Retro. Zibi wróć, czeka Łódź

30 lat temu – Boniek, Platini, Zoff, Tardelli i Rossi kontra Młynarczyk, Smolarek, Tłokiński i Wójcicki…

Dokładnie 30 lat temu (20 kwietnia 1983 roku) Widzew Łódź zakończył piękną przygodę z Pucharem Europy Mistrzów Klubowych. W półfinale najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie łodzianie okazali się słabsi od Juventusu Turyn.

Po kapitalnym ćwierćfinałowym dwumeczu z Liverpoolem, widzewiacy pytani o rywala, z którym chcieli się zmierzyć w kolejnym etapie rozgrywek, najchętniej wskazywali Real Sociedad San Sebastian i Hamburger SV. Nikt nie chciał zmierzyć się z naszpikowanym mistrzami świata z 1982 roku Juventusem, w którym na dokładkę grali jeszcze Zbigniew Boniek i Michel Platini. A jednak los skojarzył mistrzów Polski ze „Starą Damą”.

„Sołtys” pokryje „Zibiego”
W Turynie też nikt nie cieszył się zbytnio z wylosowania mistrzów Polski. We Włoszech pamiętano jeszcze bolesne i długo gojące się rany sprzed trzech lat. W 1980 roku Widzew wyrzucił Juventus za burtę Pucharu UEFA. Jednak wówczas łodzianie mieli w składzie Bońka.

W trakcie podróży lotniczej do Włoch, widzewiacy przeżyli podniebny koszmar. Podczas przelotu nad Italią rozpętała się potężna burza, a podmuchy wiatru kołysały samolotem niczym latawcem. Ostatecznie piłkarze bezpiecznie wylądowali na lotnisku w Rzymie. Przerażony Włodzimierz Smolarek dopytywał czy takie emocje będą podczas meczu. Jednak stres związany z nieplanowanymi emocjami w drodze minął „Sołtysowi” dość szybko, bowiem na konferencji prasowej zapewniał włoskich dziennikarzy, że jest przesądzone, iż to właśnie on pokryje Bońka.

Trener „Starej Damy”, Giovanni Trappattoni w przeciwieństwie do szkoleniowca Liverpoolu, Boba Paisleya pilnie odrobił pracę domową i mistrzowie Italii wyszli na mecz doskonale przygotowani taktycznie. Przy odrobinie szczęścia objęli prowadzenie w 8. minucie po golu Marco Tardellego. Perfekcyjnie rozpracowani widzewiacy na boisku niemalże nie istnieli. Słynny widzewski charakter pozostał w szatni. Niespełna kwadrans po przerwie, Boniek zdecydował się na rajd z połowy boiska. Strzał „Zibiego” Młynarczyk jeszcze obronił, ale przy dobitce Roberto Bettegi nie miał już szans. Juventus prowadził 2:0 i nie oddał tej zaliczki do końca spotkania. Boniek odwiedził swoich niedawnych kolegów podczas kolacji w hotelu Jolly Ambasciatori. Uprzejmości z obu stron nie brakowało.

06.04.1983, Turyn
Juventus Turyn – Widzew Łódź 2:0 (1:0)
1:0 – Tardelli (8.), 2:0 – Bettega (59.)
Juventus: Zoff – Gentile, Scirea, Brio, Cabrini – Boniek, Bonnini, Platini – Tardelli, Bettega, Rossi (78. Marocchino). Trener: Giovanni Trappattoni.
Widzew: Młynarczyk – Świątek, Grębosz, Wójcicki – Kamiński, Romke, Rozborski, Wraga (81. Myśliński), Surlit – Tłokiński, Smolarek. Trener: Władysław Żmuda.

WIDZEW-LODZ-1982-83

Juventus za… Widzewem
Przed meczem w Łodzi kilku piłkarzy „Juve” wybrało się na spacer po włókienniczym mieście. Na domu handlowym o wdzięcznej nazwie… Juventus, natknęli się na napis „Życzymy Widzewowi awansu do finału Pucharu Europy”. Boniek przetłumaczył kolegom te słowa.

Spotkanie na stadionie ŁKS przy Alei Unii oglądał nadkomplet publiczności – 40.000 osób. Do Łodzi zjechały autokary wypełnione kibicami z całej Polski. Czytałem kiedyś wywiad z Wiesławem Wragą, który opowiadał jak załatwiał bilety dla mieszkańców Stargardu Szczecińskiego. Gdyby nie załatwił wejściówek na mecz, dostałby od miejscowych włodarzy dożywotni zakaz przekraczania granic rodzinnego miasta.

Widzewiacy wyszli na rozgrzewkę pół godziny przed meczem. Trappattoni uznał, że na rozgrzewkę na stadionie jest zbyt… zimno i zarządził zajęcia w hali koszykówki umieszczonej pod główną trybuną. Koszykarskie wyczyny graczy „Juve” oglądały koszykarki ŁKS, które stwierdziły, że Claudio Gentile i Tardelli z powodzeniem daliby sobie radę na parkietach…

Butelką w arbitra
Gdy mistrzowie Włoch wybiegli na murawę, 40.000 polskich kibiców ogarnął zbiorowy amok. „Zibi wróć, czeka Łódź” – skandowali kibice. Boniek pomachał łódzkim fanom na powitanie. Widzewiacy natarli na Juventus z niesamowitym animuszem. Gdyby Marek Filipczak (który pełnił wcześniej rolę rezerwowego w…trzecioligowej Polonii Warszawa) miał więcej szczęścia, już po kwadransie straty z Turynu zostałyby odrobione. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 32. minucie, gdy Paulo Rossi wykorzystał podanie Platiniego i Włosi prowadzili 1:0. Gol Rossiego tak rozwścieczył Krzysztofa Surlita, że ten ostrym wejściem we włoskiego napastnika skutecznie wyeliminował go z gry w drugiej połowie spotkania.

juventus_1

Dziesięć minut po zmianie stron, Surilt dał upust swojej sportowej złości i pokonał Dino Zoffa. W ekstazie, jaka zapanowała wśród kibiców zgromadzonych na stadionie, ktoś zapomniał się do tego stopnia, że rzucił butelkę po wódce. Pech chciał, że flaszka trafiła w arbitra liniowego Wilda De Vrieze. Mecz przerwano, piłkarze zeszli do szatni. Rozciętą głową asystenta zajął się lekarz z łódzkiego pogotowia (sędzia miał szczęście, że było to grubo przed aferą „łowców skór”), a Włosi naciskali na delegata UEFA, by sędziowie zakończyli mecz. De Vrieze okazał się jednak twardym Holendrem i z zabandażowaną głową wyszedł na boisko. Delegat UEFA, chłodny Norweg Nicolai Johanessen nie dał się sprowokować gorączkującym się Włochom. Mecz kontynuowano.

widzew_juve470

Padło na Kazika
W przymusowej przerwie do akcji na widowni wkroczyli dzielni zomowcy, szukający sprawcy nieszczęścia holenderskiego arbitra. Mój sąsiad, który był na tym meczu, opowiadał mi, że milicjanci wytypowali najbardziej pijanego spośród kibiców. To nic, że butelka spadła na boisko z innej części trybun, niż interweniowali ówcześni stróże prawa. Winnego znaleźli dość szybko. W mniemaniu mundurowych okazał się nim Kazimierz Ż., mieszkaniec ówczesnego województwa piotrkowskiego. Chłop ledwo stał na nogach, nie mówiąc już o tym, że był w stanie rzucić kilkadziesiąt metrów pustą flaszką po wódce. Ale człowiek się znalazł, paragraf na niego też. Takie były czasy…

Po wznowieniu gry znów z dobrej strony pokazał się nieodżałowany  Surlit, który w swoim stylu, strzałem z rzutu wolnego zdobył drugą bramkę. Włosi odpowiedzieli niespełna minutę po golu Widzewa. Młynarczyk faulował w polu karnym rozpędzonego Bońka, a „jedenastkę” na bramkę zamienił Platini.

Fotoreporterzy chcieli mieć koniecznie zdjęcia belgijskiego arbitra z zabandażowaną głową. Zaczaili się więc na sędziów jedzących kolację w Grand Hotelu przy Piotrkowskiej i zaczęli robić im zdjęcia. Na znak solidarności z kolegą pozostali rozjemcy owinęli sobie głowy serwetkami.

20.04.1983, Łódź
Widzew Łódź – Juventus Turyn 2:2 (0:1)
0:1 – Rossi (32.), 1:1 – Surlit (54.), 2:1 – Surlit (81.), 2:2 – Platini (82., karny)
Widzew: Młynarczyk – Myśliński, Tłokiński, Wójcicki – Kamiński, Romke, Rozborski, Wraga (75. Matusiak), Surlit – Filipczak (46. Mierzwiński), Smolarek. Trener: Władysław Żmuda
Juventus: Zoff – Gentile, Scirea, Brio (87. Strogato), Cabrini – Boniek, Bonnini, Platini – Tardell, Marocchino, Rossi (46. Prandelli). Trener: Giovanni Trappattoni.

Korzystałem z książki Piotra Wesołowskiego „100 lat Widzewa Łódź”.

Grzegorz Ziarkowski

  • Dariusz Kimla

    Absolutnie znakomity tekst. Ciesze sie, ze jestes z nami na pokładzie Grzegorz.

    A tamten Widzew? Na rozkladzie ma M.Utd, M.City, LFC i Juve. Szacun…

  • Paweł Król

    Lata 70. i 80. były najlepsze dla naszej piłki. Miło wracać do takich wydarzeń.

    Pozdrawiam

  • Kibic

    Z gościem, który rzekomo rzucił butelką w sędziego, to ciekawa historia. Prokurator żądał dla niego dwóch lat więzienia. Na rozprawie bronił go jako świadek Janusz Atlas, który udowodniał bezsens oskarżenia. Interesujący zapadł wyrok. Człowiek musiał pomalować ogrodzenie wokół stadionu. Pomagała mu podobno cała rodzina. Sprawiedliwości socjalistycznej stało się więc zadość.

  • Grzegorz Ziarkowski

    Po pierwszym meczu w Turynie, ówczesny trener Widzewa Władysław Żmuda I mówił, że drugi półfinał HSV – Real Sociedad stał na znacznie słabszym poziomie. Jednak w finale to HSV po trafieniu niejakiego Felixa Magatha, skądinąd ulubieńca futbolisty Mateusza Klicha, pokonało Juventus. Sprawdziła się stara piłkarska prawda – mecz meczowi nierówny, dlatego nie ma co gdybać, czy udałoby się awansować do finału, gdyby na drodze Widzewa stanął Hamburger SV czy Real Sociedad.
    Co ciekawe Widzew w sezonie 1982/83 był w fazie – jak to się ładnie nazywa – odmładzania zespołu. Wtedy odeszli nie tylko Boniek i Władysław Żmuda (piłkarz), ale i ulubieniec kibiców Andrzej Możejko. Rok wcześniej Widzew stracił napastnika Marka Piętę, rozumiejącego się bez słów ze Smolarkiem…
    Wtedy przyszli do zespołu m. in. młodzi: Wraga, Tadeusz Świątek (Wisła Płock) i Mirosław Myśliński, ale też olbrzym Wójcicki. Wszyscy świetnie wkomponowali się w drużynę, dając jej nową jakość. Aczkolwiek przejęli charakter od poprzedników i to chyba było najważniejsze.
    Darek, dzięki za miłe słowo 🙂
    Pozdrawiam

  • Piciarm

    a czy wroca takie czasy , raczej nie , poziom coraz gorszy-a kiedys chlopy grali za tzn.butelczyne, treaz placi sie kokosy a jest dno.Mistrz z Wroclawia w tamtym roku-becki az milo…a kiedys z takimi firmami sie gralo i dawali rade.
    narka

  • Magdalena Czarnota

    Mimo, że oglądam teraz tenis, hokej, skok w dal w wykonaniu moich siostrzenic, wszystko tylko nie piłkę nożną ^_^, lubię tu do Was zaglądać, bo macie lekkie i piękne pióro.

    Ale: „W ekstazie, jaka zapanowała wśród kibiców zgromadzonych na stadionie,
    ktoś zapomniał się do tego stopnia, że rzucił butelkę po wódce” – co to znaczy?