Wczorajszy mecz. Puchar Anglii, I runda, Dulwich Hamlet – Carlisle United 1:4

Zaczęło się – wystartowały rozgrywki prawie tak stare jak świat.

Gospodarze, żeby znaleźć się w tym miejscu, musieli przejść bez szwanku przez eliminacje. Pokonali trzy drużyny i po przeszło dwudziestu latach przerwy mogli przystąpić do piątkowego meczu pierwszej rundy krajowego pucharu. Dla małego klubu z południowego Londynu, z szóstej ligi, było więc to nie lada wydarzenie.

Goście, dla odmiany, to przedstawiciel czwartej ligi; inaczej mówiąc, League Two. Na ich ławce i wokół niej znajoma twarz, Steven Pressley w roli menedżera: były obrońca reprezentacji Szkocji.

Czy na boisku, nie bacząc na końcowy wynik, widać było różnicę dwóch poziomów?

Niezupełnie. Sposób budowania akcji przez Dulwich Hamlet mógł się podobać widzom zgromadzonym na stadionie Champion Hill. Spodziewałem się zresztą, że drużyna, którą od dekady prowadzi Gavin Rose (ma też sprawunek nad akademią) przeciwstawi głównie olbrzymią determinację. A sama gra będzie polegała na szybkim przetransportowaniu piłki do ataku. W jaki sposób, nieważne. Nic bardziej mylnego. DH wymienili w całym meczu więcej podań, częściej byli w posiadaniu piłki itd. Konkrety były za to po stronie Carlisle United.

Już w 8. minucie lewą stroną uciekł Harry McKirdy (łatwo było rozpoznać go wczoraj wieczorem – miał bowiem charakterystycznie, nisko opuszczone getry). Przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów. Wpadł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki. Tam czekał Olufela Olomola, który tylko skutecznie dostawił nogę.

Szybkość startowa i niebezpieczne ataki skrzydłami wyróżniały przyjezdnych. Jednocześnie właśnie te atuty sprawiały miejscowym najwięcej problemów, o czym ponownie przekonali się oni w 38. min. Tym razem prawą flanką przedarł się Gethin Jones. Następnie dograł na pierwszy słupek do McKirdy’ego, który znajdował się kilka metrów przed bramką. Asystent przy pierwszym golu ubiegł wszystkich: wstawił sprytnie nogę w odpowiednim momencie i było 0:2.

Cztery minuty po przerwie środkowy obrońca Christian Smith zmniejszył prowadzenie Carlisle. Otrzymał dośrodkowanie z rzutu wolnego, wyskoczył i głową pokonał bramkarza. Nadzieje na korzystny wynik odżyły, ale na krótko.

Kilka minut później doświadczony pomocnik Mike Jones efektownie uderzył z daleka, z co najmniej 25 metrów. Z lewej strony złamał lekko do środka, a potem odpalił fałszem prawą nogą. Piłka początkowo leciała gdzieś prosto, lecz po chwili zmieniła kurs i ostatecznie wpadła w prawy górny róg bramki.

Do asysty i gola dynamiczny McKirdy – mnie przypominający delikatnie Aidena McGeady’ego z najlepszych lat – dorzucił jeszcze jedno trafienie. Pomknął lewym korytarzem. Miał spory kąt, jak już znalazł się w pobliżu bramki. Nie stanowiło to przeszkody, ponieważ oddał techniczny strzał, któremu nadał adekwatną do sytuacji siłę oraz rotację.

1:4, a fani DH do ostatniego gwizdka sędziego (swoją drogą, dawno nie widziałem tak zaradnego i nie przeszkadzającego w grze angielskiego arbitra) wręcz wiwatowali, wymachując w rytm przyśpiewki różowo-granatowymi szalikami. Rzecz warta odnotowania nawet nie ze względu na okoliczności, gdzie wynik okazał się drugorzędny, a powszechny sposób kibicowania w Anglii. Obrazek godny oprawienia w ramkę.

Krótka historia udziału Dulwich Hamlet w Pucharze Anglii dobiegła końca. W szeregach tej drużyny za wczorajszy mecz wyróżniłbym zawodnika drugiej linii Bena Chapmana (sprawdzałem, czy nie jest spokrewniony z byłym napastnikiem Leeds United o takim samym nazwisku, Lee Chapmanem – wyszło na to, że nie). Dwudziestolatek był aktywny: sensownie rozdzielał piłki i napędzał akcje w stylu drobnego walijskiego pomocnika Joe Allena.

Paweł Król

  • Slowfoot rulezzz

  • Piciarm

    Dzięki za relację, poszukałem skrótu meczu i widziałem, gole niczego sobie!
    Strzał Mike Jones – ładnie i tak jak pisałeś gracz Harry McKirdy – wyróżniał się nie tylko getrami ale i grą.
    Carlisle United lepsze, w skrócie widziałem kilka akcji zmarnowanych i słupek…. jednak 2 szczeble wyżej.
    Co do gospodarzy – doping i stadion pękał w szwach, rodziny z psami 🙂 fajne klimaty.
    pozdrawiam