów (rewanż)
Broendby IF – Widzew Łódź 3:2 (2:0)
Gole: Moeller 31., Bjur 44., Vilfort 48. – Citko 56., Wojtala 88.
Broendby: Mogens Krogh – Aurelius Skarbalius, Per Nielsen, Dan Eggen, Soeren Colding – Alan Ravn, Allan Nielsen, Kim Vilfort (75. Kim Daugaard), Ole Bjur – Peter Moeller (86. Bo Hansen), Ruben Bagger (69. Ebbe Sand).
Widzew: Maciej Szczęsny – Andrzej Michalczuk, Tomasz Łapiński, Paweł Wojtala – Mirosław Szymkowiak (62. Marek Bajor), Zbigniew Wyciszkiewicz (46. Jacek Dembiński), Radosław Michalski, Ryszard Czerwiec, Rafał Siadaczka (71. Piotr Szarpak) – Marek Citko, Sławomir Majak.
Żółte kartki: Bagger, Nielsen/Wyciszkiewicz, Michalski, Bajor.
Sędziował: Ahmet Cakar (Turcja)
Widzów: 10.430

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    To był szalony mecz. 🙂 Wszystko jednak dobrze się skończyło. Postawa Duńczyków dzisiaj mogłaby się nie powtórzyć, bo rzadko która drużyna w ogóle stara się żwawiej atakować kiedy prowadzi jedną bramką, a co dopiero mówić dwiema… Widzew w każdym razie pokazał typowy dla nich w tamtym czasie ‚charakter’… Potrafił nawiązać kontakt, pomimo bardzo niekorzystanej sytuacji w pewnym momencie. Koniarek był dobrym napastnikiem na ligę polską. Niejako gwarantował przynajmniej kilkanaście bramek w sezonie. Ale na ‚puchary’ czy do kadry w moim przekonaniu się nie nadawał. Był świetnym egzekutorem, bardzo był uzależniony od podań, ale potrafił temu szczęściu dopomóc, ponieważ wiedział, w którym miejscu w odpowiednim do tego czasie się ustawić. Krótko mówiąc – miał ‚nosa’. Na wyższym poziomie jednak trzeba umieć więcej, to logiczne. Tekst o tym wydarzeniu, tak już historycznym i odległym, miło było sobie przypomnieć. Pozdrawiam.

  • Grzegorz Ziarkowski

    Co do Koniarka, zgadzam się. Napastnik starej daty…
    Natomiast mecz mógł nie mieć takiej dramaturgii, gdyby Citko wykorzystał sytuację sam na sam… Widzew jako pierwszy w latach 90-tych zaczął stosować pressing na dużą skalę, zawężać pole gry. Wtedy od Smudy uczyli się wszyscy, bo był nowoczesny, jak na polskie warunki. No i jego legendarne przygotowanie fizyczne. Ciekaw jestem co by było, gdyby w latach 90-tych dostał kadrę zamiast Piechniczka, albo Wójcika. I czy pękałby przed Anglikami, Włochami czy Szwedami… Chyba nie.
    Franz był żądny sukcesów, nie kalkulował, działał trochę na wariackich papierach, jak i cały Widzew zresztą. To był idealny mariaż, wart Ligi Mistrzów.

    • Piciarm

      tak zgodze sie z tymi slowami…
      dzieki za przypomnienie starej LM.

  • dzik

    Cala Polska dzisiaj spiewa – trzecia liga dla Widzewa!