Retro. Fortuna Düsseldorf – Bayern Monachium 7:1. Bundesliga. 09.XII.1978

Szukałem materiałów do tego kawałka, ale gdy znalazłem ZNAKOMITY blog pana Mariusza Kowolla – poddałem się.

Trafiłem w sieci na adres mailowy do niego, potem zdobyłem jego numer (przez Pawła Czadę) i poprosiłem o pozwolenie skorzystania z artykułu o wygranej Fortuny z Bayernem sprzed 38 lat. Za Chiny Ludowe nie zrobiłbym tego lepiej, a warto, by nasi czytelnicy zapoznali się z historyczną klęską bawarskiego giganta. Na Slowfoot lubimy zasadę „bij mistrza!”.

Dodam jeszcze, że pan Mariusz jest wybitnym znawcą piłki górnośląskiej, szczególnie z lat II Wojny Światowej.

Materiały zaczerpnięte z jego blogu „Pogranicza” są pisane niżej kursywą, nieliczne moje wstawki – tradycyjną czcionką.

Rok 1978, właśnie zaczynał się najbardziej udany okres w historii Fortuny, bracia Allofsowie dorośli już do gry na najwyższym poziomie, podobnie jak reszta młodzieży, z Weiklem i Bommerem na czele. W najlepszym piłkarsko wieku znaleźli się Seel, Zimmermann, Brei, Baltes, Zewe… Ich popularne określenie F95, stosując dzisiejsze skojarzenia, potraktować można by jako markę super skutecznego bombowca.

Zupełnie w innym miejscu znalazł się Bayern. Po odejściu swego przywódcy, Franza „Kaisera” Beckenbauera, szukał swojej tożsamości, błądził, miotał się, czasem niebezpiecznie zbliżając do stanów agonalnych. Poprzedni sezon był najgorszy w całej historii Bawarczyków; trudny z charakteru węgierski szkoleniowiec, Gyula Lorant, próbuje wprawdzie wypalić znamię swego warsztatu na grze Monachijczyków, ale albo nie zyskuje właściwego posłuchu lub też gracze nie są gotowi na radykalne zmiany. Z jednej strony postanowił na siłę i z uporem forsować obronę strefową, z drugiej poszukiwał nowego lidera zespołu. Gerd Müller nie potrafił z tej roli się wywiązać, bo Gerd to „Bomber”, a nie piłkarz drugiej linii; właśnie dlatego po czterech latach sięgnięto ponownie po Paula Breitnera.

Chociaż musicie przyznać, że w koszulce Eintrachtu Brunszwik, z którego do Bawarii wrócił, Afro-Paul prezentował się całkiem fikuśnie. Ten klub jako pierwszy w Bundeslidze zaprezentował na koszulce reklamę. I to jaką? Każdy, kto próbował Jägermeistera, prędko tego nie zapomni.

1

Obie drużyny zmierzyły się ze sobą w szesnastej kolejce, i chociaż dzieliły je trzy miejsca (Bayern był tuż za podium, Fortuna na miejscu siódmym), to różnica wynosiła zaledwie dwa punkty. Na Rheinstadion zjawiło się 26 000 widzów, nie przewidując zapewne, że będą świadkami historycznego wydarzenia. Bawarczycy wciąż eksperymentowali z bocznymi obrońcami, tym razem zastępując pauzującego za kartki Rauscha holenderskim internacjonałem Martinem Jolem, zabrakło również „Bombera”.

Był to jeden z zaledwie dziewięciu występów późniejszego trenera m.in. Spurs w bawarskich barwach.

1

Kto na trybunach nie zajął miejsca na czas, zdębiał pewnie setnie, bo nim spotkanie na dobre się zaczęło, już gospodarze prowadzili! Zaraz po wznowieniu gry przytrafił się tęgi futbolowy bubel Seppowi Maierowi – jego nieudane wznowienie gry nogą trafiło do młodziutkiego Günthera, który wykazał się intelektualną bystrością momentalnie zagrywając do biegnącego już w kierunku bramki gości Klausa Allofsa. Ten, nie namyślając się długo, huknął zza pola karnego, ale dlaczego Maier nawet nie próbował interweniować? Miejscowi mieli to w nosie, w końcu prowadzili…

Do przerwy gra była dość wyrównana i obie strony mocno się spinały w przeciąganiu liny na własną stronę. Dość szybko też Bayern odzyskał równowagę, a po golu pięknie włączającego się do ofensywy stopera Klausa Augenthalera (zajęcie miejsca po Franzie Wielkim do czegoś przecież zobowiązywało), poprzedzonego zresztą doskonałym zagraniem Norberta Janzona, odzyskał i remisowy wynik. Paradoksalnie, wtedy ponownie tracą koncentrację, jak gdyby jednakowy stan bramkowy ich paraliżował! Po zaledwie dwóch minutach ten sam Augenthaler daje odebrać sobie piłkę, Seel sprytnie zagrywa na wbiegającego Allofsa, który z bliska odzyskuje prowadzenie dla Fortuny. Wydaje się, że i tym razem Maier mógł zachować się lepiej (spójrzcie na tę dziwaczną interwencję). Do końca pierwszej połowy nic istotnego już się nie wydarzyło, a w przerwie…? Miejscowi postanowili nieco zrosić murawę i wszystko byłoby okey, gdyby nie to, że system nawadniania całkowicie odmówił posłuszeństwa, zalewając pół boiska, i kontynuacja gry przez pewien moment była nawet zagrożona! Sędzia Engel cierpliwie odczekał do usunięcia awarii, nie miał też żadnych obiekcji, co do stanu boiska, można więc było zacząć drugą połowę, 45 minut, które na stałe zapisze się w historii klubu z Düsseldorfu! Po zaledwie sześciu minutach zaczęło się – lejtmotyw całego spotkania; Allofs zagrywa w uliczkę, łapki obrońców wędrują w górę, a piłka do siatki. Za pierwszym razem wszystko działo się na linii pola karnego. Steel przejął zagranie, położył na czterech literach Maiera i z nieukrywaną satysfakcją wpakował piłkę do pustej bramki. Od tego momentu kolejne gole padają z zadziwiającą regularnością. Po kolejnym cudownym podaniu, tym razem Schmitza (według „Kickera” rozgrywającego najlepszy mecz po przyjściu do zespołu z Rheinstadion), Seel biegnie sam na Maiera od połowy boiska! Wymachiwanie rękoma obrońców z Monachium nie przynosi skutku, podobnie, jak nieudolne próby Maiera – 4:1! Zgadniecie, jak padł trzeci gol w tej połowie dla gospodarzy? Ha, nie po solowej akcji Seela, o nie, nie tym razem! Nie tym razem, bo purpurowy z wściekłości i bezradności Maier nie dał się trzeci raz położyć na zadku i tym razem sam sprowadził napastnika Fortuny do parteru (znowu podanie Allofsa i znowu goście reklamują spalonego!). Rzut karny potężną bombą wykorzystuje Gerd „Zimbo” Zimmermmann i wynik brzmi już 5:1! Mija kolejnych kilka minut i wynik ponownie się zmienia; tym razem zamieszanie w i przed polem karnym przytomnością umysłu (z małą pomocą szczęścia) Allofs zamienia na błyskawiczne podanie do Emanuela Günthera, który z pierwszej pakuje piłkę do siatki. Gdzie byli obrońcy Bayernu? Jak zwykle, skupili się na podnoszeniu łapek w górę i błagalnych spojrzeniach w stronę sędziego Engela… Na cztery minuty przed końcem Fortuna uwieńczyła cudowne spotkanie siódmym trafieniem. Drugiego swojego gola strzelił Günther, wykorzystując efektowne zagranie z prawej strony Fleminga Lunda, sprytnie kontrując lecącą piłkę. Najwyższa porażka w historii gier Bayernu na obcych bundesligowych boiskach!

„Kicker” zatytułował relację: „Totalny chaos obrony Bayernu”. Bankructwo systemu strefowego (Raumsystem) Monachijczyków – Allofs, Seel, Schmitz dzielą się splendorem. Część z bramek zapisano na konto Seppa Maiera, ale podkreślono również katastrofalną postawę całej linii defensywnej – zbyt często wymachiwała rękoma, sygnalizując pozycję spaloną, zamiast grać. Zwłaszcza po przerwie Fortuna pokazała wyjątkową klasę; Klaus Allofs oszukiwał z dzieciną łatwością Niedermayera, drobniutki Hubert Schmitz ośmieszał Holendra Jola, a Wolfgang Seel był nie do zatrzymania przez Horsmanna. Cały zespół zaprezentował niespotykany poziom, zwłaszcza w swobodzie gry. Ponadto wykazał się rzadko spotykaną dyscypliną taktyczną, pozwalając sobie przy tym na wiele wariantów niekonwencjonalnych zagrań. Zagrali koncertowo. Z kolei obrona Bayernu, z bramkarzem na czele, prezentowała się mizernie, druga linia bez wyjątku dostosowała się do ich poziomu, a w całej drużynie tylko Breitner, Oblak i Rummenigge, jako tako sobie radzili. Większość ich ataków rozbijała się jednak o znakomicie funkcjonującą defensywę Fortuny, w której pierwsze skrzypce odgrywał Gerd Zewe (po tym spotkania już dziewiąty raz w sezonie trafił do najlepszej jedenastki magazynu „Kicker”, przypominam, była szesnasta kolejka gier! Co ciekawe, była to jego ostatnia nominacja w oczach dziennikarzy; z innych graczy do „11” kolejki trafili: Schmitz, Seel oraz najlepszy piłkarz szesnastej kolejki, Klaus Allofs). Po meczu bramkarz miejscowych, Jörg Daniel, powiedział: „Byłoby lepiej, gdybyśmy zachowali kilka goli na następny mecz…” i wykrakał, sześć dni później, w wielkich derbach regionu Nidderhein, nie strzelili żadnego gola Borussi…

Czasem spekuluje się, że piłkarze z Monachium celowo dali się tak straszliwie pobić, żeby… pozbyć się Loranta. Ten rzeczywiście wyleciał z roboty zaraz po koszmarnej wizycie w na Rheinstadion. Bliższe prawdy wydaje się jednak tłumaczenie klęski stosowaniem obrony strefowej, którą z takim uporem już drugi sezon faworyzował Lorant, a która wciąż nie została należycie przez graczy Bayernu opanowana… Bawarczycy do końca sezonu będę przyprawiać swoich fanów o dramatycznie odmienne stany emocjonalne. Od bezlitosnego gromienia wielkich drużyn, naturalnych swoich rywali, jak Borussia Mönchengladbach, czy 1.FC Köln, po kompromitujące porażki u siebie ze słabiutką Arminią Bielefeld, która ostatecznie spadła z ligi, 0:4, czy ledwo zipiącym na drugoligowym froncie VfL Osnabrück w pucharze 4:5! (skrót można zobaczyć TUTAJ).

Zwalanie całego zła na Loranta nie do końca ma kręgosłup, wahania formy trwały jeszcze długo po jego zwolnieniu. Ostatecznie rozgrywki zakończyli na czwartym miejscu…

Fortuna do końca sezonu grała niczym pijana; dzięki temu pozwalała sobie na fantazję i nie potłukła się po tym lub owym niepowodzeniu. Pierwszy raz w historii wywalczą Puchar Niemiec, wynik ten zresztą powtórzą w następnej edycji. Ponadto w efektowny, bo dramatyczny, sposób dotrą do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, gdzie, a jakże!, znowu w niezwykłych okolicznościach będą musieli uznać wyższość wielkiej Barcelony. Tak udany sezon rozbudził nadzieję szefostwa klubu z Düsseldorfu, nadzieje, które nigdy nie zostały zaspokojone…

Am 9. Dezember 1978:

Fortuna Düsseldorf – FC Bayern München 7:1 (2:1).

Fortuna: Jörg Daniel – Dieter Brei, Gerd Zewe, Gerd Zimmermann,  Heiner Baltes, Josef Weikl, Egon Köhnen, Klaus Allofs, Hubert Schmitz, Wolfgang Seel (74. Fleming Lund), Emanuel Günther. Trainer: Hans-Dieter Tippenhauer.

Bayern: Sepp Maier – Martin Jol, Georg Schwarzenbeck, Klaus Augenthaler, Udo Horsmann, Kurt Niedermayer, Bernd Dürnberger (74. Jupp Kapellmann), Paul Breitner, Branko Oblak,  Norbert Janzon, Karl-Heinz Rummenigge. Trainer: Gyula Lorant.

Tore: 1:0 Klaus Allofs (1.), 1:1 Klaus Augenthaler (22.), 2:1 Klaus Allofs (24.), 3:1 Wolfgang Seel (51.), 4:1 Wolfgang Seel (58.), 5:1 Gerd Zimmermann (65.), 6:1 Emanuel Günther (74.), 7:1 Emanuel Günther (86.)

Zuschauer: 26 000.

Trzeba przyznać, że była to dość mizerna frekwencja, jak na tak ogromny obiekt. Znacznie więcej ludzi przyciągały lokalne derby z Borussią Mönchengladbach oraz 1.FC Köln. Zresztą, Borussia korzystała z tego stadionu w swych podbojach Europy… Nie mogę się powstrzymać, by zacytować w tym miejscu „Mister Fortuna”, czyli Wernera Faßbendera, członka zarządu i dyrektora klubu, który po spotkaniu niemieckich katolików właśnie na Rheinstadion, gromadzące 50 000 wiernych, powiedział: „Najlepiej byłoby zamknąć teraz wszystkie wyjścia ze stadionu i zatrzymać w ten sposób ludzi na spotkanie z HSV”. I jeszcze jedna cudaczna wypowiedź, po remisie w Leverkusen z liderującym Bayerem (3:3) w 1989 roku: „Wczoraj padł najwyższy remis w historii – 67:67, ja z Reinerem Calmundem, na piwa” (Calmund był wówczas członkiem zarządu Bayeru 04).

Przy okazji warto podkreślić, że Bayer Leverkusen po raz pierwszy awansował wtedy do Bundesligi. Żeby było jeszcze ciekawiej, druga z aptekarskich drużyn, Bayer Uerdingen, również dołączyła do elity. Z tym, że dla Uerdingen był to powrót, gdyż po raz pierwszy zagrał na najwyższych szczeblu rozgrywek w roku 1975. W ogóle system rozgrywek na zapleczu ekstraklasy RFN był wtedy ciekawy – były dwie grupy, północna i południowa, wyżej awansowali zwycięzcy (czyli Leverkusen i TSV 1860 Monachium), a wicemistrzowie zmierzyli się w barażu, w którym Uerdingen okazał się lepszy od, znanego raczej z festiwali wagnerowskich (jak Zoppot!), Bayreuth.

Die Tabelle nach diesem 16. Spieltag:

1. 1. FC K’lautern 25:7 Punkte
2. Hamburger SV 23:9
3. VfB Stuttgart 22:10
4. Fortuna Düsseldorf 18:14
5. FC Bayern München 18:14

6. Eintracht Frankfurt 18:14
7. FC Schalke 04 17:15
8. Borussia Dortmund 16:16
9. Hertha BSC Berlin 15:17
10. Borussia M’gladbach 14:18
11. VfL Bochum 14:18
12. 1. FC Köln 14-18
13. Arminia Bielefeld 14:18
14. Eintracht Braunschweig 14:18
15. SV Werder Bremen 13:19
16. MSV Duisburg 13:19
17. SV Darmstadt 98 11:21
18. 1. FC Nürnberg 9:23

Pozostałe wyniki 16. kolejki Bundesligi sezonu 1978/79

FC Kaiserslautern – Werder Brema 4:0 (Toppmöller 19, Geye 60, Melzer 67, Groh 76)
MSV Duisburg – Schalke 2:1 (Seliger 30, Dubski 89 – Abramczik 81)

Borussia Dortmund – Eintracht Frankfurt 3:1 (Burgsmüller 9, 23, Lippens 67 – Elsener 59)

Eintracht Brunszwik – Hertha Berlin 0:1 (Gersdorff 8)

Hamburger SV – Arminia Bielefeld 3:1 (Keegan 24, 77, 83 – Schröder 39)

Norymberga – Borussia M’gladbach 1:0 (Eder 42)

1. FC Köln – VfB Stuttgart 1:2 (Okudera 14 – D.Hoeneß 69, 78)

Darmstadt – VfL Bochum 3:1 (Bechtold 40, Cestonaro 63, Hahn 87 – Bast 55 p)

Mecz ten tak wiele znaczy dla fanów z Rheinstadion, że… założyli stowarzyszenie mające pielęgnować wspomnienia tamtego popołudnia! Więcej informacji można znaleźć pod adresem http://www.7zu1.de/

A Fortunie kibicują oczywiście muzycy zespołu Die Toten Hosen (czyli Zdechłe Spodnie).

Maciej Słomiński

  • Świetny opis meczu p. Mariusza. Taki w starym stylu. Mało kto już teraz tak pisze, a szkoda…

  • Paweł Król

    Cenna lekcja historii z rozdziału obu tych klubów. Wypada tylko podziękować autorowi tego tekstu, jak i Maćkowi za jego wypatrzenie…

    Kuriozalna gra w obronie piłkarzy Bayernu. Wyglądała tak, jakby ta formacja została w szatni albo w samym Monachium…

    • Piciarm

      podpisze sie pod tym 😉

  • Marcin

    Słoma to geniusz. Zamiast pisać swoje rzeczy – przepisuje cudze. W związku z tym, że ostatnio brak mi tzw. weny, uderzam do Przemysława Rudzkiego z prośbą, bym mógł zamieścić jego artykuły jako swoje.

    • maciek sloma

      Eugeniusz to akurat prawda, wyjaśniłem dokładnie na początku dlaczego tak, a nie inaczej tym razem Panie złośliwy złośliwcze. Pozdrawiam ozięble.

      • Marcin

        Maciek, ja tylko żartowałem. Nigdy z nikim jeszcze nie spałem…

        • maciek sloma

          Marian co innego zeznawał….

          Pozdro.

  • Piciarm

    wyniki dobry nic dziwnego ze fani Fortuny Dusseldorf pielegnuja che che
    fajny temat,a ze mlody bylem to nie pamietam tego meczu….