Trzi rogi elwer (18). Pavol Staňo

Druga połowa lipca. Rozegrana jedna kolejka Ekstraklasy. W niższych ligach jeszcze posucha.
W Czechach sezon startuje dopiero w przyszły weekend… Co tu robić?!

Światełkiem w ciemnym tunelu, okazał się przyjeżdżający na kilka dni w me strony, kolega Krzysiek (Moje Wielkie Mecze).

Planowanie wspólnego wyjazdu na mecz, a co za tym idzie zmniejszenie kosztów podróży, stworzyło więcej możliwości.
Wtedy pojawiła się Słowacja.
Jako że każdemu z nas, miejsce meczowania na Słowacji było raczej obojętne, postawiliśmy na najbliżej rozgrywane zawody.
5 km od granicy czesko-słowackiej rozgrywany był Slovnaft CUP (Puchar Słowacji); ŠK Čierne – FK Čadca.

Pamiętałem, że klub z Čierne jakiś czas temu obił mi się o uszy. Nie mogłem jednak sobie przypomnieć przy jakim zdarzeniu..?
Dopiero po kilku godzinach zaświeciła się lampka.
Oczywiście! Chodziło o pewnego grajka. I to nie byle jakiego.
To urodzony w Čierne Pavol Staňo. Obcokrajowiec z największą liczbą rozegranych spotkań w polskiej Ekstraklasie.
Jednak to, że jest rodowitym „Cierninianem” (???), to nie wszystko.
To właśnie tam, po odejściu z Termaliki, rozgrywał mecze rundy wiosennej.

Nadarzyła się okazja, by ponownie zobaczyć go w akcji.
Ostatni raz taką możliwość miałem przed dwoma laty, gdy na stadionie w Mielcu strzelił zwycięską bramkę dla Niecieczy w meczu z Zagłębiem Lubin.
Bramka ta była zarazem pierwszym golem Termaliki w ekstraklasowych rozgrywkach.
Wyjazd zapowiadał się więc ciekawie.

Na kilkanaście godzin przed wyjazdem, postanowiłem sprawdzić, czy w składach obydwu drużyn, jest może jakaś inna ciekawa osobistość. Niestety, nie znalazłem…
Mało tego, że nie znalazłem kogoś innego, nie było tam też Pavla Staňo!
Co jest grane?!

Zaczęło się szukanie. Czytanie słowackich portali, stron klubowych. Nigdzie nic nie ma. Żadnej informacji. Człowiek zaginął bez wieści.

Jednak nie dawałem za wygraną. Dalej szukałem.
I opłaciło się.
Interesującą mnie informację znalazłem na „fanpejdżu” Burmistrza miasta Krásno nad Kysucou!!!
Takie rzeczy trzeba czasami czytać.
Tekst, który znalazłem, zaczynał się tak: „Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie nowego trenera z zawodnikami”. A do tekstu dołączone zdjęcie Pavla Staňo.
Z jednej strony bardzo się ucieszyłem ze znalezionej wiadomości. Z drugiej zaś, zrozumiałem że najbardziej pożądanego (no… nie dosłownie) zawodnika nie zobaczę na boisku.
Trudno, jakoś przeżyję.

Jedziemy.
Po przekroczeniu granicy, jako że do meczu pozostawała jakaś godzina, odwiedziliśmy stadionik w przyległej wiosce Skalité.
Tam również trwały przygotowania do pucharowego meczu.
Po małej wycieczce powrót na właściwy stadion i wizyta w przystadionowej knajpie.

Jak można było się było spodziewać, była pełna oczekujących na pierwszy gwizdek kibiców.
Nad barem zobaczyłem ciekawy napis.
„Nie szukaj mnie żono ma, gdzie jest piwo tam jestem ja”.

Stadion pozostawił bardzo pozytywne wrażenia. Duża, ładna trybuna kryta, na której po obu stronach wisiały dzwony. Kilka razy zabrzmiały podczas meczu.

Przy trybunie stoisko z różnymi napojami. Te napoje, to kilka rodzajów wódki, piwa i wina.

Jeśli chodzi o mecz, to już nie było tak dobrze. Wszystko za sprawą dziwnego bramkarza miejscowej drużyny. Dziwnego, bo bardzo nietypowo zachowywał się w bramce.
Bronił przede wszystkim nogami. Czasem nawet nie reagował na strzał.
Wynik 1:7 mówi wszystko.
Całości dopełnił sędzia z kucykiem na głowie.

Ogólnie wrażenia z wyjazdu bardzo pozytywne.
Przy wyjściu ze stadionu znalazłem 5 euro.

Minęło kilka dni. Znowu usiadłem do studiowania słowackich terminarzy.
Na pierwszy ogień poszedł sobotni mecz pierwszoligowy AS Trenčín – DAC Dunajska Středa. Ale o tym może innym razem…

Coś trzeba było wymyślić na niedzielę.
I tu pojawił się nietypowy przypadek. W najbliższy weekend swe rozgrywki zaczęła III liga.
Oczywiście nie to było takie nietypowe. Dziwne było to, że była to kolejka 15. nowego sezonu (z nieznanego powodu rozgrywana jako pierwsza).

Dla nas najważniejsze było to, że swój mecz na własnym stadionie rozgrywał FK Tatran Krásno nad Kysucou, z wiadomym człowiekiem jako trenerem.
Tego nie można było odpuścić.
Do naszego grona, dołączyła jeszcze miła para młodych kibiców, pewnego śląskiego klubu.
Po przyjeździe, naszym oczom ukazał się piękny widok. Bardzo ładna trybuna na tle wzgórza.

Tradycyjnie zwiedziliśmy najpierw stadion, a potem stadionowy bar. Wszystko bardzo przyjemne.
Mecz był w miarę wyrównany i zakończył się remisem.

A dla nas (Krzyśka i mnie), najważniejsza była rozmowa z głównym bohaterem wyjazdu.
Nasze obawy, czy Pavol zgodzi się na rozmowę okazały się płonne. Trener okazał się naprawdę bardzo sympatyczną osobą i ciekawym rozmówcą.

Ciekawie wspominał lata gry na polskich boiskach. Opinię o pewnym trenerze zostawię jednak dla siebie.

Wywiad można przeczytać tutaj.

***

Dzięki Krzysiek za miłą słowacką przygodę.

Jacek Bula
trzi rogi elwer

  • Wywiad przeczytany, szacun dla zapaleńców. Żona Krzycha jeździ z nim na każdy mecz? Gdzie on ją znalazł?! 🙂

    • Jacek

      Na każdy chyba nie, ale pewnie bardzo często. Byli w mych stronach jakieś 10 dni i w tym czasie żona Krzyśka towarzyszyła nam w 5 meczach 🙂

      • Z bloga Krzyśka – „Zdjęcia i filmy robiłem ja lub moja wspaniała żona, która jeździ ze mną na wszystkie mecze.”
        Zuch dziewczyna 🙂

  • Paweł Król

    Alternatywny słowacki wypad, czyli Trzi rogi elwer w pełnej krasie.
    „Panoczek” 243 występy w Ekstraklasie i 23 gole.

  • Grzegorz Ziarkowski

    Świetna sprawa 🙂 Pozazdrościć takiej wyprawy 🙂

  • Piciarm

    cześć
    fajny wypad i niezłe stadioniki ….Ladne okolice , jakiś wiadukt itp.
    dobry napis przed barem
    pozdrawiam