Premier League World. Darío Silva

Gdybym musiał nadać tytuł tej historii, nie byłby wstrząsający. Prawdopodobnie brzmiałby: Piłka to nie wszystko…

Tak właśnie widzę sprawę po obejrzeniu ostatniego wydania magazynu. Był on w całości poświęcony byłemu urugwajskiemu piłkarzowi, który w 2006 roku uległ bardzo ciężkiemu wypadkowi. Lekarze spisali go już na straty, na tyle liczne i silne były to obrażenia. Nagle jednak ożył, co nie uszło uwadze jednemu z nich. Podjęli próbę ratowania i dziś można powiedzieć, że sam Darío Silva wyszedł z całego tego trudnego przeżycia jedną nogą – druga, prawa, musiała zostać amputowana.

Do zdarzenia doszło w Montevideo, kiedy nagle stracił panowanie nad pojazdem. Nie był pod wpływem żadnych środków odurzających. Po prostu – pamięta, że naraz uderzył w słup. A chwilę wcześniej zdążył sięgnąć jeszcze po ciastko. I następnie już nic więcej.

Następnego dnia miał być na uroczystości przyjaciół. W tamtej chwili plany musiały ulec zmianie.

Już wcześniej, mając ważny kontrakt z Portsmouth, było o nim głośno. Wszystko z uwagi na szybkie zerwanie umowy na prośbę zawodnika. W tamtym okresie odwiedził narzekającego na zdrowie ojca. Ten twierdził, że jego ciało odmawia posłuszeństwa. Słowa te poruszyły syna do cna, jak sam przyznał w materiale. Postanowił w owym momencie, że zaopiekuje się rodzicem i zostawi futbol. Działaczom klubu z Fratton Park musiał się z tego wytłumaczyć, bo na początku nie rozumieli powziętej przez niego decyzji. Trzy miesiące później ojciec Silvy zmarł.

Dla popularnych Pompey rozegrał zaledwie kilkanaście spotkań. Miał już wtedy 34 lata. Renomę wyrobił sobie jako napastnik Malagi. Zbudowaniu prestiżu pomogły również występy w reprezentacji Urugwaju. Tak pokrótce przedstawia się jego kariera, która nie była także jakoś szczegółowo przybliżona w obejrzanym materiale. Nikt nie starał się „grać” retrospekcjami, bo i w sumie nie taki pewnie był cel.

Był za to pokazany człowiek niepełnosprawny, który – gdyby ktoś nie wiedział, że przeszedł amputację, mógłby się nawet tego nie domyślić – wstaje, nakłada protezę i rozpoczyna zwyczajny dzień. Mimo że z początku trudno było przyzwyczaić się do braku kończyny. Chodząc po plaży w Maladze, gdzie osiadł i gdzie krajobraz robi wrażenie, opowiada całą historię precyzyjnie i rzeczowo.

Wstępuje też z ekipą na stadion klubu, który aktualnie jest na zapleczu Primera Division. Wchodzi na boisko, sprawdza murawę i się rozgląda.

Na co dzień normalnie pracuje jako pomocnik w miejscowej pizzerii prowadzonej przez przyjaciela (kibica Malagi). Przychodził do niej jeszcze kiedy był piłkarzem. Teraz nakrywa do stołu, układa sztućce i nosi dania. Wykonuje też drobne prace naprawcze, jeśli trzeba zadbać o wygląd i funkcjonowanie tego lokalu. Godnie przyjmuje to, co przynosi życie. A trudne doświadczenia z pewnością ukształtowały go jako człowieka.

Darío Silva piłkarz:

Paweł Król

  • Tragiczna historia, ale jednak z happy endem. DS to nie byle kto, znakomity napadzior z niego był, pamiętam go doskonale choćby z mundialu w Korei i Japonii. W kadrze 49 meczów i 14 bram. Mój znajomy (Michał – pozdrawiam) pare lat temu był w Maladze. Gdyby wiedział, to można byłoby go odwiedzić. Może kiedyś sie to zrobi 🙂

  • Piciarm

    Tak dobry grajek, też go pamiętam z meczów Urugwaju; Cagliari, Espanyol, Malaga, Sevilla, Portsmouth… mówi samo za siebie.
    Choroba, ojciec, wypadek – teraz w pizzerii w Maladze pracuje, życie jest pełne niespodzianek, szkoda że nie oglądałem tego odcinka, który Paweł opisał.
    Wyczytałem jednak że Silva został oszukany przez menadżerów i agentów dlatego pracuje w lokalu….
    pozdrawiam

    • Paweł Król

      Nagrywam każdy jeden, nie ma innej opcji. Mało jest tak niezawodnych rzeczy… jak ten magazyn.