Seans piłkarski (127). Wróbel
Obejrzany film nie jest typowo o piłce. Myślę jednak, że to nie problem…
Akcja rozgrywa się na polskiej prowincji. Główny bohater jest czterdziestolatkiem i nazywa się Remigiusz Wróbel (w tej roli Jacek Borusiński). Wykonuje pracę listonosza i prowadzi spokojne życie. Wszystko w pewnym momencie przybierze całkowicie inny obrót, ale nie zdradzajmy jeszcze zbyt wiele.
W wolnym czasie występuje w lokalnej amatorskiej drużynie piłkarskiej, w niejakiej Sparcie. W tym miejscu jego pozycja także ulegnie zmianie i zostanie poniekąd wyrugowany za sprawą nowego nabytku w osobie piłkarza Majewskiego (na ekranie pojawia się Radosław Majewski, wciąż aktywny zawodnik Znicza Pruszków). Za darmo następca raczej grać nie będzie, co jest według Remka pewnym odstępstwem albo nawet złamaniem zasad. Warto wspomnieć, że filmowym kierownikiem drużyny jest Stefan Szczepłek: znany dziennikarz sportowy i autor książek o tej tematyce. Panowie Majewski i Szczepłek wypadli zresztą bardzo naturalnie, jakby nie musieli specjalnie grać…

Perypetie tytułowego Wróbla rozpoczynają się w momencie, w którym dostaje telefon z domu opieki w sprawie właściwie zapomnianego dziadka Romana Wróbla (Krzysztof Stroiński). Dochodzi wspomniana już utrata pozycji w lokalnym zespole, jak również pewien frasunek związany z pracą. Ogólnie zmartwień naszemu bohaterowi nie brakuje. Na szczęście pojawiają się chwile wsparcia w osobie nowo przybyłej sąsiadki (w postać Marzenki wciela się Julia Chętnicka). Pomocy – takiej nie zawsze stojącej w zgodzie z prawem – udziela Wróblowi ponadto jego przyjaciel „Pedro” (Piotr Rogucki). Nie jest zatem pozostawiony sam sobie. A pograć zawsze będzie można wkrótce w oldbojach, na co rozsądnie wskazuje wymieniony wcześniej kierownik Stefan.
„Wróbel” to film fabularny sprzed roku w reżyserii Tomasza Gąssowskiego. Łączy on w sobie elementy dramatu i komedii. Siłą tego obrazu są liczne małe scenki, które budują nastrój i potrafią wywołać uśmiech. Sporo wnosi też przyjemna muzyka instrumentalna. Internauci, jak zdążyłem się po seansie zorientować, jako zaletę wskazują również z wyczuciem napisane dialogi, gdzie język komunikacji zdecydowanie przypomina mowę zbliżoną do codzienności. Jak nic, zgadzam się z tą oceną…
Paweł Król








