Retro. Brazylia – Polska 2:2. Mecz towarzyski. 17.III.1993

Mecz, który naszej kadrze załatwił… prezydent Lech Wałęsa.

Rok 1993 polski futbol rozpoczynał w całkiem niezłych nastrojach. W eliminacjach do amerykańskiego mundialu kadra Andrzeja Strejlaua rozegrała dwa mecze, pokonując Turków w Poznaniu 1:0 i remisując 2:2 w Rotterdamie z Holendrami. To drugie starcie było jednocześnie ostatnim występem w kadrze Włodzimierza Smolarka.

Na początek roku drużyna narodowa złożona z naszych ligowców wyjechała w cieplejsze strony, by rozegrać dwa mecze towarzyskie. Przy okazji selekcjoner chciał sprawdzić zaplecze dla graczy występujących za granicą.

Wówczas za reprezentacją nie jeździły tabuny dziennikarzy, a Telewizji Polskiej nie opłacała się produkcja sygnału z dalekiej Nikozji czy Tel Awiwu, bo właśnie tam „wywiało” naszych kadrowiczów.

Zero z tyłu, zero z przodu
1 lutego Polacy zagrali w Nikozji z Cyprem. O tym spotkaniu w archiwalnych numerach „Gazety Wyborczej” znalazłem jedynie niewielką wzmiankę. Cóż, połączenie do hotelu „Kennedy” na Wyspie Afrodyty musiało kosztować redakcję prawdziwy majątek, selekcjoner powiedział zatem kilka zdań i podał skład drużyny. Wyglądało to mniej więcej tak:
„Mój zespół miał przewagę, ale przeciwnicy groźnie kontratakowali. Cypryjczycy, którzy są w pełni sezonu, mieli dwie okazje do zdobycia goli. Zespół polski grał zbyt nerwowo i chaotycznie. Po płynnych akcjach seryjnie zdarzały się straty piłek. Stworzyliśmy kilka sytuacji podbramkowych, których nie potrafiliśmy wykorzystać. Najlepszy w zespole był Jerzy Brzęczek. Podkreślali to wszyscy obserwatorzy. Pozostali polscy piłkarze grali przeciętnie.(…)”

Na grząskiej i nasiąkniętej wodą murawie „biało-czerwoni” będący po ciężkich obozach w górach ruszali się jak wagony z węglem. Ale to selekcjonera ani nie zmartwiło, ani nie zaskoczyło. Warunki w skromnym hotelu „Kennedy” były dobre. W kadrze zadebiutował Jacek Bąk.

Cypr – Polska 0:0
Polska:
Adam Matysek – Jacek Bąk, Roman Szewczyk, Tomasz Wałdoch, Marek Rzepka (74. Piotr Jegor) – Ryszard Czerwiec (60. Dariusz Gęsior), Jerzy Brzęczek, Piotr Świerczewski – Andrzej Kobylański (60. Tomasz Cebula), Grzegorz Mielcarski, Wojciech Kowalczyk.

Gdzieś tam w tle eskapady Polaków przyznano Marco van Bastenowi nagrodę najlepszego piłkarza świata za 1992 rok.

Wszystko przez Cebulę
Dwa dni później Polacy zmierzyli się na stadionie Ramat Gan w Tel Awiwie z kadrą Izraela. Ledwie pół roku wcześniej w meczu tych drużyn w Mielcu padł remis 1:1. Tym razem dziennikarz „Wyborczej” dodzwonił się do ówczesnego sekretarza Polskiego Związku Piłki Nożnej, Zbigniewa Kalińskiego:
„Rano piłkarze trenowali, potem zrobiliśmy krótką wycieczkę autokarową po stolicy Izraela. Spotkanie rozpoczęło się o godz. 18.00 czasu miejscowego i stało na dobrym poziomie. W pierwszej połowie przeważała nasza reprezentacja, ale nie wykorzystaliśmy kilku dogodnych sytuacji. Tomasz Cebula nie pokonał izraelskiego bramkarza w sytuacji sam na sam. W drugiej części mecz był wyrównany. Oba zespoły stworzyły kilka dogodnych okazji, ale dobrze spisywali się bramkarze (…).”

Izrael – Polska 0:0
Polska:
Aleksander Kłak – Jacek Bąk, Roman Szewczyk, Tomasz Wałdoch, Marcin Jałocha (67. Marek Rzepka) – Piotr Świerczewski, Dariusz Gęsior, Jerzy Brzęczek, Andrzej Kobylański (83. Ryszard Czerwiec) – Tomasz Cebula (46. Grzegorz Mielcarski), Wojciech Kowalczyk.

Poleciało czternastu
W 1990 roku z wizytą w Gdańsku przebywał ówczesny prezydent FIFA, Brazylijczyk Joao Havelange. Podczas spotkania z prezydentem Lechem Wałęsą złożył obietnicę rozegrania meczu towarzyskiego Brazylia – Polska. Szef FIFA na taką „zuchwałość” mógł sobie pozwolić, bowiem prezesem brazylijskiej federacji był wówczas jego… zięć, Senhor Teixeira. A mówią, że obsadzanie stanowisk swoimi to domena Polskiego Stronnictwa Ludowego…

Na mecz zostało powołanych szesnastu zawodników. Do jedenastu z polskiej ligi na lotnisku w Anglii mieli dołączyć „stranieri”: Roman Kosecki, Jacek Ziober, Piotr Czachowski, Marek Koźmiński i Robert Warzycha. Selekcjoner po raz kolejny doświadczył, że nie ma roboty lekkiej, łatwej i przyjemnej. W dzień odlotu w siedzibie PZPN zameldował się Kowalczyk w towarzystwie trenera Legii, Janusza Wójcika oraz klubowego lekarza, którzy oznajmili, że występ napastnika warszawskiego klubu jest niemożliwy z powodu kontuzji pachwiny. Z kolei Roman Szewczyk powiadomił selekcjonera, że do Brazylii nie poleci, bowiem jego żona spodziewa się narodzin dziecka. Obolały na zbiórce kadry stawił się bramkarz wrocławskiego Śląska, Adam Matysek. Wszystko przez to, że podczas meczu wrocławian z Szombierkami Bytom linie były wysypane niegaszonym wapnem i nasz golkiper mocno się… poparzył.

Mecz z przyszłymi mistrzami świata rozegrano w miejscowości Ribeirao Preto, 300 kilometrów od Sao Paulo. „Wyborcza” doniosła, że wyjazd sfinansował niejaki menedżer Darcy, a PZPN oprócz zwrotu kosztów przejazdu miał zarobić od 25 do 30 tysięcy dolarów.

Brzęczek jak… Brazylijczyk
Dziesiąty w historii mecz obu zespołów rozpoczął się kapitalnie dla „biało-czerwonych”. Minęło 120 sekund od pierwszego gwiazdka sędziego, gdy przejęliśmy piłkę w środku i dzięki dwóm podaniom Kosecki znalazł się z prawej strony pola karnego i zacentrował w „szesnastkę”. Tam w kleszcze wzięty został próbujący główkować Ziober. Piłkę na lewej stronie przejął Czachowski i podał do Brzęczka. Pomocnik Lecha kapitalnie „zakręcił” po długim rogu, a futbolówka zatrzepotała w okolicach okienka bramki Zettiego.

Występujący bez swoich gwiazd w Europie gospodarze szybko otrząsnęli się z tego ciosu. Najpierw Kłak musiał łapać strzał z daleka Neto, a potem bronić nogą uderzenie z bliska Muellera. Potem Mueller przestrzelił w sytuacji sam na sam, a po uderzeniu z rzutu wolnego Raia futbolówka o centymetry minęła bramkę. Nacierający „Canarinhos” dopięli swego w 21. minucie, gdy z lewej strony boiska rzut wolny bił Mueller. Piłka odbita od Świerczewskiego zaskoczyła bramkarza Olimpii i zrobiło się 1:1.

Po zdobyciu gola gospodarze jeszcze bardziej się rozochocili. Potężna bomba Evaira zatrzymała się na naszym słupku. Jedna z nielicznych kontr mogła nam dać drugą bramkę. Znów prawą stroną urwał się Kosecki, a po nieporozumieniu brazylijskich stoperów z bramkarzem, z siedmiu metrów do bramki nie trafił Ziober.

Potem znów sporo szczęścia miał Kłak, bowiem zdołał złapać piłkę odbitą od Wałdocha. Ale na dwie minuty przed przerwą nasz fart się skończył. Brazylijczycy świetnie rozprowadzili naszą obronę, dzięki czemu Mueller znalazł się w sytuacji sam na sam z Kłakiem. I tę sytuację wykorzystał, przerzucając piłkę nad naszym wicemistrzem olimpijskim z Barcelony.

Warzycha jak taran
Po zmianie stron „Canarinhos” próbowali podwyższyć rezultat. Po centrze Antonio Carlosa Matysek z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Sporo szczęścia mieliśmy, gdy po główce Evaira jeden z naszych obrońców wybił piłkę z linii, a poprawka Zinho w niewielkiej odległości minęła bramkę. U Polaków było widać skutki 24-godzinnej podróży. Chyba najmniej odczuł je Kosecki, który znów szarpnął do przodu, ale żaden z jego kolegów nie doszedł do zagrania wzdłuż bramki.

W bramce dwoił się i troił Matysek, który obronił w sytuacji sam na sam z Muellerem. Potem z bliska w ekwilibrystyczny sposób przestrzelił Evair. Golkiper z Wrocławia stanął też na wysokości zadania broniąc w kolejnej sytuacji sam na sam, tym razem z Zinho. W 68. minucie Ryszard Staniek zgrał piłkę głową do Roberta Warzychy. Nasz kapitan niczym taran wpadł między brazylijskich obrońców i… trochę nieczystym strzałem pokonał Zettiego.

Gospodarze znów ruszyli do ataku. Po kapitalnej wymianie piłki na pełnej szybkości z ostrego kąta chybił Rai. W 83. minucie piłka wreszcie wpadła do naszej bramki, ale okazało się, że Mueller jest na spalonym. Za chwilę z bliska spudłował Zinho, a w kolejnej akcji Evair. Gdy arbiter zakończył mecz gospodarze nie ukrywali swojej frustracji, a nasi… cieszyli się z niezwykle wartościowego wyniku.

***

17 marca 1993, Ribeirao Preto
Mecz towarzyski
Brazylia – Polska 2:2 (2:1)
Gole: Świerczewski 21., sam, Mueller 43. – Brzęczek 3., Warzycha 68.
Brazylia: Zetti – Winck (78. Vitor), Antonio Carlos, Valber, Roberto Carlos – Cesar Sampaio, Neto (70. Palinha), Rai, Zinho – Evair, Mueller.
Polska: Kłak (46. Matysek) – Jałocha (60. Rzepka), Wałdoch, Czachowski, Koźmiński – Świerczewski, Warzycha, Brzęczek, Staniek – Kosecki, Ziober (65. Gęsior).
Żółte kartki: Antonio Carlos/Brzęczek.
Sędziował: Jose Torres Cadena (Kolumbia)
Widzów: 10.000

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Pamiętny mecz i cenne przypomnienie w ramach niezastąpionego „Retro”.

    To tylko i aż towarzyska gra, ale Brazylia wówczas – jak wiadomo – wiele znaczyła. Ten ich prawie całkowicie rezerwowy skład, mógłby pokonać w grze o stawkę niejedną silną i poukładaną drużynę (rok z okładem później „Canarinhos” w innej szacie sięgną po Puchar Świata w Stanach Zjednoczonych).
    Dwóch Carlosów w obronie, z późniejszym słynnym i wybitnym Roberto. Za nimi wcale nie taki przeciętny golkiper – Zetti. W pomocy Sampaio, Zinho i… Rai. I na tym może poprzestanę.

    Nawiasem mówiąc, czekam na występy młodzieżowej reprezentacji Polski w rozpoczynających się jutro MME.

    • Grzegorz Ziarkowski

      Z tego składu mistrzami świata w 1994 roku zostali: Zetti, Rai, Zinho i Mueller 🙂 A myślałem, że było ich więcej np. Cesar Sampaio 🙂

    • Piciarm

      zobaczymy jak tam zaplecze naszej kadry 🙂

      • Paweł Król

        Wypadnie na tle Słowaków, których prowadzi stary znajomy z polskiej ligi – Pavel Hapal. Grupa wydaje się dość wyrówana na pierwszy rzut oka. Anglicy w kategoriach młodzieżowych grają bardzo dobrze, więc oni są dla mnie teoretycznie faworytem do zajęcia 1. miejsca.

        • Grzegorz Ziarkowski

          Ciekawe jak polska publika przyjmie Pawła Cibickiego 😛

          • Paweł Król

            Posłuchamy. I dowiemy się wkrótce.

      • Paweł Król

        W każdym razie, i jakby co, tutaj sporo cennych informacji o mistrzostwach w Polsce: http://www.uefa.com/under21/index.html

  • Piciarm

    witam
    Z taka potęgą jaką wtedy była Brazylia ważny sprawdzian i cenny nawet jak był z zawodnikami nieco słabszymi…
    piękny gol Brzęczka to fakt …
    pozdrawiam

  • Paweł Król

    Na marginesie: widać skan czterech najlepszych piłkarzy świata za 1992 r. – van Basten z miażdżącą przewagą nad pozostałą trójką. W prowadzonym przez Darka rankingu Holendra i Bułgara jeszcze nie było, ale już Niemiec i Francuz tak.

  • Niby zacne nazwiska w naszej kadrze wtedy, a grali taki piach, że aż głowa mała. Lata 90-te do zapomnienia, jeśli chodzi o kadrę. Wstyd i żenada.

    • Paweł Król

      I piłkarze, może nie wszyscy, ale jednak, z ogromnym właśnie potencjałem. Niestety, niewykorzystanym.

      • Piciarm

        nazwiska same meczu nie wygrają che che ale tak po Barcelonie zamiast grac jak na olimpiadzie to każdy chyba patrzył w inną stronę ( lub swoją) , albo nie było człowieka który by ich wziął do kupy…bo nadzieje to mieliśmy wszyscy wtedy !

        • Paweł Król

          Dokładnie.

    • maciek sloma

      No, ale młodzi byliśmy, jakieś nadzieje mieliśmy 🙂 ogólnie ten czas wspominam mega dobrze!

      • U mnie też zacny czas, rokendrolowo było 😉 Ale kadra do wyrzucenia.

        • maciek sloma

          Kaliber czterdzieści cztery nigdy nie klęli na nikogo, jaki jest ich skład, jakie jest ich logo?
          🙂
          Wyniki mówią za siebie, no ale ta kijowa kadra towarzyszyła naszemu życiu (pamiętam jakąś grubą imprezę na monciaku w dzień powszedni oczywiście i lukanie do knajpy na Włochy – Polska 3:0 w Neapolu, mieliśmy ważniejsze sprawy niż jakiś mecz) i jakiś sentyment do niej pozostał.

          • Nie lubiłem tamtej kadry. Patyki i tyle, zero sentymentu 🙂