Retro. Czornomoreć Odessa – Widzew Łódź

Czy każdy horror musi kończyć się happy endem?

Niemal ćwierć wieku temu Franciszek Smuda przeżył pierwsze poważne rozczarowanie w europejskich pucharach. Wicemistrz Polski, Widzew Łódź w pierwszej rundzie Pucharu UEFA trafił na ukraiński Czoronomoreć Odessa.

Ćwierć tysiąca butelek
Widzewiacy wyruszyli spod własnego stadionu w poniedziałek o godzinie trzeciej nad ranem. Na regenerację mieli właściwie jeden dzień, bowiem jeszcze w sobotę toczyli ligowy bój z poznańską Olimpią. O godzinie szóstej maszyna ATR 72, z widzewską drużyną na pokładzie, wzbiła się w powietrze z pasa startowego na Okęciu. Z łódzką ekipą do Odessy dotarli także dziennikarze, kibice, szef kuchni łódzkiej restauracji SPATiF z 250 butelkami wody mineralnej Żywiec. Tylko z niej przyrządzał posiłki dla widzewiaków.

Do Odessy łodzianie lecieli dwie i pół godziny. Nie obyło się bez przygód, zagrożone było lądowanie, bowiem dziury na pasie startowym na tamtejszym lotnisku można było zobaczyć – podobnie jak Wielki Mur Chiński – z kosmosu. Najkrócej odprawę przeszedł Andrzej Michalczuk, bowiem miał przy sobie (jeszcze) ukraiński paszport. Dla pomocnika była to podróż sentymentalna, bowiem w Odessie odbywał służbę wojskową. Ponoć podczas spaceru po plaży zdecydował się na kąpiel w Morzu Czarnym, choć temperatura wody wynosiła jedynie kilkanaście stopni. Najwięcej cierpliwości musiał wykazać Smuda, który gęsto się tłumaczył, dlaczego ma przy sobie niemiecki paszport.

Ówczesna Odessa sprawiała przygnębiające wrażenie, bowiem była brudna i szara. Widzew został zakwaterowany w hotelu Czerno Morje, jednym z najlepszych w mieście. Łodzianie mieli dla siebie dwa piętra, a z okien widzieli jupitery stadionu, na którym nazajutrz mieli grać w Pucharze UEFA. W ekipie zabrakło kontuzjowanego Mirosława Szymkowiaka, poleciał za to niepotwierdzony jeszcze do rozgrywek Marek Citko.

Cel: utrzymać 0:0
Mecz można było obejrzeć w Canal Plus oraz wysłuchać relacji w radiu. W Polsce niewiele wiedziano wówczas o ukraińskiej piłce – w ekipie Łeonida Buriaka grało dwóch reprezentantów kraju: bramkarz Ołeh Susłow i napastnik Timierłan Husejnow, który tydzień wcześniej zapewnił Ukraińcom zwycięstwo 3:1 z Litwą. W kadrze był jeszcze Ihor Biełanow, najlepszy piłkarz Europy 1986 roku, ale służył Buriakowi za typowego „straszaka”. Na stadionie mogło zasiąść 50 tysięcy widzów, ale frekwencja była znacznie niższa. Powód? Ceny biletów wahały się od 5 do 6 dolarów, a miesięczna pensja na Ukrainie wynosiła około 15 dolarów. Na trybunach oprócz nielicznych kibiców Widzewa zasiadła też cała rodzina Michalczuka, która do Odessy przyjechała z Kijowa.

Smuda ustawił zespół Widzewa bardzo defensywnie, bojąc się wysokiej porażki. W pierwszej połowie łodzianie oddali ledwie jeden celny strzał na bramkę, autorstwa Dariusza Podolskiego, i było to jedyne celne uderzenie obu drużyn w ciągu 45 minut. Łodzianie poprawnie spisywali się w obronie, gdzie dzielił i rządził Tomasz Łapiński, a zadania defensywne mieli także… napastnicy. Rafał Siadaczka indywidualnie pilnował Dmitrij Parfionowa, zaś Marek Koniarek miał za zadanie przeszkadzać Ukraińcom w rozegraniu piłki. „Koniar” tak ganiał po boisku, że miejscowi dziennikarze stwierdzili, że musi mieć dwa serca i cztery płuca. Ten medal miał jednak dwie strony – zabiegani widzewscy napastnicy nie mieli siły, by w jakikolwiek sposób zagrozić bramce gospodarzy.

Życiowy Kozakewycz
A miejscowi próbowali zaskoczyć Andrzeja Woźniaka, jednak strzelali niecelnie. Jako pierwszy próbował Husejnow, w 14. minucie, potem obok bramki strzelali jeszcze Andriej Gaszkin i Wasyl Kardasz. W drugiej połowie gospodarze nadal mieli inicjatywę, ale niewiele z niej wynikało. Do ofensywy łodzianie przeszli w ostatnim kwadransie, prezentując – jak to za czasów Smudy – żelazną kondycję. W 80. minucie szarżę Siadaczki w ostatniej chwili zatrzymał Jurij Sak. Minutę później z wolnego Siadaczka uderzył w mur, a poprawka z przewrotki Zbigniewa Wyciszkiewicza minęła bramkę.

Widzew nie utrzymał bezbramkowego remisu. W 87. minucie centra Władisława Tiernawskiego z lewej strony boiska wylądowała na nodze rezerwowego Ołeksandra Kozakewycza. 19-latkowi wyszedł strzał życia i Woźniak wyciągał piłkę z siatki. 60 sekund później fiński malarz pokojowy Mika Peltola stwierdził, że Marek Bajor faulował w polu karnym. Woźniak zachował czujność przy strzale Parfionowa i obronił „jedenastkę”. W doliczonym czasie gry Susłow miał spore kłopoty z obroną uderzenia Pawła Miąszkiewicza, jednak piłka nie wpadła do siatki i Widzew uległ w pierwszym meczu 0:1.

12 września 1995, Odessa

I runda Pucharu UEFA

Czornomoreć Odessa – Widzew Łódź 1:0 (0:0)

Gol: Kozakewycz 87.

Czornomoreć: Ołeh Susłow – Władisław Tiernawski, Jurij Sak, Dmitrij Parfionow, Jurij Bukel – Ołeksandr Zotow, Wasyl Kardasz (72. Rusłan Wasylkiw), Aleksandr Gorszkow (46. Jurij Sełezniow) – Wołodymyr Musolitin (71. Ołeksandr Kozakewycz), Timierłan Husejnow.

Widzew: Andrzej Woźniak – Marek Bajor, Tomasz Łapiński, Daniel Bogusz – Andrzej Michalczuk, Zbigniew Wyciszkiewicz, Dariusz Podolski, Ryszard Czerwiec, Piotr Szarpak – Rafał Siadaczka (89. Paweł Miąszkiewicz), Marek Koniarek (88. Bogdan Pikuta).

Żółte kartki: Husejnow, Bukel/Bogusz, Wyciszkiewicz.

Sędziował: Mika Peltola (Finlandia)

Widzów: 16 500

Buriak nie chciał widzewiaków
Ukraińska ekipa na rewanż przyleciała do Warszawy, a ze stolicy dotarła do Łodzi autokarem. Przyjechały 33 osoby, w tym 18 zawodników. W przeddzień meczu o godzinie 20:00 Ukraińcy trenowali na stadionie Widzewa. Gospodarzy już wtedy w Łodzi nie było. Cztery godziny wcześniej wyjechali na małe zgrupowanie do podłódzkiego Dobieszkowa. Pojechał na nie przeziębiony Łapiński oraz Pikuta, któremu właściciel karty zawodniczej (biznesmen z Zabrza) namieszał w głowie i zaczął kusić go ofertą przejścia do… ŁKS.

– Widzew to silna drużyna, ale żadnego z jej piłkarzy bym nie chciał w swoim zespole – wyznał „Gazecie Wyborczej” Łeonid Buriak. – Czornomoreć to bardzo młoda drużyna, większość graczy ma po 21 lat. Oni mi wystarczą.

W pierwszej połowie gra była dość wyrównana, z lekkim wskazaniem na Widzew. Do 35. minuty. Wówczas Sak brutalnym wejściem bez piłki w nogi Koniarka, zatrzymał akcję łódzkiego napastnika. Węgierski arbiter István Vad bez wahania wyciągnął czerwoną kartkę. Goście bez strat dotrwali do przerwy. A po niej ruszyła wielka widzewska ofensywa, a raczej… bicie głową w mur tudzież piłką w słupki. Najpierw po akcji Wyciszkiewicza uczynił to Pikuta, potem, w dogrywce, Michalczuk. W 53. minucie świetną okazję zmarnował Wyciszkiewicz, który stojąc siedem metrów od bramki, strzelił w Susłowa. Bramkarz z Odessy tylko raz popełnił błąd, gdy wypuścił piłkę po strzale Czerwca, lecz natychmiast szybko się zrehabilitował, broniąc dobitkę Pikuty. Szczęścia próbowali także Czerwiec i Marcin Boguś, ale bez efektu.

Michalczuk jak profesor
Jedyną bramkę w 81. minucie strzelił Michalczuk, niczym profesor przyjmując piłkę po wrzutce Bogusia, kładąc na ziemi obrońcę i strzelając nie do obrony w okienko. Grający w osłabieniu Czornomoreć, od 105. minuty grał już w dziewiątkę, bo z boiska wyleciał Musolitin. Łodzianom niewiele to pomogło – goście doczekali do rzutów karnych.

W karnych Widzew prowadził już 4:3 (Czerwiec, Siadaczka, Podolski, Michalczuk – Tiernawski, Zotow, Kardasz), bowiem w drugiej serii Woźniak obronił strzał Parfionowa. Gdyby Koniarek trafił do bramki na 5:3, Widzew grałby dalej. Łódzki snajper jednak po raz trzeci tego wieczoru „ostemplował” słupek. Po golach Susłowa, Bogusia i Wasylkiwa było 5:5. Trzynasta „jedenastka” tego wieczoru okazała się pechowa dla Bajora. Widzewski obrońca strzelił nad poprzeczką. Pod poprzeczkę w kolejnej serii trafił Bukel, i to goście cieszyli się z awansu do drugiej rundy.

26 września 1995, stadion Widzewa w Łodzi

I runda Pucharu UEFA (rewanż)

Widzew Łódź – Czornomoreć Odessa 1:0 (0:0, 1:0), karne: 5:6

Gol: Michalczuk 81.

Widzew: Andrzej Woźniak – Marek Bajor, Tomasz Łapiński, Daniel Bogusz (60. Dariusz Podolski) – Andrzej Michalczuk, Zbigniew Wyciszkiewicz, Ryszard Czerwiec, Paweł Miąszkiewicz (70. Bogdan Pikuta), Piotr Szarpak (36. Marcin Boguś) – Marek Koniarek, Rafał Siadaczka.
Czornomoreć: Ołeh Susłow – Władisław Tiernawski, Jurij Sak, Dmitrij Parfionow, Jurij Bukel – Ołeksandr Zotow, Witalij Kołesniczenko (22. Rusłan Wasylkiw), Aleksandr Gorszkow (46. Denys Kołczin), Wasyl Kardasz – Wołodymyr Musolitin, Timierłan Husejnow (53. Ołeksandr Kozakewycz).

Żółte karki: Bogusz, Koniarek/Susłow, Kardasz, Musolitin, Tierniawski.

Czerwone kartki: Sak (35.), Musolitin (105.)

Sędziował: István Vad (Węgry)

Widzów: 12 000

Co było dalej?
Czornomoreć nie zawojował Pucharu UEFA – w kolejnej rundzie nie podołał RC Lens. W Odessie padł bezbramkowy remis, w Lens dzielni Ukraińcy przegrali 0:4, a wynik ustalił rezerwowy Kameruńczyk Marc-Vivien Foé. W lidze ukraińskiej podopieczni Buriaka sięgnęli po wicemistrzostwo kraju. Wygrało Dynamo Kijów.

A Widzew? Zimą pozyskał Waldemara Jaskulskiego z Pogoni (ponoć miał już przyjść do Widzewa po wygranym dwumeczu z Czornomoreciem), zaś w czerwcu cieszył się z trzeciego tytułu mistrza Polski. Łodzianie nie przegrali w lidze ani jednego spotkania.

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    I jak tu nie lubić Retro…

  • Grzegorz Ziarkowski

    Szkoda tego dwumeczu. Ciekaw jestem jak Widzew zaprezentowałby się z Lens. Solidnym Lens bez wielkich gwiazd, z młodziutkim Marc-Vivienem Foe, który zmarł w dramatycznych okolicznościach.
    Smuda wtedy dość szybko wyciągał wnioski z popełnionych błędów, więc może byłaby powtórka ze starcia GKS – Bordeaux? 🙂

  • Piciarm

    Witam
    Tak, fajnie opisany przez Ciebie ten dwumecz, niestety dla Nas przegrany …
    „Nie obyło się bez przygód, zagrożone było lądowanie, bowiem dziury na pasie startowym na tamtejszym lotnisku można było zobaczyć – podobnie jak Wielki Mur Chiński – z kosmosu”
    Ciekawostka o A.Michalczuku, że odbywał tam służbę wojskową.
    Szkoda tego drugiego meczu, mieli trochę sytuacji i przewagę na boisku, a Ukraińcy mieli w formie bramkarza.
    Jakby mógł grać M.Citko to by mieli większe szansę he, he
    pozdrawiam