Retro. Finał Pucharu Zdobywców Pucharów 1996

Z sentymentem przypominamy rozgrywki, które z trzech ważnych pucharów w Europie były traktowane jako najmniej prestiżowe. Mimo wszystko szkoda, że je zlikwidowano…

Stary Kontynent gra już na dobre. Za nami pierwsze mecze Ligi Mistrzów i Ligi Europy.
Po raz ostatni Puchar Zdobywców Pucharów podnieśli w górę piłkarze rzymskiego Lazio w 1999 roku.

Od tej pory triumfatorzy rozgrywek w krajowych pucharach grają w Pucharze UEFA, przemianowanego na Ligę Europy.

Sensacja z Wiednia
Do finału rozgrywanego na stadionie im. Króla Baudouina I w Brukseli dotarły ekipy Paris Saint Germain i Rapidu Wiedeń. Awans tej drugiej drużyny do najważniejszego meczu w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów traktowany był jak sensacja. Zresztą przed finałową batalią bez ogródek mówił o tym Ernest Dokupil, trener Rapidu.
– PSG jest faworytem. Ale jeśli Luis Fernandez zlekceważy nas jak ten głupek, Arie Haan, przywieziemy puchar do Wiednia – mądrzył się na przedmeczowej konferencji.

Trzeba przyznać, że Rapid jak mało kto zasłużył na grę w decydującym meczu. Austriacy w pierwszej rundzie wyeliminowali rumuński Petrolul Ploesti, by w kolejnej rundzie stoczyć pasjonujące pojedynki ze Sportingiem Lizbona. W stolicy Portugalii podopieczni Dokupila przegrali 0:2, by na Praterze wyrównać straty w ostatniej minucie po bramce Christiana Stumpfa, a w dogrywce dołożyć dwie kolejne. 4:0 dla Rapidu oznaczało awans do ćwierćfinału, w którym bez straty gola wyeliminował Dynamo Moskwa.

Półfinał to kolejna bitwa zespołu Dokupila. Tym razem z teamem wspomnianego Arie Haana, Feyenoordem Rotterdam. Po remisie 1:1 w Holandii, Stumpf do spółki z Carstenem Janckerem rozmontowali defensywę dowodzoną przez Ronalda Koemana i Rapid wygrał 3:0. W kadrze zespołu z Wiednia był Maciej Śliwowski, ale szansę na grę w finale miał mniej więcej taką, jak Mateusz Klich na występy w Wolfsburgu…

Wtedy austriacka piłka klubowa była na topie. Rok wcześniej do finału Pucharu UEFA dotarli piłkarze SV Salzburg, którzy ulegli Interowi Mediolan.

Z kolei PSG najpierw uporał się z norweskim Molde (3:2 i 3:0; w pierwszym meczu w Norwegii gola dla Molde zdobył Ole Gunnar Solskjaer), potem bez kłopotu wyeliminował Celtic Glasgow. W ćwierćfinale miał lekkie kłopoty z Parmą (0:1 we Włoszech po golu Christo Stoiczkowa i 3:1 w Paryżu), a w półfinałach dwa razy po 1:0 ograł Deportivo La Coruna.

Tradycja kontra kasa
Obie ekipy mocno ze sobą kontrastowały. Rapid to niemal stuletnia wówczas tradycja, 33 starty w europejskich pucharach, finał Pucharu Zdobywców Pucharów w 1985 roku. Z kolei PSG istniał dopiero 26 lat, ale sukcesy miał nie gorsze niż austriacki rywal: półfinał Pucharu UEFA (1993), półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów (1994) i półfinał Ligi Mistrzów (1995). Wszystkie te laury spływały na konto Michaela Denisota, szefa francuskiego Canal Plus, który od początku lat 90. minionego wieku pompował w PSG kolejne miliony dolarów. We Wiedniu bieda może nie piszczała, ale dwa lata wcześniej biało-zielonym groziła licytacja z powodu długu szacowanego na siedem milionów dolarów. Z pomocą przyszedł były piłkarz Rapidu, a po zakończeniu kariery bankier, Guenter Kaltenbrunner, który najpierw udzielił klubowi kredytu, a potem stanął na jego czele.

FUSSBALL - UEFA Cup Finale, Rapid vs PSG

Warto też wspomnieć o miejscu rozgrywania meczu. Stadion im. Króla Badouina I to dawne Heysel, na którym 11 lat wcześniej doszło do tragicznych zamieszek, podczas których śmierć poniosło 39 osób. Kilka lat po tej tragedii Heysel zburzono, stawiając w tym miejscu nowoczesny obiekt im. Króla Badouina I, oddany do użytku w 1995 roku. Finał PZP był drugim meczem piłkarskim rozgrywanym na tym obiekcie.

Pamiętając o wielkiej tragedii sprzed lat, przed spotkaniem organizatorzy przedsięwzięli nadzwyczajne środki ostrożności. Każdy kibic był trzykrotnie przeszukiwany, zamknięto też linię metra prowadzącą na stadion, kibiców zmuszono do przyjazdu na mecz samochodami, środkami komunikacji miejskiej, bądź autokarami. Utworzyły się tak potężne korki, że o mały włos na przedmeczową rozgrzewkę spóźniliby się piłkarze z Parżya. Nie pomagały fortele kierowcy klubowego autokaru, przejeżdżającego niektóre ulice… pod prąd.

Finał? Nie żartuj!
PSG był faworytem i PSG od początku atakował, chcąc być drugim po Olympique Marsylia francuskim triumfatorem europejskiego pucharu. Cały misterny plan Luisa Fernandeza układany podczas dwutygodniowych (!) przygotowań tylko do finału, mógł się zawalić już po dziesięciu minutach, gdy kontuzji doznał główny reżyser, Brazylijczyk Rai. Na szczęście w PSG miał kto przejąć jego rolę. W kapitalnej formie znajdował się wówczas Youri Djorkaeff i to on dał sygnał do ataku, przyjmując piłkę w polu karnym i uderzając z ostrego kąta w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Michaela Konsela.

W 28. minucie piłka wreszcie zatrzepotała w siatce. Z rzutu wolnego po faulu na Djorkaeffie, uderzył Senegalczyk Bruno N’Gotty. Po drodze futbolówka odbiła się od nogi Petera Schoettela i to zmyliło Konsela. Po zdobytej bramce mecz wcale nie nabrał rumieńców. Groźny atak wiedeńczyków: Stumpf – Jancker istniał tylko na papierze. Defensywa gości kierowana przez bułgarskiego „przystojniaka” Trifona Iwanowa spisywała się bez zarzutu, blokując między innymi strzał Panamczyka Julio Cesara Dely Valdesa, któremu dogrywał Patrice Loko. Ogólnie pierwsza połowa stała na słabym poziomie, niegodnym finału europejskich rozgrywek.

267572

Po zmianie stron najwięcej działo się pod bramką Konsela. Minimalnie niecelnie uderzał Djorkaeff, niewiele pomylił się też Loko. Trochę roboty miał też Bernard Lama, który w stylu bramkarza piłki ręcznej obronił uderzenie Petera Stoegera. W 87. minucie Konsel w sytuacji sam na sam okazał się lepszy od rezerwowego paryżan, Francisa Llacera. Niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić na PSG w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, gdyby nie Lama. Czarnoskóry bramkarz najpierw uprzedził szarżującego w polu karnym Janckera, a potem świetnie obronił główkę Iwanowa. W doliczonym czasie gry „kropkę nad i” mógł postawić Djorkaeff, który na gola absolutnie zasłużył, lecz znów niewiele pomylił się z rzutu wolnego. Gdy piłka wreszcie wpadła do bramki Rapidu, okazało się, że Loko był na ofsajdzie…

Atak prezydenta
Następnego dnia triumfatorów czekała wizyta w Pałacu Elizejskim u prezydenta Jacquesa Chiraca. Były mer Paryża, to zagorzały kibic drużyny ze stadionu „Parc de Princes”. Nic dziwnego, że podczas meczu – jak przyznał – o mało nie dostał ataku serca.

Ze względów zdrowotnych z funkcji trenera paryżan zrezygnował Luis Frenandez, który otwarcie stwierdził, że praca na ławce trenerskiej był to dla niego zbyt duży stres. Po zwycięskim finale ekipa z Paryża straciła kilku swoich bohaterów np. Djorkaeff trafił do Interu Mediolan, a pracowity pomocnik w wieku Chrystusowym, Daniel Bravo, zasilił szeregi Parmy. Na triumf w europejskim pucharze ekipa z Parku Książąt czeka do dziś.

***

8 maja 1995, Stadion im. Króla Baudouina I w Brukseli
Finał Pucharu Zdobywców Pucharów
Paris Saint Germain – Rapid Wiedeń 1:0 (1:0)
Gol: N’Gotty 28.
PSG: Bernard Lama – Patrick Colleter, Paul Le Guen, Alain Roche, Bruno N’Gotty – Laurent Fournier (78. Francis Llacer), Vincent Guerin, Rai (12. Julio Cesar Dely Valdes), Daniel Bravo – Youri Djorkaeff, Patrice Loko. Trener: Luis Fernandez.
Rapid: Michael Konsel – Peter Guggi, Trifon Iwanow, Peter Schoettel, Michael Hatz – Dietmar Kuehbauer, Stefan Marasek, Andreas Heraf, Peter Stoeger – Christian Stumpf (46. Zaoran Barisić), Carsten Jancker. Trener: Ernest Dokupil.
Żółte: Fournier, N’Gotty/Jancker, Schoettel, Hatz, Heraf, Schoettel.
Sędziował: Pierluigi Pairetto (Włochy)
Widzów: 38.402

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Niech to nie zabrzmi patetycznie, ale odczuwam pustkę… Liga, ale tylko z nazwy, Mistrzów i Europy nie zastąpi nigdy dla mnie tamtej formuły europejskich pucharów. Jak to miło, kiedy ktoś przynajmniej przypomina o meczach z tamtych lat…
    Pozdrawiam

  • Grzegorz Ziarkowski

    Do ćwierćfinału PZP można było się dostać przechodząc ledwie dwie rundy pucharowe. Z tego co pamiętam nie było chyba żadnych kwalifikacji. Ciekawe jak teraz wyglądałby system. Może warto byłoby znów reaktywować te rozgrywki z fazą grupową? Tylko że terminarz już jest napięty do granic możliwości, więc kolejne rozgrywki trzeba by było robić kosztem Ligi Europy.
    Tylko pytanie czy europejscy mocarze zrzekliby się gry w Lidze Mistrzów kosztem nowego PZP. Zrzekliby się, jeśli by im się to opłacało.
    I jeszcze jedno: kto by grał w tym pucharze, gdyby np. w Anglii cała czwórka półfinalistów zakwalifikowała się do LM? Trzeba by było robić dodatkowy turniej dla reszty ćwierćfinalistów i z nich wyłaniać pucharowicza?
    Pozdrawiam 🙂

    • Paweł Król

      Napisałem w taki sposób poprzednio, bo ówczesne rozgrywki pucharowe miały według mnie właściwą strukturę… Towarzyszył mi jeszcze wtedy jakiś dreszczyk emocji, kiedy piłkarze wybiegali na murawę. Dzisiaj o to już jest bardzo trudno… Za dużo tego wszystkiego, zdecydowanie. Ale wiadomo, że dla władz piłkarskich najważniejsze są zyski, więc tu możemy sobie jedynie powspominać… 🙂

  • Piciarm

    tak tak pozostaly wspomnienia…dawnych rozrgywek
    PSG pamietam ,bramkarza Lama bardzo lubilem…

  • BlaugranaFAN

    Drobne błędy w niezłym artykule.
    1. Bruno N’Gotty być może jest z pochodzenia Senegalczykiem, ale jest jak najbardziej Francuzem. Urodził się w Lyonie a ponadto wystąpił 6 razy w barwach Tricolore.
    2. „Defensywa gości kierowana (…)” – ciężko pisać o drużynie gości w finale pucharu na neutralnym terenie.
    Pozdrawiam 🙂

  • Grzegorz Ziarkowski

    Zgadza się, N’Gotty to Francuz, nawet 6 meczów dla Tricolores zagrał. Przepraszam za błąd.