Przystanek Bundesliga (37). Wynton Rufer

Trudno dla każdego znaleźć czas i miejsce, ale niektórych zwyczajnie nie może zabraknąć w tym cyklu. Nowozelandczyk jest taką postacią.

Dość poważną grę zaczął jeszcze na samym początku lat 80. Co więcej, w 1982 roku pojechał z reprezentacją swojego kraju na finały mistrzostw świata w Hiszpanii. Był to zresztą debiut Nowej Zelandii na turnieju tej rangi.

Zapamiętany przeze mnie głównie z okresu występów w Werderze Brema, do którego trafił z ligi szwajcarskiej. Wcześniej, przybywając wprost z kraju legendarnego rugbysty Jonaha Lomu, próbował szczęścia w młodym wieku w Norwich City. Wyprawa na Wyspy Brytyjskie nie okazała się udana. Nie przebywał tam długo (lata 1981-1982) i nie zaaklimatyzował się.

Mówmy jednak o Bundeslidze, a w Niemczech był pierwszym i dotychczas jedynym graczem z tak odległego i dla wielu atrakcyjnego zakątka świata.

Wielkie sukcesy odniósł w klubie znad Wezery, od wygrania Pucharu Zdobywców Pucharów w 1992 r. (2:0 z AS Monaco – gol i drugi wypracowany) po mistrzostwo Niemiec.
W edycji Ligi Mistrzów sezonu 1993/1994 został wspólnie z Ronaldem Koemanem najlepszym strzelcem tych rozgrywek, zdobywając w sumie osiem goli.

Występował w drużynie z Bremy, która miała w składzie dosłownie doborowych piłkarzy i fachowego trenera na ławce w osobie Ottona Rehhagela. Występy bremeńczyków oglądało się wówczas z prawdziwą przyjemnością, bo to było coś więcej niż zwyczajne rzemiosło.

Wynton Rufer był napastnikiem obdarzonym umiejętnością wybornego kończenia akcji. Kiedy patrzyło się na jego kunszt strzelecki, można było dojść do wniosku, że występy na tej pozycji są czymś bardzo prostym. W istocie, nazywany w trakcie kariery „Kiwi”, Rufer posiadał wysoki stopień koncentracji i spokoju niezbędnego do finalizacji akcji podbramkowej; nie podpalał się, miał zimną krew.

Łącznie w Bundeslidze: 174 mecze, 59 goli.

W innych rozgrywkach też trafiał do siatki nierzadko (np. w Pucharze Niemiec wystąpił 27 razy, strzelając 20 goli), o czym poniekąd już wspomniałem przy okazji wzmianki o LM.

Grę zakończył, mając 40 lat, w ojczyźnie, w klubie New Zealand Knights FC.

Niezapomniana postać, legenda Bundesligi:

Paweł Król

  • Michał Flis

    Kto jak kto ale Rufer po prostu musiał znaleźć się w tym cyklu. To właśnie dzięki niemu świat dowiedział się, iż w dalekiej Nowej Zelandii także potrafią grać w piłkę. To m.in. on był także bohaterem meczu Werderu z Anderlechtem uznawanego za jeden z najlepszych comebacków w historii Ligi Mistrzów. Dziś swoich sił w futbolu próbuje jego bratanek, Alex Rufer, który od czasu do czasu pojawia się w kadrze występującego w lidze australijskiej Wellington Phoenix.

  • Marcin

    Strzelił Kahnowi. Już go lubię.

    • Paweł Król

      Tak, szpicem. Swoją drogą, najtrudniejsze uderzenia dla bramkarzy – płaskie, oczywiście w narożnik, niekoniecznie silne. Malarz dwa takie w Astanie dostał. Parę razy w ostatnich sezonach również Neuer.

  • Piciarm

    cześć
    tego zawodnika z Nowej Zelandii pamiętam, dzięki za przypomnienie…
    pozdro