O 10:15 na Žižkovie

Temat, który miałem poruszyć dawno temu…

Przez lata został jednak tylko w pamięci. Nie złożyło się jakoś, abym go rozwinął i urzeczywistnił. Niech będzie, że został w szufladzie. Aż tu nagle…

Przełomowa chwila
W ostatnich dniach sprawdzałem strony wybranych zagranicznych klubów. Wśród nich znalazł się niemiecki i parę czeskich. Moje zainteresowanie dotyczyło oglądania pamiątek, ale też sposobu ich dystrybucji: czy są jedynie wewnątrz kraju rozprowadzane w razie dokonania zakupu, czy również dalej – poza granice. Człowiek ma lub bardziej miał (chociaż jeszcze z tego właśnie nieco zostało) takiego hopla na tym punkcie, cóż na to poradzić. Przeglądając suweniry, wzrok zatrzymał się na ceramicznym kubku. Niby nic nadzwyczajnego, ktoś może powie, w końcu jest to standardowy przedmiot marketingowy. Wszystko to prawda. Za to ujrzany obrazek wprawił w ruch wspomnianą wyżej szufladkę w mym mózgu. A kubek jest oryginalny, przynajmniej jeśli chodzi o nadruk…

10:15 wzięta w ramkę
Zapis godziny w tym zdaniu to słowo klucz. Skrót myślowy, który na pewno trafia do sympatyków klubu z praskiej dzielnicy Žižkov – a więc Viktorii. Wyrób stanowi bowiem nawiązanie do tak wczesnej pory rozgrywania meczów, najczęściej w niedzielę, przez Viktorię. Urzekł mnie ów minimalizm formy, biel i czerń, krótko i na temat:

O takiej młodej godzinie niektórym z nas nie w głowie oglądanie uganiających się za piłką zawodników. Możliwe, że część ludzi odsypia cały tydzień i dopiero później konsumuje śniadanie. Niektórzy może wyprowadzają zwierzęta na spacer, podczas gdy drużyny są w pełnej gotowości do zawodów piłkarskich. Inna sprawa, że rzeczona pora jest pewnego rodzaju alternatywą dla praskich kibiców. Gwarantem, że nie będzie kolidowała z meczami Sparty, Slavii, Bohemiansu czy Dukli, o ile wymienione występują akurat na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Czechach (obecnie tak), ponieważ z takiego terminu i tej godziny głównie korzysta się na drugim i trzecim poziomie. Na „Viktorce” to niemal rytuał. Sprawdzałem parę lat temu po spadku do trzeciej ligi. Tam też nie odstępowała od przedpołudniowego grania. Teraz znów jest klasę wyżej. Aktualnie zajmuje piąte miejsce. Zremisowała w ostatni piątek na wyjeździe z 1.SK Prostějov 2:2.


Przy sztucznym świetle w Prościejowie

Z sympatią
Trudno inaczej podchodzić do jednokrotnego mistrza Czechosłowacji z 1928 roku. Wprawdzie na meczu nie byłem (akurat miała miejsce przerwa w rozgrywkach), ale stadion udało się kilkanaście lat temu zwiedzić. Kameralny obiekt, na którym człowiek nie znika w tłumie, by nie napisać – w masie. Nie niknie. Ma grupę wiernych fanów. Panuje tam raczej rodzinny klimat.

Žižkov w kulturze
Wyczytałem w literaturze przedmiotu, że dzielnica była dawniej specyficzna dla zmysłów. Już sam zapach sprawiał, że nie trzeba było widzieć, gdzie się w danej chwili jest. Biedna, ale przyciągająca bohemę. Nawiązywał do niej chociażby Bohumil Hrabal, zaś mieszkańcem był Jaroslav Seifert. Z kolei inny Jaroslav, bardziej u nas znany, rozpowszechniony, czyli Hašek, na Žižkovie tworzył swoje teksty. Na mnie spore wrażenie wywarła cała trylogia Hrabala. Pamiętam np. książkę „Wesela w domu” (Svatby v domě), przed wieloma laty przeczytaną. Sieciowa skarbnica wiedzy podpowiada mi, że: „Žižkov jest opisany z charakterystyczną dla Hrabala czułością dla miejsc niskich i plebejskich. Książka ta, pisana z perspektywy jego żony Elišky, pokazuje dzielnicę jako fascynujący, choć surowy mikrokosmos”.

Zostawiając powyższe w spokoju. Najbliższy mecz w niedzielę, 15 marca, o godzinie 10:15: FK Viktoria Žižkov – Slezský FC Opava. Nie ma odstępstwa…

Paweł Król