Retro. Verona – Roma 0:1. Serie A. 17.01.1988

Ostatni gol w karierze Zbigniewa Bońka.

„Zibi” wielkim piłkarzem był. Wiemy z grubsza jak zaczął, a po II-ligowym meczu Zawisza – Lechia naraził się lekkoatletycznej legendzie Bydgoszczy, Zdzisławowi Krzyszkowiakowi, powiedziano mu „do widzenia” i musiał się „emigrować” do Widzewa. Potem mundiale w Argentynie, Hiszpanii, Meksyku, mecz Argentyna – Reszta Świata, hartowanie charakteru w pucharach, przejście do Juve, wakacje z Platinim, wreszcie transfer do Wiecznego Miasta. Na ten ostatni odcinek kariery wypada rzucić nieco więcej światła.

Ostatni mecz w pasiastej koszulce Juventusu to niechlubny finał Pucharu Europy z Liverpoolem na Heysel, po którym 39 kibiców nie wróciło do domu. Chwilę wcześniej finiszował sezon ligowy, na zamknięcie Juve zremisowało na wyjeździe 3:3 z Lazio. U gospodarzy, którzy z hukiem spadli z Serie A (jedynie 15 punktów w 30 meczach, ledwie dwie wygrane przez sezon, ostatnia w październiku) z numerem „10” hasał Michael Laudrup, któremu kończyło się trwające dwa sezony wypożyczenie, właśnie z Juventusu. Bossowie drużyny FIAT-a uznali, iż dość nauki i nadszedł czas by 21-letni Duńczyk wrócił do Turynu.

A że limit „stranierich” wynosił wtedy dwa, a Michel Platini był nie do ruszenia, miejsce w stolicy Piemontu musiał zwolnić Zbigniew Boniek. „Scudetto” wywalczyła wtedy po raz pierwszy i ostatni Verona, do której Juve straciło aż siedem punktów (za wygraną przyznawano wtedy dwa punkty). Czas było wpuścić nieco świeżej krwi. Poza Bońkiem opuścili Turyn mistrzowie świata: Paolo Rossi i Marco Tardelli. Zastąpili ich młodsi Aldo Serena i Lionello Manfredonia, który jeszcze w tej historii wystąpi.

Boniek zwykł sam decydować o swoim losie o czym tak mówił Romanowi Hurkowskiemu dla „Piłki Nożnej”:
– Podpisując przed trzema laty kontrakt z Juve zakładałem, że wygram tam wszystko, co będzie do wygrania wraz z kolegami mocnymi, albo i najlepszymi na świecie. Uważam, że nam się to udało, bo były ciągłe sukcesy. W związku z tym zdałem sobie sprawę, że trudno będzie osiągnąć coś więcej i dlatego postanowiłem poszukać nowego zespołu, by zupełnie od nowa dążyć do zdobycia Pucharu Włoch, mistrzostwa czy nawet drugiego lub trzeciego miejsca, bo w Juventusie obecnie jedynym celem może być znowu Puchar Europy i to też nie będzie już tak wielkie osiągnięcie, gdyż nie będzie wywalczone po raz pierwszy. Powtórzenia nawet największych sukcesów nie dają już człowiekowi tyle radości i są znacznie chłodniej oceniane. To zasadnicza przyczyna, dla której odszedłem do Romy.

Czyli zupełnie jak Neymar, który odchodząc z Barcelony chciał pisać własną historię. Czy Polak kosztował aż tyle co Brazylijczyk, czyli 222 miliony euro? Prawie, bo trzy miliardy lirów. Dużo? Około półtora miliona dolarów, wtedy sporo. Roma stała niżej w hierarchii od Juve, ale miała dobrą drużynę – dwa lata wcześniej była najlepsza w Italii, a rok wcześniej jedynie rzutami karnymi uległa Liverpoolowi na swoim stadionie w finale Pucharu Europy.

Dlatego wybierając Wieczne Miasto Boniek miał nowe wyzwania oraz szansę na ich spełnienie – jak chce piłkarskie przysłowie: wilk syty i Manchester City. Właśnie na stadionie City Polak pierwszy razy pojawił się na europejskim firmamencie, dwa razy pokonując Joe Corrigana w Pucharze UEFA w 1977 roku, a nieznany Widzew wyrzucił faworyta za burtę. Manchester na chwilę stał się angielską Łodzią, a do tej pory było na odwrót.

W pierwszym sezonie (1985/86) Romie i Bońkowi uciekł tytuł mistrzowski. Na półmetku turyńczycy przewodzili stawce, sześć punktów przed Napoli i aż osiem przed Romą, ale rzymianie włączyli wówczas piąty bieg, m.in. pokonali Juve 3:0. Roma dogoniła rywali z Piemontu na dwie kolejki przed końcem, by w dwóch ostatnich rundach przegrać z nisko notowanymi rywalami – 2:3 z Lecce u siebie i Como 0:1 na wyjeździe. Na otarcie łez został triumf w Pucharze Włoch, Boniek trafiał aż siedem razy, najczęściej grając z numerem „4”, czyli jako defensywny, środkowy pomocnik. W drużynie skutecznością ustąpił jedynie Roberto Pruzzo, który został „capo canoniere” z 19 trafieniami (z czego 17 w rundzie rewanżowej, a aż 5 w wygranym 5:1 meczu z Avellino).

Drugi sezon nie był już tak udany, bo rozgrywki upłynęły pod znakiem popisów Diego Maradony, którego Napoli świętowało pierwsze „scudetto” w historii. Roma była siódma, a Polakowi nie udało się pokonać bramkarza Realu Saragossa w serii rzutów karnych w Pucharze Zdobywców Pucharów i rzymianie potknęli się już na pierwszej przeszkodzie.

Do ostatniego sezonu 1987/88 w karierze Bońka, Roma przystąpiła prowadzona przez nowego-starego szkoleniowca Szweda Nilsa Liedholma (zastąpił rodaka Svena-Goran Erikssona). Liedholm, który wcześniej prowadził drużynę w latach 1980-84, naruszył regułę calcio, zamiast „każdy swego” wprowadził krycie strefowe, co słynny włoski dziennikarz Gianni Brera uznał za zdradę. Potem śladem Szweda poszedł Arrigo Sacchi, który właśnie obejmował AC Milan.

Mniej przychylnie od Liedholma fani Romy przywitali Lionello Manfredonię, a to dlatego, że był wychowankiem i długoletnim graczem Lazio. Od razu ukonstytuowała się frakcja GAM (Gruppo Anti Manfredonia). Dwa sezony później, 30 grudnia 1989 r. w meczu Romy w Bolonii, przy temperaturze minus 5 stopni Manfredonia miał atak serca. Pierwszy na pomoc rzucił się gracz gospodarzy Bruno Giordano, z którym znali się jeszcze z Lazio. Znali się do tego stopnia, że za udział w aferze „Totonero” zostali razem zdyskwalifikowani na trzy lata. Manfredonia przeżył atak serca, ale więcej już w piłkę nie zagrał.

60. rok istnienia klubu rzymianie zaczęli rozgrywki z rozmachem (7 punktów w pierwszych 4 meczach), Boniek błyszczał w każdym z tych spotkań trafiając do bramki, błyskawicznie wyrównując „osiągnięcie” z poprzednich rozrywek. Serię trafień przedłużył do pięciu meczów, jeśli liczyć samobójczego gola w meczu z Juventusem. Ten wygrał 1:0, a większość źródeł przypisuje zwycięską bramkę Antonio Cabriniemu w tym meczu na wodzie. Jakby nieszczęść było mało, na Stadio Communale rzut karny Bońka obronił Stefano Tacconi, ale miał ułatwione zadanie, bo wcześniej byli kolegami klubowymi.

W kolejnym spotkaniu Roma nie zdołała utrzymać jednobramkowego prowadzenia z Napoli, mimo że z szeregów mistrzów dwóch piłkarzy wyleciało z boiska (Careca i Renica). Neapolitańczycy wciąż byli liderem, ale coraz mocniej naciskał Milan. 13 grudnia Roma pojechała na San Siro i uległa 0:1 po bramce oryginalnego „Srebrnego Lisa” Pietro Paolo Virdisa (ponad 100 bramek w rozgrywkach ligowych, w tym ponad 50 dla Milanu, ale nigdy nie zagrał w reprezentacji). Podczas meczu omal nie pożegnał się z życiem Franco Tancredi, którego jakiś chuligan trafił z trybun petardą w twarz. Bramkarz padł na trawę, na chwilę ustała akcja serca. Jedynie szybka akcja sanitariuszy uratowała mu życie. Gościom został przyznany walkower 2:0 i była to ostatnia w tym sezonie porażka kolegów Ruuda Gullita i Franco Baresiego. Po ośmiu latach „scudetto” wróciło do Mediolanu.

„Zibiemu” szło średnio na jeża, ale i tak trafiał dwa razy częściej niż sprowadzony do gry na szpicy Rudi Voeller. Pierwsze skrzypce w tym sezonie grał Giuseppe Giannini, „Il Principe”, czyli „Książe” założył koszulkę z numerem 10, ale w pełni rozwinął skrzydła dopiero jak Carlo Ancelotii za 5 i pół miliarda lirów odszedł do AC Milan. Żaden z nich chyba nie narzekał, a z pewnością nie selekcjoner Italii, Azeglio Vicini, który podczas finałów ME 1988 oraz w większości meczów mundialu 1990 wystawiał obu w wyjściowej „11”.

I to właśnie tenże „Książę” podał prostopadle Polakowi w 71. minucie, a ten strzelił ostatniego gola w profesjonalnej karierze. Rzecz działa się 17 stycznia 1988 roku na stadionie Bentegodi, w Weronie. Hellas to nie była już jednak drużyna jak za czasów Romeo i Julii, czy choćby sprzed trzech sezonów, kiedy była najlepsza na Półwyspie Apenińskim. Z mistrzowskiego składu zostali tylko trener Osvaldo Bagnoli, Duńczyk Preben Elkjaer-Larsen (ksywa „Il Sindaco”, czyli „Burmistrz”) oraz Silvano Fontolan. Był też Niemiec z nazwiskiem na B, ale „scudetto” zdobywał Hans-Peter Briegel, a rozczarowujący sezon miał Thomas Berthold. Mecz jakich wiele, ale czy ktokolwiek łącznie z „Zibim” mógł się spodziewać, że to była ostatnia bramka Polaka w karierze? Boniek mówił, że 3-letni kontrakt z AS Roma będzie ostatnim poważnym w karierze, ale tamte rozgrywki były dopiero na półmetku.
W rozgrywkach nasz rodak zdobył sześć bramek, co było niezłym osiągnięciem, jako że Serie A słynęła wówczas z doskonałej obrony. Dość napisać, że średnia bramek w meczu w tamtym sezonie to 2,1. Po tamtej wygranej rzymianie pozostali niepokonani przez 10 spotkań, bijąc u siebie Juventus, na wyjeździe Napoli, a dopiero w 24. kolejce uznali wyższość Interu Mediolan. Roma skończyła sezon na 3. miejscu.

Boniek zagrał 1 maja 1988 roku z Fiorentiną ostatni raz w czerwono-żółtych barwach. Rzymianie wygrali 2:1, a obie bramki zdobył Giuseppe Giannini, który wiele lat później jako trener prowadził m.in. rumuński Arges Pitesti i reprezentację Libanu.

Dlaczego Boniek zakończył karierę właśnie wtedy, w wieku 32 lat? Najlepiej wie sam, ale na pewno pojawiło się zmęczenie po tylu latach gry na wysokim poziomie. Trzeba jednak pamiętać, że trzy dekady temu piłkarze szybciej kończyli z piłką zawodową. Druh Polaka, Michel Platini, skończył rok wcześniej, mając również tylko 32 wiosny. Była jeszcze propozycja Tottenhamu, który co prawda grał najbardziej kontynentalną piłkę na Wyspach, ale była to jednak trochę „gra w kości”, zupełnie inny poziom. Życia szkoda…

Rzymianie zachowali bardzo ciepłe wspomnienia po Zbigniewie Bońku, jest tam zawsze mile widziany. Inaczej niż w Turynie, Juventus w 2010 roku ugiął się pod presją kibiców i usunął go z „Galerii Sław”. Po zakończeniu rozgrywek rzymianie, już bez Bońka, pojechali na wakacje za Ocean, by przegrać dwa towarzyskie mecze w San Jose z reprezentacją Kostaryki, mającą w składzie m.in. Hernana Medforda i Juana Cayasso, którzy za dwa lata przyjechali do Italii na mundial.

Akcja bramkowa „Zibiego” od 2:30. Co na początku klipu robi Otto Rehhagel z grubsza wiadomo: po pierwsze przyjechał ocierać łzy swemu byłemu teutońskiemu podopiecznemu Voellerowi, po drugie obserwować Hellas, ponieważ wkrótce Werder z powodzeniem starł się z Włochami w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Jest jeszcze gość przypominający młodocianego Antonio Conte z burzą włosów, który teoretycznie miał swój mecz w Lecce w Serie B, ale może akurat miał wolne, bo w całym sezonie wystąpił ledwie trzy razy.

Po sezonie 1987/88 Serie A rozluźniła przepisy dotyczące obcokrajowców – Bońka w Romie zastąpili Brazylijczycy Andrade i Renato Gaucho, którzy ani razu nie zdołali trafić piłką do bramki i po jednym sezonie wrócili jak niepyszni do ojczyzny. A 17 stycznia 1988 r., gdy Polak po raz ostatni w karierze posyłał piłkę do bramki, w dalekim Meksyku przyszedł na świat Hector Moreno, który od sezonu 2017/2018 jest graczem AS Roma.

XV Giornata
HELLAS VERONA – ROMA 0-1
Verona, Stadio Bentegodi
domenica 17 gennaio 1988

Tabellino partita:

VERONA: 1. Giuliani, 2. Bonetti (21’st Volpati), 3. Volpecina, 4. Berthold, 5. Fontolan, 6. Soldà, 7. Verza, 8. Galia, 9. Pacione, 10. G. Iachini (20’st Sacchetti), 11. Elkjaer-Larsen. Allenatore: Bagnoli.

ROMA: 1. Tancredi, 2. Tempestilli, 3. Oddi, 4. Manfredonia, 5 Collovati, 6. Signorini, 7. M. Agostini, 8. Gerolin, 9. Voeller, 10. Giannini, 11. Boniek. Allenatore: Liedholm.

Arbitro: Paparesta di Bari.

RETE: 26’st Boniek.

INNE WYNIKI 15 KOLEJKI SERIE A SEZONU 1987/88
15a GIORNATA 17 gen 1988 MARCATORI
Avellino – Inter 1-3 27′ rig. Passarella, 36′ Altobelli, 45′ rig. Schachner (AV), 88′ Baresi
Cesena – Ascoli 1-0 37′ rig. Di Bartolomei
Fiorentina – Juventus 1-1 19′ De Agostini (JU), 58′ Rebonato
Milan – Como 5-0 30′ Donadoni, 49′ Virdis, 61′ Gullit, 73′ Ancelotti, 88′ Gullit
Pescara – Empoli 0-0
Sampdoria – Napoli 0-1 87′ Maradona
Torino – Pisa 3-1 6′ Lucarelli (PI), 12′ Gritti, 46′ Bergreen, 56′ Gritti

Classifica
Napoli 25; Milan 22; Roma, Sampdoria 20; Inter 17; Cesena, Juventus 15; Torino, Verona 14; Ascoli, Fiorentina, Pescara 13; Pisa 11; Como 10; Avellino 7; Empoli 6*.

* Empoli cinque punti di penalizzazione per illecito sportivo

  • Paweł Król

    Kiedyś wymagająca, trudna liga (obecnie pewnie też ma swoje wymagania, ale może inne, a sam poziom jest niższy) – jak zresztą wspomniałeś.

    O występach w Serie A można było pomarzyć. Polaków grało tam niewielu (a do tej pory w sumie wystąpiło 29). Bohater tej historii, Władysław Żmuda, Marek Koźmiński, Piotr Czachowski, Dariusz Adamczuk. Dzisiaj w samej Sampdorii jest Bereszyński, Linetty, Kownacki.

    Zbigniew Boniek, chociaż jego grę znam głównie z opowieści i skrótów, był piłkarzem pełną gębą. Moim zdaniem do tej pory najlepszym i najwszechstronniejszym w historii polskiego futbolu.

    Maciek, do licha, nie zapominaj o Slow Foot. I dziel się z nami takimi (wielokrotnie złożonymi) historiami…

    • maciek sloma

      Do Licha. Teraz mnie postawiłeś do pionu. Tak jakby pewien Dariusz nie maltretował mnie wielokrotnie złożonymi smsami. Mam wyrzuty sumienia, ale jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził, fizyka i chemia z dziećmi same się nie zrobią i inne projekty sportowe lokalne również wymagają troski. Mogę obiecać, że będę się starał. Pozdrowienia.
      ps. co do meritum czyli Serie A – ci którzy nie dorastali w latach 80 nawet się nie domyślają jak ekskluzywna to była liga (tylko 2 obcokrajowców) i jak wielką sztuką było zrobienie w niej kariery na miarę Zibiego. Napisać, że napastnicy nie mieli tam lekko, to nic nie napisać. Szczypanie i paluszki w oko to były pieszczoty w repertuarze włoskich obrońców.

      • Przestań jęczeć i bierz sie do roboty.

        Tu troche o Serie A za starych dobrych czasów:
        http://slowfoot.pl/gdzie-sie-podziala-najlepsza-liga-swiata/

        Saluto!

        • maciek sloma

          W życiu się tak nie wynudziłem jak wtedy gdy nasz trener zaprosił nas z paroma przyszłymi piłkarzami do siebie circa 1990, miał na VHS nagrane Lazio – Roma, byliśmy podjarani jak gwizdki, ale tego się nie dało oglądać. Jak powiedział pewien piłkarz śląskiego klubu: gdybyśmy my tak grali, cały stadion by krzyczał „Do Kopalni!!!”

  • Piciarm

    cześć
    Zbigniew Boniek – piłkarz legenda polskiej piłki …. i tyle czy z klubami czy z Polską !
    Włoska Serie A – kiedyś najlepsza na świecie
    dobrze że nie trenuje słabo mu szło i z klubami i z reprezentacją ….
    jako prezes się sprawdza
    pozdrawiam