Przystanek Bundesliga (3). Henryk Bałuszyński

Dedykuję odcinek tym wszystkim ludziom, których już wśród nas nie ma – przynajmniej w sensie fizycznej obecności…

Był dzień 15 czerwca 1994 roku; środek tygodnia, miesiąca i ostatnia kolejka sezonu ligowego w Polsce. Pogoda w kraju dopisywała, a o tytuł mistrzowski do ostatniego gwizdka walczyło kilka drużyn. Byłem wtedy naocznym świadkiem arcyważnego meczu Legii Warszawa z Górnikiem Zabrze. Skończyło się wynikiem 1:1. Więcej o tym szlagierze w tym miejscu.

W ambitnej ekipie zabrzan grał wówczas w ataku Henryk Bałuszyński, który przedwcześnie opuścił boisko za czerwoną kartkę. Kilka miesięcy później wyleciał, ale do Niemiec, podpisać kontrakt z VfL Bochum…

Miał znakomite wejście do drużyny z górniczego miasta, gdzie spotkał niedawnego jeszcze kolegę z Górnika – Tomasza Wałdocha. Już w pierwszym występie, przeciwko Schalke 04, zdobył dwa gole. Szybko zyskał – z uwagi na trudną wymowę dla niemieckich komentatorów nazwiska – pseudonim Balu. Po czterech meczach miał na koncie cztery trafienia.

Baluszynski_920x517

W przywoływanym sezonie, 1994/1995, Bochum prowadziło w sumie dwóch trenerów; najpierw Jürgen Gelsdorf, potem Klaus Toppmöller. Drugiego z nich zastał w klubie Bałuszyński. Towarzystwo Balu miał tam dość wyborowe. Oprócz Wałdocha był tam jeszcze, pochodzący z Piekar Śląskich, Dariusz Wosz – rewelacyjnie wyszkolony technicznie, filigranowy, ofensywnie nastawiony pomocnik. Kilku niezłych graczy (między innymi solidny ubezpieczyciel w drugiej linii Michael Frontzeck, bramkostrzelny pomocnik Uwe Wegmann) nie wystarczyło jednak do utrzymania miejsca w Bundeslidze, a polski napastnik zakończył sezon z czterema golami – meczów rozegrał 10.

Rozbrat z najwyższą klasą rozgrywkową nie trwał długo; jeden sezon Bochum spędziło w 2. Bundeslidze, zajęło pierwsze miejsce. Balu uzyskał osiem trafień, będąc najskuteczniejszym z napastników (najwięcej goli zdobyli Peterowie: Peschel i Közle – po 11). Kilkanaście meczów rozegrał także w ekipie Toppmöllera Andrzej Rudy, który po awansie odszedł do Lierse SK.

Po powrocie do Bundesligi klub Bałuszyńskiego zajął wysokie, piąte miejsce. Polak łącznie zaliczył 23 występy, w których tylko raz trafił do siatki. Ale zapisał się ładnie na skromnej karcie historii Bochum. Pozwolił mu na to gol strzelony 16 września 1997 r. w Pucharze UEFA Trabzonsporowi, który pozostaje dla klubu z Zagłębia Ruhry pierwszym zdobytym w europejskich pucharach:

Mierzony rundami, kolejny piłkarski rok upłynął Bałuszyńskiemu na 12 ligowych grach, w których, podobnie jak sezon wcześniej, raz znajdował drogę do bramki rywali. Częściej od Balu w ataku występował Rosjanin Siergiej Juran, a także Bułgar Georgi Donkov. W pomocy zaczynał powoli błyszczeć Yıldıray Baştürk, którego grę ze wszystkich graczy z pola „Kicker” oceniał najlepiej. Dwunasta lokata była ogólnie regresem w porównaniu z poprzednim sezonem w wykonaniu graczy Bochum…

Następny Balu spędził w Arminii Bielefeld, grającej w 2. Bundeslidze, ale z Arturem Wichniarkiem się minął. Tam 22 razy zagrał, do celu trafiał dwa razy, po czym wrócił do Bochum – też grającym na zapleczu, w kolejnym znów na salonach. Od 1999 do 2001 r. w niebiesko-białych barwach Balu wystąpił w sumie, licząc ligowe występy, 24 razy, trafienia zanotował trzy.
Później były jeszcze występy Bałuszyńskiego dla drugoligowców: LR Ahlen i SV Babelsberg 03 (z jeszcze jednym Polakiem w składzie – Sławomirem Chałaśkiewiczem). W ten sposób dobiegła końca niemiecka część kariery urodzonego w Knurowie zawodnika…
Łączny bilans w Bundeslidze 56 meczów i sześć goli, w 2. Bundeslidze 89 i 18.

Był silnym napastnikiem; 184 cm wzrostu, mocna budowa ciała; obdarzonym sporą szybkością. Grał w sposób zdecydowany – widać było, że jego grze przewodzi myśl; nie błąkał się raczej, był na murawie aktywny. W reprezentacji Polski zagrał 15 razy, czterokrotnie trafiał do bramki (trzykrotnie w meczach towarzyskich, raz w eliminacyjnym meczu do MŚ z Mołdawią). W jego ślady poszedł syn, Łukasz, który też został piłkarzem – w dodatku napastnikiem (ma 21 lat, aktualnie reprezentuje ROW Rybnik).

Henryk Bałuszyński dzielnie prezentował się na boisku. Będąc w sile wieku, nie wytrzymało jego serce – przestało bić 1 marca 2012 r.

14

Paweł Król

  • Piciarm

    witam
    oczywiscie Pana Henryka Baluszynskiego kojarze i to wlasnie z VfL Bochum….
    szybko odszedl,szkoda.
    W tym sezonie syn, Lukasz jeszcze nie strzelil gola dla ROW Rybnika,bede go sledzil bo jest w 2 lidze z moja
    MKS Legionovia

  • Marcin

    Dziwna sprawa. Kiedyś gość wydawał mi się jednak dużo starszy ode mnie, a jak patrzę rocznikowo, to przecież różnica jest niewielka. Chyba mój ulubiony piłkarz starego Górnika. Fajnie, Paweł, że o Nim napisałeś, bo w dzisiejszych czasach, przy takim nawale informacji, trudno czasem zapamiętać o czymś, co wydarzyło się zaledwie 2 lata temu. Pozdrawiam.

  • Paweł Król

    Dziękuję Wam.
    Potwierdzam. Niekiedy nie pamiętam, co wydarzyło się poprzedniego dnia…
    Pozdrowienia