Retro. Bój to był ich ostatni

Na ostatni mecz z ekipą Związku Radzieckiego przypadł selekcjonerski debiut Andrzeja Strejlaua. 23 sierpnia 1989 roku graliśmy w Lubinie.

Strejlau objął posadę po Wojciechu Łazarku, pod wodzą którego przegraliśmy eliminacje do mistrzostw świata we Włoszech w 1990 roku. Czarę goryczy przelał na początku czerwca 1989 przegrany 0:3 mecz na Wembley z Anglikami. Kilka dni później na stanowisku prezesa PZPN nastąpiła zmiana – Zbigniewa Jabłońskiego zastąpił dziennikarz, redaktor naczelny „Sztandaru Młodych” Jerzy Domański.

To właśnie Domański przyjął w połowie czerwca dymisję Łazarka. Nowy prezes wybierał nowego selekcjonera spośród piątki kandydatów (kolejność alfabetyczna): Leszek Jezierski, Hubert Kostka, Ryszard Kulesza, Włodzimierz Lubański i Andrzej Strejlau. W powszechnej opinii faworytem był Jezierski, który w Łodzi przyjmował już gratulacje… Tymczasem trenerem reprezentacji został Strejlau, który lepiej niż w piłkę nożną, grał w… szczypiorniaka. Był współpracownikiem Kazimierza Górskiego i Jacka Gmocha, dwukrotnym szkoleniowcem Legii, dwukrotnym szefem szkolenia PZPN.

2000 złotych za bilet
Strejlau na asystentów dobrał sobie brązowych medalistów mundialu z 1974 roku: Lesława Ćmikiewicza i Jana Tomaszewskiego. Powołani piłkarze mieli stawić się w Lubinie, bowiem mecz z ZSRR zaplanowano na stadionie im. 40-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy. Wydaje się, że lepszego obiektu do rywala działacze PZPN nie mogli dopasować.

17 sierpnia 1989 roku, o godzinie 20.00, w nowo wybudowanym hotelu przy stadionie w Lubinie znalazła się cała szesnastka powołanych graczy, w tym czterech debiutantów: Krzysztof Budka, Piotr Czachowski, Marek Godlewski i Janusz Nawrocki. Wszyscy byli zdrowi. Sztab szkoleniowy zaplanował dwa treningi dziennie, kadra nie grała wówczas żadnych sparingów z drużynami klubowymi.
– Nie interesują mnie drobne i doraźne sukcesy – na wstępie zaznaczył Strejlau. – Celem jest zbudowanie silnej reprezentacji. Mecz z ZSRR będzie krokiem ku temu.

Lubiński stadion mógł pomieścić prawie 40 tysięcy widzów. Na dwa dni przed meczem 15 tysięcy biletów rozprowadzono w zakładach pracy, 10 tysięcy sprzedało się w kasach. Normalne bilety kosztowały 2000 złotych, zaś ulgowe 1000 złotych. Młodzież przebywająca w ówczesnym województwie legnickim na koloniach, w zorganizowanych grupach wchodziła na mecz za darmo.

Pechowy Wandzik
W przeddzień meczu kadrowicze w pocie czoła trenowali na lubińskim stadionie. Pięciu z nich – Jacek Ziober, Krzysztof Warzycha, Piotr Soczyński oraz golkiperzy: Jarosław Bako i Józef Wandzik – miało indywidualne zajęcia. Pech dopadł tego ostatniego, bowiem na ostatnim treningu doznał kontuzji i wylądował w lubińskim szpitalu. Po południu nasi kadrowicze obejrzeli w Legnicy mecz „młodzieżówki”, która przegrała z rówieśnikami z ZSRR 1:2. Gola dla naszych zdobył Piotr Prabucki, dla Związku Radzieckiego trafili wówczas – młodzi i zdolni – Nikołaj Pisariew i Igor Koływanow.

O ekipie ZSRR wiadomo było tylko, że selekcjoner Walery Łobanowski nie mógł skorzystać z graczy występujących poza granicami kraju. Zatem do Polski nie przyjechali: Rinat Dasajew, Wagiz Chidjatulin, Wasyl Rac, Siergiej Alejnikow i Ołeksandr Zawarow. Trzon radzieckiej ekipy stanowili gracze, którzy na olimpiadzie w Seulu (1988 rok) pokonali w finale Brazylię 2:1.

Remis na początek
Starcie z „Wielkim Bratem” zgromadziło na trybunach lubińskiego stadionu 30 000 widzów, którzy byli ciekawi tego, jaki pomysł na reprezentację ma nowy selekcjoner. W pierwszej „jedenastce” wybiegł tylko jeden debiutant, Budka z Legii. Jednak większych nadziei z tym graczem nie należało wiązać, bowiem miał prawie 31 lat. Polacy rozpoczęli mecz ambitnie, z zębem, od pierwszego gwizdka byli przeważającą stroną. W 12. minucie bliski szczęścia był Jan Urban, jednak po jego „główce” piłka o centymetry minęła bramkę strzeżoną przez Wiktora Czanowa. Motorem napędowym akcji „biało-czerwonych” był Roman Kosecki. Gracze radzieccy szybko połapali się, że to ze strony „Kosy” grozi im największe niebezpieczeństwo i już w 25. minucie szybki skrzydłowy musiał opuścić boisko.

Po zejściu Koseckiego gra naszej drużyny wyraźnie siadła. ZSRR opanował środek pola. W dodatku w 29. minucie nie popisał się Jarosław Bako, co wykorzystał wprowadzony chwilę wcześniej Siergiej Kirjakow i posłał piłkę do siatki. Pięć minut później mogło być 0:2, ale po potężnym zamieszaniu w naszym polu karnym piłka jakimś cudem minęła bramkę.

Po zmianie stron inicjatywa nadal należała do gości. Dopiero żwawszy doping kibiców, zgromadzonych na lubińskim molochu, dodał wiatru w żagle naszym. W 60. minucie, po centrze z wolnego Roberta Warzychy, Dariusz Wdowczyk głową uderzył piłkę pod poprzeczkę. To było wszystko, na co w tym meczu stać było Polaków. ZSRR kontrolował przebieg meczu, ale do końca spotkania gole nie padły.

Szybko i nowocześnie
Obserwatorzy po meczu przyznali, że goście byli bliżsi zwycięstwa. To był pokaz szybkiego i nowoczesnego futbolu w wykonaniu „Sbornej”. Łobanowski kurtuazyjnie przyznał: „U Polaków podobała mi się organizacja gry i waleczność”. Czyli coś, czym karmiono nas przez ostanie ćwierć wieku…

Z kolei Strejlau był bardziej surowy. Po meczu dość oschle stwierdził: „Sądzę, że nasi piłkarze zrozumieli wreszcie na czym polega różnica między piłką nowoczesną, a tym, co oni prezentują. Wywiązali się tylko z walki i to jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Mogliśmy przegrać i to odzwierciedlałoby przebieg gry. Nie wycierałbym łez. Musimy zmienić kierunek szkolenia – ale czy jesteśmy w stanie wypełnić luki po piłkarzach wyjeżdżających za granicę?”. Jakże aktualne…

23 sierpnia 1989, stadion im. 40-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy w Lubinie
Mecz towarzyski
Polska – ZSRR 1:1 (0:1)
Gole: Wdowczyk 60. – Kirjakow 29.
Polska: Jarosław Bako – Zbigniew Kaczmarek, Krzysztof Budka, Dariusz Wdowczyk – Jan Urban (80. Marek Godlewski), Waldemar Prusik (46. Piotr Czachowski), Janusz Nawrocki, Robert Warzycha, Roman Kosecki (25. Piotr Soczyński) – Jacek Ziober, Krzysztof Warzycha.
ZSRR: Wiktor Czanow (46. Dmitrij Charin) – Oleg Łużny, Gela Ketaszwili (89. Andriej Kanczelskis), Siergiej Fokin (29. Siergiej Kirjakow), Siergiej Gorłukowicz – Wasilij Kulkow (82. Andriej Bal), Igor Dobrowolski, Fiodor Czerienkow, Andriej Zygmantowicz – Siergiej Rodionow, Walerij Szmarow (46. Igor Koływanow).
Sędziował: Itzhak Ben Itzhak (Izrael)
Widzów: 30 000

Grzegorz Ziarkowski

  • Marcin Wandzel

    Nazwa stadionu miażdży. Nie było dłuższej?

    • Piciarm

      za samą nazwę Polacy powinni wygrac

    • Grzegorz Ziarkowski

      Piękna, polska nazwa. Co się czepiasz? 🙂 Co to jest Pepsi Arena? PGE Arena? Kolporter Arena? A tutaj proszę: stadion im. 40-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy. Można? 🙂

  • Paweł Król

    Uciekł mi jakoś ten mecz, ale tym większa przyjemność z czytania…

  • maciek sloma

    Oglądałem na obozie sportowym, w połowie byliśmy tak „grzeczni”, że trener zarządził powrót do pokoi. Tacy byliśmy zwariowani 🙂

  • Piciarm

    witam
    retro znów mnie zaskoczyło nie kojarzę takiego pojedynku braterskiego 🙂
    pozdrawiam