Szóstkowicze

Nie jest moim celem mnożenie porównań na zasadzie: tak było kiedyś, a tak jest dzisiaj.

Będzie o sześciosobowej odmianie piłki nożnej, z którą sam zetknąłem się wielokrotnie.

Warszawska Liga Szóstek Piłkarskich ma długą tradycję. Założona została jeszcze w latach 70. O jej historii można przeczytać tutaj.

Pamiętam te rozgrywki z okresu, jak mecze odbywały się w sąsiedztwie Elektrociepłowni Żerań i mostu Grota-Roweckiego. Niektórzy nazywali to miejsce: „Pod rurą”.

Boiska nie były równe jak stół bilardowy, ale chętnych do gry nie brakowało. Gdzieniegdzie tylko pokryte były warstwą trawy.

Prestiżu dodawała tej lidze obecność niektórych ligowców. Swego zamiłowania do „szóstek” nigdy nie krył np. Dariusz Dźwigała. Oto jedna z jego dawniejszych wypowiedzi w tym temacie: „Szóstkowa” atmosfera meczów jest wyjątkowa. Spotkania całych rodzin i rywalizacja na boisku, gdzie każdy chce pokazać, że nie jest gorszy od zawodowca. Niewykluczone, że w przyszłości założę własną drużynę.

Fakt ten nie zawsze potrafili zaakceptować ligowi trenerzy, co nie dziwiło z prostej przyczyny – udział w takich amatorskich meczach mógł spowodować całkiem niepotrzebne narażenie się na kontuzję.

redirect

Nie brakowało też innych znanych twarzy w latach 90. na żerańskich boiskach, że wspomnę Rafała Rutę.

Krótko pograł i próbował swoich sił także jeden z najbardziej nietrafionych transferów w historii polskiej ligi, Rosjanin Roman Orieszczuk.

WLSP przyciągała jak magnes. Wielu podkreślało, że głównym tego powodem była wyśmienita atmosfera. A taką tworzą najczęściej ludzie. O pomysłodawcy i założycielu ligi Andrzeju Stępniu możemy przeczytać w podanym przeze mnie na początku materiale.

Do rozgrywek garnęli się ludzie różnych profesji. Grali więc również znani dziennikarze sportowi. Jednego z nich, człowieka orkiestrę, w tym roku wspominał Stefan Szczepłek.

Od paru ładnych lat w Warszawie jest sporo gładkich i wygodnych boisk. Tym samym zmienił się krajobraz i warunki, bo mecze w ramach ligi szóstek odbywają się już w innym miejscu – o ile wiem: na sztucznej trawie przy ul. Księcia Bolesława.

Paweł Król

  • Piciarm

    czesc
    miejsce to pamietam,z szyby autobusu choc nigdy tam nie bylem, widzialem ze tam grali w pilke ale to bylo bardzo dawno temu….
    ps; potem pamietam pod mostem powstalo kartonowe miasteczko….

    • Paweł Król

      Tresury psów też były, o ile się nie mylę.

  • Grałem tam kilka razy, takie tam pykanie, żadne zorganizowane rozgrywki. Pamiętam, że kilka razy bezdomni nam piłke podawali, siedzieli w krzakach, a raz wpadła nam gała do kanału. Zszedłem na dół, bo pusto było, a tam śpiwory i koce na rurze z ciepłą wodą. Zimno tam nie mieli przynajmniej bidule…

    Potem tam zrobili takie tory dla samochodzików zdalnie sterowanych.