Liga Mistrzów po polsku (9)

– Jeszcze wczoraj było strasznie. Dziś wyobrażam sobie, że tutaj można grać – mówił jeden z kibiców Legii przed ćwierćfinałowym meczem z Panathinaikosem. Największym kłopotem była bowiem nie forma mistrzów Polski, lecz stan murawy stadionu przy Łazienkowskiej.

Na początku marca 1996 roku nad Wisłą ścisnął tęgi mróz. Nie ominął stolicy i stadionu im. Wojska Polskiego, gdzie na murawie zalegała dwunastocentymetrowa warstwa lodu i zmrożonego śniegu. A termin rozegrania najważniejszego meczu od kilku lat zbliżał się nieubłaganie…

Ponieważ Legia była jeszcze klubem wojskowym, do walki z zimą ruszyły zastępy żołnierzy, którzy za pomocą brysztang usiłowali skruszyć lód. Nie udało się. Postawiono więc na maszyny – potężne dmuchawy z lotniska Okęcie, które wyżłobiły jedynie dziury w lodowej powłoce. Ostatecznie zdecydowano się na atak chemiczny – wynajęta firma posypała zmrożone boisko solą, która miała sprawić, że murawa nie zamarznie nawet przy temperaturze minus osiem stopni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zbigniew Robakiewicz

Klepisko, nie boisko
Oczywiście firma zapewniała, że wysypanie kilku ton soli nie wpłynie na jakość murawy boiska przy Łazienkowskiej. O naiwności… Sól wyżarła lód razem z murawą. Boisko przypominało grzęzawisko, nad którym unosił się smród soli.

– Od paru dni informujemy UEFA, że Legia robi, co może, by przygotować boisko – jak zwykle rękę na pulsie trzymał niezawodny Michał Listkiewicz, wówczas sekretarz PZPN.

W przeddzień meczu hiszpański sędzia Manuel Díaz Vega oglądał murawę z trybun. Nie pofatygował się na boisko w trosce o stan swoich butów. Dużo odważniejsi okazali się przedstawiciele UEFA z Chorwacji i Szwecji. Jednak panowie nie chcieli zadecydować, czy mecz na pewno się odbędzie.

Wobec tego organizatorzy przystąpili do ostatecznej ofensywy. Resztki cuchnącej wody wypompowali strażacy, a co większe nierówności zasypano trocinami i piaskiem. Na dziesięć godzin przed meczem wśród oficjeli zapadła decyzja: gramy!

– Takiego boiska jeszcze w życiu nie widziałem – zżymał się Juan Ramón Rocha, szkoleniowiec „Wszechateńskich”.

Nie dość, że władze Legii miały na głowie gigantyczny kłopot z murawą, to jeszcze pojawił się dobrze znany problem, czyli fałszywe wejściówki. Jednak tym włodarze stołecznego klubu nie zaprzątali sobie głowy.

Czas rozstań
Zimą w Legii doszło do kilku istotnych zmian. Najważniejszą było odejście głównego sponsora klubu Janusza Romanowskiego, który od dłuższego czasu nie mógł porozumieć się z wojskowymi działaczami. Od stycznia wiadomo było, że po zakończeniu sezonu z drużyną rozstaje się Paweł Janas, który przyjął nominację na szkoleniowca kadry olimpijskiej „Sydney 2000”. Niejasna przyszłość czekała większość piłkarzy stołecznego klubu, których karty zawodnicze posiadał Romanowski.

Zimą były dobrodziej mistrza Polski zabrał jedynie dwóch zawodników: Piotra Mosóra i Adama Fedoruka. W ich miejsce sprowadzono świeżo upieczonego reprezentanta Polski Tomasza Sokołowskiego ze Stomilu Olsztyn, z ŁKS Łódź wrócił napastnik Marcin Mięciel, a do ataku dokupiono jeszcze Rosjanina Romana Orieszczuka, który najlepiej spisał się w potyczce na Dworcu Centralnym, gdzie spuścił manto próbującym go okraść osiłkom.

Warszawski klub po raz pierwszy od lat miał kłopoty finansowe, które odczuli piłkarze. Z tego powodu pod koniec lutego zawodnicy odmówili wyjścia na trening. By uregulować zaległości, władze klubu musiały ratować się kredytem. Mimo wątłych finansów drużyna wyjechała na trzy zgrupowania – jedno w Wiśle i dwa zagraniczne. Z ciekawszych wyników sparingowych należy przytoczyć wygrane legionistów nad FC Zürich 3:0 i SC Bastia 2:1, a także remis 1:1 z Universitateą Krajowa.

Na Józka nie ma mocnych
Grząska murawa poważnie ograniczyła ofensywne możliwości obu drużyn. Legionistom, którzy mieli sobie zapewnić bramkową przewagę przed rewanżem na gorącym terenie w Atenach, zabrakło żądeł. Trener Janas był rozczarowany postawą duetu napastników Jerzy Podbrożny – Cezary Kucharski. Ten pierwszy najaktywniejszy był w statystyce… fauli. W ciągu 90 minut przewinił pięciokrotnie. Z drugiej strony Krzysztof Warzycha też zawiódł oczekiwania greckich kibiców. Przez cały mecz na krok nie odstępował go Marek Jóźwiak. – To jeden z najlepszych obrońców w Polsce – kurtuazyjnie po meczu przyznał „Gucio”.

warzycha
Krzysztof Warzycha nie potrafił pokonać bramkarza Legii

Ponieważ zawodzili napastnicy, ciężar strzelania na bramkę musieli wziąć inni. W Legii najczęściej na bramkę Józefa Wandzika uderzał Jacek Bednarz, zaś Macieja Szczęsnego trzykrotnie usiłował zaskoczyć Georgios S. Georgiadis. Bez efektu.

W pierwszej połowie najgroźniej pod bramką Wandzika było po strzałach Radosława Michalskiego, jednak dwukrotnie na posterunku był polski golkiper. Po zmianie stron legioniści ożywili się dopiero wówczas, gdy za niemrawego Kucharskiego na murawę wszedł pucharowy debiutant Sokołowski. W 67. minucie, po strzale przesuniętego do ataku Ryszarda Stańka, bramkarz Panathinaikosu sparował piłkę na rzut rożny. To samo uczynił po dwóch uderzeniach Grzegorza Lewandowskiego w 77. minucie. Wreszcie w 90. minucie jednobramkową wygraną mógł zapewnić Staniek, lecz po akcji rezerwowego Tomasza Wieszczyckiego zbyt słabo strzelił z linii pola karnego i piłka znalazła się w rękach Wandzika. – Bronił lepiej, niż się spodziewałem – przyznał jego vis-à-vis Szczęsny.

Dostali, bo gadali
Trener Janas nie miał najweselszej miny. Najlepszymi piłkarzami na boisku okazali się rezerwowi Sokołowski i Wieszczycki oraz Staniek, który odmienił się po przesunięciu do pierwszej linii. W dodatku wiadomo było, że na rewanż do Aten nie polecą Jóźwiak i Bednarz, którzy dostali żółte kartki. Żeby jeszcze popełnili jakieś sensowne faule. Obaj chcieli podyskutować z arbitrem, który wszelkie próby rozmów karał żółtymi kartkami.

Mimo braku zwycięstwa do kasy stołecznego klubu trafiło 450 tysięcy franków szwajcarskich. Jednak wszyscy wiedzieli, że po bezbramkowym remisie szanse na awans do półfinału i powtórkę sprzed 26 lat będzie niezwykle trudno…

6 marca 1996, Stadion im. Wojska Polskiego

Ćwierćfinał Ligi Mistrzów
Legia Warszawa – Panathinaikos AO 0:0

Legia: Maciej Szczęsny – Marek Jóźwiak, Jacek Zieliński, Zbigniew Mandziejewicz – Grzegorz Lewandowski (78. Tomasz Wieszczycki), Radosław Michalski, Leszek Pisz, Ryszard Staniek, Jacek Bednarz – Jerzy Podbrożny, Cezary Kucharski (66. Tomasz Sokołowski). Trener: Paweł Janas.

Panathinaikos: Józef Wandzik – Stratos Apostolakis, Dimitris Markos, Georgios H. Georgiadis, Janis Kalidzakis – Georgios S. Georgiadis, Tanasis Kolitsidakis, Juan José Borelli, Spyros Marangos, Alexandros Alexoudis (79. Georgios Kapouranis) – Krzysztof Warzycha.

Żółte kartki: Jóźwiak, Bednarz / Markos, G. H. Georgiadis.

Sędziował: Manuel Díaz Vega (Hiszpania).

Widzów: 15 000.

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Dziwili się delegaci, przyjezdni, widocznie kiepskie rozeznanie mieli, co do naszego kraju. Cudów, Panie, Ci u nas dostatek. 😉 Obrastamy w nie od lat, wieków… 😉

    Jeden z lepszych odcinków. Przemyciłeś wiele informacji do tekstu, niekoniecznie związanych z samym meczem… Klasa. Czekam na rewanż. 🙂

    Pozdrawiam

  • Grzegorz Ziarkowski

    Dzięki 🙂
    Wtedy Panathinaikos był jednym z mocniejszych klubów w Europie. W półfinale wygrali w Amsterdamie z Ajaxem, na który w Europie nie było mocnych. Zespół oparty na Grekach, dwóch Polakach, którzy wielkiej kariery w reprezentacji nie zrobili oraz na anonimowym Argentyńczyku Borellim, adiutancie trenera Rochy. Inne czasy, wtedy niewielkim kosztem można było zmontować naprawdę przyzwoitą drużynę. Zresztą, Legia też jest dobrym przykładem 🙂
    Pozdrawiam

  • Paweł Król

    Tak było.

  • Prezes

    A ja zostawię materiał wideo 😉 http://www.dailymotion.com/video/x180dey_legia-v-panathinaikos-06-03-1996-champions-league-1995-1996-quarterfinal_sport Jakość mocno średnia, no ale takowe już dostalem. Rewanż też się znajdzie. Wystarczy dobrze poszukać 😉

    • Paweł Król

      Tak, ale, jak na Dailymotion, i tak nie jest najgorzej. 🙂 Komentarz bezcenny… 🙂 Dzięki.

  • Piciarm

    z tym boiskiem istne cuda….myslalem ze mecz sie wtedy nie odbedzie…
    tak Koniczynki liczyly sie w Europie a Ajax to byl wtedy git maszyna….
    czekam na nastepny odcinek…

  • Piotrek Dzikowski

    Rysiu Staniek i wszystko jasne:)