Ostatni taki mistrz

A gdyby mistrzem zostawał ten, który w sezonie nie znajdzie ani jednego pogromcy? Od 19 lat tytuł pozostawałby w Łodzi…

W sezonie 1995/96 ekipa Franciszka Smudy dokonała rzeczy wręcz niewyobrażalnej dla dzisiejszych kibiców – zdobyła mistrzostwo Polski nie ponosząc porażki w żadnym z 34 ligowych spotkań. Ostatnio nasi mistrzowie zwykli przegrywać po kilka lub nawet więcej meczów w sezonie. Świeżo upieczony mistrz, poznański Lech, w tym sezonie schodził pokonany z boiska aż ośmiokrotnie. Jeżeli ktoś będzie próbował dopasować teorię, że dzieje się tak, bowiem poziom zespołów grających w T-Mobile Ekstraklasie się wyrównał, to jest to niewątpliwie równanie w dół. Mająca wszystkie argumenty za dominacją w polskiej lidze warszawska Legia niejako na własne życzenie oddaje mistrzowską paterę. No, ale to już zmartwienie sterników klubu z Łazienkowskiej…

Bliska powtórzenia wyczynu Widzewa była krakowska Wisła w sezonie 2007/08. Podopieczni Macieja Skorży na 30 spotkań przegrali tylko raz – w 27. kolejce na Łazienkowskiej z Legią 1:2. Choć gdyby Paweł Brożek wykorzystał w tym meczu rzut karny, wiślacy mogli powtórzyć wyczyn widzewiaków sprzed 12 lat.

Przypomnijmy zatem, kto bronił barw niepokonanego mistrzowskiego Widzewa:

BRAMKARZE
Andrzej Woźniak (ur. 1965) – „Woźny” zanotował świetny sezon w łódzkim zespole, po kapitalnym występie na Parc de Princes w sierpniu 1995 roku został mianowany „Księciem Paryża” i wywalczył sobie miejsce w reprezentacyjnej bramce. Po mistrzowskim sezonie odszedł do FC Porto, gdzie zastąpił słynnego Vitora Baię.
32 mecze, 0 goli

Tomasz Muchiński (ur. 1966) – trochę jak Adaś Miauczyński w „Nic śmiesznego”, bo ciągle drugi. Zastępca Woźniaka, a potem Macieja Szczęsnego. Urodzony w Łodzi golkiper był dobrym duchem drużyny i ważną częścią widzewskiego teamu.
2 mecze, 0 goli

Marcin Ludwikowski (ur. 1977) – młody, utalentowany, wchodził do zespołu. Nigdy jednak nie wywalczył miejsca w podstawowym składzie Widzewa – zawsze był ktoś inny o większym nazwisku: Onyszko, Olszewski, Matuszek…
0 meczów, 0 goli

OBROŃCY
Daniel Bogusz (ur. 1974) – z widzewskiej defensywy to on najlepiej czuł się z powietrzu. Silny, nieustępliwy, dobrze czuł się pod bramką przeciwnika. Ksywę „Niedźwiedź” zawdzięcza Andrzejowi Kretkowi, który na pierwszym treningu w Widzewie rzucił do wychowanka Jagiellonii: – Te, młody podobno w Białymstoku to niedźwiedzie po ulicach chodzą…
30 meczów, 2 gole

Tomasz Łapiński (ur. 1969) – kolejny przedstawiciel Podlasia w Widzewie. W połowie lat 90-tych jeden z najlepszych środkowych obrońców w Europie, jednak w kadrze wystawiany gdzieś na boku obrony, dopiero Janusz Wójcik dał mu szansę dyrygowania reprezentacyjną defensywą. Podobno bał się latać samolotami, dlatego nie wyjechał na Zachód. A może w Łodzi naprawdę dobrze zarabiał?!
28 meczów, 2 gole

Marek Bajor (ur. 1970) – prawy obrońca, solidny do bólu. Można było na nim polegać jak na Zawiszy. Jeden z czterech wicemistrzów olimpijskich z Barcelony, który nie zagrał w pierwszej reprezentacji choćby minuty. A na występ z orzełkiem na piersi zasłużył jak mało kto, bo nigdy nie schodził poniżej przyzwoitego poziomu.
27 meczów, 0 goli

Waldemar Jaskulski (ur. 1967) – jedyne zimowe wzmocnienie Widzewa w mistrzowskim sezonie. Grał na lewej obronie, w razie potrzeby zastępował na środku Łapińskiego. Po zdobyciu trofeum bossowie łódzkiego klubu nie mieli środków by wykupić obrońcę Pogoni i zasilił Standard Liege.
16 meczów, 0 goli

Marcin Boguś (ur. 1973) – widzewiak z krwi i kości, po przyjściu Jaskulskiego zabrakło dla niego miejsca w składzie, dlatego odszedł do Zagłębia Lubin.
12 meczów, 0 goli

POMOCNICY
Zbigniew Wyciszkiewicz (ur. 1969) – człowiek od czarnej roboty, na boisku tyrał jak wół. W mistrzowskim sezonie pokazał, że ma smykałkę do zdobywania goli, ale już wcześniej był uznawany za najrówniej grającego piłkarza Widzewa. Gdy zaczęły się boje o Ligę Mistrzów, Franciszek Smuda uznał, że lepszym zawodnikiem jest Radosław Michalski i posadził „Wycisza” na ławce.
34 mecze, 10 goli

Rafał Siadaczka (ur. 1972) – za popularnego „Sonię” Smuda oddał przed sezonem do Petrochemii Płock aż trzech ofensywnych graczy: Bogdana Jóźwiaka, Radosława Kowalczyka i Wojciecha Małochę, a zimą dorzucił Dariusza Podolskiego. Opłaciło się, bo oprócz zawodnika z ciągiem na bramkę i atomowym uderzeniem, „Franz” zyskał posłusznego piłkarza, z którego zrobił dobrego pomocnika i bardzo dobrego lewego obrońcę.
33 mecze, 9 goli

Andrzej Michalczuk (ur. 1967) – gracz od zadań specjalnych, gdy w drużynie występowała luka na każdej pozycji oprócz bramki, Smuda wrzucał tam Ukraińca. A ten wszędzie czuł się jak ryba w wodzie. Nic dziwnego, że ówczesny selekcjoner kadry Henryk Apostel zaczął przebąkiwać o naturalizowaniu uniwersalnego piłkarza. Do tego jednak nigdy nie doszło.
33 mecze, 6 goli

Paweł Miąszkiewicz (ur. 1971) – „Suseł” oprócz tego, że uwielbiał spać, lubił strzelić z dalszej odległości. „Kopyto” miał nie gorsze niż Siadaczka. Jeden z najlepiej wyszkolonych technicznie widzewiaków, środkowy pomocnik, który nie do końca wykorzystał swój potencjał…
33 mecze, 5 goli

Ryszard Czerwiec (ur. 1968) – dla urodzonego w Jaworznie piłkarza Łódź stała się drugim domem. To tutaj wypłynął na szerokie ligowe wody, stając się reżyserem gry pełną gębą. Świetny przegląd pola, uderzenie z dystansu – to główne cechy „Szwagra”.
31 meczów, 12 goli

Piotr Szarpak (ur. 1970) – pięć lat wcześniej ówczesny trener czerwono-biało-czerwonych Marek Woziński wyciągnął cherlawego pomocnika z osiedlowego klubu ChKS Łódź. W Widzewie zmężniał, często wykorzystywał swój atut jakim była szybkość. Ze skutecznością było gorzej, ale jego zwycięskiej bramki z Warszawy, dającej mistrzowski tytuł, na Piłsudskiego nikt nie zapomni… Największy dowcipniś w drużynie.
30 meczów, 2 gole

Dariusz Podolski (ur. 1966) – grający jako defensywny lub drugi środkowy pomocnik „Camel” w mistrzowskim sezonie został odsunięty na boczny tor. Nie pasował do koncepcji Smudy, więc zimą musiał odejść do Płocka.
14 meczów, 0 goli

Rafał Kubiak (ur. 1977) – wychowanek Widzewa, ambitny chłopak, który nie zrobił wielkiej kariery w ekstraklasie. Związany z klubami z regionu łódzkiego, obecnie pod okiem Szarpaka czaruje kibiców zagraniami „na nos” w podłódzkich Poddębicach.
12 meczów, 1 gol

Sławomir Gula (ur. 1972) – kolejny wychowanek łódzkiego klubu, do którego powracał jak bumerang. Rzadko kiedy miał miejsce w podstawowym składzie, ale Widzew to było jego środowisko naturalne.
10 meczów, 1 gol

Mirosław Szymkowiak (ur. 1976) – miał pecha, bo na początku mistrzowskiego sezonu zerwał więzadła w kolanie. Wydawało się, że „Szymek” zostanie odkryciem tamtych rozgrywek. Wówczas dynamiczny, boczny pomocnik musiał rok poczekać na swoją kolej.
5 meczów, 1 gol

Maciej Bielecki (ur. 1977) – przytrafił mu się piękny incydent w „karierze”. Wszedł na 12 minut wygranego 7:1 meczu w Gdańsku z Lechią-Olimpią. Potem tułał się po niższych ligach w regionie łódzkim. Ale mistrzem Polski będzie do końca życia. I nie mówcie, że nie chcielibyście być na jego miejscu…
1 mecz, 0 goli

NAPASTNICY
Marek Koniarek (ur. 1962) – cóż to była za maszyna do zdobywania goli! Idol tysięcy kibiców Widzewa, legenda klubu, a przy okazji niesłychanie skromny człowiek. Nigdy wcześniej i nigdy później nie zdobył w sezonie tylu bramek. Trafiał do siatki w 18 meczach. Napastnik w starym stylu, z instynktem zabójcy, za czasów Smudy nieco ewoluował, ale 34-latka niewiele już można było nauczyć. Szkoda tylko, że z Widzewem rozstał się w dość mglistych okolicznościach (pisałem o tym tutaj). Jeśli dobrze liczę – 29 bramek to czwarty w historii polskiej ekstraklasy wynik „wystrzelany” przez króla snajperów. Lepsi byli tylko przed wojną Henryk Reyman, Ernest Wilimowski i tuż po wojnie Józef Kohut.
34 mecze, 29 goli

Marek Citko (ur. 1974) – debiutował w meczu z Pogonią Szczecin i na „dzień dobry” zaliczył dwie asysty. „Wynalazek” Smudy, jak na polskie warunki znamienity technik, silny, krępy, dobrze trzymający się na nogach. W mistrzowskim sezonie był nieco w cieniu kolegów, jednak Smuda nie wyobrażał sobie bez niego widzewskiej jedenastki. Jego talent eksplodował sezon później, szkoda, że na jedną rundę.
27 meczów, 5 goli

Bogdan Pikuta (ur. 1972) – w rozgrywkach poprzedzających mistrzostwo był jednym ze skuteczniejszych graczy Widzewa. Nie podjął jednak rywalizacji z Citką, Koniarkiem i Siadaczką, dlatego Smuda bez żalu oddał go zimą do GKS Katowice.
8 meczów, 0 goli

TRENER
Franciszek Smuda (ur. 1948) – wówczas człowiek mało znany, który dorobił się opinii solidnego trenera pracując ze Stalą Mielec. Dla Widzewa wymyślił go Andrzej Grajewski. Gdy pierwszy raz wszedł do budynków przy alei Piłsudskiego, pracownica klubu przywitała go słowami: „Dzień dobry, panie Andrzeju!”, myśląc, że to Woźniak zgolił wąsy… Jednak Smuda w Widzewie zapracował sobie na szacunek i miano legendy klubu. Jako pierwszy na szeroką skalę zaczął przeszczepiać na polski grunt zagęszczanie gry w środku pola (grę sześcioma pomocnikami), zawężanie, skracanie pola gry, pressing na połowie rywala. Jego widzewiaków charakteryzowała żelazna wręcz kondycja. Twierdzi, że do Widzewa może wrócić dziesięć razy. Na razie prowadził go czterokrotnie…

Grzegorz Ziarkowski

  • Ogromna wiedza. Szacun Grzesiu!

    • Grzegorz Ziarkowski

      Ten skład Widzewa wyrecytuję wybudzony w środku nocy 🙂
      I mówcie sobie co chcecie, to dla mnie najlepszy Widzew jaki widziałem na żywo… Może i najlepszy Widzew w historii… Tamten z lat 1977-1983 znam tylko z książek, starych gazet… Ten widziałem na żywo, jeździłem na mecze, żyłem tym klubem.
      Z ręką na sercu – ile gwiazd było w tym Widzewie? Dwie: Woźniak i Łapiński. Trzecia: Jaskulski doszła zimą. Czerwiec? Nigdy nie sprawdził się w kadrze, trochę król własnego podwórka. Koniarek? Zawsze skuteczny, ale dopiero pod wodzą Smudy zaliczył najlepszy sezon w karierze. Młodzi, zdolni – Citko, Bogusz, Szymkowiak. Reszta to wyrobnicy, dla których mistrzostwa z Widzewem były największym sukcesem w karierze.
      Smuda – trener na dorobku, człowiek, który pracował na nazwisko. Pokazał, że z grupą solidnych wyrobników można zdobyć tytuł i ograć naszpikowaną gwiazdami Legię.

      Słowem – piękny kawałek życia 🙂
      Sorry, za ten negliż emocjonalny 🙂

      • Piciarm

        nic nie szkodzi,Twoj klub,wiec mozesz che che

  • Paweł Król

    Daniela Bogusza, sprawiającego wrażenie ospałego czy flegmatycznego, biorę od jakiegoś czasu pod uwagę w kontekście cyklu o Bundeslidze. To był według mnie solidny boczny obrońca.

    Paweł Miąszkiewicz, dotarłem niegdyś do takiej informacji (bo nie wiedziałem o tym, czy nie pamiętałem może), że to wychowanek Sarmaty Warszawa. Tak jak piszesz, nienaganna technika i dobry przegląd pola plus stałe fragmenty gry. Choć jeśli chodzi o siłę strzału, to wydaje mi się, że mocniejszym uderzeniem dysponował wspomniany przez Ciebie Dariusz Podolski.

    Citko to technika, oczywiście, ale i niesamowita motoryka…

    Widzew genaralnie miał pakę; drużynę niepowtarzalną. Podobnie było, tak mi się wydaje, z Legią prowadzoną przez Pawła Janasa: solidna, rzetelnie wykonywana praca i kolektyw głównie.

    Dzięki za ten tekst. To wspaniała sprawa…

    • Grzegorz Ziarkowski

      Bogusz chyba nigdy nie był specjalnie doceniony nawet w Widzewie – a radził sobie dobrze po obu stronach obrony. O czymś świadczy fakt, że ze składu na Ligę Mistrzów wyrzucił Marka Bajora. I nawet jak Widzew sprowadzał porządnych obrońców pokroju Rafała Pawlaka i Macieja Stolarczyka – Bogusz obok zdrowego Łapińskiego był filarem widzewskiej obrony.

    • Piciarm

      dobre porownanie,tak to byly niezle druzyny z genialnymi trenerami,wtedy….

  • Piciarm

    dobrrze sie czytalo….
    wiecie co? chyba szybko nikt nie wygra ligi w cuglach…..moze Widzew byl ostatni!
    pozdrawiam