Retro. Wielkie Juve na kolanach!

35 lat temu piłkarze Widzewa udowodnili całej Europie, że wcześniejsze wyeliminowanie Manchesteru City, Manchesteru United i piękne mecze z PSV Eindhoven nie były dziełem przypadku…

W Łodzi padła kolejna wielka firma – Juventus Turyn pod wodzą słynnego Giovanniego Trappatoniego.

W II rundzie Pucharu UEFA sezonu 1980/81 zmierzył się Dawid z Goliatem. Podopieczni Jacka Machcińskiego, mimo iż w pierwszej rundzie wyeliminowali słynny Manchester United, w starciu z „Białą Damą” byli stawiani na straconej pozycji. Wszak wielkie Juve za czasów Trappatoniego (prowadził ten zespół od 1976 roku) dwukrotnie zdobyło scudetto, czyli mistrzostwo Italii, superpuchar Włoch, a w Europie sięgnęło po Puchar UEFA. Widzew nie miał na koncie żadnego mistrzowskiego tytułu, ale łodzianie mieli ochotę na wyrzucenie „bianconerich” za burtę europejskich rozgrywek. Bo z dobrymi, tamtemu Widzewowi, zawsze się dobrze grało…

Legendy kontra… legendy
Juve to na owe czasy mały dream team. W bramce uznawany za najlepszego wówczas golkipera na świecie, 38-letni Dino Zoff, niezwykle ostro grający obrońca Claudio Gentile, legendarny stoper Gaetano Scirea (zginął w 1988 roku w wypadku samochodowym Polsce, gdy wracał z obserwacji meczu zabrzańskiego Górnika) szybki skrzydłowy Marco Tardelli, superskuteczny napastnik Roberto Bettega oraz jedyny stranieri w składzie, pomocnik z Irlandii, Liam Brady. A Widzew? W bramce najlepszy polski golkiper Józef Młynarczyk, w pomocy mający za sobą mecz w reprezentacji Reszty Świata (1979) Zbigniew Boniek, obdarzony atomowym uderzeniem Krzysztof Surlit, a w napadzie utalentowany, szybki i silny napastnik, Włodzimierz Smolarek. Na papierze wydawało się, że klasą piłkarzom z Włoch dorównywał jedynie Boniek. Dziś wymienieni zawodnicy to legendy swoich klubów.

Gdy Włosi przyjechali do Łodzi, w oczy rzucił im się dom towarowy „Juventus” przy ul. Armii Czerwonej, obecnie Piłsudskiego. Niewielu z nich sądziło, że daleką Łódź zapamiętają na długo… „Wymuskani chłopcy z Turynu (…) przyjechali do Łodzi z wyższością wypisaną na twarzach. Jakościowe, fikuśne ubrania i eleganckie opalenizny podkreślały ich klasę” – pisze w książce „Wielki Widzew” Marek Wawrzynowski. Na stadionie ŁKS na piłkarzy czekały tłumy. Aż 40.000 widzów chciało zobaczyć największe gwiazdy światowej piłki. I jeszcze jeden cytat z „Wielkiego Widzewa”: „Ale teraz to gospodarze wyglądali jak źli chłopcy. Widzewiacy też wyróżniali się na tle szarego kraju i jeszcze bardziej szarego miasta, ale był to styl raczej rock and rollowy, z powichrowanymi fryzurami, dzwonami, dżinsowymi kurtkami. Oczywiście byli ostrzy, nawet bardzo, ale nie byli w tym tak podstępni jak rywale. Nikt nie lubił grać z Włochami.”

80.10.22

Wielka determinacja
Ekipę z Turynu znakomicie rozpracował Wiesław Chodakowski, asystent Machcińskiego. Widzewiacy objęli prowadzenie w 30. minucie, gdy Andrzej Grębosz przypomniał sobie, że przychodził do Widzewa jako napastnik. Po akcji z Bońkiem, „Adaś” znalazł się w polu karnym i przyjął piłkę i uderzył płasko obok Zoffa. Ale Juventus nie bez powodu nazywano wielkim. Na dwie minuty przed przerwą w, z pozoru niegroźnej sytuacji, Bettega znalazł sposób na Młynarczyka.

Po zmianie stron łodzianie robili wszystko, by wygrać. W ich grze nie było kalkulacji. Świadczy o tym akcja z 69. minuty, którą zapoczątkował Surlit. Pomocnik w swoim stylu huknął z daleka, piłka odbiła się od włoskiego zawodnika i spadła pod nogi Mirosława Tłokińskiego. Ten natychmiast wstrzelił futbolówkę w pole karne. Przejął ją Boniek, minął Zoffa i zbiegł do końcowej linii. Zdołał dośrodkować przed bramkę, gdzie najniższy na boisku Marek Pięta, głową skierował piłkę do siatki. Dziesięć minut później Włochów dobił Smolarek. Znów w środku pola szarpnął Surlit. W pewnym momencie zostawił piłkę Pięcie, który rzucił ją na prawą stronę do Tłokińskiego. Pan Mirek zaadresował ją w pole karne, gdzie Smolarkowi nie pozostało nic innego jak wepchnąć ją do siatki.

Zastrzeżenia trenera
Jeden z największych oryginałów na ławce trenerskiej w historii Widzewa, czyli Machciński, na pomeczowej konferencji stwierdził, że jest rozczarowany, bowiem wynik… mógł być wyższy.
– Do których zawodników nie ma pan zastrzeżeń? – padło pytanie z sali.
– Do tych z ławki rezerwowych – rzucił rezolutnie szkoleniowiec.
Wynik 3:1 dla Widzewa poszedł w świat i zasygnalizował, że gdzieś za żelazną kurtyną rodzi się drużyna, która już nie śmie wyzywać na pojedynek największych. Ona z nimi wygrywa. Wygrana sprzed 35 lat pozostaje ostatnim zwycięstwem polskiej drużyny nad Juventusem. A z „Białą Damą” grały przecież Lechia Gdańsk, Górnik Zabrze i Lech Poznań.

ITA_Juventus_Torino_1980_1981
Juventus 1980

22 października 1980, Łódź
II runda Pucharu UEFA – pierwszy mecz
Widzew Łódź – Juventus Turyn 3:1 (1:1)
Gole: Grębosz 30., Pięta 69., Smolarek 79. – Bettega 43.
Widzew: Józef Młynarczyk – Bogusław Plich, Władysław Żmuda, Andrzej Grębosz, Andrzej Możejko – Mirosław Tłokiński, Zbigniew Boniek, Zdzisław Rozborski, Krzysztof Surlit – Marek Pięta, Włodzimierz Smolarek.
Juventus: Dino Zoff – Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Antonello Cuccureddu, Massimo Strogato – Marco Tardelli, Giuseppe Furino, Liam Brady, Vinicio Verza (86. Cesare Prandelli) – Roberto Bettega, Pietro Fanna.

Wykorzystano materiały z książki Marka Wawrzynowskiego „Wielki Widzew” oraz albumu Piotra Wesołowskiego „100 lat Widzewa Łódź”.

Grzegorz Ziarkowski

  • Paweł Król

    Świetne – gratulacje!

    Pamiętam, jak opowiadali o tym meczu w filmie „Widzew – z prowincji na salony Europy”. Rewanż był może jeszcze bardziej emocjonujący. W każdym razie Boniek starał się motywować pozostałych kolegów. Mówił, że Zoff to już taki „dziadek”. I w ogóle, że nie można się bać.

    Pozdrowienia

  • Grzegorz Ziarkowski

    Zdaniem Bońka taktyka na ten mecz nie miała sensu – Widzew po prostu musiał dać z siebie wszystko i atakować… Ech, były czasy…

    • Paweł Król

      Grali bez kompleksów, najprościej mówiąc…

  • Tekst miazga. Czapki z głów!

  • Piciarm

    Witam
    co tu mowic piekne czasy polskiego futbolu
    pozdrawiam