Przystanek Bundesliga (82). Jonas Hector

Wydanie tego odcinka zbiegło się z informacją o odejściu Andreasa Brehme…

O którego śmierci dowiedziałem się dopiero w ostatnią niedzielę; co wydaje się absurdalne i niedzisiejsze, lecz idźmy dalej.

Mistrza świata wspomina w numerze z 5 marca tygodnik „Piłka Nożna”. W felietonie bohatera finału mistrzostw świata z 1990 roku określa wybitnym w swojej boiskowej roli. Przywołuję jedno stwierdzenie na temat urodzonego w Hamburgu bocznego obrońcy lub pomocnika, z którym nie sposób polemizować. Przyłączam się do tego poglądu. Powiem od siebie: Cześć Jego Pamięci

Tak się złożyło, że zaprezentowany w tym wydaniu „Przystanku Bundesliga” były już piłkarz zajmował na boisku podobną pozycję do tego jakże zasłużonego powyżej. Występował najczęściej w lewym sektorze, ewentualnie jako wycofany środkowy pomocnik. Przez długie lata reprezentował właściwie tylko jeden profesjonalny klub, 1. FC Köln. Był znany z dynamicznych wejść, włączania się do akcji ofensywnych, jak również z nienagannej techniki. Precyzja nie była zatem Hectorowi obca.

Z popularnymi „Koziołkami” nie odnosił znaczących sukcesów; od wielu lat klub z Kolonii przeważnie rywalizuje o zachowanie miejsca na kolejny sezon w pierwszej Bundeslidze. Jednak talent Hectora został dostrzeżony. Może bowiem pochwalić się kilkudziesięcioma w sumie meczami rozegranymi w reprezentacji Niemiec (43 spotkania i trzy gole, z czego aż 42 rozpoczynał w wyjściowym składzie), z którą w 2017 r. wygrał Puchar Konfederacji. W tym miejscu może zastanowić, dlaczego gracz o podobnej renomie nie przyciągnął uwagi Bayernu Monachium, Borussii Dortmund czy choćby Mönchengladbach. Jeśli miałbym zaryzykować i poszukać odpowiedzi, wskazałbym na ewentualne deficyty w grze obronnej. Możliwe, że był to jeden z czynników, z powodu których pozostał do końca kariery piłkarzem nieco mniej utytułowanego klubu.

1

Jonas Hector nie był z czasów mojej pierwszej fascynacji Bundesligą. Mimo wszystko, bo regularnie już tej ligi nie oglądałem, dał się zapamiętać jako jeden z lepiej wyszkolonych i przysposobionych do ofensywnej gry piłkarzy zajmujących miejsce – w założeniu przynajmniej – bardziej w tylnej formacji. W ciągu czternastu lat rozegrał, czy to w pierwszej, czy to w drugiej drużynie, kilkaset meczów w biało-czerwonych barwach z koziołkiem w herbie. Był także kapitanem 1. FC Köln.

Szybki, amerykański montaż bywa denerwujący, ale kompilacja i tak zasługuje na uwagę. Nr 14 w akcji:

Paweł Król