Retro. MŚ 1998: Brazylia – Norwegia 1:2

Spokojnie – druga z tych reprezentacji po tytuł we Francji nie sięgnęła.

Jednak w odstępie zaledwie kilkunastu miesięcy dwukrotnie pokonała faworytów i wirtuozów w jednym, Brazylijczyków.

Pierwszy z tych sukcesów miał miejsce 30 maja 1997 roku na stadionie Ullevaal w Oslo. Był to mecz towarzyski, a Norwegowie wygrali wówczas 4:2. Strzelcy bramek i składy:

1:0 Petter Rudi 9 minuta. 2:0 Tore André Flo 17 min. 2:1 Djalminha 20 min. 3:1 T.A. Flo 33 min. 3:2 Romário 68 min. 4:2 Egil Østenstad 73 min.

NOR: Frode Grodås (Thomas Gill od 46.) – Alf-Inge Håland (Gunnar Halle od 46.), Henning Berg, Ronny Johnsen, Bent Skammelsrud, Petter Rudi (Egil Østenstad od 46.), Erik Mykland, Kjetil Rekdal, Øyvind Leonhardsen (Ståle Solbakken od 46.), Frank Strandli (Jostein Flo od 90.) – Tore André Flo.

BRA: Taffarel – Cafu, Célio Silva, Márcio Santos, Roberto Carlos – Djalminha, Dunga, Mauro Silva, Leonardo – Romário, Ronaldo.

W pomeczowych komentarzach nie szczędzono pochwał dla zwycięzców. Podkreślano, że podopieczni Egila „Drillo” Olsena zaprezentowali skuteczny futbol nie tylko w grze w powietrzu. To bardzo wymowne zdanie, ponieważ selekcjoner ten (od 1990 r. na tym stanowisku) preferował przede wszystkim styl oparty na długich, górnych podaniach; nierzadko z pominięciem rozgrywania akcji przez pomocników.

Z rodaków Henrika Ibsena wyróżniono za występ wysokiego napastnika, Tore André Flo. Zwrócono także uwagę na to, że w ekipie Canarinhos niewidoczny był słynny Ronaldo, którego skutecznie z gry gospodarze wyłączyli.

Rok później reprezentacjom tym przyszło wspólnie rywalizować w grupie A mistrzostw świata we Francji. Do meczu w Marsylii, który odbył się 23 czerwca 1998 r., faworyci z Kraju Kawy przystępowali po dwóch zwycięskich meczach. Najpierw uporali się ze Szkocją, wygrywając 2:1. Następnego rywala, Maroko, ograli zdecydowanie – 3:0.

Skandynawowie, dla odmiany, oba pierwsze mecze grupowe zremisowali. Z reprezentacją z Afryki 2:2, choć dwukrotnie to rywale wychodzili na prowadzenie, a ze Szkotami 1:1.

Ostatni mecz tych drużyn w fazie zasadniczej nie był widowiskiem porywającym. Dopiero w 78. minucie na prowadzenie wyprowadził Brazylię Bebeto: na uwagę zasługuje szczególnie asysta Denilsona przy tym golu.

Zaledwie pięć minut później – po indywidualnej i naznaczonej sporym sprytem akcji – niespodziewanie wyrównał T. A Flo, który zyskał przydomek „Flonaldo”. Na minutę przed końcem Kjetil Rekdal pewnie i skutecznie wykonał rzut karny, doprowadzając do wygranej 2:1.

Cztery dni później Norwegia pożegnała się z turniejem, przegrywając w 1/8 finału z Włochami 0:1. Mimo wszystko popularny „Drillo” osiągnął z kadrą swojego kraju przyzwoity wynik. Zaliczany jest on zresztą do nielicznego grona osób, które dźwignęły ze słabości lub też przeciętności norweski futbol. Nie każdemu może podobał się trudny do oglądania styl reprezentacji Norwegii. Uczciwie można jednak przyznać, że Olsen miał konkretny i realny pomysł na prowadzenie kadry – a to już połowa sukcesu.

Imponująco wyglądają statystyki z okresu, kiedy to właśnie dzisiejszy 76-latek z Fredrikstad prowadził Norwegów (dwukrotnie zajmował to stanowisko: od 1990 do 1998 i od 2009 do 2013). Wystarczy przytoczyć liczby, a one podobno nie kłamią. Od 1937 do 1990 „procentowa skuteczność meczów” Norwegii wynosiła 30, odkąd kadrę przejął Egil Olsen wzrosła do liczby 70. Szerzej do wglądu – tutaj.

Paweł Król

  • Grzegorz Ziarkowski

    Jostein Flo to ten który bez stołka zmieniał żarówki w latarniach ulicznych. Mieli Wikingowie swoje złote lata pod wodzą Olsena. Nas dwa razy przejechali w eliminacjach do MŚ 1994.
    Po meczu w Oslo nawet taki twardziel jak Roman Szewczyk płakał…

  • Piciarm

    Brazylia pokonana w ciągu roku dwa razy przez ekipę z Norwegii, niezła historia