Retro. SL Benfica – GKS Katowice

Mirosław Widuch kontra Rui Costa, czyli jak drużyna z bombowca stawiała czoła legendzie…

Ponieważ nie mamy już żadnego przedstawiciela w Europie, zawsze miło poczytać o tym, jak było dobrze. A trochę o bojach naszych ekip w pucharach pisaliśmy. Przypominaliśmy choćby jak Zagłębie Lubin grało z Milanem, Wisła Kraków z Interem Mediolan, Widzew Łódź z AC Parma i AC Fiorentina, a ekipa poznańskiego Lecha doznała tajemniczego zatrucia w Marsylii.

Pora przypomnieć kolejne starcie, które przeszło do historii polskiego futbolu. 26 lat temu katowicki GKS wylosował w Pucharze Zdobywców Pucharów legendarną Benficę. Ledwie pięć lat wcześniej „Orły” z Lizbony grały w finale Pucharu Europy, ulegając w karnych PSV Eindhoven. Wyobrażacie sobie teraz taki finał Ligi Mistrzów? Marzenie ściętej głowy…

Z kolei katowiczanie rozpoczynali swój siódmy z rzędu sezon w Europie. GKS przystępował do rywalizacji bez dwóch reprezentantów Polski, którzy zamienili klub Mariana Dziurowicza na Ligue 1. Stoper Roman Szewczyk przeszedł do FC Sochaux, zaś pomocnik Piotr Świerczewski do AS Saint-Étienne. W dodatku wszechmocny „Magnat” zadecydował, że austriackiego szkoleniowca Adolfa Blutscha zastąpi Piotr Piekarczyk, który ledwie pół roku wcześniej zawiesił buty na kołku.

Bombowcem do Lizbony
W podróż do Lizbony katowiczanie wybrali się radzieckim bombowcem przerobionym na transportowiec. Lot trwał sześć godzin, o czym nie omieszkała wspomnieć portugalska prasa, opatrując cyfrę sześć trzema wykrzyknikami. Drużyna zamieszkała w Novotelu w centrum stolicy Portugalii. Żony czterech zawodników, które przyleciały z zespołem, zakwaterowano w innym hotelu. W przeddzień meczu Piekarczyk zaplanował trening o 19:00. O tej porze w Lizbonie jeszcze świeciło słońce, jednak wysokie trybuny rzucały taki cień, że gospodarze obiektu musieli włączyć jupitery.
– Chciałbym, żeby przyszło jak najmniej ludzi. Nigdy jeszcze nie grałem na tak wielkim stadionie – stwierdził Dariusz Wolny z GKS-u.

Marzenie Wolnego się ziściło. Na trybunach, które mogły pomieścić 120 tysięcy widzów, zasiadło zaledwie 10 tysięcy fanów, którzy wywiesili transparent „Inferno Luz”. Piekła światła jednak ze strony gospodarzy nie było. W zespole gospodarzy zabrakło kontuzjowanych: obrońcy Héldera i rosyjskiego napastnika Siergieja Jurana. Ówczesne przepisy dopuszczały grę trzech obcokrajowców w składzie. Trener gospodarzy wystawił Brazylijczyków Mozera oraz Aíltona, a także Szweda Stefana Schwarza.

Sędzia sprzyjał gospodarzom
Mimo że Benfica wyszła w ofensywnym ustawieniu – zagrało trzech napastników – pierwszą groźną okazję wypracował GKS. W 9. minucie Adam Kucz tak zakręcił piłkę z rzutu rożnego, że ta leciała w kierunku bramki. Futbolówkę wybił z niej reprezentant kraju Vítor Paneira. Nazajutrz gazety przyznały, że piłka przekroczyła linię bramkową. Po wybiciu portugalskiego pomocnika piłkarze GKS-u bodaj pięć razy usiłowali wcisnąć piłkę do siatki – za każdym razem trafiając w gąszcz nóg rywala. Niecały kwadrans później katowiczanie egzekwowali rzut wolny – mocny strzał Krzysztofa Maciejewskiego wylądował na poprzeczce i odbił się od murawy. Im bliżej było końca pierwszej połowy, tym Janusz Jojko miał więcej roboty. W 36. minucie z wielkim trudem obronił przewrotkę João Pinto. W doliczonym czasie gry Jojko znów wykazał się wielkim refleksem, gdy odbił piłkę po główce wspomnianego napastnika. Ale nie tylko reprezentant Portugalii został zatrzymany przez bramkarza GKS-u. Jojko stanął na wysokości zadania, gdy strzelali Isaías, César Brito i Rui Costa.

Po zmianie stron nadal toczył się mecz Benfica kontra Jojko. Jedna z nielicznych kontr „GieKSy” powinna się zakończyć rzutem karnym – obrońca Mozer zatrzymał piłkę ręką w polu karnym. Gwizdek arbitra milczał. W końcówce austriacki arbiter pokazał żółtą kartkę Jojce, któremu Portugalczycy nader pieczołowicie ustawili piłkę na linii pięciu metrów. Ustawili ją w dołku i bramkarz chciał ją poprawić. Sędzia uznał to za grę na czas.

W końcówce przy stanie 0:0 Portugalczycy nie wykonali „gestu Garrinchy” i nie oddali piłki katowiczanom. Tłumaczyli to tym, że Polacy symulowali urazy. GKS miał też szczęście – w 82. minucie Grzegorz Borawski wybił piłkę z linii bramkowej. Jedyny gol padł w 87. minucie. Rezerwowy Rui Águas wykończył akcję Schwarza (zagrywał z wolnego z lewej strony boiska) i Isaíasa. Po podaniu Brazylijczyka z portugalskim paszportem Rui Águas dołożył głowę, będąc trzy metry od bramki. Gdyby nie trafił, Piekarczyk już miał przygotowane zmiany taktyczne. Jednak Rafał Witkowski i Bogdan Pikuta nie zdążyli wejść na boisko. Austriacki sędzia zakończył mecz w 89. minucie.

15 września 1993, Estádio da Luz w Lizbonie

I runda Pucharu Zdobywców Pucharów

SL Benfica – GKS Katowice 1:0 (0:0)

Gol: Rui Águas 87.

Benfica: Neno – Abel Xavier (60. Rui Águas), Mozer, William, Stefan Schwarz – Vítor Paneira, Rui Costa, Isaías – César Brito, João Pinto, Aílton.

GKS: Janusz Jojko – Grzegorz Borawski, Kazimierz Węgrzyn, Marek Świerczewski, Krzysztof Maciejewski – Zdzisław Strojek, Mirosław Widuch, Adam Kucz, Dariusz Wolny, Dariusz Rzeźniczek – Marian Janoszka.

Żółte kartki: Mozer, Isaías/Strojek, Jojko.

Sędziował: Karl Finzinger (Austria)

Widzów: 10 000

Rosjanie pili, Eusébio chorował
Do Katowic ekipa Benfiki przyleciała wyczarterowanym boeingiem. Na jego pokładzie znalazło się 19 piłkarzy, sztab szkoleniowy z António José da Conceição Oliveirą, czyli Tonim, na czele oraz kilkudziesięciu kibiców. Nie było rosyjskich stranieri: Jurana i Wasilija Kulkowa oraz czwartego trenera, Eusébio, który się rozchorował. Oficjalnie Rosjanie byli kontuzjowani, ale portugalscy dziennikarze przemycili informację, że przybysze zza Buga w Portugalii regularnie balowali w towarzystwie pań lekkich obyczajów. W czasach gier z GKS-em obaj zostali odsunięci od treningów z pierwszą drużyną.

Portugalczycy zamieszkali w katowickim hotelu Warszawa. Nie przywieźli ze sobą kucharza ani żywności. Przyznali, że własne jedzenie zabrali jedynie do Rumunii. Drugi trener Benfiki, Cunha Leal, najbardziej obawiał się małego piłkarza, którego nazwiska nie pamiętał. Chodziło oczywiście o Kucza.

Leal wiedział, co mówi. W 45. minucie na bramkę Benfiki ze środka boiska ruszył Borawski. Gdy był 18 metrów od bramki, mocno uderzył. Neno jedynie odbił piłkę, do której dopadł Kucz i zapewnił GKS-owi prowadzenie. Jednak wcześniej katowiczanie mieli mnóstwo szczęścia, i Jojkę w bramce. Gdyby tablica na stadionie przy Bukowej wskazywała wynik 0:4, nikt nie powinien protestować. Portugalczycy zmarnowali bowiem aż cztery „setki”.

Wolny żart
Po przerwie GKS powinien prowadzić 2:0. W 58. minucie Zdzisław Strojek minął Abela Xaviera i uderzył obok Neno. Piłkę z bramki wybił Mozer, ale pod nogi nadbiegającego Wolnego. Po latach pomocnik GKS-u, który w tamtym momencie miał przed sobą pustą bramkę, przyznał, że zaczął zastanawiać się, w którą stronę pobiec po zdobyciu gola. Zanim jednak Wolny zacząłby celebrować trafienie, musiał z ośmiu metrów kopnąć do pustej bramki. Kopnął… nad poprzeczką.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Tak było w przypadku zmarnowanej szansy Wolnego. W 70. minucie po dośrodkowaniu Rui Costy z lewej strony piłka weszła w kozioł. Biegnący za Vítorem Paneirą Dariusz Rzeźniczek potknął się w polu karnym. Doświadczony Portugalczyk wykorzystał ten błąd i przytomnym strzałem głową przelobował wychodzącego z bramki bramkarza gospodarzy. Więcej goli w tym meczu nie padło.
– W pierwszej połowie mieliśmy dużo szczęścia, natomiast po przerwie nie potrafiliśmy mu pomóc – przyznał trener Piekarczyk.
– Gratuluję Katowicom dobrego występu. W drugiej rundzie chciałbym wylosować drużynę słabszą od was – kurtuazyjnie stwierdził Toni.

Co było dalej?
Benfica w kolejnej rundzie wyeliminowała CSKA Sofia (dwa razy po 3:1), a po szalonym ćwierćfinale wyrzuciła za burtę Bayer Leverkusen. Na Estádio da Luz padł remis 1:1, by w Leverkusen po golu Kulkowa na… 4:4, wywalczyć awans. W półfinale lepsza od Benfiki okazała się Parma (1:2 i 1:0). Na krajowym podwórku „Orły” odzyskały mistrzowski tytuł.

Z kolei GKS wywalczył ósmy z rzędu awans do europejskich pucharów. Podopieczni Piekarczyka zostali wicemistrzami Polski, ledwie o punkt przegrywając rywalizację z warszawską Legią.

29 września 1993, stadion GKS w Katowicach

I runda Pucharu Zdobywców Pucharów (rewanż)

GKS Katowice – SL Benfica 1:1 (1:0)

Gole: Kucz 45. – Vítor Paneira 70.

GKS: Janusz Jojko – Kazimierz Węgrzyn, Marek Świerczewski, Krzysztof Maciejewski – Grzegorz Borawski, Mirosław Widuch, Zdzisław Strojek, Adam Kucz, Dariusz Rzeźniczek – Dariusz Wolny (77. Arkadiusz Szczygieł), Marian Janoszka.

Benfica: Neno – Mozer, Hélder, António Veloso, Abel Xavier – Vítor Paneira, Rui Costa, Stefan Schwarz – Isaías (87. César Brito), João Pinto, Rui Águas.

Sędziował: Aron Schmidhuber (Niemcy)

Widzów: 8 000

Grzegorz Ziarkowski

  • Grzegorz Ziarkowski

    Historia z cyklu „Mógłbym być wielki, gdybym tylko chciał…”. Ta sytuacja Wolnego z drugiej połowy to kwintesencja polskiego futbolu z lat 90-tych. Niby gramy nieźle, mamy szczęście, ale w banalnej sytuacji nie potrafimy wykazać należytej koncentracji i profesjonalizmu.
    Ok, Benfica też nie strzelała – ale GKS mógł przejść do historii sezon wcześniej niż przeszedł. Gdzieś tam szkoda tego meczu.

    • Paweł Król

      Komentarze za to Wolny miał oryginalne… Pierwszy tekst rozłożył mnie w pozytywny sposób.

  • Paweł Król

    Pierwszorzędna relacja z tego dwumeczu…

  • Marcin Wandzel

    „Ledwie pięć lat wcześniej „Orły” z Lizbony grały w finale Pucharu Europy, ulegając w karnych PSV Eindhoven. Wyobrażacie sobie teraz taki finał Ligi Mistrzów? Marzenie ściętej głowy…”.

    W tym roku mieliśmy finał drużyn, które ostatnio mistrzostwo zdobył 100 lat temu, i mnie bardziej to pasowało na finał Ligi Europy. 🙂

    • Grzegorz Ziarkowski

      Bardziej chodziło mi o to, że w finale grały zespoły z Portugalii i Holandii, a finał nie był rywalizacją hiszpańsko-angielską, bądź hiszpańsko-włoską 🙂

  • Piciarm

    8 raz z rzędu awans do Europejskich Pucharów !!!!!
    Nie ma jak retro, spoko relacja a Rosjanie pojechali na wakacje do Portugalii he, he.

    • W sumie takich awansów bylo 10 z rzedu. Rekord w kraju.

  • Pamietam ze mialem isc na ten mecz w Katowicach, ale nie pamietam dlaczego nie poszedlem 🙂 Relacja super.