Retro. Polska (U-21) – Turcja (U-21) baraże do MME 2000
Kadra Pawła Janasa była nazywana drużyną „Sydney 2000”, bowiem miała jechać na ostatnie w XX wieku igrzyska olimpijskie…
Przez grupę eliminacyjną „biało-czerwoni” przeszli wybornie. Z Anglią, Bułgarią, Szwecją i Luksemburgiem wygrali pięć meczów, dwa zremisowali i ponieśli jedną porażkę. Zajęli drugie miejsce w grupie, za Anglikami. Angielska młodzież przegrała tylko jeden mecz – z Polską w Płocku 1:3, a gole dla nas strzelili Łukasz Kubik, Tomasz Dawidowski oraz grający przed własną publicznością Paweł Sobczak. Zanim jednak ograliśmy Anglików musieliśmy odebrać od nich srogą lekcję, przegrywając w Southampton aż 0:5. Za to dwukrotnie (2:0 i 2:1) pokonaliśmy Szwedów.
W barażach o wejście do finałów los w Akwizgranie przydzielił nam Turcję, najsłabszego z mistrzów z dziewięciu grup. Turcy u siebie wygrali trzy mecze (wszystkie po 2:0: z Niemcami, Irlandią Północną i Mołdawią) i zremisowali 1:1 z Finami. Z kolei na wyjeździe ograli tylko Irlandczyków (2:1), a z pozostałych wyjazdów przywozili po punkcie.
Zakaz wymiany koszulek
Zgrupowanie kadry zaplanowano we Wronkach. Włodarze Polskiego Związku Piłki Nożnej zapowiadali, że kadra „Sydney 2000” będzie ich oczkiem w głowie, ponieważ pierwsza reprezentacja złotoustego Janusza Wójcika odpadła z gry o Euro 2000 po porażce ze Szwedami w ostatniej kolejce eliminacji. Jak to wyglądało w praktyce? Piłkarze pocztą pantoflową dowiedzieli się, że za awans do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy mogą podnieść z murawy ćwierć miliona złotych do podziału na zespół. O tym dowiedzieli się… na dzień przed meczem z Turkami. Dowiedzieli się także, że po meczu nie będą mogli się wymienić koszulkami z przeciwnikami. Dlaczego musieli zdać sprzęt do związku? Prawdopodobnie dlatego, że PZPN-owi odbijało się czkawką zerwanie umowy z Pumą, co uczynił jeszcze poprzedni prezes, Marian Dziurowicz… Gwarantem oddania sprzętu miał być kierownik drużyny, któremu… obiecano wypłatę trzech zaległych premii, jeśli zda do związkowego magazynu wszystkie stroje co do jednej skarpetki!

Zamiast skupić się na silnym rywalu, Polacy musieli się zajmować takimi głupotami. A było kogo rozpracowywać. Pierwsze skrzypce w reprezentacji Turcji grał wówczas pomocnik Galatasaray SK, Emre Belözoğlu, młodszy o trzy lata od reszty zawodników. Poza tym Turcy zaczynali pokazywać światu piłkarzy z blisko czteromilionowej mniejszości w Niemczech, takich jak Berkant Göktan, który debiutował w seniorskiej piłce w barwach… Bayernu Monachium, Yıldıray Baştürk z VfL Bochum oraz Ali Güneş z SC Freiburg.
Piłkarze we mgle
Mecz we Wronkach zaplanowano na piątek, na 20.15. Stadion Leśny spowijała gęsta mgła, Polacy grali w… czarnych koszulkach. Jako pierwsi trudne warunki próbowali wykorzystać goście. I byli bliscy szczęścia, ponieważ strzał pomocnika Gaziantepsporu, Erhana Albayraka, minimalnie minął bramkę Andrzeja Bledzewskiego. W odpowiedzi w 12. minucie z rzutu wolnego przymierzył Kamil Kosowski, a Metin Aktaş złapał piłkę z wielkimi kłopotami. Niespełna kwadrans później „Kosa” wyłożył piłkę Arturowi Wichniarkowi, który efektownie uderzył z 15 metrów, lecz minimalnie nad poprzeczką. W 27. minucie podobną akcję, lecz prawą stroną boiska przeprowadził Ariel Jakubowski i zagrał do Sobczaka. „Sopel” uderzał przewrotką, jednak Aktaş był na posterunku. Turcy ruszyli do ataku i zostali za to skarceni. Chwila nieuwagi wystarczyła, by w 33. minucie Łukasz Surma podał dokładnie i w tempo do Wichniarka, a ten zaskakującym strzałem w prawy dolny róg bramki pokonał Aktaşa.

Po zmianie stron gra się wyrównała, a mgła gęstniała z minuty na minutę. Turcy pokazywali lepsze wyszkolenie techniczne, swobodnie poruszali się po murawie. Ale to nie oni zdobyli gola. W 75. minucie Kosowski zagrał w pole karne do Wichniarka, który wykorzystał doświadczenie z Bundesligi i zmusił pilnującego go Serkana Özsoya do popełnienia faulu. „Jedenastkę” wykorzystał Arkadiusz Głowacki, który po krótkim rozbiegu kopnął nie do obrony w prawy górny róg. O wyniku 2:0 przed meczem marzył trener Janas. Sześciu minut zabrakło, by piłkarze spełnili marzenie swojego trenera… Maciej Terlecki zbyt krótko wybił piłkę, przez co lewym skrzydłem przedarł się Albayrak, którego w „szesnastce” powalił Arkadiusz Radomski. Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany i choć Bledzewski wyczuł jego intencje, to piłka zatrzepotała w siatce.

Polacy wygrali, ale wyszli z tego starcia mocno poobijani. W rewanżu za kartki nie mogli wystąpić podstawowi obrońcy: Głowacki i Marcin Baszczyński, zaś w tureckim zespole kartkową karę musieli odpokutować Emre i Güneş.
12 listopada 1999, stadion Amiki we Wronkach
Mecz barażowy o awans do Młodzieżowych Mistrzostw Europy 2000
Polska (U-21) – Turcja (U-21) 2:1 (1:0)
Gole: Wichniarek 33., Głowacki 75. (k) – Albayrak 84 (k)
Polska: Andrzej Bledzewski – Marcin Baszczyński, Arkadiusz Głowacki, Maciej Terlecki, Łukasz Kubik – Ariel Jakubowski (46. Paweł Pęczak), Łukasz Surma, Arkadiusz Radomski, Kamil Kosowski – Artur Wichniarek, Paweł Sobczak (88. Piotr Włodarczyk).
Turcja: Metin Aktaş – Serkan Özsoy, Erkan Özbey, Güngör Öztürk – Emrah Eren (65. Serkan Dökme), Ali Güneş, Emre Belözoğlu, Erhan Albayrak, Yıldıray Baştürk – Ahmet Dursun (44. Berkant Göktan), Nihat Kahveci.
Żółte kartki: Głowacki, Terlecki, Baszczyński/ Güneş, Emre.
Sędziował: Arturo Daudén Ibáñez (Hiszpania).
Widzów: 3500.
Pół miliona dolarów
Nazajutrz po meczu Janas podjął decyzję o ostatecznej kadrze na rewanż w Izmirze. Nie mógł zabrać kartkowiczów Głowackiego i Baszczyńskiego oraz borykającego się z urazem Grzegorza Bonka (Górnik Zabrze). Pierwsi na liście rezerwowych byli Marcin Szulik (Stomil Olsztyn) i Mariusz Jop (Wisła Kraków), ale PZPN… postanowił wysłać ich z kadrą U-23 do Argentyny. Na pokład samolotu do Izmiru wsiedli zatem Radosław Wróblewski (Legia Warszawa) i Tomasz Prasnal (Górnik). W Izmirze Polacy zamieszkali na przedmieściach w pięciogwiazdkowym hotelu „Princess”. Dzień przed spotkaniem w godzinach przedpołudniowych udali się na wycieczkę, po południu trenowali na stadionie. Z tureckiego obozu doszły wieści o kontuzji Baştürka, który dwa dni przed meczem w ogóle nie trenował.
Gospodarze usiłowali wywieść w pole „biało-czerwonych”. Najpierw nie przysłali do PZPN kaset wideo ze swoimi meczami, choć polska strona o takowe prosiła. Potem podali fałszywy czas i miejsce treningu swojej reprezentacji, ale jeden z asystentów Janasa nie dał się oszukać. Turcy za wyeliminowanie Polaków mieli obiecane pół miliona dolarów premii. Żaden z naszych działaczy nie przejmował się meczem – z drużyną nie przyleciał nikt ze ścisłego kierownictwa PZPN-u. Wiceprezes do spraw szkoleniowych, Henryk Apostel, wyleciał z kadrą U-23 do Argentyny, a drugi z wiceprezesów, Andrzej Pawelec, nie stawił się na lotnisku, tłumacząc się sprawami osobistymi (ostatecznie doleciał na ostatnią chwilę). Na szczęście na dzień przed meczem do Turcji przyleciał ówczesny prezes PZPN-u, Michał Listkiewicz.
Dziesięć minut ciszy
Mecz rozpoczął się od minuty ciszy ku czci ofiar trzęsienia ziemi w okolicy Ankary. Tureccy kibice milczeli jednak znacznie dłużej – przez dziesięć minut na trybunach nie było dopingu. Podopieczni Raşita Çetinera nie chcieli jednak czekać na doping, lecz szybko ruszyli do ataku, korzystając z eksperymentalnie zestawionej polskiej defensywy. W 3. minucie Bledzewski uprzedził w polu karnym szarżującego Göktana. Pięć minut później Yasin Sülün, którego brakowało w pierwszym meczu, huknął z 25 metrów w słupek. W odpowiedzi po rzucie wolnym tuż nad poprzeczką główkował Pęczak.
Kibice gospodarzy zapomnieli o narodowym nieszczęściu i trybuny w Izmirze poniosły swoich piłkarzy. Skutecznie. W 16. minucie Özbey dokładnie podał w pole karne do Dursuna, który piekielnie mocnym strzałem pod poprzeczkę dał Turkom prowadzenie.
– Odpowiedzialność biorę na siebie, to ja zawaliłem sprawę. Źle obliczyłem lot piłki, która skozłowała – mówił po meczu Kubik. – Później nie miałem już czasu, żeby naprawić błąd, a rywalowi wyszedł strzał życia.
Pięć minut później slalom w polskim polu karnym urządził sobie Göktan, w ostatniej chwili powstrzymany przez Jacka Magierę. Czym odpowiedzieli Polacy? Wracający do składu po kartkowej pauzie Tomasz Dawidowski w 26. minucie był dziesięć metrów od bramki Aktaşa, ale wdał się w drybling i stracił piłkę. W kolejnej akcji wyszedł w tempo do kontrataku wyprowadzonego przez Magierę, lecz nie opanował futbolówki. Magiera miał mnóstwo ochoty do gry i w 37. minucie świetnym podaniem obsłużył Wichniarka. Napastnik Arminii Bielefeld uderzył zaskakująco, lecz piłka trafiła tylko w boczną siatkę. Tuż przed przerwą „Wichniar” miał kolejną okazję, tym razem wypracowaną przez Surmę, ale jego strzał z 15 metrów obronił bramkarz Turków.
Tempo Dawidowskiego
W doliczonym czasie pierwszej połowy Bledzewski uratował nas, piąstkując piłkę po zaskakującym strzale ze skrzydła Dursuna, a po chwili z 10 metrów Göktan kopnął minimalnie obok polskiej bramki. Po przerwie Turcy powinni podwyższyć wynik, ale po uderzeniu Erena z narożnika pola karnego Bledzewski wyjął piłkę zmierzającą w okienko jego bramki. W 56. minucie po podaniu Kosowskiego Wichniarek przytomnie przepuścił piłkę, lecz w tempo nie wystartował do niej Dawidowski. I choć skrzydłowy Amiki znalazł się przed Aktaşem, nie zdołał w odpowiednim momencie dołożyć nogi. Polacy atakowali do końca meczu, ale nie zdołali strzelić bramki, która dałaby im awans. Z kolei w 75. minucie przed stratą drugiej bramki znów uratował nas Bledzewski, w sobie tylko znany sposób broniąc strzał Albayraka z linii pola karnego.
Polacy nie awansowali na finały młodzieżowych mistrzostw Europy. Z kolei Turcy niczego sensownego tam nie zdziałali – na Słowacji przegrali trzy mecze: 1:2 ze Słowakami, 0:6 (!) z Anglią i 1:3 z Włochami. Mistrzami Europy zostali Włosi.
16 listopada 1999, Alsancak Mustafa Denizli Stadium
Mecz barażowy o awans do MME 2000 (rewanż)
Turcja (U-21) – Polska (U-21) 1:0 (1:0)
Gol: Dursun 16.
Turcja: Metin Aktaş – Serkan Özsoy, Erkan Özbey, Ismail Güldüren – Emrah Eren, Yasin Sülün, Yıldıray Baştürk (67. Nihat Kahveci), Serkan Dökme (76. Bülent Akın), Erhan Albayrak – Berkant Göktan (59. Halit Köprülü), Ahmet Dursun.
Polska: Andrzej Bledzewski – Łukasz Kubik, Maciej Terlecki, Paweł Pęczak (57. Ariel Jakubowski) – Radosław Wróblewski, Arkadiusz Radomski, Jacek Magiera, Łukasz Surma (85. Jacek Paszulewicz), Kamil Kosowski (67. Paweł Sobczak) – Tomasz Dawidowski, Artur Wichniarek.
Żółte kartki: Sülün, Dursun / Pęczak, Magiera, Wróblewski.
Sędziował: Amand Ancion (Belgia).
Widzów: 17 000.
Grzegorz Ziarkowski
Korzystałem z archiwalnych numerów „Przeglądu Sportowego”








