Pelé, Boniek i Terlecki

„Szło dwóch piłkarzy przez boisko. Razem mieli osiem klas”. Ten żart nijak ma się do bohatera opisanej niżej książki.

Gdybym miał wskazać ulubionego polskiego piłkarza, byłby to chyba Roman Kosecki, który dawno temu kojarzył się mi z ulubionym zagranicznym zawodnikiem – Claudio Caniggią. Kosa nie wyglądał jak zwykły piłkarz, znał się z Robertem Brylewskim z Armii i Izraela, był niepokorny, po prostu wyróżniał się w naszym siermiężnym futbolowym światku.

A może Włodzimierz Lubański? To był przecież wybitny napastnik Górnika Zabrze, gwiazda o urodzie aktora filmowego, która trafiłaby do Realu Madryt, gdyby nie komuna. Wielka klasa i ogromna przyjemność z oglądania pana Włodka na archiwalnych filmach.

Andrzej Juskowiak był za to moim ulubionym zawodnikiem reprezentacji z IO ’92. Nie miał talentu Wojciecha Kowalczyka, ale głowa nadążała u niego za nogami także poza boiskiem.

No i Stanisław Terlecki, o którym Tata opowiadał mi jako o niesamowitym piłkarzu (dziś już go tak nie chwali). Nie mogę pamiętać byłego skrzydłowego ŁKS-u z boiska, za to postrzegałem go zawsze niemal jako postać mityczną, zaprzeczenie niewesołego żartu: „Szło dwóch piłkarzy przez boisko. Razem mieli osiem klas”. W końcu ilu piłkarzy kończy historię, nawiązuje w gadce do „Antygony w Nowym Jorku” czy też czuje się na siłach, by wystartować w „Wielkiej grze”, gdyby tematem była trylogia Sienkiewicza.

Nasz bohater w swej autobiografii interesująco opowiada o rodzinie, komunie, piłce, imprezach, spotkaniu z Janem Pawłem II, ciekawie rysuje postacie futbolowych prominentów i różnego rodzaju partyjnych typów kręcących się wokół kadry. Porusza mnóstwo tematów. Afera na Okęciu, wyjazd do Nowego Jorku, studia, imprezy, Solidarność, sprawy ważne i przyziemne.

Książkę („Pele, Boniek i ja” – co za kapitalny tytuł!) – czyta się bardzo dobrze, zwłaszcza że Terlecki to typ lekkiego cwaniaczka-inteligenta z poczuciem humoru (nie dal się przeciągnąć na prawosławie, bo ichniejsza msza trwa trzy godziny, więc lepiej pozostać katolikiem). Poza tym naprawdę miło poczytać opowieści piłkarza o szerokich horyzontach; tacy też się zdarzają.

Jak wspomniałem, czyta się bardzo dobrze, ale jest pewien niedosyt. Moja hipoteza – może krzywdząca – jest taka, że wina leży po stronie Rafała Nahornego, z którym Terlecki współpracował przy książce, a który swoim pisaniem tłumów raczej nie porwie. „Spalony” to nie jest.


Stan Terlecki jako zawodnik Chicago Spirit. Z prawej Greg Ryan z Chicago Sting

Stanisław Terlecki, pisząc czy też dyktując autobiografię, był chyba w dobrej formie. Cóż, dawno to było – w czasach madryckich Galacticos. Na 180. stronie czytamy: „(…) jak się ma ojca lwowiaka, a matkę Kaszubkę, to z takiego związku nie mógł urodzić się pierdoła, ktoś, kto nie poradzi sobie w życiu. Już prędzej takie ziółko jak ja…”. W obliczu problemów byłego gracza New York Cosmos, o których pisały całkiem niedawno i mniej, i bardziej poważne media, ten cytat, choć efektowny, robi przykre wrażenie. Niestety, inteligencja i wykształcenie niekoniecznie muszą dawać życiową mądrość. Stanisław Terlecki jest tego dobrym (czy raczej złym) przykładem. Facet, który w najgorszym wypadku powinien być wyróżniającym się ekspertem telewizyjnym, skończył z chorobą alkoholową, bez kasy, skłócony z najważniejszymi ludźmi w jego życiu. Aż szkoda kontynuować ten temat.

Historia byłego gracza ŁKS-u, reprezentacji Polski i Cosmosu nadaje się na dobry film. Bohater to niepokorny, inteligentny cwaniak, który radził sobie za komuny bez dawania dupy, a potem, w lepszym świecie, mieszkał w domu w Saratodze i grał z Pelém, Beckenbauerem czy Neeskensem. Tylko zakończenie niewesołe.

Inteligencja to przekleństwo. Ta, paradoksalnie, przeszkadza w walce z demonami. Smutne jest również to, że wiara w Boga (Terlecki był i wierzący, i praktykujący) niekoniecznie pozwala je pokonać. Choć podobno pan Stanisław w końcu zaczął wychodzić na prostą. Oby.

„(…) byłem trenerem, menedżerem, biznesmenem i politykiem. Jeszcze wam to kiedyś wszystko opiszę!” – odgrażał się na zakończenie książki Terlecki. Będę pierwszy, który kupi drugą część jego wspomnień.


Stanisław Terlecki i Rafał Nahorny; „Pele, Boniek i ja”; Zysk i S-ka Wydawnictwo; Poznań 2006.

Marcin Wandzel

  • Paweł Król

    Olśniłeś mnie – nie kojarzyłem tej książki.
    Pamiętam końcowy etap kariery S. Terleckiego i pamiętną zmianę, kiedy na boisku zastąpił go jego syn – Maciej (jeden występ w reprezentacji, jeśli dodamy 29 ojca, to wyjdzie 30).
    Temu też, może zbyt szybko, wróżono wielką karierę. Gdzieś się jednak pogubił. Później doszły problemy z kontuzjami, utrzymaniem odpowiedniej wagi itd. W sumie 200 występów w pierwszej lidze. Sam wskazałbym za główny powód brak tej ciągłości, jakiejś stabilizacji. Półroczne przerwy w futbolu, nie mówiąc już o dłuższych, nie są łatwe chyba dla każdego piłkarza. Sporo się traci przeważnie (nie każdy jest przecież Henrikiem Larssonem czy też innym wielkim graczem, a takich niekiedy nie zastopują w pewnym sensie nawet otwarte złamania).

    • Marcin

      Jak chcesz, to ci podeślę, ale też za neiwielką kasę można kupić. W książce często pojawia się Steve Zungul, postać rownie ciekawa jak Terlecki.

    • Piciarm

      zmiana syna za ojca , to było coś…

      • Paweł Król

        Było.

  • maciek sloma

    Kurde a myślałem, że Kaszubi krzyżują się tylko między sobą…:)

    Jeszcze mam nadzieję kolega Nenad (z którym widziałem się w łykęd w Krakowie, oj było wesoło jak zawsze a nasz serbski łącznik u Andrzeja Gowarzewskiego zrobił sobie zdjęcie z Bońkiem, czyli to jakbym ja dziabnął sobie fotę z Kelly Family – top topów!) potwierdzi, bo ma spisane wszystkie składy ligowe od sprzed wojny ale wydaje mnie się że widziałem Stana Terleckiego w pierwszym jego meczu po powrocie z US&A w barwach ŁKS. Moja drużyna do 11 kolejki nie miała żadnej wygranej, ostatnie miejsce i 3 strzelone bramki, a już w pierwszej połowie wbiła rodowitym aż 3! Spotkanie było pojedynkiem dwóch wytrawnych strategów: Janusza Kupcewicz i właśnie Stana Terleckiego.

    https://lechia.net/images/archiwum/prasa/1986_1987/1986.10.18.lechia_lks_3_0a.jpg

    • Piciarm

      poczytałem ,dzięki

  • Piciarm

    cześć
    książka musi być ciekawa…..
    Tytuł w dechę…
    dobra zachęta zrobiona przez Ciebie żeby to poczytać !
    pozdrawiam

    • Marcin

      Warto przeczytać, bo Terlecki to gość o szerokich horyzontach. Wybaczam mu nawet kandydowanie do Senatu z listy LPR. 😉 Miałem o tym wspomnieć w tekście, ale staram się unikac polityki, bo można się od politycznych dysput porzygać. Pozdro.

      • Piciarm

        albo co gorsza pokłócić….