Seans filmowy (102). H-H-H HSV! Hamburger SV 1978/79

Niedawno pisałem o dokumencie, który powinni obejrzeć ku pokrzepieniu serc kibice Werderu Brema.

Dziś pora na coś, co mogą sobie zaaplikować fani Hamburgera Sport-Verein. Obie ekipy w nowym sezonie spotkają się w 2. Bundeslidze.

Bremeńczycy właśnie do niej spadli, hamburczycy utknęli na zapleczu ekstraklasy na dobre. Spadli w 2018 r. i po raz trzeci z rzędu nie dali rady awansować, zajmując czwarte miejsce w tabeli. Na nic się zdały 24 gole Simona Terodde.

Film o HSV jest zbudowany na podobnej zasadzie, jak ten o Werderze. I gdyby nie dwa motywy, które się w nim pojawiają, byłby mniej ciekawy. Ale o tym za chwilę.

Znów mamy mnóstwo kapitalnych archiwaliów. To naprawdę ogromna przyjemność popatrzeć na to, jak grał Kevin Keegan, zobaczyć innych piłkarzy z tamtych lat, przenieść się na dawne stadiony.

„H-H-H HSV!” opowiada o szesnastym sezonie Bundesligi – 1978/1979, w którym hamburczycy zajęli pierwsze miejsce, wyprzedzając VfB Stuttgart o punkt (ale mistrzostwo drużyna Branko Zebeca – trenera lubiącego dać w kość, małomównego, ale bardzo cenionego przez byłych podopiecznych zapewniła sobie w przedostatniej kolejce, więc nie mieliśmy żadnych przyprawiających o zawał scen na koniec rozgrywek).

O tamtych triumfie opowiadają wspomniany Keegan, William Hartwig, Horst Hrubesch (to on jako trener dokończył obecny, nieudany sezon HSV, ale trafił na ławkę na tyle późno, że absolutnie nie można go winić za to, że Sonny Kittel i koledzy znów będą kiblować w 2. Bundeslidze).

Hartwig zdaje się mieć najwięcej do powiedzenia. Przypomina mi trochę Wyntona Rufera, jednego z bohaterów „The Miracle on the Weser”. Dwóch gości z poczuciem humoru, tyle że Niemiec to typ ekstrawertyka, a Nowozelandczyk – ironicznego indywidualisty.

Keegan, uznający pobyt w Hamburgu za najlepszy czas w karierze, to inteligentny gość, z klasą. Wielka Mysz (niezła ksywa) opowiada m.in. o… przeboju, który nagrał. Piosenka napisana przez dwóch członków zespołu Smokie gościła nawet na listach przebojów. Posłuchajmy, jak śpiewał dwukrotny laureat Złotej Piłki:

Historia angielskiego napastnika to jeden z dwóch powodów, dla których uważam dokument o HSV za równie ciekawy, jak ten o Werderze. Drugi to bramkarz tamtej ekipy, Rudi Kargus (na zdjęciu głównym). Urodzony w Worms golkiper mówi w filmie niewiele, ale widzimy go za to w… pracowni malarskiej. Tak, były bramkarz reprezentacji jest malarzem. Artystą był już zresztą podczas kariery piłkarskiej, o czym opowiada uśmiechnięty jak zawsze Hartwig, podkreślając spokój, jaki emanował od Rudiego, oraz inteligencję kolegi. Bramkarz-artysta – pięknie.

Dobrze też wypadają inni starsi panowie, którzy mają sporo do powiedzenia, choć chyba nie czują się aż tak dobrze przed kamerą, jak Hartwig i Keegan – niezwykle skromny Hrubesch oraz Bernd Wehmeyer.

Oni wszyscy zresztą świetnie wyglądają, dobrze się trzymają. Można odnieść wrażenie, że hamburscy weterani ograliby dzisiejsze HSV.

Przyjemnie spędzone 40 minut. A sam mam nadzieję, że za rok będę mógł napisać o awansie Die Rothosen do ekstraklasy. Wszystkie znajome lewusy, które odróżniają siatkówkę od piłki nożnej, idą za St. Pauli, więc ja, na przekór, „Nur der HSV”.

Film do obejrzenia na Eleven Sports.

Marcin Wandzel