Magiczne dotknięcia (15). Podwójna obrona Coupeta

Tytuł brzmi trochę jak nazwa otwarcia szachowego, ale chodzi oczywiście o coś innego.

Według Davida Jamesa to, co zrobił swego czasu Grégory Coupet, to najwspanialsza bramkarska parada w historii. Fair enough.

Czy można zostać bohaterem, przegrywając mecz 0:2, na dodatek, gdy nie jest to „zwycięska porażka”, np. dająca awans do kolejnej rundy? Można. Świadczy o tym przypadek bohatera dzisiejszego odcinka cyklu „Magiczne dotknięcia”.

Tak naprawdę francuski bramkarz bronił dwa razy: najpierw próbował pokonać go kolega z drużyny (Caçapa?), następnie Rivaldo. No i dwa razy Coupet zachował się tak, że Buffon czy Casillas z najlepszych lat mogliby mu pozazdrościć.

Rzecz działa się 10 października 2001 roku na Camp Nou. Barcelona pokonała Olympique Lyon w meczu pierwszej fazy grupowej Ligi Mistrzów 2:0 po golach Patricka Kluiverta (78. min.) i Rivaldo (karny w 87. min.).

Barcelona: Roberto Bonano – Gabri, Carles Puyol, Frank de Boer, Francesco Coco – Luis Enrique, Xavi, Phillip Cocu, Geovanni (46. Javier Saviola), Rivaldo (87. Michael Reiziger) – Patrick Kluivert. Trener: Carles Rexach.

OL: Grégory Coupet – Éric Deflandre, Edmílson, Caçapa, Patrick Müller – David Linarès (83. Christophe Delmotte), Jérémie Bréchet, Marc-Vivien Foé, Pierre Laigle – Sydney Govou, Sonny Anderson (48. Péguy Luyindula; 83. Frédéric Née). Trener: Jacques Santini.

W składzie Lyonu zawodnicy kojarzeni z katalońskim klubem: Edmílson i Sonny Anderson, a także śp. Marc-Vivien Foe, a na ławce znany z Wisły Angelo Hugues… Nie pamiętam, jak obie drużyny – zwłaszcza Lyon – zostały ustawione na boisku.

Duma Katalonii zajęła pierwsze miejsce w grupie F, odpadła w półfinałowym boju z późniejszym triumfatorem, Realem Madryt (wygrał z Bayerem Leverkusen m.in. dzięki swojemu bramkarzowi, też bohaterowi tego cyklu). Lyon był trzeci i trafił do Pucharu UEFA, w którym dostał lanie w czwartej rundzie od Slovana Liberec (w finale Feyenoord okazał się lepszy od Borussii Dortmund).

Nie najlepiej pamiętam, jak bronił Grégory Coupet. Zapamiętałem go za to jako bramkarza raczej niewysokiego, no i faktycznie – Thibaut Courtois to on nie był (urósł na 181 cm). Może któryś z czytelników albo kolega z redakcji z lepszą pamięcią napisze coś więcej o jego umiejętnościach. Bronił chyba nie najgorzej, skoro swego czasu kibice Tricolores woleli zdecydowanie jego niż Fabiena Bartheza.

W każdym razie w reprezentacji Francji wystąpił 34 razy, w OL spędził 11 lat, a po nieudanym pobycie w Atlético Madryt zakończył karierę w PSG, zajmując się nie tylko sprawdzaniem wygody ławek rezerwowych na stadionach piłkarskich.


Trzy legendy OL: Grégory Coupet, Sonny Anderson i Karim Benzema oraz obecny mer Lyonu Gérard Collomb

Tytuł cyklu pochodzi z jednego ze wspaniałych felietonów śp. Antoniego Piontka. Pisał w nim, że Czesi o podaniu z pierwszej piłki mówią: „na jeden dotyk”.

Marcin Wandzel

  • Paweł Król

    Pamiętam niecodzienną paradę tego bramkarza, jak zresztą napisałeś – podwójną.
    A co do całokształtu kariery: widziałem sporo rankingów bramkarzy typu TOP 100. Były bramkarz Lyonu przewijał się w takich zestawieniach; najczęściej bardziej pod koniec, gdzieś na 80. miejscu. Tak więc ludzie doceniają niewielkiego wzrostem golkipera z Francji.

    • Marcin

      To była tak zajebista akcja, że postanowiłem wznowić cykl, jak ją gdzieś zobaczyłem na Twitterze.

      • Paweł Król

        Trochę jak z cyrku wzięta.

    • Piciarm

      OOOO taka interwencja pamiętana musi być , takoż i ja jej nie zapomniałem , dobrze że tutaj trafiła…
      Bramkarzem był niezłym 11 lat w OL , mówi samo za siebie.
      cała trójka fiu ,fiu Były lata że we Francji mocnych na nich nie było chyba z 8 lat z rzędu Majstra mieli…. czy jakoś tak…
      pozdrawiam

      • 7 z rzędu. I co ciekawe, są to jedyne ich mistrzostwa…

        • Piciarm

          znaczy mieli wtedy pakę że hej !

          • Marcin

            Real dostawał regularnie od Lyonu, aż przyszedł Mou i powiedział przed dwumeczem w LM: „Z całym szacunkiem dla OL, ale myślę, że to my awansujemy”. No i awansowali.