Seans piłkarski (66). Lubański… legenda futbolu

Znam historię byłego zawodnika Górnika Zabrze prawie tak dobrze, jak drogę z pracy do domu, ale i tak miło było posłuchać raz jeszcze o tym samym. No i popatrzeć na archiwalne kawałki.

Mój tata nie poważał tzw. komuny, uznając ją za gówniany ustrój. Sam więc czułem do PRL ogromną niechęć, a ta powiększyła się, gdy będąc dzieciakiem, dowiedziałem się, że Włodzimierz Lubański nie mógł przejść do Realu Madryt. Bohater filmu Zbigniewa Lenkiewicza (w 2008 r. na II Międzynarodowym Festiwalu Filmów i Programów Sportowych w Gdyni został najwyżej oceniony w kategorii „Filmy dokumentalne – sporty drużynowe”) opowiada o tym, że Królewscy oferowali za niego milion dolarów i że sam Amancio, legendarny zawodnik Realu, namawiał go na transfer. Nic z tego, gdzie tam gwiazda piłki z krainy mlekiem i miodem płynącej do jakiejś tam Hiszpanii, jeszcze frankistowskiej.

Lubański, bramkostrzelny, świetnie wyszkolony technicznie zawodnik, na dodatek obdarzony urodą filmowego amanta, pasowałby do Realu idealnie. Boże, co to były za czasy. Dziś, gdy nasi zawodnicy w minutę osiem mogą przejść do zachodniego klubu, dawne dzieje wydają się być wręcz niewiarygodne.

54bbba6881fe5
Pan Włodzimierz wraz z żoną, Grażyną, w domowym zaciszu – kapitalne zdjęcie Chrisa Niedenthala. Na zdjęciu głównym Lubański wraz ze Stanisławem Oślizłą i Hubertem Kostką

Pan Włodek ciekawie opowiada o swoim życiu i karierze. Co prawda bodaj dwa razy został przyznany mu tytuł „Dżentelmena Sportu”, więc nie ma co liczyć na pranie brudów, ale z drugiej strony nasz bohater nie jest typem nudziarza, ma swoje zdanie. Wystarczy posłuchać tego, jak analizuje pracę Jacka Gmocha podczas MŚ ’78 albo jak opowiada o tym, dlaczego zrezygnował z pracy menedżera piłkarskiego. No i o tym, że nie był wolny od pokus, jakie niesie ze sobą życie gwiazdy. Mnie zaciekawił fakt, że marzeniem Lubańskiego wcale nie była gra w Górniku Zabrze. Jedak gdy trafił do tego klubu, narzekać raczej nie miał na co.

Były piłkarz porusza wiele mniej lub bardziej znanych tematów. Oprócz wymienionych nie mogło zabraknąć historii długiego rozbratu z piłką, za który odpowiadał nie tyle Anglik Roy McFarland, co nieudolność lekarzy. No właśnie, gdzie zaszedłby Lubański, gdyby nie źle leczona kontuzja? Ile bramek zdobyłby dla reprezentacji? Pewnie dziś mówilibyśmy, że Robert Lewandowski to wielki napastnik, ale na dogonienie byłego zawodnika Górnika nie ma szans.

W Lubańskim podoba mi się to, że choć nie ma w sobie nic z bufona, to nie jest też przesadnie skromny. Opowiadając o swej grze w Lokeren, mówi, że ten klub pewnie nigdy nie będzie miał w składzie naraz tylu tak wybitnych napastników, jak wtedy – mając na myśli Grzegorza Latę, Prebena Elkjæra Larsena oraz… siebie.

Włodzimierz Lubański opowiada, Dariusz Szpakowski jako narrator też spisuje się dobrze, mamy mnóstwo arcyciekawych archiwaliów… Ten nienowy, bo z 2007 roku, dokument w zalewie celebryckiego błaznowania i dziennikarskiego schamienia to prawdziwa perełka.

Marcin Wandzel

  • Paweł Król

    Lewy Lewym. Mnie się wydaje, że spore szanse na przeróżne rekordy miałby też Wojciech Kowalczyk, gdyby „lepiej się prowadził”; porównywany zresztą skalą talentu do Lubańskiego (cóż z tego, skoro „Kowal” ma statystyki w kadrze Polski zbliżone do np. Grzegorza Rasiaka).

    W takim razie postaram się obejrzeć, złapać ten dokument.

    • Marcin

      Kowal? To chyba mit, co to on by nie zrobił, gdyby nie pił. Byli tacy, co pili, a ekspert Polsatu mógłby za nimi co najwyżej nosić bidony. Zresztą, ja nie lubię gdybania, bo gdyby, przykładowo, Cristiano Ronaldo miał problem alkoholowy, jak jego ojciec albo gdyby jego matka usunęła ciążę, co planowała, nie byłby najlepszym strzelcem w huistorii Realu. No właśnie, gddyby.

      • Paweł Król

        Wiem o tym. Nie chcę bawić się w przypuszczenia. Przypadek „Kowala” to nie tylko jedna kwestia. Musimy pamiętać również o jego otwartym konflikcie z PZPN, selekcjonerem itd.
        Byli pewnie i wybitniejsi, a przynajmniej na takich się zapowiadali, od samego R. Lewandowskiego. A może i od Lubańskiego. Liczy się jednak rzeczywista kariera danego piłkarza. I w tych kategoriach oceniajmy, chociaż zdarza się, że w odniesieniu do jakiegoś gracza piszemy „niespełniony talent” bądź puszczamy właśnie wodzę fantazji.

        • Marcin

          Szkoda, że poukładany Juskowiak nie miał talentu Kowala.

          • Paweł Król

            Masz rację. Byli jakże różnymi napastnikami, „Kowal” grał z dużą swobodą, „Jusko” był za to typem nieprzeciętnego egzekutora, ale np. na IO’92 świetnie się uzupełniali.

  • Piciarm

    Czesc
    dlugo mnie nie namawiales , juz nastawione nagrywanie , chce to sobie zobaczyc

    • Marcin

      Cześć. A gdzie leci?

      • Piciarm

        przepraszam,pomylka z mej strony…..

  • Grzegorz Ziarkowski

    Przez kontuzję ominął go mundial w 1974 roku. Może w składzie z nim Polska byłaby mistrzem świata? Znów gdybanie się włącza 🙂