Wczorajszy mecz. Anży Machaczkała – Zenit Sankt Petersburg 1:2
Krezus u kresu sił kontra krezus w siłę rosnący…
W Wielką Sobotę (dla prawosławnych Rosjan żadna ona tam wielka, oni Święta Wielkanocne obchodzą według kalendarza juliańskiego) w 26. kolejce rosyjskiej Premier Ligi na Anży Arenie w Kaspijsku ostatni zespół w tabeli podejmował lidera.
Wydać, by zarobić
Jeszcze nie tak dawno Anży jawiło się jako klub mlekiem i miodem płynący. Wszystko za sprawą niejakiego Sulejmana Kierimowa, króla rosyjskiego potasu. Obrzydliwie bogaty oligarcha mógł spełnić każdą swoją zachciankę, łącznie z koncertem Christiny Aguilery na swoim prywatnym jachcie.
W 2011 roku Kierimow zapragnął stworzyć w Machaczkale najlepszy piłkarski zespół na świecie, bo kto bogatemu zabroni? Zaczął ostrożnie od Brazylijczyków: Julcileia, Diego Tardellego i słynnego Roberto Carlosa, a na dokładkę przyszedł wyróżniający się w lidze belgijskiej Mbarak Boussoufa. Szczególnie tym ostatnim transferem Kierimow zagrał na nosie przedstawicielom możniejszych lig, wysyłając do piłkarskiego świata jasny sygnał: na Wschodzie rośnie nowy, niezwykle zamożny klub.
Kolejne ruchy transferowe tylko potwierdzały ten sygnał. Jurij Żyrkow, Balazs Dzsudzsak, Chris Samba, Lassana Diarra, a przede wszystkim Samuel Eto’o kasujący na rękę 20 milionów euro rocznie, mieli przyczynić się do budowy drużyny, mającej namieszać w europejskich rozgrywkach. Zachodnie kluby patrzyły na transferowe szaleństwa oligarchy z przymrużeniem oka i chętnie wypychały doń kolejnych piłkarzy. A Kierimow płacił, a raczej lekko przepłacał. Lacina Traore, Ewerthon i wreszcie Willian z Szachtara Donieck (na liście życzeń był jeszcze Ormianin Henrich Mchitarian) to kolejne konie w stajni Anży. Gwarantem sukcesów miał być holenderski cudotwórca Guus Hiddink. Jednak w Machaczkale nie było wystarczająco sprzyjającego klimatu do zdobywania trofeów. Apogeum zbudowanego za gigantyczne pieniądze Anży było trzecie miejsce w ligowych rozgrywkach i półfinał Ligi Europejskiej.
Ambicje Kierimowa nie zostały zatem zaspokojone. Klub nie awansował do Ligi Mistrzów, nie zdobył mistrzostwa Rosji. Oligarcha pojął, że zarabiający okrągłe sumki piłkarze traktują klub jak dojną krowę i nie za bardzo widzi im się umierać za Anży. Przed obecnym sezonem w Machaczkale ogłoszono zatem wielką wyprzedaż. Wyprzedaż nie oznaczała jednak… promocji. Kierimow wie jak zarabiać pieniądze. Aż 67 milionów euro (dane wg transfermarkt.de) wpłynęło do kasy Anży za sześciu graczy wytransferowanych do Dynamo Moskwa. Kolejne grube pieniądze Kierimow zgarnął na sprzedaży Lassany Diarry i Boussoufy do Lokomotiwu Moskwa oraz Williana do Chelsea. Łącznie klub z Machaczkały zarobił ponad 136 milionów euro.
Proroctwo Roberto Carlosa
Różne dane mówią o tym, że Kierimow zmniejszył budżet Anży ze 180 do 70 lub nawet 50 milionów euro. Drogich obcokrajowców zastąpili Rosjanie, bądź gracze z krajów byłego ZSRR, którzy na boisku mieli umierać za Anży. Ambicji zawodnikom z Dagestanu nie można było odmówić, natomiast umiejętności piłkarskie pozostawiały wiele do życzenia.
– Za dwa lata ten klub przestanie istnieć – przewidywał Roberto Carlos, gdy Anży okupowało ostatnie miejsce w Premier Lidze.
Dość powiedzieć, że pierwsze ligowe zwycięstwo w tym sezonie ekipa z Machaczkały odniosła dopiero w 20. kolejce. Zimą Kierimow postanowił wzmocnić nieco zespół wypożyczając z moskiewskich klubów i Zenita kilku nie mieszczących się w składach rosyjskich piłkarzy. Tacy gracze jak m.in. Fiodor Smołow, Aleksander Bucharow, Władimir Bystrow czy Diniar Bilialetdinow mają przyczynić się do tego, by w przyszłym roku do Dagestanu znów mogły przyjeżdżać najlepsze drużyny z Rosji.
Test dla Andre
W zespole Zenita niewiele nowych twarzy, ale za to jakie… Za 18 milionów euro pozyskano z Rubina Kazań Wenezuelczyka Salomona Rondona, który nie tak dawno pogrążył hat-trickiem swój były klub. Z kolei na ławce rezerwowych w połowie marca zasiadł Andre Villas-Boas, prawdopodobnie najlepiej zarabiający trener na świecie. Miesięcznie kasuje ponoć 8,5 miliona euro. Kto bogatemu Gazpromowi zabroni wydawać? Chyba tylko Putin, ale on w stronę Petersburga ostatnio w ogóle nie spogląda. Bardziej interesuje go Donieck.

Mecz z outsiderem Premier Ligi był dla Portugalczyka swego rodzaju testem. Jeżeli by go oblał (czytaj: nie wygrał w Kaspijsku), Zenit straciłby pozycję lidera na rzecz Lokomotiwu Moskwa. Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie podopieczni Gadżi Gadżijewa, lecz w 5. minucie Bystrow nie zemścił się na swojej byłej drużynie, trafiając z bliska w słupek. Cztery minuty później Zenit już prowadził za sprawą niezawodnego Rondona, który wykończył kapitalną zespołową akcję. Michaił Kerżakow był bez szans. Na marginesie: wszyscy ostrzyli sobie zęby na pojedynek braci Kerżakowów, jednak ten bardziej znany – napastnik Zenita, Aleksander, został w domu.
Kolejny wypożyczony z Petersburga gracz, Bucharow, był bliski pokonania Jurija Łodygina w 10. minucie, gdy główkował milimetry od bramki gości. Defensywa petersburżan trzeszczała w szwach, ale za nic w świecie nie chciała pęknąć, tak jak w 22. minucie, gdy po strzale Bucharowa wyciągnięty jak struna Łodygin wybił piłkę na róg. Szczęście sprzyjało gościom. Do czasu. W 29. minucie Smołow sprytnym technicznym strzałem uderzył piłkę za krótko wybitą przez stopera Zenita i było 1:1. To drugi z rzędu gol wypożyczonego z CSKA napastnika, który przed tą rundą ostatniego gola w lidze zanotował w… 2011 roku. Ponoć słabość do celebryty Smołowa ma selekcjoner „Sbornej” Fabio Capello i jest prawdopodobne, że atakującego Anży zobaczymy podczas brazylijskiego mundialu.
Lider zrobił swoje
Strzelony gol dodał wiatru w żagle outsiderowi i Zenit momentami bronił się dość rozpaczliwie. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy po świetnie rozegranym rzucie wolnym, Bystrowowi zabrakło precyzji i kopnął w boczną siatkę.
Po zmianie stron do głosu doszli jednak podopieczni AVB, jednak nie potrafili stworzyć sobie klarownej sytuacji. W 57. minucie Kerżakow wybił na róg uderzenie Hulka. Trzy minuty później Villas Boas zdjął z boiska przeraźliwie słabego Andrieja Arszawina. Wychodzi na to, że były piłkarz Arsenalu najlepsze lata ma już za sobą. Na domiar złego rozwodzi się z żoną, która przysyła do klubu pisma z prośbą o przelewanie na jej konto apanaży zawodnika. Te baby to jednak są…
Decydującą o zwycięstwie akcję Zenit przeprowadził w 62. minucie, gdy Rondon zrewanżował się Danny’emu za asystę z pierwszej połowy i wyłożył piłkę tak, że Portugalczykowi nie wypadało spudłować. Goście mogli podwyższyć, lecz Kerżakow poradził sobie z groźną główką Nicolasa Lombaertsa. W końcówce mecz był brzydki, gościom zależało głównie na utrzymaniu korzystnego wyniku, żółtą kartkę za przetrzymywanie piłki dostał nawet Hulk. Trzy punkty powędrowały jednak do Petersburga i Villas-Boas może odetchnąć z ulgą. Do następnej kolejki.

19 kwietnia 2014, Anzhi Arena w Kaspijsku
26. kolejka Premier Ligi
Anży Machaczkała – Zenit Sankt Petersburg 1:2 (1:1)
Gole: Smołow 29. – Rondon 9., Danny 62.
Anży: Michaił Kerżakow – Ali Gadżibekow, Gia Grigaława, Alexandru Epureanu, Andriej Jeszczenko – Władimir Bystrow (72. Władimir Sobolew), Diniar Bilaletdinow (54. Makacz Gadżijew), Ilja Maksimow, Odil Achmedow – Fiodor Smołow (77. Serder Serdarow), Aleksander Bucharow.
Zenit: Jurij Łodygin – Igor Smolnikow, Neto, Nicolas Lombaerts, Domenico Criscito – Axel Witsel, Wiktor Fajzulin – Hulk (74. Anatolij Tymoszczuk), Danny (86. Christian Ansaldi), Andriej Arszawin (60. Oleg Szatow) – Salomon Rondon.
Żółte kartki: Grigaława, Bucharow, Bilaletdinow, Jeszcenko/Hulk, Criscito.
Sędziował: Aleksiej Nikołajew.
Widzów: 21.200
Grzegorz Ziarkowski







