Retro. GKS Katowice – Aris FC

Ćwierć wieku temu górnicy z Katowic przechytrzyli greckiego boga wojny…

Po wicemistrzostwie kraju (do mistrzowskiej Legii podopiecznym Piotra Piekarczyka zabrakło ledwie punktu) prezes Marian Dziurowicz zachował chłodną głowę i nie urządził wyprzedaży przy Bukowej. Katowiczanie mieli sporo doświadczenia z poprzedniego sezonu, gdy w Pucharze Zdobywców Pucharów walczyli z Benficą.

Inter na przetarcie
Swój dziewiąty z rzędu start w europejskich pucharach katowiczanie rozpoczęli od rywalizacji z Interem. Na szczęście w rundzie wstępnej Pucharu UEFA nie był to Inter z Mediolanu, ale ten z walijskiego Cardiff. Ale i tak nie było łatwo – w Walii „GieKSa” wygrała po dwóch trafieniach Andrzeja Sermaka w końcówce meczu.

W rewanżu katowiczanie bez kłopotu poradzili sobie z walijskimi amatorami. Skończyło się na wygranej 6:0, a po dwie bramki strzelili Krzysztof Maciejewski i Krzysztof Walczak. Po jednej dołożyli Janusz Jojko (z karnego) i Dariusz Wolny.

Z bogiem sprawa
W pierwszej rundzie katowiczanie trafili na grecki Aris FC. To jeden z trzech wielkich klubów drugiego co do wielkości miasta w Grecji: Salonik. Zdaniem wysłannika „Gazety Wyborczej” do Grecji PAOK miał najwięcej pieniędzy i młodych kibiców, Aris – nazwany na cześć greckiego boga wojny, Aresa – miał najbogatszych kibiców w średnim wieku, a Iraklis był najstarszym klubem w mieście. Jednak to właśnie Aris sięgnął po pierwszy tytuł w Helladzie, gdy do rywalizacji przystąpiły kluby spoza Aten, o czym pisał Darek Kimla.

W 1994 roku klub z Salonik obchodził 80. rocznicę powstania, zaś GKS 30. urodziny. Tylko jeden z tych klubów mógł uczcić okrągły jubileusz awansem do drugiej rundy Pucharu UEFA. Drużyna z Salonik, podobnie jak Benfica, zamieszkała w hotelu Warszawa. W przeddzień meczu trenowała na stadionie przy ul. Bukowej. Szkoleniowiec Georgios Firos nie był w stanie podać dziennikarzom składu, bowiem z urazami zmagali się obrońca Georgios Koltsidas i doświadczony pomocnik Dimitrios Bougiouklis. Na zmiętej kartce, którą trzymał w kieszeni, miał wyrysowane ustawienie GKS z ligowego starcia z Legią. Czerwonym długopisem zakreślił nazwiska piłkarzy, których obawiał się najbardziej: Sermaka, Maciejewskiego i Zdzisława Strojka.

Co w tym czasie robili katowiczanie? Trenowali w klubowym ośrodku przy ul. Ceglanej w Katowicach, obejrzeli trening Greków przy Bukowej, a później sami ćwiczyli na swoim stadionie. Sen z powiek trenera spędzał brak Adama Ledwonia, który dostał karę pięciu spotkań za czerwoną kartkę w meczu z Galatasaray SK w 1992 roku oraz kontuzje Sermaka i Mariana Janoszki.

Przesądził Maciejewski
Do Katowic przyjechały trzy autokary głośnych greckich kibiców, którzy nie szczędzili gardeł dopingując swoich piłkarzy. Gwiazdą pierwszej wielkości w ekipie Firosa miał być 27-letni Brazylijczyk Ivan. Jednak trafił na godnego przeciwnika – Mirosława Widucha, który wyłączył go z gry. Jednak nawet pieczołowicie pilnowany Ivan nie przeszkodził Grekom w kreowaniu sytuacji i prowadzeniu gry. To wzięli na klatę długowłosy Savvas Kofidis i Antonis Sapountzis, który w rundzie wstępnej strzelił dwie bramki Hapoelowi Beer Szewa.

Aris wypracował dwie niezłe okazje, których nie wykorzystał. Katowiczanie próbowali gry atakiem pozycyjnym, ale jak na dłoni widać było to, czym karmiono nas przez lata – w ten sposób grać nie umiemy. Wreszcie po 20 minutach na rajd zdecydował się Krzysztof Walczak. Minął dwóch obrońców i wpadł w pole karne. Tam zatrzymał go dopiero trzeci piłkarz Arisu. Na szczęście zrobił to niezgodnie z przepisami i sędzia pokazał na „wapno”. W takich sytuacjach zazwyczaj nie mylił się Krzysztof Maciejewski, który i tym razem pewnie wykorzystał „jedenastkę”.

Po zdobyciu gola katowiczanie cofnęli się do – momentami – głębokiej defensywy. Już do końca pierwszej połowy GKS rzadko przekraczał połowę boiska, a gdy zabrakło na nim Andrzeja Sermaka, wyprawy na połowę Arisu miały charakter wręcz incydentalny. Dopiero w końcówce po kontratakach pod bramkę Christosa Karkamanisa przedarli się Arkadiusz Szczygieł i Grzegorz Borawski, ale nie udało im się podwyższyć prowadzenia.

13 września 1994, stadion GKS w Katowicach

I runda Pucharu UEFA

GKS Katowice – Aris FC 1:0 (1:0)

Gol: Maciejewski 21., k.

GKS: Janusz Jojko – Kazimierz Węgrzyn, Marek Świerczewski, Krzysztof Maciejewski – Adam Kucz, Grzegorz Borawski, Mirosław Widuch, Andrzej Sermak (46. Andrzej Nikodem), Zdzisław Strojek – Krzysztof Walczak (87. Arkadiusz Szczygieł), Dariusz Wolny.

Aris: Christos Karkamanis – Georgios Stratilatis, Georgios Iosifidis (46. Dimitrios Mavrogenidis), Artur Lekbello, Georgios Koltsidas – Ivan (75. Stavros Labriakos), Giannis Chrisostomidis, Antonis Sapountzis, Manolis Mitsopoulos – Savvas Kofidis, Zoran Lončar.

Żółte kartki: Wolny, Węgrzyn, Borawski, Walczak/Koltsidas, Iosifidis.

Sędziował: Gilles Veissière (Francja).

Widzów: 8000

W pół doby do Salonik
Dziś to zabrzmi jak żart, ale do Salonik piłkarze GKS podróżowali aż… 12 godzin. Drużyna nad Zatokę Salonicką jechała autokarem przez Słowację, skąd wyczarterowanym samolotem Jak-40 poleciała do Sofii, a dopiero stamtąd do Salonik. Piotr Piekarczyk w rewanżu nie mógł skorzystać z Sermaka i Janoszki, którzy mieli kłopoty z kolanami. Maciejewski dochodził do siebie po grypie, a w ostatnim ligowym meczu przeciwko poznańskiej Olimpii Grzegorz Mielcarski poobijał Jojkę.

Aris czuł się mocny. W ligowym meczu ograł Eddesaikos 4:0, a dwa gole strzelił serbski snajper Lončar. Na stadionie przy ulicy Harilaou nie było kompletu, choć na godzinę 18.00 stawiło się niemal 20 tysięcy fanatycznych kibiców, którzy dopingowali swoich jak mogli i deprymowali katowiczan rzucając na murawę butelki i monety.

Najbardziej bolało, gdy obrywaliśmy tymi o nominale stu drachm – przyznawali katowiccy piłkarze.

Nikt mnie nigdy tak nie opluł – stwierdził po meczu Henryk Górnik, drugi trener GKS.

Gdy katowiczanie dotarli na stadion osłaniała ich brygada policji z tarczami i gumowymi pałami. Ale nawet taki widok mundurowych nie powstrzymał Greków od rzucania w ekipę z Polski butelkami. Dzięki Bogu, nikt nie oberwał. Gospodarze nie byli chronieni przez policję. Najbardziej uwielbiany przez kibiców Ivan w drodze do szatni został wycałowany przez kilkudziesięciu facetów. Do przyjemności raczej to nie należało.

Prezydent Arisu Lambros Grantas obiecał swoim piłkarzom po milionie drachm na głowę. W przeliczeniu na dolary było to około czterech tysięcy. Marian Dziurowicz nie pozostał dłużny swojemu vis-à-vis i także coś obiecał graczom „GieKSy”. Jednak żaden z nich nie chciał powiedzieć, co lub ile to było.

Karne z Vangelisem
Gospodarze natychmiast rzucili się na GKS. Katowiczanie mądrze się jednak bronili. Ale tylko przez pierwszy kwadrans. Czterech z nich indywidualnie pilnowało graczy Arisu. W efekcie w środku pola wytworzyła się luka, która pozwoliła gospodarzom dominować. Defensywa wicemistrzów Polski trzeszczała w szwach i tylko kapitalnie broniący Jojko oraz duża doza szczęścia (Lončar trafił w słupek) sprawiły, że do przerwy był bezbramkowy remis.

Jednak już dwie minuty po przerwie fart (jak się okazało, na chwilę) opuścił GKS. Do odbitej w polu karnym piłki dopadł Sapountzis i pięknym strzałem w okienko wyrównał straty z Katowic. W ataku GKS niewiele mógł zaoferować. Strzały Walczaka i Wolnego nie sprawiły kłopotu Karkamanisowi. Katowiczanie jakoś dotrwali do końca meczu i końca dogrywki.

O awansie w Salonikach decydowały karne. Z tej okazji szkoleniowiec gospodarzy zmienił bramkarza – za bronienie „jedenastek” odpowiedzialny był Vangelis Koentas. Pierwszy trafił Sapountzis, w odpowiedzi nad poprzeczką kopnął Maciejewski. Potem trafili Konstantinos Konstantinidis i Kucz. W trzeciej serii nie pomylili się Stratilatis i Świerczewski. Mogło być już 4:2 dla Arisu, ale karnego nie strzelił Ivan. Obronił Jojko.

Trzy pierwsze karne strzelali bardzo dobrze, nie mogłem nic zrobić. Przy czwartym wymyśliłem sobie, że jeśli Ivan strzela zwykle w lewy róg, to teraz zrobi na odwrót. Miałem rację – opowiadał po meczu kapitan GKS.
Na 3:3 pod poprzeczkę strzelił Nikodem. W ostatniej serii Kofidis nawet nie trafił w bramkę. Do ostatniej „jedenastki” podszedł Jojko. Bramkarz GKS wziął długi rozbieg i strzelił w prawy róg. Karkamanis poleciał w przeciwną stronę. Pierwszy raz w historii katowiczanie przeszli w pucharach dwóch przeciwników. Jakie wrażenia przywieźli z Grecji?

Nigdy nie grałem na takim pastwisku – rzucił w swoim stylu Ledwoń.
W kolejnej rundzie na murawę już nie musiał narzekać. GKS wylosował Girondins Bordeaux z Bixentem Lizarazu, Zinédinem Zidanem i Christophem Dugarrym w składzie.

27 września 1994, stadion Arisu w Salonikach

I runda Pucharu UEFA (rewanż)
Aris FC – GKS Katowice 1:0 (0:0, 1:0), k. 3:4.

Gol: Sapountzis 48.

Aris: Christos Karkamanis (120. Vangelis Koentas) – Georgios Stratilatis, Dimitrios Mavrogenidis (60. Stavros Labriakos), Artur Lekbello, Konstantinos Konstantinidis – Georgios Koltsidas, Antonis Sapountzis, Savvas Kofidis, Ivan – Zoran Lončar (78. Georgios Iosifidis), Giannis Chrysotomidis.

GKS: Janusz Jojko – Kazimierz Węgrzyn, Marek Świerczewski, Krzysztof Maciejewski – Adam Ledwoń, Grzegorz Borawski, Mirosław Widuch, Zdzisław Strojek, Adam Kucz – Dariusz Wolny (116. Andrzej Nikodem), Krzysztof Walczak (72. Arkadiusz Szczygieł).

Sędziował: Jaap Uilenberg (Holandia)

Widzów: 18 000

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Nie pamiętałem o tej rywalizacji. Dopiero po zagłębieniu się w opis nieco się rozjaśniło w głowie. Mogę powiedzieć – takie przypomnienie było wskazane.:)

    • Piciarm

      nie martw się też tego nie pamiętałem … może Darek, to w końcu jego okolice 🙂
      dzięki za opis tego dwumeczu , pozdrawiam

      • Pamiętam jak przez mgłę, ale to są jakieś jaja, bo biegałem wtedy na B1, a na tym meczu też nie byłem!