Wczorajszy mecz. Newport County – Middlesbrough 2:0

Powtórka IV rundy Pucharu Anglii. W pierwszym meczu tych drużyn było 1:1. Tak więc, jak pokazywał rozwinięty na trybunach stadionu Rodney Parade transparent: „Bye, bye Boro, Hello Man City”

Wszystko się zgadza. Stało się: walijski przedstawiciel, uczestnik League Two, dużo niżej notowany, odprawił kolejny klub sporego formatu. Warto dodać, że we wcześniejszej rundzie graczom występującym w bursztynowych strojach nie sprostał Leicester City.

Newport to podobno bardzo trudny, wymagający teren. Nie ma w tym jednak przesady. Stadion i najbliższa okolica tworzą dzielnicę, do której nawet policjanci nie mogą ot tak sobie wjechać, żeby podjąć interwencję – potrzebują bowiem na to specjalnego pozwolenia. Biedna okolica, krótko mówiąc, ale nie dotyczyło to akurat wczorajszego występu drużyny gospodarzy na boisku…

A nawierzchnia do gry i ogólnie warunki meczowe nie były łatwe. Padający deszcz, wiejący silnie wiatr, tworzące się błoto, ale nikt się tym nie przejmował.

20 minut minęło błyskawicznie. Od początku piłkarze Newport starali się atakować bardziej znanego rywala, choć ekipa Boro nie była wcale dłużna: oddała np. strzał spoza pola karnego, który trafił w słupek.

Jednak z upływem kolejnych minut, właściwie też do samego końca powtórzonego meczu, dominacja klubu z Walii nie podlegała dyskusji. Podopieczni młodego menedżera (38 lat), Michaela Flynna, wykorzystywali szczególnie dobrze dysponowanego prawoskrzydłowego Robbiego Willmotta, do którego często podawali piłkę. Ten z kolei swoją szybkością i zdecydowaniem niejednokrotnie ośmieszał obrońców Tony’ego Pulisa, dla którego akurat ta rywalizacja była szczególna, ponieważ urodził się w Newport.
Szwankowała za to tylko skuteczność, wykończenie akcji, albowiem strzały najczęściej minimalnie były przenoszone nad bramką bądź też radził sobie z nimi czterdziestoletni grecki golkiper gości – Dimitrios Konstantopoulos.

Do czasu. Krótko po przerwie, w 47. minucie, na indywidualną akcję od połowy boiska zdecydował się chwalony wcześniej Willmott. W końcu ściął do środka pola i zdecydował się na oddanie strzału, który ostatecznie zaskoczył lekko wysuniętego golkipera drużyny z północno-wschodniej Anglii.

Chociaż Pulis szybko wykorzystał wszystkie trzy zmiany, nie widać było żadnej poprawy w grze przyjezdnych. Oni już w tym momencie przegrali mentalnie to spotkanie. Za to dodatkowo podbudowani prowadzeniem gracze z czwartoligowego poziomu dostali sporego kopa. Nie ustawali w umiejętnym przerywaniu niemrawych ataków Boro, prezentując od pierwszego gwizdka konsekwencję godną podziwu.

Drugi gol padł po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Piłka finalnie trafiła w polu karnym do napastnika z Irlandii, którym był Padraig Amond, który to bez przyjęcia – po ładnym półobrocie i skierowaniu ciała w kierunku bramki – oddał strzał nie do obrony w krótki górny róg. 6,5 tysiąca widzów było w siódmym niebie.

Do końca wynik już nie uległ zmianie. I to Newport County zagra w kolejnej rundzie jako gospodarz przeciwko Man City.

Historia bywa niesamowita. Jak się dowiedziałem z transmisji opisanego meczu, skomentowanego w stacji Eleven przez Marcina Grzywacza i Tomasza Zielińskiego, klub z Walii był w swoim czasie na skraju przepaści, a właściwie na krótko przestał w ogóle istnieć. Jedynie dzięki determinacji grupy około 400 kibiców zawdzięcza reaktywację, powrót do żywych, która to udzieliła odpowiedniej pomocy pod koniec lat 80.

Znana plotka głosi, że pierwszy milion, żeby go mieć, należy ukraść. Tak było zresztą w historii świata znanych postaci niejednokrotnie (sam okrutny Stalin z początku napadał na banki, zaraz na początku XX wieku).

Newport County zarobiło dotychczas, dzięki udanej postawie w Pucharze Anglii, z tytułu praw i transmisji, przeszło milion funtów. Można uczciwie, wykazując odpowiedni hart ducha i trochę bardziej udanie od innych i z większym poświęceniem, kopiąc piłkę.

Paweł Król

  • Fajny opis, super klub, dobry klimat, ale nijak nie mogę zaakceptować faktu, że walijskie ekipy grają w angielskich ligach i pucharach…

    • Paweł Król

      To podobnie jak ja. Generalnie jednak na Wyspy Brytyjskie i kraje sąsiednie trzeba spojrzeć trochę inaczej, łagodniej. W każdym razie nie namawiam do jakiejś akceptacji i zmiany poglądu na sprawę, nic z tych rzeczy. Dla mnie np. katastrofą byłoby, gdyby – tak jak chciano w swoim czasie – Celtic i Rangers dołączyli do angielskiej elity. Nawiasem mówiąc, Gerrard (wczoraj to zauważyłem) ściągnął do Glasgow Jermaina Defoe (36 lat).

      PS Mimo wszystko: La la la lalala… lalala Newport! 🙂 Pewnie skaleczyłem pieśń. Tutaj jest ich więcej. https://www.fanchants.com/football-team/newport-county/

      • Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie to, że Walia to osobna federacja, która posiada własną ligę i puchar. Gdy jeszcze dodamy do tego, że Walijczycy sie z Angolami nienawidzą, to już całkiem sie to wszystko robi niezrozumiałe…

        • Paweł Król

          Postawione na głowie. Widocznie o kasę się rozchodzi. Rosjanie też zapłacili w hokeju na lodzie odpowiednio. I, czym byłem zaskoczonym, grają tam kluby z innych krajów.

        • Paweł Król

          Podobno sporo żartów na ten temat można znaleźć w filmie Piekarz.
          https://www.teleman.pl/tv/Piekarz-312409

    • Paweł Król

      Teraz niech do Newport przyjeżdżają ci partacze Guardioli… 😉 A już bardziej poważnie: Marcin Grzywacz powiedział pod koniec meczu, że jeżeli City w pełni poważnie potraktuje mecz, to może wynik zakręci się koło dwucyfrowego. Coś w tym może jest, choć wg mnie tak wysoko nie wygra.

  • Paweł Król

    Z pięciokrotnym zdobywcą Pucharu Anglii przyjdzie Newport grać. Różnica poziomów i miejsc na tym etapie (w tym wydaniu rozgrywek), 1/8, będzie więc największa. Ostatni triumf MC to rok 2011. Poprzedni dawno temu, bo w 1969. Tutaj ładne zdjęcie z tego wyczynu:

    https://www.mancity.com/news/first-team/first-team-news/2013/may/fa-cup-glory-1969#imageHero