Retro. Lot Surinam Airways 764

Niewiele zabrakło a Ruud Gullit i Frank Rijkaard byliby świętej pamięci…

Był późny wieczór 6 czerwca 1989 roku. Wtorek. O godzinie 23:25 samolot relacji Amsterdam – Paramaribo (lot numer 764 linii Surinam Airways) odleciał na zachód.

Na pokładzie była drużyna, o której mówiono „Kolorowa Jedenastka” (po holendersku „Het Kleurrijk Elftal”). Ki czort? – spytacie. I będziecie mieli trochę racji, bo była to drużyna z piekła rodem. A konkretnie z Bijlmer, dzielnicy Amsterdamu z dużą ilością przybyszów z Surinamu.

Był tam taki gość o nazwisku Sonny Hasnoe, który postanowił stworzyć dzielnicową drużynę, która by grała w meczach charytatywnych oraz reprezentowała coraz liczniejszą i mocniejszą piłkarsko surinamską mniejszość w Holandii. Oczywiście mieli w niej grać sami Surinamczycy, stąd nazwa – Kolorowa Jedenastka.

2

Jeszcze na mundialach w latach 1974 i 1978 próżno szukać kolorowych w kadrze Oranje, ale już dekadę później stanowili oni o sile reprezentacji. Ruud Gullit, Frank Rijkaard, Bryan Roy, Aaron Winter czy Stanley Menzo mocno zapalili się do pomysłu. Pierwszy mecz Kolorowej Jedenastki odbył się w roku 1986 na amsterdamskim Stadionie Olimpijskim. Przeciwnikiem był mistrz Surinamu, drużyna o wdzięcznej nazwie Robin Hood.

3

W 1987 r. impreza odbyła się Hengelo, a w 1988 w Enschede. Na rok 1989 Hasnoe zaplanował tournée po Surinamie i mecze z tamtejszymi drużynami: Robin Hood, Boxel i Transvaal.

Ówcześni mistrzowie Europy – Rijkaard, Gullit, Winter oraz ich koledzy, tacy jak Roy, Reggie Blinker czy Menzo – planowali się wybrać, ale niestety (czy raczej, jak miało się okazać, na szczęście) nie dostali zgody macierzystych klubów na udział w tej wycieczce.

Najbardziej zdeterminowany był bramkarz Stanley Menzo, który zignorował sugestie macierzystego Ajaksu i postanowił dotrzeć do Ameryki Południowej na własną rękę, oddzielnie od reszty drużyny. Zresztą jeden z uczestników wyprawy Florian Vijent był tak podobny do Menzo, że ten pożyczał mu nawet swoje prawo jazdy.

Niestety samolot nie doleciał do celu. Z ogólnej liczby 187 osób, pasażerów i załogi, zginęło 178, w tym 11 z 14 piłkarzy Kolorowej Jedenastki. Oto oni:

Ruud Degenaar, 25, Heracles Almelo
Lloyd Doesburg, 29, AFC Ajax
Steve van Dorpel, 23, FC Volendam
Wendel Fräser, 22, RBC Roosendaal
Frits Goodings, 25, FC Wageningen
Jerry Haatrecht, 25, v.v. Neerlandia ’31
Virgall Joemankhan, 20, Cercle Brugge
Andro Knel, 21, NAC Breda
Ruben Kogeldans, 22, Willem II Tilburg
Ortwin Linger, 21, HFC Haarlem
Andy Scharmin, 21, FC Twente
Elfried Veldman, 23, De Graafschap
Florian Vijent, 27, Telstar
Nick Stienstra, 33, RC Heemstede (trener)

kol11

Przeżyło jedenaście osób z tylnej części samolotu. W tym trzech piłkarzy.

Sigi Lens z Fortuny Sittard, Edu Nandial z Vitesse i Radjin de Haan z Telstaru. Tylko ostatni z nich był w stanie wrócić potem do piłki, ale ponieważ nie potrafił już grać na takim poziomie jak wcześniej, zakończył karierę. Później jednak znów dostał, jako zawodnik FC Eindhoven, szansę w profesjonalnym futbolu.

Jaka była przyczyna tej katastrofy? Kombinacja błędów pilota i kontroli lotów.

66-letni pilot Willy Rogers miał spore doświadczenie, a nawet – w tym przypadku – zbyt spore. Piloci mogą latać do 60-tki. Rogers podał swojemu pracodawcy właśnie taki wiek, by móc jeszcze trochę popracować. Podczas podchodzenia do lądowania maszyna za szybko zeszła zbyt nisko, a mgła była większa, niż się pierwotnie spodziewano.

Głównym błędem pilota było wybranie niewłaściwego urządzenia do nawigacji. Pierwszy oficer wybrał ILS (instrument landing system), pomimo sporych wątpliwości co do niego; później ujawniony zapis rozmów głosił: „Nie ufam temu ILS”…

Nagle system ostrzegawczy dał sygnał, że samolot pod złym kątem i nazbyt szybko zbliża się do ziemi. Pilot nie reagował. Po chwili jeden z silników samolotu uderzył w drzewo na wysokości około 25 m, zaraz potem prawe skrzydło napotkało na kolejne drzewa. Samolot zawirował i odwrócony wrył się w ziemię. Do pasa lotniska Paramaribo-Zanderij zabrakło ok. 3 km. Była 4:27.

Jest też osobisty wątek w tej tragedii. Otóż parę dni po tym wypadku ja i moi koledzy z rocznika 1978 mieliśmy trening na Lechii, ktoś powiedział, że na pokładzie samolotu byli również Gullit i Rijkaard. Zadumaliśmy się na kruchością ludzkiego losu, jak tylko 11-letnie dziecko może się zadumać. Pamiętam, że przez parę dni myślałem, że Czarnych Tulipanów nie ma już wśród żywych. Trudno to wówczas było zweryfikować…

Nie wiedziałem wówczas, że 11 czerwca 1989 roku odbyła się msza z udziałem tych, którzy mieli być na pokładzie, a jakimś cudem uniknęli fatalnego lotu.

4

By oddać cześć Kolorowej Jedenastce, w 1993 roku do życia została powołana drużyna Suriprofs, ale jej mecze odbywają się sporadycznie. Ostatni w roku 2012, a przeciwnikiem był FC Almere.

Z przykrością należy dodać, że Suriprofs pozostają w ciągłym konflikcie z fundacją reprezentująca Kolorową Jedenastkę. W dwudziestą rocznicę tragedii fundacja przyznała, że więcej upamiętniania tragedii nie będzie, gdyż ból odczuwany przez rodziny zmarłych jest wciąż zbyt wielki.

W tym roku przypada 25. rocznica fatalnego lotu. Nie jest jasne, w jaki sposób zostanie to wydarzenie upamiętnione. Czy każdy z klubów, który ci gracze reprezentowali, zrobi to indywidualnie?

Do tej pory fatalny lot został upamiętniony na różne sposoby – tak w Surinamie, jak w Niderlandach.

PEC Zwolle jedną z trybun swego stadionu nazwał imieniem Freda Patricka, a w dzielnicy Bijlmer stoi pomnik upamiętniający Steve’a van Dorpela. To był wielki talent, po sezonie miał przejść do Rody Kerkrade, ale zainteresowanie wykazywał też sam Feyenoord. Przy okazji pobytu w Surinamie po raz pierwszy w życiu miał spotkać się z ojcem…

5

A najbardziej odczuwalnym skutkiem tej tragedii we współczesnym futbolu było chyba to, że Dennis Bergkamp bał się latać. Zresztą Virgill Joemankhan podczas treningów w Ajaksie został wyrzucony do rezerw wspólnie właśnie z nielatającym Holendrem. Bergkamp został w Amsterdamie, Joemankhan wyjechał do Belgii.

Maciej Słomiński