Wczorajszy mecz. Manchester United – Chelsea 0:0

Prawie 350 milionów funtów na boisku. I co? I nic! Wielkie okrągłe ZERO!

Czasem tak bywa, że przedmeczowe oczekiwania kompletnie nie sprawdzają się w praniu. Tak było tym razem: z ogromnej chmury spadł niewielki deszczyk. Nawet nie kapuśniaczek.

Być może nie należało tak mocno pompować balona? Rzadko kupuję „Przegląd Sportowy”, ale wczoraj to zrobiłem, a tam na dwie szpalty analiza o prawdziwej twarzy José Mourinho.

„The Special One” został w tym kawałku zdemaskowany na wszystkie sposoby. Wyszło na to, że redaktor zna go lepiej niż Portugalczyka własna żona.

Oczywiście Mourinho zazdrości Davidowi Moyesowi posady menadżera „Czerwonych Diabłów” i by podkopać jego pozycję, knuje, aby do Londynu ściągnąć Wayne’a Rooneya. „Wazza” poznał Moyesa, gdy razem pracowali w Evertonie, i od tamtego czasu się nie lubią, więc byłoby to logiczne, że ich drogi muszą się teraz rozejść.

Byłoby logiczne, tyle że na boisku kompletnie się nie sprawdziło. Rooney zagrał w MU od pierwszej minuty i nie wyglądał na osobnika, który marzy o opuszczeniu Teatru Marzeń. Co bardziej złośliwi przewidywali, że rozkapryszony piłkarz zagra jedną połowę w czerwonej koszulce, drugą w niebieskiej, ale ten zasuwał aż milo było popatrzeć.

W ogóle te wszystkie transferowe rozważania i spekulacje przypominają czasem zabawę dzieci w piaskownicy w najlepszym wypadku. Otóż po zakończeniu spotkania David Moyes ogłosił Miastu i Światu, że nie jest zainteresowany sprowadzeniem Garetha Bale’a do Manchesteru. Tak jakby ktoś go o to pytał…

Z kolei o transferowej przebiegłości Chelsea świadczy wpis na Twitterze jednego z rumuńskich dziennikarzy na temat przejścia stopera Steauy Bukareszt, Vlada Chiricheșa, do Tottenhamu: „Uwierzę, że ten transfer doszedł do skutku dopiero, jak zobaczę go na oficjalnej stronie Chelsea”.

Mało o meczu, bo mecz najzwyczajniej na świecie ciekawy nie był. Za pierwszej kadencji Mourinho cichym bohaterem drużyny był Claude Makélélé, który czyścił wszystkie piłki, które minęły linię pomocy. Teraz piłkarza w jego typie ze świecą szukać przy Stamford Bridge. Od biedy mógłby za takiego uchodzić David Luiz, ale na razie nie gra.

Nie grał wczoraj również Juan Mata, piłkarz, który najwyraźniej nie jest w typie Mourinho. Już się zaczęły podchody i spekulacje, że Hiszpan ma przejść do Manchester United lub Tottenhamu.

Jeśli Mata wybrałby White Hart Lane, byłaby to swoista zemsta za podprowadzenie przez Chelsea Brazylijczyka Williana. Ten już witał się z gąską, już szykował długopis do podpisu pod kontraktem ze „Spurs”, gdy do akcji wkroczył Wesoły Romek Abramowicz, i Tottenham musiał obejść się smakiem. Tak jakby Chelsea faktycznie potrzebowała kolejnego ofensywnego piłkarza…

Jak nic przypomina to przekomarzanie się dzieci w piaskownicy. Moja łopatka jest większa od twojej, a mój tata zarabia więcej od twojego. Infantylne to, ale piłka właśnie taka powinna być, jako najważniejsza z niepoważanych sfer życia.

Tym razem ciekawsze okazały się meczowe przedbiegi od samej murawy. Zapewne podobnie będzie już za dni parę, gdy José Mourinho zmierzy się ze swym starym druhem Pepem Guardiolą w meczu o Superpuchar Europy. Już w piątek Bayern Monachium zagra w czeskiej Pradze z Chelsea.

Maciej Słomiński

  • Paweł Król

    Nie widziałem meczu.
    A Ramires grał? Zaraz sprawdzę. Nie jest taki zły…
    Pozdrawiam

  • Marcin Wandzel

    Mou się chyba starzeje, bo coraz więcej dziwnych decyzji podejmuje. Ignorowanie Maty, gra bez napastnika, wprowadzenie, zamiast Lukaku czy Ba (poza kadrą), fatalnego od 100 lat Torresa… Ramires grał. Niewiele pokazał.

  • Paweł Król

    Tak, już sprawdziłem. Dzięki. Liczyłem, że Lukaku będzie takim naturalnym (z racji warunków fizycznych) następcą Drogby, który tak całkiem niedawno nie odszedł… Ale miałem nadzieję, miałem, że chociaż trochę pogra. Cóż, sezon długi – jeszcze się sporo może wydarzyć.

  • Piciarm

    ogladalem mecz i niestety wielkie rozczarowanie,ponizej napisaliscie bez napastnika Chelsea…..moze czekaja na Lewego

  • Pilar

    A mi mecz się podobała. Dłuuugimi fragmentami Chelsea nie potrafiła wyjść z własnej połowy. Ten pressing, przechwyty, klepki… tylko goli zabrakło. Szkoda, że Welbeck nie ma instynktu killera…