Retro. Łódzki KS 1958. Korona na 50-lecie

Dzisiaj działacze Łódzkiego Klubu Sportowego wysłali pismo do PZPN, w którym poinformowali, że wycofują drużynę z rozgrywek pierwszej ligi.
Ku pokrzepieniu serc dla kibiców ŁKS. Jeden z niewielu momentów chwały klubu ze 105-letnią historią, który przestaje istnieć…

Za kilka miesięcy pierwszy raz w swojej historii ŁKS Łódź (prawdopodobnie) zagra na niższym niż drugi szczeblu rozgrywek. 55 lat temu pozbawieni wsparcia ministrów i partyjnego zaplecza ełkaesiacy zagrali na nosie klubom resortowym i wywalczyli mistrzowski tytuł na 50. urodziny klubu.

ŁKS, wspierany przez zakłady włókiennicze, musiał zmagać się z koalicją klubów resortów górniczo-hutniczych (Górnik Zabrze, Polonia Bytom, Ruch Chorzów, Stal Sosnowiec), klubem wojskowym (Legia) i milicyjnym (Gwardia Warszawa). Resort włókienniczy był bardzo ubogim krewnym wyżej wymienionych. Drużyna z miasta włókniarzy spłatała jednak figla możniejszym i zasiadła na mistrzowskim tronie.

Najpierw zostali „Rycerzami Wiosny”
Zanim będzie o mistrzowskim sezonie, tytułem wstępu przypomnijmy sezon 1957. Już w drugiej kolejce tych rozgrywek, ŁKS wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1. Po tym meczu legendarny dziennikarz Przeglądu Sportowego, Jerzy Zmarzlik, zatytułował relację z meczu słynnym zwrotem: „Panowie – kapelusze z głów. Tak grają „Rycerze Wiosny”.

Gwoli wyjaśnienia: poszukujący tytułu, którym można było opatrzyć relację z tego spotkania, dziennikarz przypomniał sobie słowa dwóch chorzowskich kibiców w kapeluszach wypowiedziane podczas starcia ŁKS z Ruchem Wielkie Hajduki (wygranym przez łodzian 6:0) z 1932 roku: „Rycerze wiosny, psiakrew. Jesienią będą powłóczyć nogami”.

Na koniec rozgrywek w roku 1957 łodzianie zajęli trzecią pozycję w lidze, sięgając jednocześnie po Puchar Polski. Pierwotnie finał pucharu miał zostać rozegrany na Stadionie Dziesięciolecia, jednak władze związku obawiały się o frekwencję na meczu, w którym zagrają ŁKS (wyeliminował warszawską Gwardię) i Górnik Zabrze. Przeprowadzono więc losowanie, które wskazało Łódź jako gospodarza meczu o puchar. Mając handicap w postaci własnego boiska, ŁKS wygrał z Górnikiem 2:1, po golach Stanisława Barana i Kazimierza Kowalca. Przy stanie 2:0 honorową bramkę dla zabrzan zdobył Ernest Pol.

baran karykatura

Hokeista trenerem, koszykarz napastnikiem
Mimo, że w sezonie 1957 ŁKS zaprezentował się bardzo przyzwoicie, przed rozgrywkami w 1958 roku nikt nie brał poważnie pod uwagę łódzkiego zespołu jako kandydata do mistrzowskiego tytułu. Łodzianie nie mieli takich gwiazd jak Górnik (Ernest Pol, Roman Lentner), Polonia Bytom (Edward Szymkowiak, Jan Liberda), Ruch (Gerard Cieślik) czy Legia (Lucjan Bryhczy).

Jednak ŁKS posiadał bardzo wyrównany zespół, w którym pierwsze skrzypce grali: podstawowy obrońca reprezentacji Polski Henryk Szczepański, pomocnicy Robert Grzywocz i Leszek Jezierski, a także napastnicy Henryk Szymborski oraz Władysław Soporek. W razie kłopotów z odsieczą miał ruszać matuzalem, debiutujący w kadrze w ostatnim przedwojennym meczu kadry (27 sierpnia 1939, wygrana 4:2 z Węgrami), 38-letni wówczas Stanisław Baran. Weteran był niezwykle lubianą i szanowaną postacią we włókienniczym mieście, o czym świadczyły choćby jego karykatury w gazetach.

Trenerem tej ekipy był Władysław Król, przedwojenny reprezentant Polski w piłce nożnej i w hokeju na lodzie. W tej drugiej dyscyplinie wystąpił nawet na zimowej olimpiadzie w Garmisch-Partenkirchen w 1936 roku. Prowadził też hokejową reprezentację Polski w latach 1949-1950.

Z kolei napastnik Wiesław Jańczyk w 1953 roku został wybrany najlepszym zawodnikiem finałowego turnieju o mistrzostwo Polski w koszykówce, w którym ŁKS sięgnął po tytuł.

Na zdjęciu poniżej Soporek, Jańczyk i Baran:
soporek janczyk baran

Na inaugurację ligi łodzianie przegrali 1:2 w Krakowie. Na domiar złego grali bez Szymborskiego, z którym działacze nie mogli dojść do porozumienia przed sezonem. Napastnik pojawił się w ŁKS dopiero po pierwszym meczu z Cracovią. W kolejnych trzech potyczkach podopieczni Króla wywalczyli cztery punkty zamiast sześciu. Nie popisał się sprowadzony z Legii bramkarz, Jan Bem, który w meczach z Poloniami z Bydgoszczy i Bytomia wpuścił pięć bramek. Bem długo pokutował za swoje grzechy, bowiem wrócił do bramki dopiero na ostatnie cztery mecze ligowe.

Później ełkaesiacy odnieśli trzy zwycięstwa z rzędu, wygrywając m. in. 2:1 w Chorzowie z Ruchem, dzięki samobójczej bramce Jerzego Bomby w końcówce meczu. W przedostatniej kolejce rundy wiosennej łodzianie przegrali aż 0:3 w Warszawie z Legią (dwa gole Mariana Nowary i jeden Romana Hlywy).

W ostatnim wiosennym starciu (grano systemem wiosna – jesień) ŁKS podejmował na własnym stadionie zabrzańskiego Górnika. Grający bez m. in. Pola zabrzanie byli tłem dla ełkaesiaków. Do pełni formy wreszcie doszedł Szymborski, który dwukrotnie pokonał Józefa Kaczmarczyka, a po jednej bramce zdobyli Soporek i Kowalec. Gola dla Górnika strzelił Roman Lentner. Na domiar złego, zabrzanie kończyli mecz w dziesiątkę, bo na kwadrans przed końcem z powodu kontuzji boisko opuścił jednokrotny reprezentant Polski, Henryk Czech, a wówczas w futbolu nikt nie słyszał o jakichkolwiek zmianach.

Dzięki tej wygranej na półmetku rozgrywek ŁKS z dorobkiem 15 punktów zajmował 3. miejsce w tabeli, za bytomską Polonią (17 punktów) i Legią (15 punktów).

Jesień jak w kalejdoskopie
Rundę rewanżową ŁKS rozpoczął od trzech kolejnych wygranych i został liderem ekstraklasy. Formę łodzian miała zweryfikować faworyzowana Polonia Bytom. Na stadion w Bytomiu pofatygowało się kilka tysięcy kibiców z Łodzi, którzy oszaleli z radości, gdy Jerzy Wieteski w pełnym biegu minął Szymkowiaka i posłał piłkę do siatki. Tuż przed przerwą wyrównała legenda Polonii – Kazimierz Trampisz. Mecz zakończył się remisem 1:1, który oznaczał, że biało-czerwono-biali pozostają na fotelu lidera.

W następnej kolejce nie lada wyczynem popisał się Soporek, strzelając pięć goli Stali Sosnowiec. Po jednym dołożyli Grzywocz oraz Kowalec, ale to nie wystarczyło do odniesienia najwyższego zwycięstwa w sezonie. O jedną bramkę lepszy od łodzian okazał się zabrzański Górnik, wygrywając 8:0 z bydgoską Polonią.

W 18. kolejce w Łodzi ŁKS podejmował chorzowski Ruch. Do przerwy po golach Wieteskiego i Soporka prowadził 2:0. Po zmianie stron goście złapali wiatr w żagle po bramce Cieślika. Kolejne gole dołożyli Eugeniusz Lerch oraz Zygmunt Pieda i chorzowianie wywieźli z Łodzi cenne dwa punkty. „Niebiescy” zagrali dla siebie i Polonii, która wraz z Ruchem miała taką samą ilość punktów i oba zespoły z góry patrzyły na resztę ligowej stawki.

Piłkarska jesień roku 1958 nad Wisłą była naprawdę gorąca, ponieważ sytuacja na czele tabeli zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po wygranej nad Legią 3:0 na własnym boisku w przedostatniej kolejce, podopieczni Króla znów przewodzili stawce z dwoma punktami przewagi nad Polonią, która sensacyjnie przegrała w stolicy z Gwardią. O tytule decydował mecz z Górnikiem na Stadionie Śląskim w Zabrzu. Wystarczyło nie przegrać…

Tytuł na 50. urodziny
26 października 1958 roku o godz. 5.08 z Dworca Kaliskiego w Łodzi do Chorzowa wyruszył specjalny pociąg z kilkoma tysiącami kibiców z Łodzi. Ilu dokładnie ich było, nie wiadomo. Padają dość rozbieżne dane. Według różnych źródeł liczbę łódzkich fanów szacuje się między trzy, a osiem tysięcy ludzi. W telewizji zaplanowano bezpośrednią transmisję z tego starcia. W Łodzi telewizory były wówczas zjawiskiem rzadkim, bowiem ledwie dwa lata wcześniej w polskim Manchesterze zamontowano nadajnik telewizyjny. Nieliczne miejsca, gdzie można było obejrzeć transmisję, były wręcz okupowane. Niektórzy do dziś zastanawiają się jak w redakcyjnej świetlicy „Głosu Robotniczego” zmieściło się dwieście osób…

W starciu na Stadionie Śląskim przewagę miał ŁKS. Najbliżej strzelenia bramek byli Kowalec oraz Szymborski, którzy „ostemplowali” słupki bramki Górnika. Z kolei Henrykowie Stusio i Szczepański wyeliminowali z gry zabrzańskie żądła: Pola i Lentnera. Mecz skończył się remisem 0:0 i łodzianie cieszyli się z pierwszego w historii tytułu mistrzów Polski.

lks kibice mistrz

Nagrody indywidualne zdobyli Władysław Soporek (król strzelców – 19 goli w 22 meczach) i Robert Grzywocz (za zwycięstwo w rankingu na najlepszego piłkarza ligi zgarnął żółtą koszulkę i zegarek „Omega” od katowickiego „Sportu”). W Grand Hotelu na Piotrkowskiej piłkarze nie zdążyli zjeść uroczystej kolacji, bo akurat do Łodzi wróciło kilka tysięcy kibiców z Chorzowa. Na najsłynniejszej łódzkiej ulicy trwała jedna, wielka feta. A wszystko to pięknie zbiegło się z 50. urodzinami klubu.

Oto bohaterowie, którzy jako pierwsi wywalczyli mistrzowski tytuł dla Łodzi:
Bramkarze: Jan Bem (ur. 1933), Henryk Szczurzyński (ur. 1926).
Obrońcy: Henryk Szczepański (ur. 1933), Henryk Stusio (ur. 1930), Stanisław Wlazły (ur. 1935), Józef Walczak (ur. 1931).
Pomocnicy: Robert Grzywocz (ur. 1932), Leszek Jezierski (ur. 1929), Bogdan Mizgier (ur. 1931).
Napastnicy: Stanisław Baran (ur. 1920), Wiesław Jańczyk (ur. 1931), Kazimierz Kowalec (ur. 1933), Władysław Soporek (ur. 1927), Henryk Szymborski (ur. 1931), Jerzy Wieteski (ur. 1934).
Trener: Władysław Król (ur. 1907)

Smutny epilog
Pomimo mistrzowskiej korony, rok 1958 w ŁKS zakończył się smutno. W połowie grudnia w wieku 52 lat zmarł legendarny Antoni Gałecki, olimpijczyk z Berlina z 1936 roku i uczestnik Mistrzostw Świata z 1938 roku. Ostatnią wolą zmarłego było, by kondukt zrobił rundę honorową wokół stadionu przy Alei Unii. Ktoś gorliwy z władz klubu nie wyraził na to zgody, ponieważ na czele pogrzebu szedł ksiądz…

Zdobywając mistrzostwo Polski, ŁKS nie zapewnił sobie przepustki do gry w Pucharze Europy, bowiem wedle obowiązujących przepisów musiał jeszcze zająć miejsce w pierwszej trójce po rundzie wiosennej sezonu 1959. Łodzianie zajęli 3. miejsce rzutem na taśmę, wygrywając w ostatniej kolejce rundy wiosennej z Górnikiem w Radlinie 2:1. Dziennikarze katowickiego „Sportu” zasugerowali wprost, że ŁKS mecz mógł kupić. Czołowi gracze z Radlina – byli kadrowicze: Jan Kłaczek i Józef Kokot oraz Joachim Kubocz – grali do niedawna w łódzkim klubie, co miało ułatwiać transakcję. Sprawa zakończyła się w sądzie, a gazeta musiała przeprosić mistrzów Polski.

W pierwszej rundzie Pucharu Mistrzów łodzianie trafili na mistrza Luksemburga, Jeunesse Esch. Rywal nie należał do szczególnie wymagających. A jednak osłabieni brakiem Jańczyka, który wyjechał do Australii oraz kończących karierę Barana i niespodziewanie Grzywocza (powody zdrowotne) ełkaesiacy zwyczajnie się skompromitowali. W Luksemburgu przegrali aż 0:5! Podobno wpływ na postawę ekipy z miasta włókniarzy miały nisko umocowane jupitery nad boiskiem i… ukryta wada wzroku bramkarza Bema. W rewanżu znowu nie popisał się Bem, który wrzucił sobie piłkę do siatki. Na szczęście dwa razy do właściwej bramki trafił Szymborski i ŁKS wyszedł z tego meczu z twarzą, wygrywając 2:1.

Do następnej rundy przeszli jednak luksemburczycy, którzy zagrali z Realem Madryt. Gdyby biało-czerwono-biali poradzili sobie z Jeunesse, na stadion przy Alei Unii zjechaliby Gento, Di Stefano, Kopa czy Puskas…

Wielkie gwiazdy futbolu przyjechały na stadion ŁKS niespełna dwadzieścia lat później, gdy w 1977 roku rywal zza miedzy, czyli Widzew grał z Manchesterem City i PSV Eindhoven. ŁKS na swoją szansę w pucharach musiał poczekać aż do 1994 roku, gdy w Pucharze Zdobywców Pucharów zmierzył się z FC Porto.

Piłka padła ostatnia
Sekcja piłkarska ŁKS jako ostatnia utrzymała się na poziomie pierwszoligowym. Sekcje, które niegdyś były chlubą klubu z Alei Unii, zdobywając tytuły mistrzów Polski ledwo zipią lub przestały istnieć. Koszykarze i koszykarki nie przystąpili do rozgrywek I ligi w ubiegłym roku, siatkarki ze szczebla centralnego wycofano w 1993 roku, dwa lata wcześniej zlikwidowano potężną kiedyś sekcję hokejową. A w ŁKS funkcjonowały jeszcze cenione w kraju lekkoatletyka (z ŁKS wywodzi się Artur Partyka), boks, zapasy…

Co dalej z sekcją piłkarską ŁKS? Zapewne za kilka tygodni rozgorzeje walka między kilkoma frakcjami o to, która z nich ma prawo do przystąpienia pod szyldem Łódzkiego Klubu Sportowego do rozgrywek IV ligi łódzkiej. Która z nich jest najbardziej „ełkaesiacka”? O tym zadecyduje Łódzki Związek Piłki Nożnej, bo to on będzie zatwierdzał nowy twór pod nazwą ŁKS do rozgrywek ligi wojewódzkiej.

Grzegorz Ziarkowski

Przy tworzeniu artykułu korzystałem z informacji zawartych m.in. w książce „100 lat ŁKS”.

  • Smutna ta dzisiejsza wiadomość, ale myślę, że chłopaki z ŁKS powinni zacząć od podstaw, na zdrowych zasadach. Taplanie się w błocie to było tylko przedłużanie agonii…

    A odnośnie Stanisława Barana, który do Łodzi przybył z Gdańska, taka oto anegdota:

    ” Na początek na Stadionie Miejskim (późniejszy stadion Lechii) rozegrano turniej towarzyski w finale którego Płomień Gdańsk wygrał z Flotą Nowy Port 1:0. O pierwszych rozgrywkach napiszemy jeszcze osobno a tymczasem warto przywołać historię, która oddaje nieco klimat tamtych, trzeba powiedzieć pionierskich czasów. Sprawa związana jest ze zmianą nazwy lidera pierwszej rundy rozgrywek mistrzowskiej klasy A – klubu założonego w 1945 r. jako BOP (Biuro Odbudowy Portów) Baltia Gdańsk. W przerwie rozgrywek klub zmienił nazwę na Lechia Gdańsk za czym bardzo obstawali jego czołowi i znakomici gracze: Stanisław Baran (uczestnik Mistrzostw Świata w 1938 r.) , Marian Łącz, Stanisław Hogendorf i Zygmunt Czyżewski. Nazwa była dużo “ładniejsza” niż poprzednia więc zmianę przegłosowano bez problemu. W kwietniu jednak wymienieni piłkarze nagle opuścili klub i przenieśli się do Łódzkiego Klubu Sportowego. Lechia chce ich zatrzymać i … okazuje się, że nie może, bowiem w wypadku zmiany nazwy klubu zawodnicy automatycznie otrzymywali zwolnienie i mogli zmienić barwy klubowe. Tak też sprytnie zrobili.
    (….)”

  • Paweł Król

    Już drugi raz przeczytałem jednym tchem tę historię…

    Mnie 1958 r. kojarzy się z powstaniem filmowej wersji „Popiołu i diamentu”. Przywołuję go dzisiaj, kiedy ważą się losy łódzkiego klubu. W opisywanym okresie ŁKS odniósł wielki triumf, wtedy jeszcze nie znajdując się na „piłkarskim wysypisku śmieci”. Teraz prawdopodobnie nadchodzi ta chwila. Ze szkodą dla polskiej piłki.

    Pamiętam mecze ŁKS-u z FC Porto, z Manchesterem United…

    Pozdrawiam

  • Grzegorz Ziarkowski

    Taka ciekawostka: pamiętacie mecz Polska – ZSRR w hokeja z 1976 roku? Wygraliśmy 6:4, a ŁKS był jedynym klubem, który dsygnował do reprezentacji całą piątkę graczy… Taka to była potężna sekcja. Czasami człowiek żałuje, że nie urodził się 10 lat wcześniej, bo pochodziłby sobie i pooglądał… Zresztą sam prezes Boniek nie ukrywa, że w latach gry w Widzewie lubił chodzić na hokejowy ŁKS.

    I jeszcze jedna rzecz – kiedyś w hokejowej sekcji ŁKS grali panowie Rybski i Masłowski. W minionej dekadzie ich synowie grali razem w pierwszo i drugoligowym Widzewie…

    Pozdrawiam

    • A czy znany jest przypadek, że jakiś Wiślak chodził na hokejową Cracovię?

      ŁKS w hokeja pamiętam – za komuny w jakimś telewizyjnym plebiscycie, telefonicznie zagłosowałem na Jana Stopczyka. Nie mylić z docentem Stopczykiem z serialu w „Labiryncie”. Telefon odebrał Red. Stefan Rzeszot, zapytał czy gram w hokeja? Ja mówię, że tylko w piłkę. On na to – a zimą? Zimą, też tylko w piłkę, na to ja…

  • A czy znany jest przypadek, że jakiś Wiślak chodził na hokejową Cracovię?

    ŁKS w hokeja pamiętam – za komuny w jakimś telewizyjnym plebiscycie, telefonicznie zagłosowałem na Jana Stopczyka. Nie mylić z docentem Stopczykiem z serialu w „Labiryncie”. Telefon odebrał Red. Stefan Rzeszot, zapytał czy gram w hokeja? Ja mówię, że tylko w piłkę. On na to – a zimą? Zimą, też tylko w piłkę, na to ja…

  • Piciarm

    105 lat to dopiero historia,szkoda klubu…