Retro. Norwegia – Anglia 2:1. Eliminacje MŚ 1982. 9.09.1981

„Lord Nelson! Lord Beaverbrook! Sir Winston Churchill! Sir Anthony Eden! Clement Attlee! Henry Cooper! Lady Diana! Your boys took a hell of a beating!”.

Radiowy komentarz z tego spotkania miał znaleźć się na liście dziedzictwa UNESCO.

Panczeny, biegi narciarskie astmatyków, jak piłka, to raczej ręczna, a nożna w wykonaniu kobiet (w latach 90. mistrzynie świata i olimpijskie) – to są mocne strony sportowej Norwegii. Kopacze nożni ostatnio dają popis za popisem, a ich ostatnia klęska 0:6 z Niemcami stanowi doskonałe podsumowanie mizerii.

Do krainy fiordów („- Widziałeś fiordy? – Ba! Z ręki mi jadły!”) futbol przyszedł z Wielkiej Brytanii w latach 80. XIX wieku, pierwszy klub Odd Grenland powstał w 1894 roku (zawsze mnie zastanawia z kim grał, jak był jedyny?). Pierwszy mecz międzypaństwowy datuje się na rok 1908, rywalem była sąsiednia Szwecja, dla której był to też międzynarodowy debiut. „Trzy Korony” wygrały 11:3, a gospodarze meczu w Göteborgu dogryzali gościom, ściągając ich flagę do połowy masztu. Zaledwie trzy lata minęły od ogłoszenia niepodległości Norwegii od Szwecji, dlatego niejaki Tryggve Gran nie dawał za wygraną i wciągnął flagę na swoje miejsce.

1

Potem bywało średnio, pierwsza wygrana po serii 27 klęsk przyszła dopiero dekadę później – przeciw Danii w Oslo. Dwa lata później Norwegowie pokonali na igrzyskach olimpijskich Anglików, była to co prawda amatorska drużyna Albionu, ale wygrana z kimś z ojczyzny futbolu ma zawsze swą wymowę. I właśnie z IO wiąże się największy przedwojenny sukces wikingów. Na Olimpiadzie 1936 roku w Berlinie przed ćwierćfinałem z Rzeszą byli tak mało pewni siebie, że zabukowali bilety powrotne nazajutrz. Niepotrzebnie, bo wygrali 2:0, i to na oczach najgrubszych nazistowskich świń Hitlera i Goebbelsa. Potem w spotkaniu o trzecie miejsce Norwegia okazała się lepsza od naszych biało-czerwonych, po hat-tricku Arne Brustada, wygrywając 3:2 i zdobywając brązowe medale.

Po wojnie w reprezentacji nie mogli grać zawodowcy zarabiający na życie na obczyźnie, co zaowocowało takimi rezultatami jak 0:9 z Polską w Szczecinie – był to debiut w naszej kadrze 16-letniego Włodzimierza Lubańskiego. Taki sam rezultat padł w meczu z Holandią (były to eliminacje MŚ 1974) w tych samych rozgrywek; mimo uprawnienia wreszcie do gry „zawodowców” Norwegia przegrała z Luksemburgiem.

Potem nareszcie coś się ruszyło poza tym, że u wybrzeży kraju odkryto złoża ropy i gazu. W 1972 roku do ogólnokrajowych rozgrywek zostały dopuszczone kluby z okolic koła podbiegunowego, dotychczas rywalizujące w Pucharze Północy (jak np. obchodzące 15 września 97. urodziny, Tromsø IL).

Przede wszystkim ujawnił się grajek nazwiskiem Tom Lund, który wkrótce otrzymał poważne propozycje z Ajaksu (by zastąpić Cruyffa), Realu i Bayernu. Wszystkie jednak odrzucił z powodu… strachu przed lataniem. „Tommy” przez całą karierę pozostał wierny żółto-czarnym barwom Lillestrøm, czyli był de facto amatorem.

Zagrał dla swego klubu 336 razy, 193 razy wpisując się na listę strzelców (w lidze bilans 253/137), zdobywał Puchar Norwegii w latach 1977, 1978 i 1981 oraz mistrzostwo ligi w 1976 i 1977. Zagrał 47 razy dla barw narodowych, strzelił 12 goli, zakończył karierę w relatywnie wczesnym wieku 32 lat.

1

Norwegia zakwalifikowała się na MŚ w 1938 roku, ale umówmy się – był to trochę inny sport niż dziś. Niespodziewanie wikingowie mieli okazję powtórzyć ten wyczyn cztery dekady później, gdy do ostatniej chwili mieli szanse pojechać do Argentyny na mundial roku 1978, jednak w ostatniej z gier polegli 0:1 ze Szwajcarią i ostatecznie za ocean polecieli sąsiedzi ze Szwecji.

Kolejne eliminacje do hiszpańskiego mundialu zostały de facto przegrane na wiosnę 1981 roku po nieznacznych porażkach z Węgrami i Rumunią. Gdy we wrześniu 1981 roku przyszedł domowy mecz z Anglią, Norwedzy grali już tylko o honor. Poprzednie pięć meczów między rywalami przyniosło bilans bramkowy 2:24, a ostatni mecz na Wembley wynik 4:0 dla gospodarzy (Tom Lund nie zagrał, teraz był gotów na Albion).

Mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami: prowadzenie objęli goście po golu Bryana Robsona strzelonym na czworaka. Ale Norwegia się nie poddała, szybko wyrównując po bramce Toma Lunda; co prawda najpierw gol został przyznany Rogerowi Albertsenowi, ale najważniejsze, że piłka ugrzęzła w siatce. Gdy Hallvar Thoresen (PSV Eindhoven) wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, nie było nikogo, kto nie byłby zszokowany. Bramkarz Tore Antonsen (Ham-Kam) bronił wszystko jak leci w drugiej połowie, a po meczu szybko uciekł, gdyż rano musiał wstać do roboty, jak na hydraulika przystało. W oczach norweskich mediów wygrana to był sukces na miarę mistrzostwa świata, gdyż w Oslo i okolicach Anglicy byli do tej pory za mistrzów uważani.

To zdanie podzielał radiowy komentator spotkania, niejaki Bjørge Lillelien:

„We are the best in the world! We are the best in the world! We have beaten England 2-1 in football!! It is completely unbelievable! We have beaten England! England, birthplace of giants. Lord Nelson, Lord Beaverbrook, Sir Winston Churchill, Sir Anthony Eden, Clement Attlee, Henry Cooper, Lady Diana–we have beaten them all. We have beaten them all.
Maggie Thatcher, can you hear me? Maggie Thatcher, I have a message for you in the middle of the election campaign I have a message for you: We have knocked England out of the football World Cup. Maggie Thatcher, as they say in your language in the boxing bars around Madison Square Garden in New York: – Your boys took a hell of a beating! Your boys took a hell of a beating”.

Dobrze pocisnął, prawda? Nie do końca zgodnie z prawdą, bo ostatecznie Anglicy pojechali na mistrzostwa do Hiszpanii, ale bez wątpienia ten mecz jest najbardziej legendarnym w historii norweskiego futbolu. I to mimo, że wikingowie jako jedyna drużyna narodowa na świecie z tych grających kiedykolwiek z Brazylią, nigdy z nią nie przegrali – notując po dwie wygrane i remisy. No ale to nie od czarodziejów z kraju kawy uczyli się kopać Norwedzy w XIX wieku.

9.09.1981

Norwegia – Anglia 2:1 (2:1)

Bramki: Tom Lund 35’, Hallvar Thoresen 41’ – Bryan Robson 15’
Ullevaal Stadion, Oslo

Widzów: 28 500

Sędzia: Jerzy Kacprzak (Polska)

Żółta kartka: Svein Grøndalen,

Norwegia: 1. Tore Antonsen – 2. Bjarne Berntsen, 3. Age Hareide, 4. Einar Aas, 5. Svein Grøndalen, 6. Roger Albertsen, 7. Anders Giske, 8. Hallvar Thoresen (k), 9. Arne Larsen Økland (87’ Trond Pedersen), 10. Pål Jacobsen, 11. Tom Lund (75’ Arne Dokken), Selekcjoner: Tor Roste Fossens.

Anglia: 1. Ray Clemence – 2. Phil Neal, 3. Mick Mills, 4. Phil Thompson, 5. Russell Osman, 6. Bryan Robson, 7. Kevin Keegan (k), 8. Trevor Francis, 9. Paul Mariner (75’ Peter With), 10. Glenn Hoddle (65’ Peter Barnes), 11. Terry McDermott;). Selekcjoner: Ron Greenwood.

Co było dalej?

Dla Anglii to była już trzecia porażka w eliminacjach, coś takiego nie zdarzyło się nigdy wcześniej. Synowie Albionu wciąż liderowali grupie, ale za ich plecami czaili się Węgrzy i Rumuni, którzy mieli mniej rozegranych meczów i stali się faworytami do awansu.

Anglia miała 7 punktów w 7 meczach, Rumunia 6 punktów w 5 meczach, tyle samo Norwegia w siedmiu, Węgrzy 5 w 4 spotkaniach, nawet ostatnia w tabeli Szwajcaria, która w 5 meczach zgromadziła 4 punkty, miała teoretyczne szanse awansu na mundial. Jednak reszta spotkań potoczyła się tak, że Anglia zwyciężając w ostatnim meczu grupowym Węgrów 1:0 na Wembley w obecności 92 tysięcy widzów, zapewniła sobie awans razem z bratankami.

W połowie lat 90. XX wieku Norwegia była sklasyfikowana na drugim miejscu w rankingu FIFA. O złotych czasach norweskiej piłki reprezentacyjnej poczytacie tu, na świetnym blogu „Numer 10”.

Wiem, że czytają nas również liczni kinomani – w wakacje widziałem dość dobry norweski film pt. „Oslo, 31 sierpnia”. Kończy się słabo, ale fajnie pokazana jest stolica Norwegii. Polecam.

1

Maciej Słomiński

  • Marcin Wandzel

    Film genialny. Choć końcówka faktycznie może dobić człowieka.

  • Paweł Król

    Kojarzyłem ten słynny wywód komentatorski, przepełniony szaloną radością. Nie pamiętam jedynie, skąd o nim się dowiedziałem (zgaduję, że z jakiegoś dokumentu sportowego w telewizji). Kawałek godny przypomnienia…

    Może miesiąc temu pomyślałem o wygranym meczu Norwegów z Brazylią 2:1, rozegranym na mistrzostwach świata we Francji w 1998 r. W tamtym okresie do piłkarzy potrafił dotrzeć z pomysłami Egil „Drillo” Olsen, od jakiegoś czasu takiego człowieka Norwegia nie ma. Ponadprzeciętnych piłkarzy też jakoś mniej się pojawia. Jeszcze kilka lat temu przynajmniej Morten Gamst Pedersen – że wspomnę tylko jego nazwisko – wyróżniał się w lidze angielskiej, ale obecnie to wielka norweska pustka na tym polu…

    Oslo, 31 sierpnia – no cóż, to jeden z moich ulubionych filmów europejskich ostatnich lat. Bardzo dobre kino, w którym życie to nie bajeczka. Tutaj w całości https://www.youtube.com/watch?v=uA_oSP2CalU

  • Piciarm

    witam
    Gość komentator niezły . historia przezabawna …. i nie słyszałem o tym wcześniej
    przyznam się bez bicia że o piłkarzu Tom Lund też nie wiedziałem …
    pozdrawiam

  • Grzegorz Ziarkowski

    I jednych i drugich trafiliśmy w eliminacjach do mundialu 1994. Tylko punkt wywalczyliśmy w czterech meczach – 1:1 z Anglikami na Stadionie Śląskim ze słynnymi pudłami Leśniaka 🙂