Wczorajszy mecz. PSV – Tottenham Hotspur 2:2

Nazwanie londyńczyków frajerami byłoby nieuzasadnioną grzecznością.

Koguty dobrze radzą sobie w Premier League. Można powiedzieć, że nad wyraz dobrze, biorąc pod uwagę brak jakiegokolwiek przedsezonowego transferu. W Lidze Mistrzów zagrały dwa niezłe mecze. Co z tego, skoro najpierw frajersko przegrały z Interem, a następnie – choć potrafiły postraszyć Barcelonę – to pod swoją bramką zachowywały się tak, jakby chciały zgłosić akces do naszej Ekstraklasy. Nawet Hugo Lloris bronił, jakby był to jego debiut w europejskich pucharach.

PSV, zdecydowany lider Eredivisie, kojarzy mi się głównie z Ronaldo, Lukiem Nillisem i… wygraną w Pucharze Europy w 1988 roku (ja rzeczywiście jestem stary). Neckarstadion w Stuttgarcie, 6:5 w karnych z Benficą. Dla drużyny z Eindhoven decydującą jedenastkę wykorzystał Duńczyk Anton Janssen, po stronie Águias przestrzelił niezwykle zasłużony dla klubu António Veloso (w 1983 grał w przegranym finale PUEFA z Anderlechtem, ominął go z powodu kontuzji stracony na rzecz Milanu Puchar Europy ’90). Tamten skład PSV znam lepiej niż obecny. Wstyd się przyznać, ilu piłkarzy drużyny Marka van Bommela spośród tych, którzy przegrali 3 października 1:2 z Interem, kojarzę. Za to stary PSV… Hans van Breukelen, Eric Gerets, Ronald Koeman, Gerald Vanenburg, Wim Kieft. Ale to była paka. Jako trener Guus Hiddink. Zupełnie nie pamiętam składu starej Benfiki.

W półfinale R. Koeman i jego koledzy wyeliminowali Real Madryt, Benfica – Steauę Bukareszt. To był sezon, gdy Górnik Zabrze grał w najważniejszym z pucharów: poradził sobie z Olympiakosem, potem nie dał rady Rangersom.

Środa, 24 października, 2018 roku, Philips Stadium w Eindhoven, 3. kolejka grupy B: Philips Sport Vereniging kontra Tottenham Hotspur Football Club. Zero punktów po obu stronach, mecz o wszystko. Gorszego sortu, bowiem zaczynający się o 18:55. Niby UEFA poszła na rękę kibicom i od tego sezonu można zobaczyć i we wtorek, i w środę po jednym spotkaniu, ale te wcześniejsze raczej trudno uznać za hity.

Jeżeli chodzi o Tottenham, staram się oglądać każdy mecz tej drużyny. Niestety, zazwyczaj średnia to przyjemność. Każdy, kto widział chociażby ostatnie ligowe zwycięstwa – po 1:0 z Cardiff i West Hamem – wie, co mam na myśli. Co do PSV, to ostatnie jej spotkanie widziałem w całości, gdy w środku pomocy grał obecny trener Boeren, wspomniany van Bommel. Był to 2005 rok i arcyciekawy półfinał Ligi Mistrzów (awansowali Włosi).

„To jest poziom Championship” – skomentował wczorajszą grę gospodarzy kolega. Nie inaczej, tyle że to Holendrzy wyszli na prowadzenie. Fatalnie zagrał Toby Alderweireld i Hirving Lozano – po nieudacznej próbie naprawienia swego błędu przez Belga – pokonał Llorisa.

A gra Tottenhamu musiała się podobać. Świetnie radził sobie Moussa Dembélé, niewiele gorzej Lucas Moura, generalnie rzecz biorąc – piłka ładnie śmigała od jednego gracza z Londynu do drugiego. W końcu jedna z ciekawie rozegranych akcji przyniosła wyrównanie. Asystował Kieran Trippier, a bardzo dobrze broniącego Jeroena Zoeta pokonał wymieniony wyżej Lucas, któremu pomógł rykoszet.

Druga połowa to wciąż dobra gra Spurs. Efekt? Świetna centra Christiana Eriksena (dopiero wyleczył kontuzję i nie jest w najwyższej formie, ale widać, jak wiele znaczy dla drużyny Mauricio Pochettino) i celny strzał głową Harry’ego Kane’a, który… nie jest w najwyższej formie, o czym za chwilę.

Goście powinni wygrać ten mecz przynajmniej 4:1, a… zremisowali. Lloris sfaulował Lozano poza polem karnym i wyleciał z boiska. Hiszpański komentator (dobrze się go słuchało, naszych nawet nie ma co porównywać z kolegami po fachu z Półwyspu Iberyjskiego) twierdził, że należał się żółty kartonik. Grająca w przewadze, ale wciąż słabo i topornie, PSV wyrównała dzięki ładnemu, sprytnemu strzałowi de Jonga.

Goście, choć osłabieni, powinni wygrać, ale piłka rzadko chciała słuchać Kane’a. W normalnej dyspozycji najlepszy angielski napastnik byłby bohaterem meczu. Wydaje się też, że Pochettino niepotrzebnie zdjął Lucasa. Brazylijczyk, który do Londynu trafił z PSG w trakcie poprzedniego sezonu, przez jakiś czas rozczarowywał (częsta przypadłość piłkarzy zmieniających pracodawcę w styczniu), jednak obecnie jest chyba najlepszym zawodnikiem Kogutów. Może decyzja argentyńskiego trenera wzięła się stąd, że były zawodnik São Paulo nieco przygasł w drugiej połowie, może Poche chciał go oszczędzić na poniedziałkowy mecz przeciwko Manchester City?

W poprzedniej edycji LM Tottenham w grupie wyprzedził późniejszego triumfatora Real Madryt, a w fazie pucharowej – trzeci raz użyję tego słowa – frajersko uległ Juventusowi. Obecnie potrzebuje niemal cudu, by awansować. A na przyszły sezon transferów, bo jeśli zmiennikiem Kane’a ma być Fernando Llorente, to… szkoda gadać.

Drużyna PSV zremisowała, gdyż była do bólu skuteczna. Styl był jednak taki, że oczy bolały, gdy patrzyło się na jej grę. Inna sprawa, że czerwono-biali chyba realizowali założenia taktyczne trenera, bowiem ten dokonał tylko jednej zmiany.

Warto też wspomnieć o beznadziejnej postawie arbitra i co najmniej jednego z jego asystentów. Faule, których nie było, absurdalna kartka dla Dembélé i najważniejsze – nieuznany prawidłowy gol Tottenhamu. Pan Slavko Vinčić oraz jeden z jego kolegów powinni iść na bezpłatny urlop.

Rewanż 6 listopada. Rozczarowująca – zwłaszcza dla Anglików – stawką raczej gra w Lidze Europy.

24 października 2018, 3. kolejka grupy B Ligi Mistrzów

PSV – Tottenham Hotspur 2:2 (1:1)
1:0 Hirving Lozano 29’
1:1 Lucas Moura 39’
1:2 Harry Kane 54’
2:2 Luuk de Jong 86’

Sędziował: Slavko Vinčić (Słowenia).

Czerwona kartka: Hugo Lloris 79′.

Stadion: Philips Stadion (Eindhoven).

Widzów: 35 000.

PSV: Jeroen Zoet – Denzel Dumfries, Daniel Schwaab, Nick Viergever, Angeliño – Pablo Rosario, Jorrit Hendrix – Hirving Lozano, Gastón Pereiro (83. Cody Gakpo), Donyell Malen – Luuk de Jong. Trener: Mark van Bommel.

Tottenham: Hugo Lloris – Kieran Trippier, Davinson Sánchez, Toby Aldeirwereld, Ben Davies – Eric Dier, Moussa Dembélé (74. Harry Winks) – Lucas Moura (64. Érik Lamela), Christian Eriksen, Son Heung-min (81. Michel Vorm) – Harry Kane. Trener: Mauricio Pochettino.

Marcin Wandzel

  • Grzegorz Ziarkowski

    Jakim cudem gość sędziujący na co dzień ligę słoweńską ma ogarniać Ligę Mistrzów?! Choć w Słowenii poziom wyższy niż u nas.

    • Marcin

      Skomina ma silną pozycję.

      • Piciarm

        zgadza się, więc i sprawdzają innych…

  • Paweł Król

    A propos wspomnianego finału, był u nas taki skromniutki tekst http://slowfoot.pl/historia-pewnej-fotografii-12/

    PSV, mnie przynajmniej, kojarzy się jeszcze z Romario. Swoje nastrzelał też Kezman.

    Pozdrowienia

    • Marcin

      Z Kežmanem ciekawa sprawa, bo okazało się potem, że on tak naprawdę niewiele umie. Romário – wiadomo. Dziwne, że Nillis, a nie on, przyszedł mi do głowy,

      • Paweł Król

        Przerosła go gra dla kolejnych klubów. Miał szybkość. Względnie niezłe wyczucie sytuacji też. Z resztą było tak sobie…

  • Piciarm

    witam
    Nie oglądałem tego spotkania, zresztą żadnego w tym tygodniu, nie widziałem
    ale po opisie to może i dobrze się stało 😉
    Zgodzę się z Tobą ,tak w tej edycji LM , Koguty raczej nie powalczą to fakt…według mnie spowodowały to słabsza forma Kane ,
    kontuzje niektórych graczy, kluczowych też zresztą a zmiennicy słabsi – sam jestem zadowolony z wyników w Premier a dzisiaj grają z City …będzie ciężko he ,he
    pozdrawiam