Przystanek Bundesliga (52). Lars Ricken

Jedno pierwszorzędne kopnięcie piłki wyniosło go błyskawicznie na szczyt…

Gdyby jednak tworzyć ranking nie do końca spełnionych (z różnych powodów) piłkarzy z Niemiec, były ofensywny pomocnik Borussii Dortmund znalazłby się w ścisłej czołówce.

Finał w Monachium
Ligi Mistrzów z sezonu 1996/1997. Lars znajdował się w szerokiej kadrze drużyny prowadzonej przez Ottmara Hitzfelda. Przeciwnikiem BVB był renomowany Juventus. Wszedł na plac gry w 70. minucie przy stanie 2:1. Zaledwie kilkanaście sekund po zastąpieniu Chapuisata stanął przed szansą podwyższenia prowadzenia. Dobiegł do piłki zagranej na wolne pole i skutecznie przerzucił wysuniętego z bramki Peruzziego. Dla dwudziestoletniego Niemca było to w sumie czwarte trafienie w tych rozgrywkach. I, patrząc na przebieg kariery, zapewne najcenniejsze.

Warto nadmienić, że w tamtej edycji LM klub z Westfalii rywalizował w grupie z Widzewem Łódź, o czym pisał u nas w swoim cyklu „Liga Mistrzów po polsku” Grzegorz Ziarkowski.

Kontuzje

Miał ich mnóstwo. Nie pozwoliły mu wystąpić na dwóch wielkich imprezach: mistrzostwach świata we Francji w 1998 r. i mistrzostwach Europy 2000 w Belgii i Holandii. Za to może tytułować się wicemistrzem globu z 2002. Nie odegrał w Azji wprawdzie kluczowej roli, fakt jest jednak faktem.
W reprezentacji swojego kraju wystąpił łącznie 16 razy, zdobywając jednego gola (w towarzyskim meczu z Izraelem, wygranym w Kaiserslautern 7:1).

Po licznych powrotach do piłki po przebytych kontuzjach trudno było zobaczyć początkową lekkość, z jaką poruszał się po boisku. Stał się graczem bardziej statycznym, pozbawionym wielkiego wyczucia i szybkości. Chciałoby się napisać, że pozostała mu dobra technika. Ale przecież nawet najlepiej wyszkolony w tym względzie piłkarz bez odpowiedniego rytmu treningowego, przekładającego się na formę meczową, wiele nie zwojuje.

Sukcesy
Ma ich kilka (o jednym wspomniałem już na samym początku) i są one znaczące. Trzykrotnie zostawał ze swoim jedynym w (seniorskiej) karierze klubem mistrzem Niemiec: w 1995, 1996 i 2002.

W Bundeslidze rozegrał 301 meczów, zdobywając… 49 goli (a więc tak niewiele zabrakło do okrągłego wyniku).

Autorski gol ze „Starą Damą” został sklasyfikowany na 1. miejscu w dziejach klubu z Westfalenstadion (BVB-Tor des Jahrhunderts).

Lars Ricken w formie:

Paweł Król

  • Grzegorz Ziarkowski

    Zapamiętałem go tylko z tego gola z Juventusem. W tym roku miałem przyjemność rozmawiać z niemieckim kibicem Borussii, który mówił że Ricken tym trafieniem wpisał się do historii futbolu naszych zachodnich sąsiadów.
    Z kolei kompletnie nie pamiętam by był w kadrze na MŚ 2002. Niemcy mieli wtedy dość ubogą piłkarsko kadrę i tylko dzięki geniuszowi Kahna oraz reżimowi taktycznemu doszli do finału.
    Ogólnie szkoda gościa, bo był takim powiewem piłkarskiej fantazji w niemieckim futbolu…

    • Paweł Król

      Powiedziałbym więcej: wówczas, jak na niemieckiego piłkarza, Ricken miał niespotykaną technikę gry. Dynamika też była jego mocną stroną. Mimo że kończył w rezerwach BVB, to i tak zaliczyłbym jego karierę do bardziej udanych od np. Deislera, którego złamały kontuzje i presja oczekiwań. O tym byłym graczu Herthy i Bayernu może jednak napiszę przy innej okazji…

  • Piciarm

    witam
    Bramka konkret, wejście smoka zrobił…z Juve.
    Szkoda tego gracza, zdrowie jednak nie pozwalało grać na miarę jego talentu…
    Gracz jednego zespołu- BvB i 301 meczów w Bundeslidze więc naprawdę nieźle.
    pozdrawiam