Retro. AC Fiorentina – Widzew Łódź

20 lat temu łódzki Widzew po raz ostatni zagrał w eliminacjach do Ligi Mistrzów…

Była to trzecia przygoda widzewiaków z fazą wstępną Champions League. Do fazy grupowej udało się awansować za pierwszym razem, gdy po dramatycznym boju podopieczni Franciszka Smudy pokonali Broendby IF. Rok później Widzew nie miał praktycznie nic do powiedzenia w dwumeczu z utytułowanym AC Parma.

Za trzecim razem łodzianie przystąpili do eliminacji Ligi Mistrzów, nie sięgając po mistrzowski tytuł. Rozgrywki w Polsce wygrała Wisła Kraków, ale UEFA wyrzuciła „Białą Gwiazdę” z pucharów, wskutek rzucenia na boisko noża w meczu z… Parmą. Ostrze trafiło w głowę Dino Baggio. O Ligę Mistrzów bił się zatem wicemistrz kraju. A byli nim „czerwono-biało-czerwoni”.

W drugiej rundzie eliminacji Widzew po ciężkim dwumeczu przeszedł bułgarski Liteks Łowecz. W pierwszym meczu podopieczni Grzegorza Laty (zastąpił na początku sezonu Marka Dziubę) ulegli 1:4. W rewanżu na własnym stadionie wygrali 4:1, a awans wyszarpali w karnych. Decydującą „jedenastkę” wykorzystał Maciej Terlecki.

Batistuta i spółka
W III rundzie eliminacji na Widzew znów czekał zespół z Włoch – AC Fiorentina. Charyzmatyczny prezydent Vittorio Cecchi Gori nie szczędził kasy na transfery. Marzył o wygraniu scudetto, a przede wszystkim o potężnej „Violi” w Europie. Słońcem, wokół którego kręciły się wszystkie gwiazdy, był argentyński goleador Gabriel Omar Batistuta. „To najlepszy napastnik z jakim grałem” – powiedział kiedyś o „Batigolu” sam Diego Maradona. Niech to wystarczy za rekomendację…

Kto sekundował argentyńskiemu napastnikowi? Obok siebie miał do wyboru: rodaka Abela Balbo, Belga Luisa Oliveirę, Czarnogórca Predraga Mijatovicia (triumfator Ligi Mistrzów z Realem) i kata polskich drużyn w Europie, Enrico Chiesę. Mało? W drugiej linii dzielił i rządził Portugalczyk Rui Costa, piłki odbierał Hiszpan Guillermo Amor (dwa Superpuchary Europy z Barceloną), a skrzydłem szarżował Angelo Di Livio (triumfator Ligi Mistrzów z Juventusem). W defensywie grali choćby: kumpel Di Livio z „Juve” Moreno Torricelli i Niemiec Jörg Heinrich, którego Widzew znał z czasów rywalizacji z Borussią Dortmund. Na dokładkę w bramce startujący do wielkiej kariery Francesco Toldo. Całą tą ekipą dowodził Giovanni Trapattoni, który 19 lat wcześniej przegrał z Widzewem w Pucharze UEFA jako trener Juventusu…

Gorące lato w Widzewie
Latem widzewiacy dokonali głównie wzmocnień defensywy. Najgłośniejszym nazwiskiem był z pewnością Dudek. Niestety, nie Jerzy (wówczas Feyenoord Rotterdam), ale jego młodszy brat Dariusz, pozyskany z GKS Katowice. Przyszli też inni obrońcy: Rafał Pawlak (ŁKS), Maciej Stolarczyk (Pogoń Szczecin) i Bartosz Hinc (GKS Bełchatów). Pozyskano także bramkarza Marka Matuszka i pomocnika Tomasza Kiełbowicza (obaj Raków Częstochowa).

Ligę Widzew zaczął koszmarnie. Na początek był remis 1:1 z Polonią Warszawa, potem porażki 1:4 z Ruchem Chorzów i 3:4 z krakowską Wisłą. Przełamanie przyszło dopiero w czwartej kolejce, w derbach na stadionie ŁKS, gdy Widzew wygrał 3:2. Kiepski start posadą przypłacił trener Marek Dziuba, zaś kibiców i piłkarzy denerwował ślimaczący się remont wschodniej trybuny. Do tego dochodziły tradycyjne już tarcia z powodów zaległości finansowych. Do dwumeczu z „Violą” Widzew przystępował w nie najweselszych nastrojach…

„Liga Mistrzów szansą życia”
Taki tytuł tekstu pojawił się w miejscowej gazecie „La Nacione Firenze”. Gospodarze nie po to za grube miliony budowali silny zespół, by mieli potknąć się już na pierwszym stopniu schodów. Meczu nie pokazywała żadna polska telewizja, kibice byli skazani na Eurosport lub relacje radiowe. Akurat łódzkie stacje prześcigały się wówczas w zaproszeniach na ten mecz…

Trapattoni zdecydował się na skoszarowanie zespołu w górskiej miejscowości Reggalia w hotelu „Archimede”. Widzewiacy, po dotarciu do miejscowości Monte Catini (w połowie drogi między Florencją a Pisą), zregenerowali siły, zjedli kolację i udali się na rozruch na stadion Artemio Franchi. Bohaterem włoskiej prasy był oczywiście Zbigniew Boniek, który mówił, że Widzew nie prezentuje takiej siły, jak z początku lat 80., ale Fiorentiny wcale nie czeka łatwa przeprawa.

Podopieczni Grzegorza Laty robili wszystko, by potwierdzić te słowa. Już w 2. minucie po ostrym wejściu Pawlaka z bólu zwijał się Mijatović. Pecha miał Batistuta, któremu w 7. minucie odnowiła się kontuzja odniesiona w przedsezonowym sparingu z 1. FC Kaiserslautern. Po niespełna dziesięciu minutach łodzianie mieli na koncie dwa żółte kartoniki (Pawlak, Kiełbowicz). Próbowali też strzelać na bramkę (Dariusz Gęsior), lecz bez efektu. Wystarczyła ledwie jedna akcja, by Włosi prowadzili 1:0. W 17. minucie z rzutu rożnego dośrodkował Chiesa, zaś Daniele Adani strzałem głową w dalszy róg zapewnił prowadzenie. Dosłownie sekundy później Sławomir Olszewski uratował łodzian przed stratą drugiej bramki po uderzeniu Chiesy.

Łodzianie próbowali jak najszybciej odrobić straty. W polu karnym „Violi” padł Artur Wichniarek, ale gwizdek kończącego karierę angielskiego arbitra Davida Elleraya wymownie milczał. W 29. minucie szczęścia z rzutu wolnego próbował Stolarczyk. Kopnął mocno, niedokładnie, gdzieś w okolice drugiego piętra trybun. Do przerwy żaden gol już nie padł, głównie za sprawą Tomasza Łapińskiego i Radosława Michalskiego, sprawnie dyrygujących ryglem obronnym.

Dlaczego nie „wycięli” Costy?!
Po zmianie stron Widzew zaatakował. Kiełbowicz zawinął piłkę z rzutu wolnego, zmuszając Toldo do ogromnego wysiłku przy wybiciu piłki na róg. Pomocnik idealnie dośrodkował z kornera, piłkę głową uderzył Michalski, lecz z bramki wybili ją obrońcy. Zamiast 1:1, zrobiło się… 2:0. Znów z rogu centrował Chiesa, tym razem łodzianie nie upilnowali Sandro Coisa, który głową podwyższył wynik.

W 70. minucie Toldo na raty łapał piłkę po strzale Wichniarka sprzed pola karnego. Świetną zmianę dał Marcin Zając, który hasał prawą stroną boiska. Dwie jego centry wybili obrońcy, trzecią Adani wybił w taki sposób, że… wpakował piłkę do własnej bramki. Włosi koniecznie chcieli podwyższyć wynik meczu. Starał się Chiesa – najpierw z wolnego trafił w poprzeczkę, potem z jego strzałem poradził sobie Olszewski. I gdy wszyscy myśleli już o zejściu z boiska, z piłką ze środka ruszył Rui Costa. Portugalczyk najpierw minął Sławomira Gulę, potem Pawlaka. Żaden z nich nie popełnił faulu taktycznego. A szkoda. Costa wykorzystał dekoncentrację łodzian i strzałem w krótki róg ustalił wynik na 3:1. To był gol, który bolał…

11 sierpnia 1999, stadion Artemio Franchi we Florencji
III runda eliminacji Ligi Mistrzów
AC Fiorentina – Widzew Łódź 3:1 (1:0)
Gole: Adani 17., Cois 57., Rui Costa 90. – Adani 73., sam.
Fiorentina: Francesco Toldo – Tomáš Řepka, Daniele Adani, Pasquale Padalino, Angelo Di Livio – Sandro Cois (72. Mauro Bressan), Rui Costa, Jörg Heinrich – Enrico Chiesa, Gabriel Batistuta (7. Abel Balbo), Predrag Mijatović.
Widzew: Sławomir Olszewski – Rafał Pawlak, Tomasz Łapiński, Maciej Stolarczyk – Maciej Terlecki (61. Sławomir Gula), Dariusz Gęsior, Radosław Michalski, Rafał Kaczmarczyk, Tomasz Kiełbowicz (87. Dariusz Dudek) – Marek Citko (70. Marcin Zając), Artur Wichniarek.
Żółte kartki: Di Livio, Řepka, Cois, Adani/Pawlak, Kiełbowicz, Kaczmarczyk, Stolarczyk, Olszewski.
Sędziował: David Elleray (Anglia).
Widzów: 30 601

Bez kapitanów
Pamiętam, jak z kolegą staliśmy dobre trzy godziny w długiej kolejce do kasy po bilety. Pod kasami działy się dantejskie sceny, na szczęście udało nam się kupić trzy bilety po 30 złotych na trybunę od strony torów kolejowych. Jakie było nasze zdziwienie, gdy w dzień meczowy „koniki” takie same bilety oferowały… pięć razy drożej. No cóż, cwaniaków nie brakowało i nie brakuje.

Do rewanżowego starcia oba zespoły przystąpiły bez swoich kapitanów – Łapińskiego (kontuzja ścięgna Achillesa) i Batistuty. Od pierwszego starcia z Widzewem „Viola” zagrała cztery mecze towarzyskie, a Trapattoni żonglował w nich składem. Z kolei Widzew nadal był w kryzysie, bowiem w dwóch meczach ligowych (z Górnikiem Zabrze i Zagłębiem Lubin) ugrał ledwie punkt. Włosi przylecieli do Łodzi w przeddzień meczu, kilkanaście minut po południu. Na lotnisku Lublinek z łódzkimi dziennikarzami chętnie rozmawiali Chiesa i Rui Costa, mniej rozmowni byli Mijatović i Heinrich. Fiorentina zamieszkała w Grand Hotelu. Na trening o godz. 18.00 włoski zespół spóźnił się kilkanaście minut. Trapattoni wraz z trzema asystentami zarządzili przebieżkę po boisku i grę kontrolną. Siódme poty z trójki golkiperów wyciskał trener bramkarzy.

Znów był cyrk z transmisją spotkania. Prezes Widzewa Andrzej Pawelec żalił się w gazetach, że firma UFA Sport, która nabyła prawa do transmisji, nie zapłaciła klubowi złamanego grosza za poprzednią transmisję. Widzew chciał umożliwić pokazanie meczu w TVP, ostatecznie jednak mecz transmitowała Wizja TV. Na stadionie w błyskawicznym tempie niemiecka firma Strabag zamontowała trzy tysiące krzesełek. Niemcy odmalowali też budynek klubowy. Niestety, nic nie udało się zrobić z najdłuższą trybuną wschodnią, która budziła sensację wśród włoskich fotoreporterów. Wyglądała bowiem jak wykopaliska archeologiczne.

Chiesa znów trafił
Tymczasem trenerowi Widzewa znów ubyło włosów na głowie, bowiem okazało się, że oprócz Łapińskiego, nie mogą też zagrać Olszewski i Stolarczyk. Eksperymentalnie zestawiona obrona Widzewa (Marek Matuszek – Pawlak, Terlecki, Daniel Bogusz) przez czterdzieści minut nie dopuszczała do straty gola, choć bliscy szczęścia byli Chiesa i Mijatović. Widzewiacy odpowiedzieli po półgodzinie gry, gdy Toldo z wielkim trudem wybił strzał Kiełbowicza. Dobrze radził sobie Marek Citko, lecz z jego dryblingów niewiele wynikało. Wreszcie cztery minuty przed przerwą po błędzie Michalskiego, Mijatović zagrał do Chiesy, a ten pokonał Matuszka. Było 0:1. Szanse na awans do Ligi Mistrzów topniały, bo strzał głową Pawlaka przed przerwą obok bramki. Chiesa miał patent na Widzew – był to jego czwarty gol, w czwartym starciu przeciw łodzianom.

Po przerwie Widzew starał się ruszyć do ataku, ale trzeba było uważać w defensywie. W 55. minucie z rzutu wolnego huknął Mijatović, lecz minimalnie chybił celu. Fiorentina nastawiła się na grę z kontry. Po jednej z takich akcji, Chiesa uruchomił Coisa, a ten pewnie podwyższył na 0:2. Widzewiacy walczyli o honorową bramkę. Najmocniej starał się Terlecki, którego strzał w 88. minucie sprawił dużo kłopotów Toldo, który ratował się wybiciem piłki na róg.

Co było dalej?
Kilka tygodni później Widzew sprzedał Wichniarka, zaś zimą odeszli Łapiński, Citko, Kiełbowicz i Matuszek. Po wyeliminowaniu Skonto Ryga, Widzew odpadł z Pucharu UEFA w rywalizacji z AS Monaco. Ligę łodzianie skończyli na siódmym miejscu, łącznie w całym sezonie prowadziło ich czterech trenerów: Dziuba, Lato, Orest Lenczyk i Jan Żurek.

Fiorentina wyszła z grupy Ligi Mistrzów, zdobywając 9 punktów w starciach z Barceloną, Arsenalem i AIK Solną. W drugiej fazie grupowej zdobyła 8 punktów, co wystarczyło do zajęcia trzeciego miejsca w grupie za Manchesterem United i Valencią, a przed Girondins Boredaux. Anglicy i Hiszpanie awansowali do ćwierćfinału rozgrywek.

25 sierpnia 1999, stadion Widzewa w Łodzi
III runda eliminacji Ligi Mistrzów (rewanż)
Widzew Łódź – AC Fiorentina 0:2 (0:1)
Gole: Chiesa 41., Cois 68.
Widzew: Marek Matuszek – Rafał Pawlak, Maciej Terlecki, Daniel Bogusz – Sławomir Gula (63. Mirosław Szymkowiak), Dariusz Gęsior (78. Dariusz Dudek), Radosław Michalski, Rafał Kaczmarczyk, Tomasz Kiełbowicz – Marek Citko, Artur Wichniarek (76. Marcin Zając).
Fiorentina: Francesco Toldo – Tomáš Řepka, Pasquale Padalino (85. Aldo Firicano), Alessandro Pierini, Angelo Di Livio – Sandro Cois (70. Paul Okon), Christian Amoroso, Rui Costa, Jörg Heinrich – Predrag Mijatović, Enrico Chiesa (73. Abel Balbo).
Żółte karki: Kiełbowicz/Cois, Padalino.
Sędziował: Alain Sars (Francja)
Widzów: 5885.

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Na wariackich papierach, tak to wyglądało przez lata w Widzewie. Nie mogło się udać, szczególnie z silną kadrowo Fiorentiną. W każdym razie odpadać w ten sposób, z tej rangi rywalem, to mimo wszystko nie ujma. Bardziej frustrujące musiało być ostatnie odpadnięcie Piasta z BATE, choć droga do grupy była jeszcze długa. Niby nie byli słabsi, grali momentami nieźle, a nie wystarczyło.

    • Grzegorz Ziarkowski

      Rok później Fiorentinę z Pucharu UEFA wyrzucił Tirol Innsbruck z Jerzym Brzęczkiem i Radosławem Gilewiczem w składzie. Gilewicz w dwumeczu chyba trzy bramki strzelił 🙂

  • Za dugie, nie czytom 😉

  • Grzegorz Ziarkowski

    Najbardziej było mi szkoda tego Batistuty 🙁

  • Marcin Wandzel

    Zdziwiłem się, że Peđa Mijatović tak długo grał we Fiorentinie. On, podobnie jak Šuker, niczego już nie pokazali po odejściu z Realu. Wtedy napastnicy chyba szybciej się starzeli.

    Pakę Viola na papierze miała zajebistą.

  • Piciarm

    Fiorentina miała taką ekipę wtedy, po konkrecie. Nie było szans na przejście, biorąc pod uwagę zawirowania w Widzewie z zawodnikami, trenerami, kasą czy stadionem….
    Dobrze poczytać retro….
    Pozdrawia