Wczorajsze mecze. Tottenham Hotspur – Leeds United 3:0 / Real Madryt – Celta Vigo 2:0

Futbol byłby piękniejszy, gdyby nie dziennikarze, tzw. eksperci oraz internetowi kibice. Tak czy siak, piłkarską sobotę uważam za udaną.

Pierwszy z sobotnich meczów, które obejrzałem (Tottenham Hotspur Stadium, 13:30), był pojedynkiem generalnie nielubianego José Mourinho z generalnie lubianym Marcelo Bielsą.

Pierwszy to – tfu! – piłkarski pragmatyk, który na dodatek „się skończył” (ta opinia, wyrażana na podstawie tego, co osiągnął Portugalczyk w Realu Madryt, Chelsea za drugim podejściem i w Manchester United, jest autentycznie głupia, ale to temat na może inny tekst). Drugi – futbolowy romantyk i „freak”, jak to ujął Przemysław Rudzki, komentujący wraz z Marcinem Rosłoniem mecz.

Obaj panowie komentatorzy zdawali się być lekko rozczarowani, ja bawiłem się świetnie. „Nie fikaj, młody, bo cię wytargam za ucho” – tak wyglądała pierwsza połowa. „Młody”, czyli beniaminek z Leeds, grał „ładniej dla oka”, „dyktował warunki gry” (może pora na jakiś „Piłkarski słownik komunałów”?), ale starszy kolega dał mu dwa razy w ucho.

Najpierw Steven Bergwijn (znów diablo nieskuteczny) wywalczył rzut karny, który zamienił na bramkę Harry Kane. Potem sam Anglik (obecnie ma 10 goli i 11 asyst) przecudownie podał do Son Heung-mina (12/5) i Koreańczyk nie dał szans 20-letniemu Illanowi Meslierowi. Francuz to utalentowany bramkarz (posadził na ławce Kiko Casillę, byłego portero Realu Madryt i Espanyolu), ale „musi popracować nad wyprowadzaniem piłki”. Nie byłoby jedenastki dla Spurs, gdyby Meslier nie podał do Winksa. „Czy Tottenham prowadzi zasłużenie?” – zastanawiał się komentujący mecz Pan Anegdota. No, raczej tak, skoro zdobył dwie bramki, a zamiast Hugo Llorisa, mógł w bramce stanąć sam Mourinho.

W drugiej połowie na 3:0 trafił Toby Alderweireld (asysta Sona) i było po herbacie. Gospodarze, nazywani chyba tylko w Polsce „Kogutami”, wygrali w lidze po raz pierwszy od 10 grudnia, a goście pokazali, że jak im nie idzie z przodu (kiepski mecz chociażby Patricka Bamforda, który do tej pory aż 10 razy trafił do siatki), to wyglądają jak kandydat do spadku, bowiem obrona Pawi „nie stanowi monolitu”.

Podobał mi się Mateusz Klich. Jest go może nieco za mało w meczu, ale ma były zawodnik Cracovii odpowiednią technikę i tzw. boiskową inteligencję, by być wyróżniającym się pomocnikiem w niezwykle trudnej lidze angielskiej.

Cóż, „piłkarski pragmatyk” zdobył trzy punkty kosztem „futbolowego freaka”. Przy całym szacunku dla Bielsy, który wprowadził Leeds United do ekstraklasy po 16 latach – za ekscentrycznością musi pójść wynik albo przynajmniej bardzo dobra gra, bo inaczej w głowie zostaje obraz dziwnego, kucającego grubaska, a nie wybitnego trenera.

A największym przegranym tego spotkania wydaje się być Matt Doherty. Prawy obrońca Tottenhamu, ostatnio chyba wygrywający walkę o miejsce w składzie z Serge’em Aurierem, zarobił głupią czerwoną kartkę w samej końcówce meczu. Po spojrzeniu, jakim obdarzył go Mou, Irlandczyk może już w tym roku nie zasnąć.

TOTTENHAM HOTSPUR – LEEDS UNITED

TABELA PREMIER LEAGUE

Spurs nie wygrali w lidze od czterech meczów, ale Mourinho miał względny spokój, którego mógł mu pozazdrościć Zinédine Zidane.

Real Madryt wygrał z rzędu pięć laligowych spotkań, ale nagle zremisował w Elche i znów można było poczytać komentarze kibiców, mające wydźwięk, jakby Zizou nie prowadził aktualnego mistrza Hiszpanii, wcześniej wygrywając z nim trzy razy z rzędu Ligę Mistrzów, lecz spuścił Królewskich w tydzień do podkarpackiej B-klasy.

Zdaję sobie sprawę, że te idiotyzmy wypisują najczęściej dzieciaki, które mają na koncie więcej rozbitych smartfonów niż przeczytanych książek, ale i tak jest to dość niepokojące.

Inna sprawa, że hiszpańscy dziennikarze też potrafią zrobić „debatę” z byle czego. Polecam lekturę konferencji prasowych z Zidane’em. Jakim cudem ten człowiek zachowuje taki spokój?

Mecz Realu Madryt z Celtą Vigo (w ostatnich sześciu meczach ligowych 5 zwycięstw i remis podopopiecznych Eduardo Coudeta!), który zaczął się o 21:00 na Estadio Alfredo Di Stéfano, przypominał nieco ten z Londynu. Czyli mały trochę poskakał i dostał od dużego tym razem nie trzy, lecz dwa razy w ucho.

Blancos, podobnie jak Tottenham, nie zachwycili, ale zrobili swoje w sposób przekonujący. Najpierw Lucas Vázquez trafił po podaniu Marco Asensio, potem role się odwróciły. Niemal jak w Tottenhamie, gdzie „telepatyczną” współpracą mogą się pochwalić Kane i Son.

Vázquez gra w tym sezonie chyba jak nigdy dotąd, wiecznie rozczarowujący Asensio wreszcie pokazał na co go stać. Były gracz RCD Mallorca został nawet wybrany zawodnikiem meczu, ale ja bym ten tytuł przyznał Nacho. Hiszpański stoper, który zastąpił Sergio Ramosa, zagrał wręcz idealnie. Kataloński „Sport” dał mu notę… 4 – taką samą, jak Edenowi Hazardowi, który pojawił się na boisku w 74. minucie.

Trudne życie stopera, bo jeśli nie trafi do siatki, mało kto go doceni. Łatwe życie eksperta. Możesz robić z siebie idiotę i na dodatek płacą ci za to.

Celta wypadła średnio, na pewno rozczarowała, biorąc pod uwagę ostatnie wyniki. Każdy kibic z Vigo musiał też się zmartwić urazem Iago Aspasa. Z niewielką przesadą można stwierdzić, że bez niego ekipa z Galicji nie istnieje.

Wspaniale zagrał Luka Modrić. Kumaty realizator zaprezentował nam szybką kompilację genialnych zagrań Chorwata. Jedno z nich, gdy pomocnik Królewskich wyprowadził w pole Denisa Suáreza, odebrałem jako symboliczne. Parę lat temu pewnie niejeden uważał, że gdy Lukita będzie miał 35 lat, w najlepszym wypadku wróci do Tottenhamu, a Denis będzie należał do najlepszych pomocników w Europie.

26-letni dziś Hiszpan nie sprawdził się jednak ani w Barcelonie, ani w Sevilli, ani w Arsenalu. Zdaje się też, że brak mu DNA Barçy, gdyż w pomeczowym wywiadzie stwierdził, że 2:0 to wynik zasłużony. A Chorwat hasa po boiskach, jakby mu ktoś odjął z pięć lat.

Z pary komentatorskiej Piotr Laboga – Tomasz Ćwiąkała lepiej wypadł oczywiście ten drugi. Laboga co prawda tym razem przy byle okazji nie darł się, jakby ktoś polewał go wrzątkiem, ale mógłby się nauczyć jeszcze jednego: telewizja to nie radio, nie trzeba wyrzucać w minutę z siebie tylu słów, ile zwykły człowiek wypowiada w tydzień. Taki styl komentowania ma swój urok, jeśli nawijasz w Hiszpanii lub w Ameryce Południowej, w Polsce wywołuje ból głowy.

REAL MADRYT – CELTA VIGO

TABELA LA LIGI

Marcin Wandzel