Wczorajszy mecz. Lech Poznań – AC Fiorentina 0:2
W Poznaniu dość brutalnie obudzili się z pięknego snu. Niestety, wygrana we Florencji była raczej dziełem przypadku niż zwiastunem uśpionej potęgi Lecha…
W porównaniu do meczu we Włoszech Jan Urban wystawił bardziej ofensywny skład, z Karolem Linettym, Szymonem Pawłowskim i Finem Kasparem Hamalainenem. Ale pierwszy strzał w meczu oddali goście – uderzenie Urugwajczyka Matiasa Vecino pewnie chwycił Jasmin Burić. Lechici mogli odpowiedzieć, gdyby Linetty, który z lewej strony wpadł w pole karne gości, utrzymał piłkę w boisku. W 10. minucie poznaniacy mogli objąć prowadzenie. Po centrze z wolnego Linetty’ego stoper Fiorentiny wybił piłkę pod nogi Pawłowskiego. Świeżo upieczony 29-latek (urodziny świętował w przeddzień spotkania) huknął z 20. metrów tuż obok słupka. Lechici podjęli rękawicę w środku pola, świetne zawody rozgrywał regulujący grę Ghanijczyk Abdul Aziz Tetteh, a dzielnie sekundował mu w tym odważnie grający Linetty. W szeregach gości nie do zdarcia był Słoweniec Josip Ilicić.
Cudowny gol Słoweńca
W 17. minucie z wolnego w mur uderzał Łukasz Trałka, a poprawkę Marcina Kamińskiego złapał Luigi Sepe. Siedem minut później po akcji Federico Bernardeschiego z Iliciciem z lewej strony ładnie „zawinął” Matias Fernandez, lecz tuż obok dalszego słupka bramki Buricia. Nie minęło 60 sekund, a Bernardeschi musiał blokować Dariusza Formellę, który w polu karnym zamykał centrę Hamalainena. Na boisku działo się naprawdę sporo. Na szarżę i lekki strzał Giuseppe Rossiego niecelnym strzałem z daleka odpowiedział Pawłowski. Wymiana ciosów trwała w najlepsze. W 34. minucie Pawłowski świetnie wypatrzył wbiegającego w pole karne Linetty’ego. Pomocnik Lecha uderzył jednak nad bramką. Lechici grali odważnie w obronie, gracze Fiorentiny aż pięć razy byli na spalonym.
W 40. minucie Sepe złapał celną główkę Tomasza Kędziory. Dwie minuty później goście cieszyli się z gola. Głupi faul przed polem karnym na wprost bramki popełnił najbardziej doświadczony w szeregach Lecha Dariusz Dudka. Do piłki podszedł Ilicić i idealnie umieścił piłkę w okienku bramki poznaniaków. Jeszcze przed przerwą Bernardeschi mógł zrobić wielką krzywdę Kędziorze, po tym jak w wyskoku nieopodal środkowej linii boiska zdzielił młodego obrońcę łokciem w głowę. Turecki sędzia (w kraju nosi ksywę… „Włoch”) nawet nie próbował zareagować na protesty lechitów…

Wołania Strejlaua
Po przerwie znów jako pierwszy musiał interweniować Burić, uprzedzając szarżę Hiszpana Mario Suareza. Stoperzy Fiorentiny spokojnie wymieniali piłkę w okolicach środkowej linii boiska, a piłkarze Lecha ustawieni na własnej połowie nawet nie kwapili się by ich zaatakować. Komentujący mecz jako ekspert (uwielbiam go w tej roli!) Andrzej Strejlau tak głośno domagał się pressingu ze strony Lecha i skrócenia pola gry, że wydawało się, iż rzuci mikrofon w diabły i wbiegnie na murawę strofować zawodników mistrza Polski…
A goście nadal grali swoje. Lech złapał niewielką zadyszkę, choć interwencja Kędziory, który przeszkodził w oddaniu celnego strzału Rossiemu, była najwyższej próby. Mocno niecelny strzał zaliczył też Fernandez. Lechitów z marazmu próbował wybudzić Pawłowski, ale w 66. minucie wpadł w pole karne i chybił celu, a 120 sekund później jego dogranie wzdłuż bramki wybił Nenad Tomović. Nie były to jednak stuprocentowe sytuacje dla Lecha. Podopieczni Paulo Sousy długo utrzymywali się przy piłce, nie pozwalając poznaniakom rozwinąć skrzydeł. Lech ambitnie próbował, ale bomba Hamalainena poszybowała nad poprzeczką.
Nokautujący cios
W 78. minucie kolejnym pięknym podaniem z boku boiska popisał się Pawłowski. Tym razem wypatrzył wbiegającego z prawej strony Gergo Lovrencsicsa i idealnie zagrał w tempo Węgrowi. Lovrencsics atakowany przez dwóch rywali utrzymał się na nogach i uderzył tuż obok dalszego słupka bramki gości. „To musi być strzał w światło bramki!” – irytował się Strejlau. Pięć minut później celny strzał oddali zawodnicy lidera Serie A. Dość osobliwe ustawienie defensywy Lecha wykorzystał Ilicić, który niczym wystrzelony z procy wystartował do prostopadłego podania ze środka pola, podciął piłkę nad Buriciem i ustalił wynik meczu. Goście jak wytrawny bokser czekali na zadanie nokautującego ciosu i wykorzystali chwilową słabość mistrzów Polski.
Szansę na zdobycie honorowego gola miał jeszcze ten, który przed dwoma tygodniami zapewnił Lechowi wygraną – czyli Maciej Gajos. Najpierw jednak minimalnie chybił. Potem przekombinował – w sytuacji, gdzie powinien strzelać, zagrywał jeszcze do Denisa Thomalli a ostatecznie podał pod nogi obrońców z Florencji. Lechici ulegli 0:2, choć rozegrali naprawdę dobry mecz. Piłka nożna to jednak nie łyżwiarstwo figurowe i za wrażenia artystyczne nikt punktów nie przyznaje. Niestety.

5 listopada 2015, Inea Stadion w Poznaniu
Faza grupowa Ligi Europy – 4. kolejka
Grupa I
Lech Poznań – AC Fiorentina 0:2 (0:1)
Gole: Ilicić 42., 83.
Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Dariusz Dudka, Marcin Kamiński, Tamas Kadar – Szymon Pawłowski, Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh (72. Denis Thomalla), Karol Linetty, Dariusz Formella (60. Grego Lovrencsics) – Kaspar Hamalainen (77. Maciej Gajos).
Fiorentina: Luigi Sepe – Nenad Tomović, Gonzalo Rodriguez, Davide Astori – Jakub Błaszczykowski (72. Marcos Alonso), Matias Vecino, Mario Suarez (80. Milan Badelj), Josip Ilicić, Matias Fernandez, Federico Bernardeschi – Giuseppe Rossi (63. Nikola Kalinić).
Żółta kartka: Linetty.
Sędziował: Halis Ozkahya (Turcja)
Widzów: 22.343
Grzegorz Ziarkowski







